Olza jako śląski Jordan w twórczości Jana Kubisza

Józef Szymeczek

Olza jako śląski Jordan w twórczości Jana Kubisza

25 marca 2019  minęła 90 rocznica śmierci nauczyciela, działacza narodowego, pisarza i poety śląskiego Jana Kubisza (1848-1929). Dzieło poetyckie Kubisza nie jest zbyt obszerne, tworzy go zaledwie kilka małych tomików prostych wierszy. Za swego życia nie był uznawany za wielkiego poetę narodowego. Czytelnicy i słuchacze nie podniecali się walorami artystycznymi czy wykwintnymi figurami poetyckimi jego wierszy. Chwalili je za ich prostotę i za zawartą w nich wiarę w Boga i w dobroć człowieka. Wiersze były często odczytywane na wieczorkach i zabawach narodowych, budując sławę poecie. Dwa najpopularniejsze z nich (Ojcowski dom i Płyniesz Olzo) zyskały później nawet melodie i stały się popularnymi pieśniami. Obie pieśni szybko przyswoił sobie lud śląski – tę drugą Nad Olzą (Płyniesz Olzo) w sposób szczególny. Już w 1934 r. redaktor cieszyński Władysław Zabawski pisał, że była „ulubionym śpiewem śląskim”, a w latach sześćdziesiątych minionego wieku nazywano ją w środowisku ewangelickim „hymnem śląskim”. Na ziemi cieszyńskiej, a na pewno na Zaolziu, taki status do dnia dzisiejszego wśród pieśni śląskich faktycznie posiada. Pieśń jest bardzo popularna, śpiewana przy wszystkich okazjach – na festynach, zabawach, weselach, zabawach sylwestrowych, nawet stypach pogrzebowych. Niestety jest ofiarą swego sukcesu. Jej popularność sprawia, że bywa skracana, niektóre wiersze zostają omijane, przez co treść pieśni w dzisiejszym wybrzmieniu się spłyca i zatraca swój pierwotny głęboki sens. Z tego powodu postanowiliśmy przypomnieć prawdziwe znaczenie słów tej pieśni i przekonać czytelników, że nie chodzi tylko o ludową piosenkę, ale pieśń o głębokim wymiarze religijnym, pieśń natchnioną, z wizją i posłannictwem aktualnym do dnia dzisiejszego.

 

Jan Kubisz urodził się w chłopskiej rodzinie w 1848 r. Ukończył niemieckie gimnazjum ewangelickie w Cieszynie i wobec spraw narodowych był początkowo obojętny. W czasach nauki we wspomnianym gimnazjum niemczyzna brzmiała dla niego jak śpiew anielskich chórów, a język polski nie budził ni dumy, ni uznania. Po ukończeniu gimnazjum spędził jeden rok w domu i poświęcił się samokształceniu. To pod wpływem nauczyciela w Końskiej, Adama Pinkasa i jego starszego kolegi Jerzego Buzka dokonała się zmiana w jego nastawieniu do polskości.

 

Kubisz po roku spędzonym w domu poszedł do cieszyńskiego zakładu kształcenia nauczycieli i został pedagogiem o polskim przekonaniu narodowym. W 1869 r. objął posadę w Gnojniku i dotrwał tam aż do emerytury. Brał czynny udział w pracach narodowo-społecznych, co uważał za swój święty obowiązek. Szczególnie aktywny był w Czytelni Ludowej w Cieszynie, gdzie toczyło się całe życie kulturalno-oświatowe. Tu rozwijał się amatorski ruch teatralny, tu powstawały pierwsze wiersze okolicznościowe Kubisza. Sam je recytował i zyskał uznanie społeczności polskiej w Cieszynie. Jego utwory pojawiły się w prasie (Gwiazdka Cieszyńska i Przyjaciel Ludu). Debiut literacki nastąpił w Gwiazdce Cieszyńskiej w 1868 r. (Do panny młodej). Wiersz Do Olzy (znany też jako Płyniesz Olzo), późniejszy hymn ludu cieszyńskiego, pojawił się drukiem w wydanym pod pseudonimem „Szlązak” zbiorze poezji pod tytułem Niezapominajki (Cieszyn 1882). Wiersz Do Olzy jest ostatnim utworem tego tomiku. Po raz drugi pojawił się w zwartym zbiorze twórczości Kubisza Śpiewy starego Jakóba w 1889 r. Dla uzupełnienia podajmy, że Kubisz jest też autorem tomiku Z niwy śląskiej (Cieszyn 1902) i wspomnień Pamiętnik starego nauczyciela (Cieszyn 1928). W 1902 r. w Gwiazdce Cieszyńskiej ukazała się kolejna wersja tej pieśni w postaci zbliżonej do tej, jak ją dzisiaj znamy. Kubisz jest tedy piewcą rzeki i wyrazicielem powszechnego dla niej podziwu:

 

Płyniesz, Olzo, po dolinie,

Płyniesz, jak przed laty,

Takie same na twym brzegu

Kwitną wiosną kwiaty.

 

A twe wody w swoim biegu

Się nie zamąciły;

I tak samo lśnią się w słońcu,

Jak się dawniej lśniły.

 

Ale ludzie w życiu swojem

Zmienili się bardzo;

Zwyczajami, wiarą przodków

Ledwie że nie gardzą.

 

I dąb z dębem na twym brzegu,

Jak szumiał, tak szumi;

Lecz wnuk starą mowę dziadów

Ledwie że rozumie.

 

Na twym brzegu dawnym śpiewem

Słowik się odzywa;

A dziś śliczne pieśni nasze

Ledwie że kto śpiewa!

 

Jordan w ziemi Chananejskiej

Święte ma znaczenie:

W jego wodach Izraela

Lud brał oczyszczenie.

 

Więc z modlitwą uklęknąłem

W pokorze przed Panem:

Byś się stała, Olzo, takim

I dla nas Jordanem!

 

A tak kiedyś – gdy nad falą

Wiosną wiatr zawieje,

Wnuk usłyszy w fal twych szumie

Przodków swoich dzieje

 

I usiądzie na twym brzegu

dumać nad przeszłością –

I żyć będzie dla swej ziemi

Czynem i miłością!

 

Skąd wzięły się inspiracje do napisania tego dzieła i o czym ono w ogóle jest – nad tym chcemy się zastanowić. Jan Kubisz był ewangelikiem. Najwyraźniejszym czynnikiem życia codziennego ewangelików była Biblia i ona dawała każdemu dniu wymiar niecodzienny, mistyczny. Ewangelicy wyznania augsburskiego (luteranie) obecni są na ziemi cieszyńskiej od czasów reformacji. Ewangelicy na Śląsku Cieszyńskim odegrali bardzo ważną rolę w procesie przekształcania tradycyjnego społeczeństwa feudalnego w nowoczesne społeczeństwo obywatelskie. Stali u początków szkolnictwa, prasy cieszyńskiej, zakładali organizacje społeczne, uczestniczyli w życiu gospodarczym, wydawniczym i politycznym. W czasie tych procesów transformacyjnych rozwinęła się u znaczącej ich części świadomość przynależności do polskiej grupy narodowej. Walka o pełne prawa wyznaniowe przekształciła się po ich zdobyciu (w 1861 r.) w walkę o prawa narodowe. Praca u podstaw i służba dla społeczeństwa, to hasła, które przyświecały działaczom tego okresu.

 

Znaczącą rolę w procesie uświadamiania cieszyńskich ewangelików w kierunku polsko-narodowym odegrał pastor warszawski ks. Leopold Marcin Otto (1819-1882), który w latach 1866-1875 był pastorem w Cieszynie. Ks. Otto miał poczucie misji od Boga i to nie tylko w sprawach wyznaniowych, ale i w kwestii narodowej. Miał przekonanie, że nie tylko on sam, ale i protestanci w Polsce mają do spełnienia specjalne zadanie. I tak jak naród polski miał być Mesjaszem narodów (koncepcje takie wygłaszał między innymi Adam Mickiewicz), tak wśród Polaków taką rolę, według ks. Otto, mogli odegrać ewangelicy. Ewangelicy powinni dążyć do tego, aby cały kraj, w którym żyją, stał się Królestwem Boskim, stał się jedną ściśle połączoną gminą chrześcijańską. W rozumienia ks. Otto miała to być zapewne gmina ewangelicka. Według oceny ks. Otto Polacy ewangelicy nie tylko mieli wobec narodu spełnić misję religijną, ale też narodową i cywilizacyjną.

 

Uważał, że taki jest zamiar Boga, a jeżeli już Bóg coś postanowi, to prędzej czy później musi to zostać zrealizowane. W jednym z kazań powiedział do wiernych: – Na cóżby was Chrystus Pan bronił i chronił przez tyle wieków, dlaczegóż was polską mową chwalących Boga światłem ewangelii obdarzył? Dlaczegoż między katolikami i Niemcami postawił? A to byście pod korzec tego światła nie stawiali, ale by ono z gór waszych szeroko na wszystkie strony, gdzie polska mowa brzmi, jasno przyświecało[1].

 

Ks. Otto opuścił Cieszyn w 1875 r., ale jego mesjanistyczne wizje o znaczeniu i roli, jaką mają odegrać ewangelicy w narodzie polskim, znalazły na ziemi cieszyńskiej wielu naśladowców. Do najbardziej zagorzałych należał między innymi Jan Kubisz, który był uczniem pastora. Koncepcje ks. Otto żywo były przypominane w czasie jubileuszu 200-lecia założenia Kościoła Jezusowego w Cieszynie w 1909 r., kiedy zastanawiano się nad znaczeniem luteran cieszyńskich w historii protestantyzmu światowego i szukano wyzwań na przyszłość. Już wtedy w myśl idei ks. Otto formułowano tezę, że polscy luteranie cieszyńscy mają się stać fundamentem (szkieletem) Kościoła ewangelickiego na ziemiach polskich w  nowej najbliższej przyszłości.

 

Trzeba jednak przy tym wszystkim pamiętać o tym najważniejszym. Aspiracje polityczne Polaków na ziemi cieszyńskiej wokół „nowej rzeczywistości” nie mogły przekroczyć kategorii marzeń. Cieszyniacy byli obywatelami monarchii habsburskiej, którą od 1867 r. nazywamy Austro-Węgrami. Wszelkiego rodzaju otwarte poglądy narodowe czy nawet panslawistyczne budziły wielkie podejrzenia o nielojalność wobec władz austro-węgierskich, czy nawet mogły być źródłem represji wobec ich głosicieli. W takiej sytuacji najbezpieczniej było posiłkować się Biblią i swe marzenia i programy polityczne przedstawiać za pomocą obrazów biblijnych. Tu nie było łatwo doczepić się do czegokolwiek. Nie mówiąc już o tym, że materia biblijna była dla ewangelików zjawiskiem żywym, o które opierali się w każdym dniu swego życia. Oparcie o Biblię było nie tylko bezpieczne dla głosicieli, ale również najbardziej zrozumiałe dla odbiorców. Najważniejszą zwrotką pieśni Płyniesz Olzo jest ta najrzadziej dziś śpiewana, która mówi, że w Ziemi Biblijnej płynie święta rzeka Jordan, w której lud Izraela „brał oczyszczenie”. Poeta chce, żeby Olza była dla nas takim Jordanem.

 

Dalszą ważną wskazówką do zrozumienia treści pieśni jest fakt, że zwarty tomik poezji, w którym pojawił się wiersz Do Olzy, zatytułował Kubisz Śpiewy starego Jakóba. Przypomnijmy tedy tę postać biblijną. Patriarcha żydowski Jakób (obecnie Jakub), należy obok Abrahama, Izaaka czy Mojżesza do postaci najważniejszych w historii narodu żydowskiego. To on walczył we śnie z Bogiem, przez co otrzymał imię Izrael, które rozciągnęło się później na cały naród. Od Jakuba Żydów nazywamy Izraelitami. On też miał 12 synów z czterema żonami[2].

 

Najtrudniejszy los dzielić musiał syn przedostatni – Józef. Jego bracia zazdrościli mu miłości, którą darzył go ojciec, sprzedali go do niewoli egipskiej, okłamując ojca, że pożarły go dzikie zwierzęta. W czasie, kiedy sprzedano Józefa, był on synem najmłodszym. Beniamin urodził się później. Po długich latach nieurodzaj zmusi braci do szukania pomocy w Egipcie i tu przez przypadek zastaną swego brata Józefa, który jest bogatym człowiekiem, cieszącym się szacunkiem i uznaniem faraona. Józef swych braci pozna, oni jego nie. Da im tedy nauczkę, ale im wybaczy; i wszyscy, włącznie z starym Jakubem spotkają się w Egipcie. Jakub cieszy się, że rodzina się znów spotkała. Jest jednak jeden problem – Józef przybrał wszystkie cechy Egipcjanina. A jego synowie, wnukowie Jakuba, byli Egipcjanami w ścisłym tego słowa znaczeniu i „mowę swego dziada ledwie że rozumieli”. Stary Jakub jednak nie odrzuca tych wnuków i podobnie jak swym synom, przed śmiercią błogosławi i im. Przed śmiercią w obecności Boga złoży swoim wnukom, dwoma synom Józefa imieniem Manasses i Efraim, boże życzenie szczęścia w życiu (1Mojż 48, 1-22). Efraim i Manasses są uznani za bezpośrednich synów Jakuba. I to oni, nie Józef, dają imiona przyszłym izraelskim narodom, które wzejdą z 12 synów Izraela i otrzymają Ziemię Obiecaną. Józef na tym nie straci, wręcz przeciwnie w trakcie transakcji spadkowej przypadnie mu dwukrotnie większa część spadku w porównaniu z innymi braćmi. Wypowiedziane błogosławieństwo tyczy się dalekiej przyszłości, kiedy następcy tych dwunastu synów otrzymają Ziemię Obiecaną[3].

 

Zapowiedź starego Jakuba miała zostać zrealizowana kilkaset lat później, gdy Izraelici opuścili w dramatycznych okolicznościach Egipt i zmierzali do Ziemi Obiecanej. Prowadził ich Mojżesz, droga trwała 40 lat. Ze względu na fakt, że pokolenie egipskie Izraelitów było w wielu wypadkach nieposłuszne Bogu (kłaniali się obcym bogom, nie znali języka), ludzie, którzy wyszli z Egiptu, nie mieli dojść do celu, łącznie z Mojżeszem. Nową generację wprowadził do ziemi obiecanej nowy wódz – Jozue. Do Ziemi Obiecanej wstąpił od wschodu przez Jordan. Tak stał się Jordan symbolem granicy między niewolą w Egipcie i wolnym, swobodnym życiem w Ziemi Obiecanej. Ten oto symbol pojawia się nie tylko w poezji Kubisza, ale w szerokim dyskursie chrześcijańskim, setkach wierszy czy innych formach chrześcijańskiej twórczości artystycznej. Typowe są na przykład murzyńskie śpiewy spirytualne, które nawiązują do symboliki Jordanu w wyrazach pragnienia wolności.

 

Ze względu na fakt, że wyzwoleniem z niewoli dla niewolnika bywa często śmierć, może w tych pieśniach Jordan przedstawiać granicę między utrapieniem życia a spokojem życia w niebiesiech. Nawet czarni kaznodzieje baptystyczni w drugiej połowie XIX wieku w Ameryce Północnej potrafili wykorzystać te motywy biblijne do budowania własnej wartości czarnego człowieka. Łącząc starozakonny motyw Ziemi Obiecanej z naukami milenarystycznymi głoszącymi drugie przyjście Jezusa a z nim sprawiedliwego Królestwa Bożego, usytuowanego, owszem, w Afryce, nawoływali potomków czarnych niewolników do jednoznacznego określenia własnej tożsamości wobec kultury byłych białych właścicieli niewolników. Afrykańczycy mieli zachować swoją odrębność kulturową za życia, by po śmierci wejść do swej wymarzonej ojczyzny w Ziemi Obiecanej, Nowym Syjonie – tedy w Afryce nad brzegami świętej rzeki Niger. Funkcję Jordanu w tej wykładni pełni rzeka Niger.

To tylko jeden z wielu przykładów interpretacji mitu o Jordanie.

Powróćmy do Kubisza i jego odnośników do Biblii. Symboli jest tu bowiem jeszcze więcej. Dla Jozuego przekroczenie Jordanu było trudne. Izraelici przekraczali rzekę wiosną, na przełomie marca i kwietnia, kiedy jej stan był wysoki z powodu tającego śniegu z góry Hermon – a to bardzo utrudniało warunki przejścia. Jak tylko do wody wstąpili kapłani z Arką Przymierza, wody rzeki zatrzymały się tworząc mur (było to koło miasta Adam), a koryto rzeki natychmiast się osuszyło. Było to podobne zdarzenie do przejścia przez Morze Czerwone podczas ucieczki z Egiptu. Kiedy lud znalazł się na drugiej stronie, odpoczął w mieście Gilgal. I tu zdarzyły się dwie znamienne rzeczy. Doszło do oczyszczenia i obrzezania Izraelitów, którzy przez 40 lat nie stosowali tego zwyczaju. Jordan występuje tu jako symbol oczyszczenia narodu. Jan Chrzciciel w innej epoce chrzcił w Jordanie tłumy, a w miejscu, gdzie doszło do oczyszczenia Izraelitów na koniec dokonał chrztu Jezusa (Mat. 3,5-16).

 

Po przekroczeniu Jordanu Jozue zawezwał 12 Izraelitów, po jednym z każdego rodu, aby po przejściu każdy z nich wyciągnął z koryta rzeki, z miejsca, gdzie stali kapłani z Arką Przymierza, kamień i przyniósł go na ramieniu na miejsce pierwszego odpoczynku do Gilgalu. Powiedział im przy tym: – Aby to było znakiem pośród Was, gdy Wasze dzieci w przyszłości pytać się będą: Co znaczą dla was te kamienie? Odpowiecie im, że wody Jordanu zostały rozdzielone przez Skrzynie Przymierza Pana, gdy przechodziła przez Jordan; zostały rozdzielone wody Jordanu i te kamienie są pamiątką dla synów izraelskich na wieki (Joz. 4, 6-7). Rzeka i jej artefakty występują tu jako symbol pamięci o dawnych czasach. Wartości, które atrybuty rzeki przypominają, nie były dane ludziom przez człowieka, ale są wartościami przekraczającymi ludzki byt i mającymi boskie pochodzenie. Bo pamiętanie o tradycji, trwanie w wartościach ojców, życie narodowe, to przecież nie oznacza nic innego, jak tylko dotrzymywanie przykazania bożego „czcij ojca swego i matkę swoją”. Te kamienie związane z Olzą były dla Kubisza fundamentem naszej tożsamości. Ta rzeka, szum jej fal, jest substancją oczyszczającą nas z obcych naleciałości, umożliwiającą przez odkrywanie pamięci historycznej uczynić krok we właściwym kierunku, z historii do nowej rzeczywistości. Przez uczciwe, wytrwałe życie dla swej ziemi cieszyńskiej, chociaż znajdującej się w niewoli, tworzyć będziemy nową Polskę. Tak jak Izraelici przez wytrwałe dążenie doszli do celu do nowej Ojczyzny. Bo Bóg tak chciał! Warto w tym miejscu zauważyć, że bohater pieśni Kubisza – wnuk, który szuka w falach Olzy „przodków swoich dzieje”, jest, podobnie jak wnukowie biblijnego Jakuba, renegatem, albo znajduje się na granicy renegactwa. To jednak jemu błogosławi stary Jakub („stary nauczyciel” Kubisz) i to jemu po oczyszczeniu przez poznanie prawdy będzie się należeć przyszłość w nowej rzeczywistości, to on „będzie żył dla swej ziemi”. Musi się wsłuchać w szum fal wody opływającej kamienie (pamiątki dla synów zaolziańskich na wieki) i poznać przodków dzieje. To poznanie prawdy odkrytej w Olzie będzie miało oczyszczający i wyzwalający efekt: – Poznajcie prawdę, a prawda was wyswobodzi (Jan 8,32). Musi przejść z Egiptu do Izraela, innymi słowy przekształcić się z wnuka chłopa śląskiego mowy polskiej wykształconego w obcym języku do uświadomionego narodowo obywatela nowego państwa polskiego. Bo Bóg tak chce! Ciekawe jest też, że wnuk znad Olzy nie jest Mickiewiczowskim romantycznym bohaterem zrywu. Mickiewicz widział we francuskiej waleczności ducha chrześcijańskiego, a Napoleona traktował niemal jako Mesjasza. Znany jest jego wyrok, że francuska waleczność jest synem ducha rycerskiego i wnukiem Jezusa Chrystusa[4]. Kubisz swemu wnukowi znad Olzy nie wkłada do rąk waleczności ani broni. Powołując się na wartości biblijne, interpretowane w tradycji ewangelickiej, uzbraja go w „czyn i miłość”. Polską romantyczną fantazję opasa ewangelickim etosem pracy dla swej ziemi. Autor niniejszego artykułu jest w pełni przekonany, że to właśnie mit Olzy, oparty o konotacje biblijne był główną przyczyną, dla której reżim komunistyczny, w czasie kiedy pieśń ta stała się popularną, w 1961 r. zmienił jej nazwę i z Olzy stała się ona Olszą (Olše).

 

W końcu Polska powstała, lecz marzenia ewangelików cieszyńskich nie w pełni się ziściły. Cześć ewangelików cieszyńskich (w tym również autor piśnie Płyniesz Olzo Jan Kubisz) przez podział Śląska Cieszyńskiego w 1920 r. do swej Ziemi Obiecanej nie dotarła. Zastali polską tkanką narodową poza – przez Boga obiecanym – państwem polskim. Na przekroczenie Olzy i oczyszczenie się z grzechów starej rzeczywistości (kłaniania się obcej władzy i posługiwania się obcym językiem urzędowym), i wstąpienie do nowej rzeczywistości było trzeba jeszcze zaczekać. Wody rzeki świętej z Cieszyniaków zaolziańskich Polaków nie zrobiły. Olza nie stała się dla Kubisza Jordanem, dlatego jej do końca swego życia nigdy nie przekroczył, nie ruszając się ze swego Gnojnika. Na spełnienie proroctw biblijnych trzeba było zaczekać jeszcze niespełna dwadzieścia lat. Kubisz tej chwili nie doczekał. Po swej śmierci jednak na pewno rzekę świętą przekroczył i do Ziemi Obiecanej dotarł, jak prawdziwym chrześcijanom przystaje.

 

Zakończenie

Egzegeci Pisma Świętego wykładają opowieść biblijną o Józefie, jego niewoli, przymusowego odstąpienia od tradycji rodzinnych, a potem cudownym powrocie do rodziny jako historię wybaczenie i odpuszczenia popełnionych grzechów. W tym kontekscie można traktować jej przekaz jako nadal aktualny do dnia dzisiejszego. Postępująca asymilacja sprawiła, że dzisiaj niemal w każdej polskiej zaolziańskiej rodzinie znajduje się jakiś „syn Józefa”, czyli Czech (osiemdziesiąt procent uczniów szkół polskich wywodzi się z czesko-polskich małżeństw mieszanych). Współczesna aktualizacja biblijnej opowieści o Józefie zachęca nas do otwarcia serc, wzrócenia swej twarzy ku przyszłości, opuszczenie granic cieni przeszłości, poznanie prawdy, bogactw i tradycji regionu i budowaniu wzajemnych relacji wspólnego życia „czynem i miłością” dla Ziemi Cieszyńskiej.

[1] Cyt za T. Stegner, Bóg, protestantyzm, Polska. Biografia pastora Leopolda Marcina Otto. Gdańsk 2000, s. 114.

[2] Rubena, Symeona, Lewiego, Judę, Issachara i Zebulona (z małżonką Leą); Gada i Aszera (ze Zilpą, służącą i niewolnicą Lei); Dana i Naftalina (z Bilą, służącą i niewolnicą drugiej małżonki Racheli) oraz Józefa i Beniamina (z drugą małżonką Rachelą).

[3] Ziemię tę w przyszłości podzielą między siebie tedy: Ruben, Symeon, Juda, Issachar, Zebulon, Beniamin, Gad, Aszer, Dan, Naftali (wszyscy synowie Jakuba), Manasses i Efraim (ci ostatni dwaj wnukowie Jakuba uznani za bezpośrednich synów Jakuba). Dla uzupełnienia trzeba przypomnieć tylko jedną biblijną prawdę, że Lewici, potomkowie Jakubowego syna o imieniu Lewi ziemi nie otrzymali (z wyjątkiem paru miast, co nie było istotne ani dla spraw biblijnych, ani dla naszej) i nie są wliczeni do 12 plemion Izraela, które zasiedliły Ziemię Obiecaną. Pełnili bowiem funkcje religijne i służyli wszystkim pozostałym narodom izraelskim jako kapłani i żyli we wszystkich dwunastu częściach Izraela.

.

[4] Cyt. według T. G. Masaryka: T. G. Masaryk, Naše nynější krize. Pád strany staročeské a počátkové směru nových, Praha 1990, s. 294.

 

 

Józef Szymeczek

Die Olsa als schlesischer Jordan im Werk von Jan Kubisz

Am 25. März 2019 ist der 90. Todestag des Lehrers, nationalen Aktivisten, Schriftstellers und schlesischen Poeten Jan Kubisz (1848-1929). Das poetische Werk von Kubisz ist nicht sehr umfangreich, es sind gerade mal einige kleine Bände mit einfachen Gedichten. Zu Lebzeiten galt er nicht als großer Nationaldichter. Leser und Zuhörer waren nicht von den künstlerischen Qualitäten oder raffinierten poetischen Figuren seiner Gedichte begeistert. Sie lobten sie für ihre Schlichtheit und den in ihnen enthaltenen Glauben an Gott und an die Güte des Menschen. Die Gedichte wurden oft bei Abendveranstaltungen und nationalen Vergnügen vorgetragen, wodurch der Ruhm des Poeten entstand. Die zwei populärsten von ihnen (Das Haus des Vaters und Olsa, du fließt) bekamen später sogar Melodien und wurden zu beliebten Liedern. Beide Lieder eignete sich das schlesische Volk schnell an – ganz besonders das Zweite An der Olsa (Olsa, du fließt). Bereits im Jahr 1934 schrieb der Teschener Redakteur Władysław Zabawski, dass es der „beliebteste schlesische Gesang“ sei, in den 1960er Jahren wurde es im Umfeld der evangelischen Kirche „schlesische Hymne“ genannt. Im Teschener Land und ganz bestimmte im Olsaland hat es einen solchen Status unter den schlesischen Liedern tatsächlich bis heute. Das Lied ist sehr populär, wird bei allen Gelegenheiten gesungen – bei Festen, Vergnügen, Hochzeiten, Silvesterparties, selbst beim Leichenschmaus. Leider ist es ein Opfer seines Erfolgs. Seine Popularität bewirkt, dass es oft verkürzt wird, manche Strophen ausgelassen werden, wodurch der Inhalt des Liedes in der heutigen Fassung verflacht und seinen ursprünglichen tiefgehenden Sinn verliert. Aus diesem Grund haben wir beschlossen, an die wahre Bedeutung der Worte dieses Liedes zu erinnern und die Leser davon zu überzeugen, dass es nicht nur um ein Volkslied geht, sondern um ein Lied von tiefer religiöser Dimension, ein Lied voll Inspiration, mit Vision und einer Botschaft, die bis heute aktuell ist.

Jan Kubisz wurde im Jahr 1848 in einer Bauernfamilie geboren. Er schloss das deutsche evangelische Gymnasium in Teschen ab und war gegenüber nationalen Fragen anfangs gleichgültig. Als er Schüler am genannten Gymnasium war, klang das Deutsche für ihn wie der Gesang von Engelschören und das Polnische weckte bei ihm weder Stolz noch Anerkennung. Nach Abschluss des Gymnasiums blieb er ein Jahr zu Hause und widmete sich dem autodidaktischen Lernen. Unter dem Einfluss seines Lehrers in Końska, Adam Pinkas, und seines älteren Mitschülers, Jerzy Buzek, veränderte sich seine Einstellung zum Polentum.

Kubisz ging nach dem Jahr, das er zu Hause verbracht hatte, in die Teschener Lehrerbildungsanstalt und wurde Pädagoge mit polnischen nationalen Überzeugungen. Im Jahr 1869 nahm er die Stelle in Gnojnik an und blieb dort bis zu seinem Ruhestand. Er war aktiv tätig für nationale und gesellschaftliche Ziele, was er als seine heilige Pflicht ansah. Besonders aktiv war er im Volkslesesaal in Teschen, wo sich das gesamte Leben im Bereich Kultur und Bildung abspielte. Hier entwickelte er eine Bewegung für Amateurtheater, hier entstanden die ersten Gedichte von Kubisz zu besonderen Anlässen. Er selbst rezitierte sie und gewann die Anerkennung der polnischen Gemeinschaft in Teschen. Seine Werke wurden in der Presse abgedruckt (Gwiazdka Cieszyńska [Teschener Stern] und Przyjaciel Ludu [Volksfreund]). Sein literarisches Debüt hatte er 1868 im Gwiazdka Cieszyńska (An die Braut). Das Gedicht An die Olsa (Auch als Olsa, du fließt, bekannt), die spätere Hymne des Teschener Volkes wurde in einem Gedichtband gedruckt, das unter dem Pseudonym „Szlązak” [Schlesier] unter dem Titel Vergissmeinnicht (Teschen 1882) erschien. Das Gedicht An die Olsa ist das letzte Werk in diesem Band. Ein zweites Mal tauchte es im Sammelband des Schaffens von Kubisz Gesänge des alten Jakob im Jahr 1889 auf. Zu ergänzen wäre, dass Kubisz auch der Autor des Bändchens Aus schlesischen Gefilden (Teschen 1902) und der Erinnerungen Tagebuch eines alten Lehrers (Teschen 1928) ist.  Im Jahr 1902 erschien in der Gwiazdka Cieszyńska eine weitere Version dieses Lieds in annähernd der Form, die wir bis heute kennen. Kubisz besingt den Fluss und bringt die allgemeine Bewunderung für ihn zum Ausdruck:

 

Du, Olsa, fließt durch das Tal,

Du fließt, wie vor langer Zeit,

An Deinem Ufer

blühen im Frühjahr die gleichen Blumen.

 

Und Deine Wasser in ihrem Verlauf

wurden nicht getrübt;

Und sie glänzen genauso in der Sonne,

wie sie früher geglänzt haben.

 

Aber die Menschen in ihrem Leben

haben sich sehr verändert;

Gebräuche, der Glaube der Vorväter

verschmähen sie gerade mal nicht.

 

Und die Eiche mit der Eiche an Deinem Ufer,

wie sie gerauscht hat, so rauscht sie;

Aber der Enkel versteht die Sprache der Altväter

kaum.

 

An Deinem Ufer mit altem Gesang

erklingt die Nachtigall.

Und heute werden unsere wunderschönen Lieder

kaum von jemandem gesungen!

 

Der Jordan im Land Kanaan

Das Heilige hat Bedeutung:

In seinen Wassern hat Israels

Volk seine Reinigung gefunden.

 

Also habe ich mich zum Gebet hingekniet,

in Demut vor dem Herrn:

Mögest Du, Olsa, 

auch für uns ein solcher Jordan werden!

 

Und wie einst – wenn über der Welle

der Wind im Frühling weht,

hört der Enkel im Rauschen Deiner Wellen

die Geschichte seiner Vorfahren

 

und setzt sich an Deinem Ufer nieder,

um über die Vergangenheit nachzusinnen –

und wird für seine Heimat

mit Tat und Liebe leben!

 

Woher er die Inspiration nahm, dieses Werk zu schreiben und was dies überhaupt ist – darüber wollen wir nachdenken. Jan Kubisz war Protestant. Der wichtigste Faktor des Alltagslebens der Protestanten war die Bibel und sie war es, die jedem Tag eine nicht alltägliche, mystische Dimension verlieh. Evangelisch-Augsburgische Protestanten (Lutheraner) sind im Teschener Land seit der Zeit der Reformation präsent. Die Protestanten im Teschener Schlesien spielten eine sehr wichtige Rolle im Prozess der Wandlung der traditionellen Ständegesellschaft in eine moderne Zivilgesellschaft. Sie legten den Grundstein für das Schulwesen, die Teschener Presse, sie gründeten gesellschaftliche Organisationen, beteiligten sich am Wirtschaftsleben, am Verlagswesen und an der Politik. In der Zeit dieser Transformationsprozesse entwickelte sich bei einem wesentlichen Teil von ihnen das Bewusstsein der Zugehörigkeit zur polnischen Volksgruppe. Der Kampf um vollwertige konfessionelle Rechte wandelte sich, nachdem sie diese erlangt hatten (1861), in den Kampf um nationale Rechte um. Grundlagenarbeit und Dienst für die Gemeinschaft, das sind die Losungen der Aktivisten dieser Zeit.

Eine wichtige Rolle im Prozesse der Aufklärung der Teschener Protestanten in polnisch-nationaler Richtung spielte der Warschauer Pastor, Pfarrer Leopold Marcin Otto (1819-1882), der in den Jahren 1866-1875 Pastor in Teschen war. Pfr. Otto hatte das Gefühl, eine Mission von Gott zu erfüllen, nicht nur konfessionellen Fragen, sondern auch in der nationalen Frage. Er war überzeugt, dass nicht nur er, sondern auch die Protestanten in Polen eine besondere Aufgabe zu erfüllen haben. Und so wie das polnische Volk der Messias der Nationen sein sollte (derartige Konzeptionen verkündete unter anderem Adam Mickiewicz), so konnten, nach Ansicht von Pfr. Otto die Protestanten diese Rolle unter den Polen spielen. Die Protestanten sollten danach streben, dass das ganze Land, in dem sie leben, das Reich Gottes werde, eine, eng verbundene, christliche Gemeinde werde. Nach dem Verständnis von Pfarrer Otto konnte das gewiss eine evangelische Gemeinde sein. Nach Einschätzung von Pfarrer Otto hatten die polnischen Protestanten gegenüber der Nation nicht nur eine religiöse, sondern auch eine nationale und zivilisatorische Mission zu erfüllen.

Er war der Meinung, dass dies die Absicht Gottes ist, und wenn Gott etwas beschließt, dann muss es früher oder später umgesetzt werden. In einer seiner Predigten sagte er den Gläubigen: – Warum sollte Euch Christus, der Herr, über so viele Jahrhunderte verteidigt und geschützt haben, warum hat er Euch die polnische Sprache geschenkt, um Gott als Licht des Evangeliums zu loben? Warum hat er Euch zwischen Katholiken und Deutsche gestellt? Und so sollt Ihr dieses Licht nicht unter den Scheffel stellen, sondern möge es von Euren Bergen aus breit in alle Richtungen, wo die polnische Sprache erklingt, hell scheinen[1].

Pfr. Otto verließ Teschen im Jahr 1875, aber seine messianistischen Visionen von der Bedeutung und der Rolle, die die Protestanten im polnischen Volk spielen sollen, fanden im Teschener Land viele Nachahmer. Zu den eifrigsten gehörte unter anderem Jan Kubisz, der Schüler des Pastors war. Die Konzeptionen von Pfr. Otto waren während der Jubiläumsfeierlichkeiten zur Gründung der Jesuskirche in Teschen im Jahr 1909 in lebendiger Erinnerung, als man über die Bedeutung der Teschener Lutheraner für die Geschichte des Protestantismus in der Welt nachdachte und nach Herausforderungen für die Zukunft suchte. Bereits damals wurde im Sinne der Ideen von Pfarrer Otto die These formuliert, dass die polnischen Lutheraner aus dem Teschener Land zum Fundament (Skelett) der evangelischen Kirchen in den polnischen Landen in der neuen, nächsten Zukunft werden sollten.

Bei alle dem sollte allerdings das Wichtigste nicht vergessen werden. Die politischen Aspirationen der Polen im Teschener Land rund um die „neue Wirklichkeit“ konnten über die Kategorie von Träumen nicht hinausgehen. Die Teschener waren Bürger der Habsburger Monarchie, die wir ab 1867 Österreich-Ungarn nennen. Jegliche offenen nationalen oder gar panslawistischen Ansichten weckten den großen Verdacht der Illoyalität gegenüber den österreichisch-ungarischen Machthabern oder konnten gar eine Quelle von Repressionen sein, gegen die, die diese äußerten. In einer solchen Situation war es am sichersten, sich der Bibel zu bedienen und seine Träume und politischen Programme mit Hilfe biblischer Bilder darzustellen. Hier war es nicht einfach, sich an irgendwas festzumachen. Ganz zu schweigen davon, dass die biblische Materie für die Protestanten ein lebendiges Phänomen war, auf dem jeder Tag ihres Lebens basierte. Sich auf die Bibel zu stützen, war nicht nur für diejenigen sicher, die es verkündeten, sondern auch am besten verständlich für die Rezipienten. Die wichtigste Strophe des Liedes Olsa, du fließt ist die, die heute am seltensten gesungen wird, die besagt, dass im Land der Bibel der heilige Fluss Jordan fließt, in dem das Volk Israels „seine Reinigung gefunden“ hat. Der Poet will, dass die Olsa für uns so ein Jordan ist.

Ein weiterer wichtiger Hinweis, um den Inhalt des Liedes zu verstehen, ist die Tatsache, dass der Gedichtband, in dem das Gedicht An die Olsa erschien, von Kubisz mit Gesänge des alten Jakob tituliert wurde. Erinnern wir uns an diese biblische Gestalt. Der jüdische Patriarch Jakob gehörte neben Abraham, Isaak oder Moses zu den wichtigsten Gestalten in der Geschichte des jüdischen Volkes. Er ist es, der im Traum mit Gott kämpft, wodurch er den Namen Israel erhielt, der sich weiter auf das ganze Volk ausdehnte. Durch Jakob nennen wir die Juden Israeliten. Er hatte auch 12 Söhne mit vier Frauen[2].

Mit dem schwierigsten Schicksal musste der vorletzte Sohn, Josef, kämpfen. Seine Brüder waren eifersüchtig auf die Liebe, die ihm der Vater schenkte, verkauften ihn in die ägyptischen Gefangenschaft, während sie den Vater belogen, dass er von wilden Tieren gefressen worden sei. In der Zeit, als Josef verkauft wurde, war er der jüngste Sohn. Benjamin wurde später geboren. Nach langen Jahren zwingt eine Missernte die Brüder, in Ägypten Hilfe zu suchen, und hier treffen sie durch Zufall auf ihren Bruder Josef, der ein reicher Mensch ist, der sich des Respekts und der Anerkennung des Pharaos erfreut. Josef erkennt seine Brüder, sie ihn nicht. Da erteilt er ihnen eine Lehre, aber er verzeiht ihnen; und alle, einschließlich des alten Jakob, treffen sich in Ägypten. Jakob freut sich, dass sich die Familie wieder getroffen hat. Es gibt allerdings ein Problem – Josef hat alle Eigenschaften eines Ägypters angenommen. Und seine Söhne, die Enkel von Jakob, waren Ägypter im engen Wortsinne und „verstanden die Sprache ihres Altvaters kaum“. Der alte Jakob hingegen verstößt diese Enkel allerdings nicht und segnet sie, ähnlich wie seine Söhne, vor seinem Tod. Vor seinem Tod wünscht er in Anwesenheit von Gott seinen Enkeln, den zwei Söhnen von Josef mit Manasse und Ephraim, sie mögen ein glückliches Leben führen (1. Mose 48, 1-22). Ephraim und Manasse werden als direkte Söhne von Jakob anerkannt. Und sie sind es, nicht Josef, die den zukünftigen israelischen Völkern ihre Namen geben, die aus den 12 Söhnen Israels hervorgehen und das Gelobte Land bekommen. Josef verliert dabei nicht, im Gegenteil, bei der Erb-Transaktion fällt ihm im Vergleich zu den anderen Brüdern ein zwei Mal größerer Anteil am Erbe zu. Der Ausspruch des Segens betrifft die weit entfernte Zukunft, wenn die Nachkommen dieser zwölf Söhne das Gelobte Land bekommen[3].

Die Voraussage des alten Jakob sollte sich mehrere Hundert Jahre später erfüllen, als die Israeliten unter dramatischen Umständen Ägypten verließen und sich in das Gelobte Land aufmachten. Sie wurden von Moses geführt, der Weg dauerte 40 Jahre. Da die ägyptische Generation der Israeliten in vielen Fällen Gott gegenüber ungehorsam waren (sie verehrten fremde Götter, sie kannten die Sprache nicht), sollten die Menschen, die Ägypten verließen, das Ziel nicht erreichen, einschl. Moses. Die neue Generation führte ein neuer Führer ins Gelobte Land – Josua. Das Gelobte Land erreichte er von Osten aus über den Jordan. So wurde der Jordan zum Symbol der Grenze zwischen der Gefangenschaft in Ägypten und dem freien, ungehinderten Leben im Gelobten Land. Jenes Symbol erscheint nicht nur in der Poesie von Kubisz, sondern auch im breiten christlichen Diskurs, in Hunderten von Gedichten oder anderen Formen des christlichen künstlerischen Schaffens. Typisch sind zum Beispiel spirituelle Gesänge von Schwarzen, die an die Symbolik des Jordans anknüpfen, um das Verlangen nach Freiheit zum Ausdruck zu bringen.

Aufgrund der Tatsache, dass die Befreiung aus der Gefangenschaft für einen Sklaven oft der Tod ist, kann der Jordan in diesen Liedern die Grenze zwischen dem Kummer des Lebens und der Ruhe des Lebens im Himmel darstellen.  Selbst schwarze Baptistenprediger in der zweiten Hälfte des 19. Jahrhunderts in Amerika konnten diese biblischen Motive nutzen, um das Selbstwertgefühl der schwarzen Menschen aufzubauen. Indem sie das alttestamentarische Motiv des Gelobten Landes mit  millenaristischen Lehren kombinierten, die die Wiederkehr Jesu und mit ihm des gerechten Reiches Gottes verkündeten, das selbstverständlich, in Afrika liegen würde, riefen sie die Nachkommen schwarzer Sklaven dazu auf, eindeutig ihrer eigene Identität gegenüber der Kultur der ehemaligen weißen Sklavenbesitzer zu bestimmen. Die Afrikaner sollte zu Lebzeiten ihre kulturelle Besonderheit aufrechterhalten, um nach dem Tod in ihre erträumte Heimat im Gelobten Land einzugehen, in das Neue Zion – dann in Afrika an den Ufern des heiligen Flusses Niger. Die Funktion des Jordans erfüllt in dieser Auslegung der Fluss Niger.

Das ist nur eines von vielen Beispielen der Interpretation des Mythos vom Jordan.

Kommen wir auf Kubisz und seine Bezüge auf die Bibel zurück. Denn es gibt hier noch mehr Symbole. Für Josua war es schwierig, den Jordan zu überschreiten. Die Israeliten überschritten den Fluss im Frühling, Ende März, Anfang April, als dessen Wasserstand aufgrund des schmelzenden Schnees vom Berg Hermon hoch war – das die Überschreitung sehr erschwerte. Als die Priester mit der Bundeslade das Wasser betraten, hielt das Wasser des Flusses an und bildete eine Mauer (das war in der Nähe der Stadt Adam) und das Flussbett trocknete sofort aus. Das war ein ähnliches Ereignis wie der Durchzug durch das Rote Meer während der Flucht aus Ägypten. Als das Volk sich auf der anderen Seite befand, rastete es in der Stadt Gilgal. Und hier ereigneten sich zwei bedeutsame Dinge. Es kam zur Reinigung und Beschneidung der Israeliten, die 40 Jahre lang diesen Brauch nicht gepflegt hatten. Der Jordan tritt hier als Symbol der Reinigung des Volkes auf. Johannes der Täufer taufte in einer anderen Epoche die Massen im Jordan und an der Stelle, wo es zur Reinigung der Israeliten kam, nahm er zum Schluss die Taufe Jesu vor (Matthäus 3,5-16).

Nachdem sie den Jordan durchschritten hatten, rief Josua 12 Israeliten dazu auf, jeweils einen aus jedem Geschlecht, dass jeder nach dem Durchzug aus dem Flussbett, von der Stelle, an der die Priester mit der Bundeslade standen, einen Stein herauszuziehen und ihn auf der Schulter bis zum Ort der ersten Rast bis Gilgal zu tragen. Dabei sagte er ihnen: – Damit sie ein Zeichen seien unter euch, wenn eure Kinder später einmal fragen: Was bedeuten euch diese Steine? So sollt ihr ihnen sagen: Weil das Wasser des Jordans weggeflossen ist vor der Lade des Bundes des Herrn, als sie durch den Jordan ging, sollen diese Steine für die Israeliten ein ewiges Andenken sein (Josua 4, 6-7). Der Fluss und seine Artefakte treten hier als Symbol der Erinnerung an alte Zeiten auf. Die Werte, an die die Attribute des Flusses erinnern, wurden den Menschen nicht vom Menschen gegeben, sondern sind Werte, die über die menschliche Existenz hinausgehen und göttliche Herkunft haben. Denn das Erinnern an Traditionen, das Beharren auf den Werten der Väter, das nationale Leben bedeutet doch schließlich nichts anderes, als das biblische Gebot „Du sollst Deinen Vater und Deine Mutter ehren“ zu halten. Diese Steine in Verbindung mit der Olsa waren für Kubisz das Fundament unserer Identität. Dieser Fluss, das Rauschen seiner Wellen, ist die Substanz, die aus von fremden Einflüssen reinigt, die es uns ermöglicht, durch das Entdecken der historischen Erinnerung einen Schritt in die richtige Richtung zu tun, aus der Geschichte in die neue Wirklichkeit. Durch aufrichtiges, ausdauerndes Leben für unser Teschener Schlesien, werden wir, auch wenn wir uns in der Gefangenschaft befinden, ein neues Polen erschaffen. So wie die Israeliten durch ausdauerndes Streben in der neuen Heimat ans Ziel gekommen sind. Weil Gott es so wollte! An dieser Stelle sollte angemerkt werden, dass der Held des Liedes von Kubisz, der Enkel, der in den Wellen der Olsa „die Geschichte seiner Vorfahren“ sucht, ähnlich wie die Enkel des biblischen Jakob ein Abtrünniger ist oder sich an der Grenze zur Abtrünnigkeit befindet. So ist es dennoch er, den der alte Jakob („der alte Lehrer“ Kubisz) segnet, und ihm wird nach der Reinigung durch Erkenntnis der Wahrheit die Zukunft in der neuen Wirklichkeit gehören, er ist es, der „für seine Heimat leben wird“. Er muss sich in das Rauschen der Wellen des Wassers einhören, die die Steine umspülen (Erinnerungsstücke für die Söhne des Olsalands für Jahrhunderte) und die Geschichte der Vorväter kennen lernen. Diese Erkenntnis der Wahrheit, die in der Olsa entdeckt wird, wird einen reinigenden und befreienden Effekt haben: – Ihr werdet die Wahrheit erkennen, und die Wahrheit wird euch frei machen (Johannes 8, 32).  Er muss aus Ägypten nach Israel gehen, mit anderen Worten, sich von einem Enkel eines schlesischen Bauern mit polnischer Muttersprache, der die Schule in fremder Sprache besucht hat, zu einem nationalbewussten Bürger des neuen polnischen Staates wandeln. Weil Gott es so will! Interessant ist auch, dass der Enkel von der Olsa nicht ein romantischer Held der Auflehnung wie bei Mickiewicz ist. Mickiewicz sah in der französischen Tapferkeit den christlichen Geist und betrachte Napoleon fast wie den Messias. Bekannt ist sein Urteil, dass die französische Tapferkeit der Sohn des ritterlichen Geistes und der Enkel Jesu Christi ist[4]. Kubisz gibt seinem Enkel von der Olsa weder Tapferkeit noch Waffe in die Hand. Indem er sich auf biblische Werte beruft, die in evangelischer Tradition interpretiert werden, bewaffnet er ihn mit „Tat und Liebe“. Die polnische romantische Phantasie umgürtet er mit dem evangelischen Ethos der Arbeit für die eigene Heimat. Der Autor der vorliegenden Artikels ist völlig überzeugt, dass gerade der Mythos der Olsa, der auf biblischen Konnotationen basiert, der Hauptgrund war, weshalb das kommunistische Regime, als dieses Lied populär wurde, im Jahr 1961 deren Namen änderte und aus Olza Olsza (Olše) machte.

Schließlich ist Polen entstanden, aber die Träume der Teschener Protestanten haben sich nicht vollständig erfüllt. Ein Teil der Teschener Protestanten (darunter auch der Autor des Liedes Olsa, du fließt, Jan Kubisz) hat durch die Teilung des Teschener Schlesiens im Jahr 1920 sein Gelobtes Land nicht erreicht. Sie wurden zur polnischen nationalen Substanz außerhalb des – von Gott versprochenen – polnischen Staates. Auf das Überschreiten der Olsa und die Reinigung von den Sünden der alten Wirklichkeit (einer fremden Macht zu huldigen und sich einer fremden Amtssprache zu bedienen) und das Eintreten in eine neue Wirklichkeit musste man noch warten. Die Wasser des heiligen Flusses haben aus den Teschenern keine Polen aus dem Olsaland gemacht. Die Olsa wurde für Kubisz nicht zum Jordan, darum hat er sie bis ans Ende seines Lebens nicht überschritten, da er sich nicht aus seinem Heimatort Gnojnik fortbewegte. Auf die Erfüllung der biblischen Prophezeiungen musste man noch fast zwanzig Jahre warten. Kubisz hat dies nicht mehr erlebt. Nach seinem Tod hat er allerdings ganz bestimmt den heiligen Fluss überschritten und das Gelobte Land erreicht, wie es sich für wahre Christen gehört.

Schlussbemerkungen

Die Exegeten der Heiligen Schrift legen die biblische Erzählung von Josef, seiner Gefangenschaft, dem erzwungenen Ablassen von familiären Traditionen und dann der wunderbaren Rückkehr zu Familie als Geschichte der Vergebung und des Erlasses begangener Sünden aus. In diesem Kontext kann man ihre Botschaft als bis heute aktuell ansehen. Die fortschreitende Assimilation bewirkte, dass es heute fast in jeder polnischen, im Olsaland lebenden, polnischen Familie irgendeinen „Sohn von Josef“ gibt, das heißt, einen Tschechen (achtzig Prozent der Schüler polnischer Schulen stammt aus tschechisch-polnischen Mischehen). Die zeitgenössische Aktualisierung der biblischen Erzählung von Josef regt uns an, unsere Herzen zu öffnen, unser Gesicht in die Zukunft zu richten, die Grenzen der Schatten der Vergangenheit zu verlassen, die Wahrheit, die Reichtümer und die Traditionen der Region kennen zu lernen und gegenseitige Beziehungen des gemeinsamen Lebens „mit Tat und Liebe“ für das Teschener Land aufzubauen.

 

[1] Zitiert nach T. Stegner, Bóg, protestantyzm, Polska. Biografia pastora Leopolda Marcina Otto. Gdańsk 2000, S. 114.

[2] Ruben, Simeon, Levi, Juda, Issachar und Sebulon (mit seiner Ehefrau Lea); Gad und Ascher (mit Silpa, einer Dienerin und Sklavin von Lea); Dan und Naftali (mit Bilha, einer Dienerin und Sklavin seiner zweiten Ehefrau Rahel) sowie Josef und Benjamin (mit seiner zweiten Ehefrau Rahel).

[3] Dieses Land teilen dann in der Zukunft die folgenden Personen untereinander auf: Ruben, Simeon, Juda, Issachar, Sebulon, Benjamin, Gad, Ascher, Dan, Naftali (alle Söhne Jakobs), Manasse und Ephraim (diese letzteren beiden Enkel werden als direkte Söhne von Jakob anerkannt). Ergänzend ist nur an eine biblische Wahrheit zu erinnern, dass die Leviten, die Nachkommen von Jakobs Sohn Levi das Land nicht bekommen haben (mit Ausnahme von ein paar Städten, was weder für die biblischen Fragen noch für unsere wesentlich war) und nicht zu den 12 Stämmen Israels gezählt werden, die das Gelobte Land besiedelt haben. Sie erfüllten nämlich religiöse Funktionen und dienten den israelischen Völkern als Priester und lebten in allen zwölf Teilen Israels.

.

[4] Zitat nach T. G. Masaryk: T. G. Masaryk, Naše nynější krize. Pád strany staročeské a počátkové směru nových, Praha 1990, S. 294.

Historyczne okoliczności ukształtowania się Śląska pruskiego – Die Entstehung des preußischen Schlesiens

dr Jakub Grudniewski

Historyczne okoliczności ukształtowania się Śląska pruskiego

Powstanie Śląska pruskiego.

Na okres tuż po wstąpieniu na tron króla Prus Fryderyka II przypadła śmierć cesarza Karola VI z dynastii Habsburgów i wstąpienie na tron jego córki Marii Teresy (na podstawie specjalnego dokumentu, który umożliwiał dziedziczenie tronu w linii żeńskiej, tzw. sankcji pragmatycznej). Fryderyk postanowił wykorzystać słabą pozycję polityczną Monarchii Habsburskiej, co było doskonałą szansą na poszerzenie terytorium swego państwa o Śląsk. Dodatkowym, sprzyjającym uwarunkowaniem było również nie uznanie sankcji pragmatycznej z 1724 roku przez Bawarię i Saksonię, dotyczącej przejęcia władzy po Karolu VI przez jego córkę. Pretensje Hohenzollerna do władzy nad tym obszarem umocowane były w historii – Fryderyk II odwoływał się do dziedzictwa Jana Jerzego (1577-1624) z rodu Hohenzollernów, księcia w Karniowie, Chałupkach i Bytomiu. Król pruski przypomniał również, że w 1537 roku jego rodzina zawarła umowę z Piastami, która sankcjonowała dziedziczenie po bezdzietnych Piastach śląskich ziem legnickiej, brzeskiej i wołowskiej.

Mając na uwadze te argumenty Fryderyk II 16 grudnia 1740 roku przekroczył granicę pomiędzy pruską Brandenburgią a austriackim Śląskiem i do połowy marca 1741 roku zajęły go w całości. Decydująca okazała się klęska hrabiego Neipperga przywódcy armii austriackiej 10 kwietnia 1741 roku pod Małujowicami (Mollwitz). Obawiając się przystąpienia do konfliktu Bawarii, Francji i Saksonii Austria podjęła tajne rokowania z Prusami w Przydrożu Małym (Klein Schnellendorf, 9 października 1741 roku), w których arbitraż prowadziła Anglia. Ponowienie działań wojennych ze strony Fryderyka II zmusiło młodą cesarzową Marię Teresę do podpisania preliminariów pokojowych we Wrocławiu 11 czerwca 1742 roku, a tym samym zrzeczenia się praw do większości terytorium Śląska (wyjąwszy niewielkie części nyskiego księstwa biskupiego oraz księstw opawsko-karniowskiego i cieszyńskiego) wraz z hrabstwem kłodzkim. W granicach Śląska pruskiego po I wojnie śląskiej znalazła się również jedna z enklaw morawskich, tzw. klucz kietrzański. Dotychczas obszar ten był zarządzany przez biskupa ołomunieckiego. Prusom przypadło wówczas 35 000 km2 terenu Śląska, przy Austrii pozostało zaś jedynie 5100 km2. Pruski Śląsk zamieszkiwało wówczas około miliona mieszkańców. Król Prus ogłosił się wówczas „suwerennym księciem Śląska” („souveräner Herzog von Schlesien”). Postanowienia te potwierdził pokój berliński 28 lipca 1742 roku1.

W styczniu 1742 roku na cesarza został wybrany Karl Albrecht bawarski. Otrzymał on imię Karola VII. W chwili, gdy poprawiła się sytuacja polityczna Marii Teresy król pruski zaatakował jej państwo, by uchronić się przed ewentualnym odwetem na Śląsku z jej strony. W wyniku tego, w 1744 roku wybuchła druga wojna śląska. Początkowo Fryderyk II nie odnosił sukcesów, a austriacka kontrofensywa sięgnęła Górnego Śląska i hrabstwa kłodzkiego. Dzięki zwycięstwom pod Dobromierzem (4 czerwca 1745) oraz pod Kesseldorf w Saksonii Prusy ponownie wymusiły na Austrii podpisanie pokoju, tym razem miało to miejsce w Dreźnie 25 grudnia 1745 roku2.

Sprzymierzyła się z Imperium Rosyjskim, Francją, Hiszpanią, Saksonią i państwami Rzeszy. Była ona zdeterminowana do odtworzenia swojej armii i odzyskania zagarniętego terytorium. Obawiając się ponownego ataku na Śląsk ze strony Austrii Prusy podjęły atak niespodziewanie w 1756 roku. O Śląsk walczyły z jednej strony wojska pruskie, z drugiej zaś sprzymierzone Austrii, Saksonii i Rosji. Przewaga ze strony austriackiej nie dawała tak łatwej, jak dotychczas wygranej Prusom: przegrały one pod Kolinem w Czechach (18 czerwca 1757 roku) i Wrocławiem (24 listopada 1757 roku) a następnie wygrały bitwę pod Lutynią (5 grudnia 1757 roku). W 1758 roku Austriacy zajęli teren Śląska, jednak już pod koniec tego samego roku został on ponownie przywrócony pod władanie Prus. W 1759 roku czekały je jednak kolejne porażki – po bitwie Kunowicami (12 sierpnia 1759 roku) Śląsk został zajęty przez Rosjan i Austriaków. Fryderyk II miał nadzieję, że momentem rozstrzygnięcia tej wojny będzie zwycięstwo armii pruskiej pod Legnicą (15 sierpnia 1760 roku). W następnym roku jednak musiał ponownie bronić Śląska przed wojskami austriackimi i rosyjskimi. W styczniu 1762 roku ogłoszono nowego cara, Piotra III, który przeszedł na stronę Fryderyka II. Dzięki temu pomimo, że został szybko zdetronizowany (9 lipca 1762 roku) obecność wojsk rosyjskich zaważyła nad zwycięstwem w bitwie pod Burkatowem (21 lipca 1762 roku) a także powstrzymanie kontrataku armii austriackiej pod Dzierżoniowem (16 sierpnia 1762 roku). 15 lutego 1763 roku w Hubertusburgu podpisano pokój. Potwierdzał on stan z 1742 oraz 1745 roku, w wyniku czego cały Śląsk pozostał w rękach Prus3.

Nowy kształt administracyjny oraz próby zintegrowania Śląska z państwem pruskim w XVIII wieku

W okresie panowania dynastii Habsburgów nad Śląskiem (1526-1740) kraj ten był częścią korony czeskiej. Nie miał jednak jednolitego ustroju prawnego, lecz w jego skład wchodziły różnorodne księstwa a także inne całości polityczne, od średniowiecza zmieniające swoje granice. Z tego powodu przekształcenia administracyjne Śląska musiały następować etapami, a ich celem było ujednolicenie prawne.

Król Prus Fryderyk II latem 1742 roku przystąpił do przekształcania istniejącego ustroju Śląska dostosowując go do tego, jaki panował w Prusach w tym czasie. Pierwszy etap integracji z państwem pruskim obejmował modernizację kwestii finansowych, wojskowych i gospodarczych i trwał do 1756 roku. Drugi etap trwał od końca wojny siedmioletniej (1756-1763) do 1806 roku4.

Już podczas działań wojennych w latach 1740-1742 pruską władzę wojskową, a w następstwie również cywilną na terenie Śląska objął Generalny Komisariat Wojenny (General-Feldkriegskommissariat). W styczniu 1741 roku Fryderyk II zawiesił dotychczasowe urzędy habsburskie, wśród nich Urząd Zwierzchni (Oberamt). W tym czasie również zhołdował stany śląskie (dotychczasowych przedstawicieli władzy książęco-sądowniczej): dla Dolnego Śląska 7 listopada 1741 roku, 29 stycznia 1742 roku dla Hrabstwa Kłodzkiego oraz 18 marca 1743 roku dla Górnego Śląska. Nowe prawo ustanowione miało na celu całkowicie ograniczyć władzę stanów. W styczniu 1742 roku Śląsk podzielono na dwa okręgi kamer wojenno-dominialnych (Kriegs- und Domänenkammer), a ich siedzibami stały się miasta Głogów i Wrocław. Urzędy te miały szeroki zakres kompetencji, obejmował on pobór podatków, zarządzanie domenami królewskimi, cłami, lasami oraz innymi regaliami, a także gospodarkę (manufaktury, handel i rolnictwo), nadzór nad miastami oraz nad Żydami, a także, na co wskazywałaby nazwa, zakwaterowanie wojska. Lokalnie pojawiły się niezależne od siebie urzędy – radców podatkowych (w miastach) oraz landratów (na terenach wiejskich). W miastach pozostawiono szeroki samorząd5.

Istotna dla Fryderyka II była nowa organizacja wojska, uniemożliwiająca ponowne przejęcie władzy przez Habsburgów. Utrzymywała ona w pogotowiu oddziały wojskowe, również w okresie pokoju w formie rozlokowanych w miastach garnizonów wojskowych (w sumie 35 000 ludzi) oraz ulepszeniu fortyfikacji twierdz w Świdnicy, Nysie, Kłodzku, Koźlu, Brzegu i Głogowie, a także utworzeniu nowej w Srebrnej Górze6.

Integracji poddano ponadto sądownictwo utrzymując jurysdykcję patrymonialną na wsiach oraz sądy miejskie, a także sądy w niektórych księstwach (Mediatfürstenthumer). Te z kolei były podległe zależnym od króla Prus rejencjom (Oberamtsregierungen)7.

O wyjątkowym charakterze administracji Śląska świadczyło istnienie specjalnego ministra Śląska8. Miało to związek z odrębnością gospodarczą i religijną tego obszaru, by nie wzburzyć społeczeństwa, które i tak z trudem usiłowano przekonać do nowej sytuacji politycznej. To właśnie temu ministrowi podlegały obie kamery we Wrocławiu i Głogowie. Na drugim etapie przyłączania Śląska do Prus pozyskano przychylność śląskiej szlachty, którą w 1768 roku uhonorowano umorzeniem długów na rzecz państwa, a dwa lata później powstała instytucja kredytowa dla niej przeznaczona, tzw. Ziemstwo Śląskie („Schlesischer Landschaft”). Dzięki pożyczce królewskiej powstał kapitał początkowy tej instytucji. To właśnie było elementem polityki króla pruskiego skierowanej na pozyskanie szlachty poprzez zachowanie jej przywilejów9. Dzięki rozwojowi gospodarczemu Śląska, który po 1763 roku nabrał rozpędu poprawie uległa integracja tego regionu z pozostałymi częściami Prus. Fiskalizm i protekcjonizm pruskiej polityki gospodarczej oparty na przemyśle i handlu stanowiły tylko częściowe wsparcie regionowi Śląska. Rozwijał się w tym czasie przemysł tekstylny. W latach 1763-1786 na Śląsku powstało 1300 manufaktur10. Najważniejszym filarem rozwijającego się przemysłu były przede wszystkim górnictwo i przemysł. Przyczynił się do tego powstały w 1768 roku departament górnictwa i hutnictwa w berlińskim Generalnym Dyrektorium. Kolejnymi postaciami zasłużonymi dla śląskiej gospodarki był mianowany w 1777 roku na ministra przemysłu Friedrich Anton von Heinitz a także jego siostrzeniec Friedrich Wilhelm von Reden, który stworzył Wyższy Urząd Górniczy – Oberbergamt – we Wrocławiu oraz urzędy górnicze, między innymi w Tarnowskich Górach. Najważniejszą zasługą Redena było jednak sprowadzenie maszyny parowej na Śląsk w 1788 roku. Do innych istotnych należało zbudowanie Kanału Kłodnickiego, utworzenie państwowych kopalni węgla kamiennego a także wybudowanie pierwszego na terenie Niemiec wielkiego pieca hutniczego w Gliwicach w 1796. Za sprawą tych rewolucyjnych zmian technologicznych wydobycie węgla w latach 1791-1817 zwiększyło się z 78 000 do 773 000 ton11.

Śląsk jako prowincja w czasach fryderycjańskich

Zasięgiem kamera wojny i domen we Wrocławiu obejmowała Śląsk Górny i część Śląska Dolnego, natomiast głogowska sprawowała władzę na Śląsku Dolnym. Kamery pełniły władzę wojskową i skarbową. Nadzorowały sprawy handlu, rzemiosła, przemysłu, związków i Żydów a także kontrolowały kwestie miast akcyzowych. Istotną częścią funkcjonowania kamer były specjalne kolegia, wśród nich kolegium handlowe oraz medyczne. Podlegały im również inne urzędy: główny urząd akcyzowy, główny urząd górniczy oraz główny urząd podatkowy12.

. Ustrój Śląska z okresu monarchii habsburskiej został utrzymany do 1743 roku. Dopiero wtedy nastąpił podział na powiaty w Prowincji Śląskiej oparty na pruskich wzorcach powiaty na terenie Górnego Śląska, które były podporządkowane Kamerze we Wrocławiu. Prowincja Śląska w odróżnieniu od innych pruskich prowincji nie była podporządkowana bezpośrednio Generalnemu Dyrektorium w Berlinie, lecz wspomnianemu wyżej ministerstwu Śląska, kierowanemu przez ministra Śląska urzędującego we Wrocławiu, ten zaś był podporządkowany królowi13.

W skład kamery głogowskiej w latach 1742-1809 wchodziły powiaty: świebodziński, zielonogórski, kożuchowski, głogowski, górski, szprotawski (obejmujący księstwo głogowskie oraz przyłączone doń wolne państwo stanowe bytomskie (od 1741 roku księstwo Carolath); żagański (powiat ten obejmował całe księstwo żagańskie). Pozostałe miasta powiatowe to Lwówek Śląski-Bolesławiec, Jelenia Góra, Jawor (obejmowały teren księstwa jaworskiego); Złotoryja-Chojnów, Legnica, Lubań (obejmowały księstwo legnickie); Ścinawa-Rudna, Wołów (księstwo jaworskie); Milicz-Żmigród (z wolnego państwa stanowego milicko-żmigrodzkiego jak również z mniejszych władztw14.

Kamera wrocławska składała się natomiast z powiatów: sycowski (obejmował wolne państwo stanowe w Sycowie oraz mniejsze władztwo w Goszczu), oleśnicki i trzebnicki (obejmowały one księstwo oleskie); wrocławski, średzki oraz namysłowski (obejmowały księstwo wrocławskie); oławski, brzeski, kluczborski, strzeliński, niemczański (powiaty te obejmowały księstwo brzeskie oraz położony w powiecie kluczborskim Weichbild wołczyński, który należał do księstwa oleśnickiego); świdnicki, strzegomski, bolkowsko-kamiennogórski, dzierżoniowski (powiaty należą do księstwa świdnickiego); kłodzki (rozciągający się na całe Hrabstwo Kłodzkie); ząbkowicki i ziębicki (obejmujące księstwo ziębickie); nyski i grodkowski (obejmujące księstwo nyskie, o ile należało ono do Prus); niemodliński, opolski, oleski, lubliniecki, strzelecki, toszecko-gliwicki, kozielski, prudnicki (obejmowały one byłe księstwo opolskie); głubczycki (powiat ten obejmował pruską część księstwa karniowskiego i morawski dystrykt ze stolicą w Kietrzu); raciborski (obejmujący księstwo raciborskie), bytomski (rozciągał się na terenie wolnego państwa stanowego bytomskiego) oraz pszczyński (obejmował wolne państwo pszczyńskie, wolne władztwo wodzisławskie oraz pruską część wolnego władztwa Chałupki)15.

Na zmiany terytorialne wpływ miał przez trzeci rozbiór Polski z 1795 roku, gdy do Prus przyłączono powiaty siewierski i pilicki, będący dotychczas częścią I Rzeczypospolitej. Tereny te nazywane były wówczas tzw. Nowym Śląskiem (Neu-Schlesien) aż do pokoju w Tylży w 1807 roku. Po nim ponownie weszły w skład nowo utworzonego Księstwa Warszawskiego, a od 1815 roku do Królestwa Polskiego, co było początkiem wyodrębnienia historycznego regionu Zagłębia Dąbrowskiego. Na wskutek reform Steina-Hardenberga kamery zostały zlikwidowane w 1808 roku.

Kolejnym istotnym punktem w dziejach polityki terytorialnej Prus był kongres wiedeński w 1815 roku, w wyniku którego przyłączono do Prus część ziem historycznych Łużyc. Ziemie te wcześniej należały do Saksonii pokonanej w wojnach napoleońskich. Wówczas Śląsk, a ściślej rejencja legnicka, powiększony został o trzy powiaty: zgorzelecki, lubański i rozborski (rothenburski). W 1825 roku zaś włączono do prowincji śląskiej dodatkowo czwarty powiat: wojerecki (Hoyerswerda)16.

Po 1815 roku dokonano również niewielkiej korekty dotyczącej administracyjnej przynależności Świebodzina – ten, wraz ze swoim powiatem stał się częścią rejencji frankfurckiej (Frankfurt nad Odrą). Ponadto dokonano wówczas niewielkich korekt granicznych pomiędzy Śląskiem a Brandenburgią: do powiatu zielonogórskiego (Grünberg) dołączono Czerwieńsk (Rothenburg an der Oder) i dwie sąsiednie wsie, natomiast w drugą stronę przyłączono pięć wiosek17 .

Granice Śląska pruskiego oraz warunki geograficzne

Górny i środkowy bieg rzeki Odry był Centralną osią Śląska pruskiego i miał on długość ponad 500 km. Przecina on Śląsk od północnego zachodu w kierunku południowowschodnim. Południową również naturalną granicą były Sudety, uwzględniając Hrabstwo Kłodzkie, należące do terenu historycznych Czech. Granicę tę wyznaczała zatem Ziemia Kłodzka z pasmem Wysokiego Jesionika dochodząc do skrawków Czech, Moraw i Śląska Austriackiego. W swej południowowschodniej części Śląsk pruski sięgał górnego biegu Wisły, będącej z kolei naturalną granicą między Śląskiem pruskim a austriackim i Galicją. Od wschodu graniczył Przemszą i Brynicą z terenami należącymi najpierw do I Rzeczypospolitej, a następnie do Królestwa Polskiego. Na północnym zachodzie granicą Śląska pruskiego były tereny Księstwa Krośnieńskiego (Herzogtum Crossen) wraz z eksklawą w Świebodzinie. Na Zachodzie granicę z Łużycami stanowiła Odra wraz z jej dopływami: Bobrem i Kwisą.

Wyżej wymienione granice pozostały bez zasadniczych zmian aż do końca I wojny światowej. Wtedy to terytorium prowincji śląskiej liczyło 40 300 km2, wcześniej, w 1805 roku, przed wojną z Napoleonem, 49 540 km2, przy czym u progu przejęcia władzy na Śląsku przez Prusy Śląsk liczył tylko 37 280 km218.

W XIX wieku Śląsk wraz z pozostałymi częściami Prus został on włączony do struktur Cesarstwa Niemieckiego (1871-1918). Wraz z upadkiem Prus w 1918 roku należąca do nich większa część Śląska znalazła się w granicach Republiki Weimarskiej (Rzeszy Niemieckiej). Pozostałą dołączono do państw ościennych: w Czechosłowacji południowa część powiatu raciborskiego, tzw. Kraik Hulczyński, z kolei w granicach Rzeczpospolitej Polskiej wschodnia część Górnego Śląska (powiat pszczyński, katowicki, część powiatu bytomskiego, gliwickiego, lublinieckiego, raciborskiego, rybnickiego, tarnogórskiego, zabrskiego). Po upadku Rzeszy Niemieckiej w 1945 roku cały teren pruskiego Śląska za wyjątkiem jego najdalej na zachód wysuniętej części (historycznych Dolnych Łużyc włączonych w 1815 roku do Śląska pruskiego) oraz Kraiku Hulczyńskiego znalazł się w granicach państwa polskiego.

Na tereny te duży wpływ miały przekształcenia związane z działalnością człowieka, które zależały w głównej mierze od jakości ziemi. Na Równinie Śląskiej występowały czarnoziemy oraz gleby gliniaste, które doprowadziły do rozwinięcia gospodarki rolnej w okolicach zarówno lewo- jak i części prawobrzeżnych dopływów Odry. Po prawej stronie Odry obecne były również mniej wydajne gleby piaszczyste, które występowały również licznie na terenie Łużyc. Występowanie surowców mineralnych, takich jak węgiel kamienny, ruda żelaza i ruda galmanu spowodowało w XVIII i XIX wieku przesunięcie przemysłu na Śląsku pruskim na tereny wschodniej jego części, co w oczywisty sposób zmieniło warunki naturalne tej części Śląska19.

Podział Śląska pruskiego na Dolny i Górny Śląsk nie wynikał z warunków naturalnych i po raz pierwszy pojawił się w źródłach historycznych dopiero w XV wieku. Granica pomiędzy obiema częściami Śląska była sprawą dyskusyjną już w XVIII wieku, przyjmuje się, że do Górnego Śląska należało księstwo opolskie, księstwo raciborskie oraz państwa stanowe: bytomskie i pszczyńskie jak również należące do Śląska Austriackiego księstwa: opawskie, karniowskie i cieszyńskie. Księstwo nysko-grodkowskie oraz ziębickie były w XVIII wieku czasami zaliczane również do Górnego Śląska, co świadczy o braku istnienia stałej granicy. Dopiero po nadaniu nowego kształtu administracyjnego i utworzeniu prowincji śląskiej na początku XIX wieku ustalono dokładną granicę pomiędzy Śląskiem Dolnym a Śląskiem Górnym20.

1Geschichte und Thaten der Allerdurchlauchtigsten und Großmächtigsten Fürstin und Frau Maria Theresia jetztregierenden Königin in Hungarn und Böheim, t. 1, b.m.w. 1743, s. 460-466.

2C. Grünhagen, Schlesien unter Friedrich dem Großen. Erster Band: 1740-1756, Breslau 1890, s. 267-310.

3C. Grünhagen, Schlesien unter Friedrich dem Großen. Zweiter Band: 1756-1786, Breslau 1892, s. 250-278.

4P. Baumgart, Schlesien als preußische Provinz zwischen Annexion, Reform und Revolution (1741-1848), [w:] Verwaltungsgeschichte Ostdeutschlands 1815-1918. Organisation – Aufgaben – Leistungen der Verwaltung, hrsg. von G. Heinrich, F.-W. Henning, K.G.A. Jeserich, Stuttgart-Berlin-Köln 1993, s. 837.

5Actenstücke, Berichte und andere Beiträge zur Geschichte Schlesiens seit dem Jahre 1740, hrsg. von Gustav Adolf Stenzel, „Scriptores Rerum Silesiacarum“ 5, Breslau 1851; F. Schädrich, Das Generalfeldkriegskommissariat in Schlesien 1741, „Historische Untersuchungen“ 2, Breslau 1913, s. 38-52.

6H. Henning, Der Zustand der schlesischen Festungen im Jahre 1756 und ihre Bedeutung für die Frage des Ursprungs des Siebenjährigen Krieges, Jena 1899.

7P. Baumgart, Schlesien als preußische Provinz…, s. 842.

8P. Baumgart, Schlesien als preußische Provinz…, s. 840.

9C. Grünhagen, Schlesien unmittelbar nach dem Hubertusburger Frieden, „Zeitschrift des Vereins für Geschichte Schlesiens“ 25 (1891), s. 104

10P. Baumgart, Schlesien als preußische Provinz…, s. 844.

11V. Loewe, Oberschlesien und der preussische Staat. T. 1: 1740-1815, Breslau 1930, s. 92.

12G. Wąs, Śląsk pod panowaniem pruskim, [w:] Historia Śląska, red. M. Czapliński, Wrocław 2007, s. 227; Grünhagen C., Schlesien unter Friedrich dem Großen. Band 1: 1740-1756, Breslau 1890, s. 354‒390.

13P. BAUMGART, Schlesien als preußische Provinz…, s. 840.

14Gesamelte Nachrichten und Documente der gegenwärtigen Zustand des Herzothums Schlesiens, Königreich Böhmens, und Erb-Herzogthum Oesterreichs betreffend, [bmw] 1742, s. 475‒483.

15Ibidem.

16T. Ładogórski, Ludność, [w:] Historia Śląska t. II 1763-1850, cz. II 1807-1850, red. S. Michalkiewicz, Wrocław-Warszawa-Kraków 1970, s. 84.

17T. Ładogórski, Ludność…, s. 84.

18T. Ładogórski, Ludność…, s. 84.

19Grundriss zur deutschen Verwaltungsgeschichte, Bd. 4, hrsg. von W. Hubatsch, bearbeitet von D. Stuettgen, Marburg 1976, s. 1 i nn.

20V. Loewe, Oberschlesien und der preussische Staat. T. 1: 1740-1815, Breslau 1930, s. 32-33.

Dr. Jakub Grudniewski

 

Die historischen Umstände der Ausprägung des preußischen Schlesiens.

 

Die Entstehung des preußischen Schlesiens.

In die Zeit unmittelbar nach der Thronbesteigung von König Friedrich II. von Preußen fiel der Tod von Kaiser Karl VI. aus der Dynastie der Habsburger und die Thronbesteigung seiner Tochter Maria Theresia (auf Grundlage eines speziellen Dokuments, das das Thronerbe in weiblicher Linie ermöglichte, der. sog. pragmatischen Sanktion). Friedrich beschloss, die schwache politische Position der Habsburger Monarchie auszunutzen, was die perfekte Chance war, das Territorium seines Staates auf Schlesien auszuweiten. Eine zusätzliche günstige Voraussetzung war außerdem, dass die pragmatische Sanktion von 1724 zur Machtübernahme durch die Tochter von Karl VI. von Bayern und Sachsen nicht anerkannt wurde. Die Ansprüche des Hohenzollern auf die Macht in diesem Bereich waren historisch bedingt – Friedrich II. berief sich auf das Erbe von Johann Georg von Hohenzollern (1577-1624), Fürst in Jägerndorf, Annaberg und Beuthen. Der preußische König erinnerte außerdem daran, dass eine Familie im Jahr 1537 einen Vertrag mit den Piasten abgeschlossen hatte, der das Erbe der schlesischen Gebiete von Liegnitz, Brieg und Wohlau nach den kinderlosen Piasten sanktionierte.

Angesichts dieser Argumente überschritt Friedrich II. am 16. Dezember 1740 die Grenze zwischen dem preußischen Brandenburg und dem österreichischen Schlesien und besetzte Schlesien bis Mitte März 1741 im Ganzen. Als entscheidend erwies sich die Niederlage von Graf Neipperg, dem Führer der österreichischen Armee, am 10. April 1741 bei Mollwitz. Aus Angst davor, dass Bayern, Frankreich und Sachsen in den Konflikt eintreten könnten, begann Österreich geheime Verhandlungen mit Preußen, am 9. Oktober 1741 in Klein Schnellendorf), bei dem England vermittelt. Die Wiederaufnahme von Kriegshandlungen von Seiten Friedrich II. zwang die junge Kaiserin Maria Theresia, am 11. Juni 1742 in Breslau den Präliminarfrieden zu unterzeichnen, und somit auf die Rechte am Großteil der schlesischen Territorien (mit Ausnahme eines kleinen Teils des bischöflichen Fürstentums Neiße sowie der Herzogtümer Oppa-Jägerndorf und Teschen) einschl. der Grafschaft zu verzichten. Nach dem Ersten Schlesischen Krieg fand sich auch eine mährische Enklave, den sog. Katscher Zipfel, innerhalb der Grenzen Schlesiens wieder. Bisher war dieses Gebiet vom Bischof von Olmütz verwaltet worden. Den Preußen fielen damals 35000 km² des Gebiets von Schlesien zu, bei Österreich verblieben hingegen nur 5100 km². Das preußische Schlesien war zu dieser Zeit von etwa einer Million Einwohner bewohnt. Der König von Preußen ließ sich damals zum „souveränen Herzog von Schlesien“ erklären. Diese Beschlüsse wurden im Berliner Frieden vom 28. Juli 1742 bestätigt[1].

Im Januar 1742 wurde Karl Albrecht von Bayern zum Kaiser gewählt. Er erhielt den Namen Karl VII. Als sich die politische Lage von Maria Theresia verbesserte, griff der König von Preußen ihren Staat an, um sich vor einer eventuellen Rache ihrerseits in Schlesien zu schützen. Im Ergebnis dessen brach 1744 der zweite Schlesische Krieg aus. Anfang konnte Friedrich II. keine Erfolge verbuchen und die österreichische Gegenoffensive erreichte Oberschlesien und die Grafschaft Glatz. Dank der Siege bei Hohenfriedeberg (4. Juni 1745) sowie bei Kesselsdorf in Sachsen zwangen die Preußen erneut die Österreicher, einen Frieden zu unterzeichnen, dieses Mal fand das am 25. Dezember 1745 in Dresden statt[2].

Sie verbündete sich mit dem Russischen Reich, mit Frankreich, Spanien, Sachsen und den Staaten des Reiches. Sie war entschlossen, ihrer Armee wiederherzustellen und das einverleibte Territorium zurück zu gewinnen.  Aus Angst vor einem erneuten Angriff Österreichs auf Schlesien unternahmen die Preußen unerwartet im Jahr 1756 einen Angriff. Um Schlesien kämpften auf der einen Seite die preußischen Truppen, auf der anderen hingegen die Verbündeten Österreich, Sachsen und Russland. Die österreichische Übermacht ließ die Preußen nicht so einfach wie bisher gewinnen: die Preußen verloren in Kolin in Böhmen (18. Juni 1757) und bei Breslau (24. November 1757) und gewannen dann die Schlacht bei Leuthen (5. Dezember 1757). Im Jahr 1758 besetzten die Österreicher das Gebiet von Schlesien, allerdings ging es bereits gegen Ende des gleichen Jahres erneut unter die Verwaltung von Preußen. Allerdings erwarteten sie im Jahr 1759 weitere Niederlagen – nach der Schlacht bei Kunersdorf (12. August 1759) wurde Schlesien von Russen und Österreichern besetzt.  Friedrich II. hoffte, dass der Sieg der preußischen Armee bei Liegnitz (15. August 1760) zum entscheidenden Punkt dieses Krieges werden würde.  Im darauffolgenden Jahr musste er allerdings erneut Schlesien gegen österreichische und russische Truppen verteidigen. Im Januar 1762 wurde ein neuer Zar ernannt, Peter III., der sich auf Seiten von Friedrich II. schlug. Dadurch gab, obwohl er schnell entthront wurde (9. Juli 1762), die Präsenz der russischen Truppen den Ausschlag für den Sieg in der Schlacht bei Burkersdorf (21. Juli 1762), aber auch dafür, den Gegenangriff der österreichischen Armee bei Reichenbach (16. August 1762) aufzuhalten. Am 15. Februar 1763 wurde der Hubertusburger Friede unterzeichnet. Er bestätigte den Stand von 1742 sowie 1745, wodurch ganzSchlesien in preußischer Hand blieb[3].

 Neue administrative Form und Versuche, Schlesien in den preußischen Staat zu integrieren, im 18. Jahrhundert.

Während der Herrschaft der Habsburger Monarchie über Schlesien (1526-1740) war dieses Land Teil der böhmischen Krone. Es hatte allerdings kein einheitliches Rechtssystem, da es sich aus unterschiedlichen Herzogtümern, aber auch anderen politischen Gebilden zusammensetzte, die seit dem Mittelalter ihre Grenzen veränderten. Aufgrund dessen musste die Verwaltungsreform in Schlesien in Etappen erfolgen, ihr Ziel war die rechtliche Vereinheitlichung.

Friedrich II., König von Preußen, begann damit, die bestehenden Strukturen in Schlesien an diejenigen anzupassen, die in Preußen in jener Zeit funktionierten. Die erste Etappe der Integration mit dem preußischen Staat umfasste die Modernisierung der Finanzen, des Militärs und der Wirtschaft und dauerte bis 1756. Die zweite Etappe dauerte vom Ende des Siebenjährigen Krieges (1756-1763) bis zum Jahr 1806[4].

Bereits während der Kriegshandlungen in den Jahren 1740-1742 übernahm das General-Feldkriegskommissariat die militärische Macht und dann auch die zivile Macht auf dem Gebiet von Schlesien. Im Januar 1741 hob Friedrich II. die bisherigen habsburgischen Ämter auf, darunter das Oberamt. In dieser Zeit wurde ihm auch von den schlesischen Ständen gehuldigt (den bisherigen Vertretern der fürstlich-gerichtlichen Macht): für Niederschlesien am 7. November 1741, für die Grafschaft Glatz am 29. Januar 1742 und für Oberschlesien am 18. März 1743. Das neu festgelegte Recht hatte das Ziel, die Macht der Stände zu beschränken. Im Januar 1742 wurde Schlesien in zwei Kreise der Kriegs- und Domänenkammer geteilt, deren Sitze die Städte Glogau und Breslau wurden. Diese Ämter hatten breite Kompetenzen, die das Eintreiben von Steuern, die Verwaltung der königlichen Domänen, Zölle, Wälder sowie andere Regalien umfassten, aber auch die Wirtschaft (Manufakturen, Handel und Landwirtschaft), Aufsicht über die Städte sowie über die Juden, aber auch, worauf der Name verweist, die Einquartierung des Militärs. Lokal tauchten voneinander unabhängige Ämter auf – Steuerräte (in den Städten) und Landräte (in dörflichen Gebieten). In Städten wurde eine weitgehende Selbstverwaltung belassen[5].

Wesentlich für Friedrich II. war die Neuorganisation des Militärs, die eine erneute Machtübernahme durch die Habsburger unmöglich machte. Sie hielt Militäreinheiten in Bereitschaft, auch in Friedenszeiten, in Form von Militärgarnisonen, die auf die Städte verteilt waren (insgesamt 35.000 Menschen) und der Verbesserung der Festungsanlagen der Festungen in Schweidnitz, Neiße, Glatz, Cosel, Brieg und Glogau, aber auch der Errichtung einer neuen Festung in Silberberg[6].

Integriert wurden darüber hinaus das Gerichtswesen, das die patrimoniale Jurisdiktion auf den Dörfern aufrecht erhielt, aber auch die Gerichte in einigen Fürstentümern (Mediatfürstentümer). Diese hingegen waren den vom König von Preußen abhängigen Oberamtsregierungen unterstellt[7].

Vom außergewöhnlichen Charakter der Verwaltung von Schlesien zeugte, dass ein spezieller Minister für Schlesien existierte[8]. Das war mit der wirtschaftlichen und religiösen Besonderheit dieses Gebiets verbunden, um die Bevölkerung nicht aufzuregen, die sich ohnehin nur schwer von der neuen politischen Lage überzeugen ließ. Genau diesem Minister unterstanden beide Kammern in Breslau und Glogau. Auf dieser Etappe des Anschlusses von Schlesien an Preußen wurde das Wohlwollen des schlesischen Adels gewonnen, der 1768 mit der Tilgung von Schulden gegenüber dem Staat geehrt wurde, und zwei Jahre später entstand eine Kreditinstitution für den Adel, die „Schlesische Landschaft“. Das Anfangskapital dieser Institution entstand dank eines königlichen Darlehens. Das war ein Element der Politik des preußischen Königs, um den Adel durch Bewahrung seiner Privilegien zu gewinnen[9]. Dank der wirtschaftlichen Entwicklung von Schlesien, die nach 1763 an Fahrt aufnahm, verbesserte sich die Integration dieser Region mit den übrigen Teilen von Preußen. Der Fiskalismus und der Protektionismus der preußischen Wirtschaftspolitik, der auf Industrie und Handel basiert, stellten nur einen Teil der Unterstützung der Region Schlesien dar. In dieser Zeit entwickelte sich die Textilindustrie. In den Jahren 1763-1786 entstanden 1300 Manufakturen in Schlesien[10]. Die wichtigsten Pfeiler der sich entwickelnden Industrie waren vor allem Bergbau und Industrie. Dazu trug die im Jahr 1768 entstandene Abteilung für Bergbau und Hüttenwesen des Generaldirektoriums Berlin bei. Weitere Personen, die sich um die schlesische Wirtschaft verdient gemacht haben, waren der 1777 zum Industrieminister ernannte Friedrich Anton von Heinitz, aber auch sein Neffe Friedrich Wilhelm von Reden, der das Oberbergamt in Breslau und die Bergämter, unter anderem in Tarnowitz, gründete. Der wichtigste Verdienst von Redens war allerdings der Import der Dampfmaschine nach Schlesien im Jahr 1788.  Zu anderen wesentlichen gehörte der Bau des Klodnitzkanals, die Einrichtung staatlicher Steinkohlegruben, aber auch der Bau des ersten großen Hüttenofens auf deutschem Gebiet in Gleiwitz im Jahr 1796. Durch diese revolutionären Veränderungen der Technologie stieg der Kohleabbau in den Jahren 1791-1817 von 78.000 auf 773.000 Tonnen[11].

Schlesien als Provinz in friderizianischen Zeiten

Der Einzugsbereich der Kriegs- und Domänenkammer in Breslau umfasste Oberschlesien und einen Teil von Niederschlesien, die Kammer in Glogau hingegen Niederschlesien. Die Kammern übten militärische und steuerliche Macht aus. Sie überwachten Fragen des Handels, der Industrie, der Verbände und Juden, kontrollierten aber auch Fragen der Akzisestädte. Ein wesentlicher Teil der Strukturen der Kammern waren spezielle Kollege, darunter das Kolleg für Handel bzw. für Medizin. Ihnen unterstanden auch andere Ämter: das Hauptakziseamt, das Oberbergamt und das Hauptfinanzamt[12].

. Die Strukturen Schlesiens aus der Zeit der Habsburger Monarchie wurden bis 1743 aufrechterhalten. Erst dann erfolgte die Aufteilung in Landkreisen in der Provinz Schlesien nach preußischem Vorbild auf dem Gebiet von Oberschlesien, die der Kammer in Breslau unterstellt waren. Die Provinz Schlesien war im Gegensatz zu anderen preußischen Provinzen nicht direkt dem Generaldirektorium in Berlin unterstellt, sondern dem oben genannten Ministerium für Schlesien, das vom Minister für Schlesien geleitet wurde, der in Breslau amtierte, der allerdings dem König untergeordnet war[13].

Zur Glogauer Kammer gehörten in den Jahren 1742 bis 1809 folgende Landkreise: Schwiebus, Grünberg, Freystadt, Glogau, Guhrau, Sprottau (das Fürstentum Glogau und die ihm zugeordnete freien Ständeherrschaft Beuthen umfassend – ab 1741 Fürstentum Carolath); Sagan (dieser Landkreis umfasste das gesamte Fürstentum Sagan). Die übrigen Kreisstädte waren: Löwenberg-Bunzlau, Hirschberg, Jauer (umfassten das Gebiet des Fürstentums Jauer); Goldberg-Haynau, Liegnitz, Lauban (umfassten das Fürstentum Liegnitz; Steinau an der Oder-Raudten, Wohlau (Fürstentum Jauer); Militsch-Trachenberg (aus der freien Ständeherrschaft Militsch-Trachenberg sowie aus kleineren Herrschaften) [14].

Die Kammer Breslau hingegen bestand aus folgenden Landkreisen: Groß Wartenberg (umfasste die freie Ständeherrschaft Groß Wartenberg sowie die kleinere Herrschaft in Goschütz), Oels und Trebnitz (umfassten das Fürstentum Oels); Breslau, Neumarkt und Namslau (umfassten das Fürstentum Breslau); Ohlau, Brieg, Kreuzburg, Strehlen, Nimptsch (diese Kreise umfassten das Fürstentum Brieg und das im Kreis Kreuzburg gelegene Weichbild Konstadt, das zum Fürstentum Oels gehörte); Schweidnitz, Striegau, Bolkenhain-Landeshut, Reichenbach (die Kreise gehörten zum Fürstentum Schweidnitz); Glatz (dieser Kreis dehnte sich über die ganze Grafschaft Glatz aus); Frankenstein und Münsterberg (umfasste das Fürstentum Münsterberg); Neiße und Grottkau ( die beiden Kreise umfassten das Fürstentum Neiße, soweit es zu Preußen gehörte); Falkenberg, Oppeln, Oels, Lublinitz, Groß Strehlitz, Tost-Gleiwitz, Cosel, Neustadt (umfassten das ehemalige Fürstentum Oppeln);  Leobschütz (umfasste die preußischen Anteile des Fürstentums Jägerndorf und den mährischen Distrikt mit der Hauptstadt Katscher); Ratibor (umfasste das Fürstentum Ratibor), Beuthen (erstreckte sich über die die freie Standesherrschaft Beuthen sowie Pleß (umfasste die freie Standesherrschaft Pleß, die freie Minderherrschaft Loslau und den preußischen Teil der freien Minderherrschaft Oderberg)[15].

Auf die territorialen Veränderungen hatte er Einfluss durch die Dritte Polnische Teilung von 1795, als die Kreise Siewierz und Pilica nach Preußen eingegliedert wurden, die bisher Teil der Ersten Republik Polen gewesen waren. Dieses Gebiet wurde damals Neu-Schlesien genannt, bis zum Frieden von Tilsit im Jahr 1807. Danach kamen sie wieder in das neu gegründete Fürstentum Warschau und ab 1815 zum Königreich Polen, was den Anfang für die Ausgliederung der historischen Region Dombrowaer Kohlenbecken bildete. Infolge der Stein-Hardenbergschen Reformen wurden die Kammern im Jahr 1808 aufgelöst.

Ein weiterer wichtiger Punkt in der Geschichte der Territorialpolitik von Preußen war der Wiener Kongress im Jahr 1815, in dessen Folge ein Teil der historischen Gebiete der Lausitz an Preußen angegliedert wurde. Diese Gebiete gehörten zuvor zu Sachsen, das in den napoleonischen Kriegen bezwungen worden war. Dabei wurde Schlesien, oder genauer gesagt, der Regierungsbezirk Liegnitz, um drei Kreise erweitert: Görlitz, Lauban und Rothenburg. Hingegen 1825 wurde ein vierter Kreis in die Provinz Schlesien eingegliedert:  Hoyerswerda[16].

Nach 1815 wurde außerdem eine geringfügige Korrektur der administrativen Zugehörigkeit von Schwiebus vorgenommen, das zusammen mit seinem Kreis Teil des Regierungsbezirks Frankfurt an der Oder wurde. Darüber hinaus wurden damals geringfügige Grenzkorrekturen zwischen Schlesien und Brandenburg vorgenommen: dem Kreis Grünberg wurden Rothenburg an der Oder und zwei Nachbardörfer zugeordnet, der anderen Seite hingegen fünf Dörfer[17] .

Die Grenzen des preußischen Schlesiens und die geographischen Bedingungen

Der obere und mittlere Lauf des Flusses Oder war die Zentralachse des preußischen Schlesiens und hatte eine Länge von mehr als 500 km. Er durchschneidet Schlesien von Nordwesten in Richtung Südosten. Die südliche, auch natürliche Grenze waren die Sudeten, unter Berücksichtigung der Grafschaft Glatz, das zum Gebiet des historischen Böhmens gehörte. Diese Grenze setzte somit die Grafschaft Glatz mit dem Altvatergebirge, mit Ausläufern nach Böhmen, Mähren und Österreichisch-Schlesien. In seinem südöstlichen Teil reichte das preußische Schlesien bis an der oberen Lauf der Weichsel, die hingegen die natürliche Grenze zwischen dem preußischen und dem österreichischen Schlesien und Galizien war. Von Osten grenzte es mit den Flüssen Przemsza und Brynica an Gebiete, die erst zur Ersten Republik, später zum Königreich Polen gehörten. Im Nordwesten bildeten die Grenzen des preußischen Schlesiens die Gebiete des Herzogtums Crossen mit einer Exklave in Schwiebus. Im Westen stellte die Grenze zur Lausitz die Oder mit ihren Zuflüssen Bober und Queiss dar.

Die oben genannten Grenzen blieben bis zum Ende des Ersten Weltkriegs ohne wesentliche Veränderungen. Damals umfasste das Territorium der Provinz Schlesien 40.300 km², zuvor, im Jahr 1805, vor dem Krieg gegen Napoleon, 49.540 km², wobei Schlesien an der Schwelle zur Machtübernahme der Preußen in Schlesien nur 37.280 km² umfasste[18].

Im 19. Jahrhundert wurde Schlesien zusammen mit den übrigen Teilen von Preußen in die Strukturen des Deutschen Kaiserreichs (1871-1918) eingegliedert. Mit dem Niedergang Preußens im Jahr 1918 fand sich der größere Teil des dazu gehörigen Schlesiens in den Grenzen der Weimarer Republik (Deutsches Reich) wieder. Der übrige Teil wurde an die Nachbarländer angeschlossen: an die Tschechoslowakei der südliche Teil des Kreises Ratibor, das sog. Hultschiner Ländchen, an die Republik Polen hingegen der östliche Teil von Oberschlesien (Kreis Pleß, Kattowitz, ein Teil des Kreises Beuthen, Gleiwitz, Lublinitz, Ratibor, Rybnik, Tarnowitz, Hindenburg). Nach dem Untergang des Deutschen Reichs im Jahr 1945 fand sich das gesamte Gebiet des preußischen Schlesiens mit Ausnahme des am westlichsten gelegenen Teil (die historische Niederlausitz wurde 1815 ins preußische Schlesien eingegliedert) sowie des Hultschiner Ländchens in den Grenzen des polnischen Staates wieder.

Auf dieses Gebiet hatte großen Einfluss die Umwandlung durch Menschenhand, die hauptsächlich von der Bodenqualität abhängig war. In der Schlesischen Tiefebene gab es Schwarzerde und Tonerde, die zur Entwicklung der Landwirtschaft im Bereich sowohl der linksseitigen als auch der rechtsseitigen Zuflüsse der Oder führten. Auf der rechten Oder-Seite gab es auch weniger fruchtbare Sanderde, die auch in der Lausitz sehr zahlreich auftrat. Das Auftreten von Mineralrohstoffen wie Steinkohle, Eisenerz und Galmeierz bewirkten, dass sich im 18. und 19. Jahrhundert die Industrie im preußischen Schlesien in dessen östliches Gebiet verschob, was offensichtlich die natürlichen Bedingungen in diesem Teil von Schlesien veränderte[19]

Die Teilung des preußischen Schlesiens in Niederschlesien und Oberschlesien resultierte nicht aus natürlichen Bedingungen und tauchte erst im 15. Jahrhundert erstmalig in historischen Quellen auf. Die Grenze zwischen beiden Teilen von Schlesien war bereits im 18. Jahrhundert eine strittige Frage, es wird angenommen, dass zu Oberschlesien das Fürstentum Oppeln, das Fürsten Ratibor und die Standesherrschaften Beuten und Pleß sowie die zu Österreichisch-Schlesien gehörenden Fürstentum Oppa, Jägerndorf und Teschen gehörten. Das Fürstentum Neiße-Grottkau sowie das Fürstentum Münsterberg wurden im 18. Jahrhundert zeitweise auch zu Oberschlesien gezählt, was davon zeugt, dass es keine feste Grenze gab. Erst nachdem eine neue administrative Form festgelegt und die die Provinz Schlesien gegründet worden war, wurde zu Beginn des 19. Jahrhunderts die Grenze zwischen Niederschlesien und Oberschlesien festgelegt[20].

„Polskie Górne Łużyce – pomiędzy rekonstrukcją a konstrukcją w odniesieniu do dynamiki identyfikacji etnicznych i regionalnych.”

Arkadiusz Lisowski
„Polskie Górne Łużyce – pomiędzy rekonstrukcją a konstrukcją w odniesieniu do dynamiki identyfikacji etnicznych i regionalnych.”

1. Wstęp. Śląskie Górne Łużyce w świetle dekonstrukcji, konstrukcji i rekonstrukcji łużyckości.

Na pytanie: Czym są Śląskie Górne Łużyce? obecnie nie można dać jednoznacznej odpowiedzi. Trudno wypunktować typowe cechy tego regionu/ krainy, które byłyby decydujące o możliwości takiej, a nie innej definicji Śląskich Górnych Łużyc. Wprawdzie można wymieniać cechy różniące Śląskie Górne Łużyce od
innych regionów i krain, ale gradacja cech i wytypowanie aksjomatycznie ważnej w każdym kontekście definicji nie są możliwe.

Rozmaitość doświadczeń ze Śląskimi Górnymi Łużycami łączy specyficzny kontekst, czyli problem tożsamości1. Jedyną, nadal pewną cechą omawianego regionu jest położenie na pograniczu etnicznym, która to jednak ewoluuje przy określaniu własnej tożsamości od bycia „jedynym spośród autochtonicznych
Słowian, którzy obecnie mieszkają w Niemczech”2 do refleksji dzisiejszych mieszkańców wschodnich Górnych Łużyc na temat własnej identyfikacji grupowej, etnicznej i przestrzennej.
Jeżeli koncentrujemy się na części Śląskich Górnych Łużyc, która znajduje się obecnie w obrębie Niemiec to cechami odróżniającymi je od innych grup są tradycje językowe (język górnołużycki), religijne (niewierzący, wierzący [rzymscy katolicy, ewangelicy w Kościele Berlina-Brandenburgii i Śląskich Górnych Łużyc oraz w wolnych kościołach ewangelickich]), regionalne (zwyczaje w zależności od zróżnicowania konfesyjnego), losów historycznych3 (odmienna przynależność różnych części Łużyc do Saksonii i Prus oraz w konsekwencji podziały konfesyjne4).

Co ma jednak dzisiaj zasadnicze znaczenie dla określania kryteriów autopostrzegania obecnych mieszkańców Śląskich Górnych Łużyc po obu stronach Nysy Łużyckiej? Czy przynależność grupowa postrzegana jest
poprzez zmienne subiektywne, czy też jako samowiedza i sposób jej przeżywania przez jednostkę?5 Jeżeli dokonamy na potrzeby tego artykułu syntezy obu opisów tożsamości, wówczas stwierdzimy, że w kontekście tym decydujące są dwa czynniki: postrzeganie mnie przez innych6 oraz dynamika transformacji i przeobrażeń na gruncie „interakcjonizmu symbolicznego”7. Wynikiem tego dla autopostrzegania jednostki jest miejsce jej tożsamości w życiowym doświadczeniu8 wynikające z poczucia przynależność grupowej oraz wpływu
elementów symboliki i zewnętrznych przejawów tożsamości na aspekt wewnętrzny identyfikacji cząstkowych w kontekście zbiorowości9. Oznacza to, że odpowiedź na pytanie jakie i ile jest wyobrażeń na temat tożsamości poszczególnych mieszkańców Śląskich Górnych Łużyc będzie każdorazowo zależna od dynamiki orientacji identyfikacyjnych10.

Natalia Niedźwiecka-Iwańczak z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Wrocławskiego określa w swojej pracy z 2012 na podstawie analizy empirycznej cztery typy orientacji identyfikacyjnych11. Cytowana praca dostarczyła bardzo bogatego materiału źródłowego i umożliwiła próbę podobnej typologii w odniesieniu do niemieckiej i polskiej części Śląskich Górnych Łużyc w kontekście analizy tożsamości indywidualnej i grupowej jako ciągłości, rekonstrukcji i konstrukcji tejże. Typ pierwszy określam jako „świadomość

1 Por. Kłoskowska, A. (1985): Kulturologiczna analiza biograficzna. W: Kultura i Społeczeństwo. Nr 3. Str. 3-29.
2 Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012): Dynamika identyfikacyjnych odniesień do zbiorowości etnicznych w świetle
wywiadów biograficznych z Łużyczanami. W: Acta Universitatis Lodziensis. Folia Sociologica 41. Str. 123-142, tutaj str.123.
3 Podział wymiarów egzystencji pod kątem zróżnicowania według Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 124.
4 Por. Walde, M. (2003): Die Konstituierung des sorbischen katholischen Milieus. W: Pech. E. & Scholze, D. (red.):
Zwischen Zwang und Beistand. Deutsche Politik gegenüber den Sorben vom Wiener Kongress bis zur Gegenwart.
Budziszyn. Str. 300-314, tutaj str. 300.
5 Por. Melchior, M. (1990): Społeczna tożsamość jednostki. Warszawa. Str. 28.
6 Por. Bokszański Z. (1986): Koncepcja tożsamości jednostki w pracach Anselma Straussa. W: Studia Socjologiczne, nr 2. Str. 89-110, tutaj str. 95.
7 Por. Piotrowski, A. (1998): Ład interakcji. Studia z socjologii interpretatywnej. Łódź. Str. 45-85.
8 Por. Helling. I. K. (1990): Metoda badań biograficznych. W: Włodarek, J. & Ziółkowski, M. (red.): Metoda biograficzna w socjologii. Warszawa. Str. 13-37, tutaj str. 16.
9 Por. Melchior, M. (1990): (ebd.) str. 23-29; Melchior, M. (2004): Zagłada a tożsamość. Polscy Żydzi ocaleni na „aryjskich papierach”. Analiza doświadczenia biograficznego. Warszawa. Str. 389-393; Kłosowska, A. (2005): Kultury narodowe u korzeni. Warszawa. Str. 103-104.
10 Por. Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 125.
11 Por. Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 126-139.

istotności określenia łużyckości dla mieszkającej na tym terenie jednostki”. Dla niemieckich, autochtonicznych Łużyczan świadomość ta powstaje pod wpływem „uczestnictwa we wspólnocie Łużyczan lub wpływu konkretnej osoby”12 – przekaźnika, multiplikatora wartości i cech, z którymi jednostka się identyfikuje. „Kryteria własnej przynależności”13 jak i uświadamianie sobie ich treści i zawartości to w tym przypadku ciągłość lub rekonstrukcja pod wpływem konkretnej osoby, gdy nastąpiło przerwanie więzi, utrata kontaktu z nią i przeżywaniem elementów tożsamości lub świadomości, że zbiorowość jest zagrożona14. Dla mieszkańców wschodnich Górnych Łużyc „świadomość istotności określenia łużyckości dla mieszkającej na tym terenie jednostki” jest de-facto wynikiem konstrukcji na gruncie symboliki przestrzennej, przedmiotowej oraz historycznej. Ponieważ jednak o bezpośredniej ciągłości historycznej w formie rodzinnych tradycji lub przekazów w przypadku znakomitej większości jednostek nie może być mowy, konstrukcja tożsamości bazuje na odniesieniach do symboliki przestrzennej i materialnej, którą niekiedy próbowano rekonstruować podwaliny legitymizacji powojennych starań zarówno propagandowych, jak i popularno-naukowych i oświatowych. Drugim typem orientacji identyfikacyjnej na Śląskich Górnych Łużycach jest jednostkowa
konstrukcja (budowa) i przejście od bądź uzupełnienie identyfikacji narodowej niemieckiej lub polskiej do łużyckiej w odpowiednim do danego kontekstu społecznego jej rozumieniu. Natalia Niedźwiecka-Iwańczak używa tutaj określenia: „Doszedłem do tego okrężną drogą”15. W odniesieniu do zachodniej części Śląskich Górnych Łużyc autorka mówi o „konwersji narodowościowej”16, czyli pochodnej osobistego wyboru. Jednak zarówno tutaj, jaki i we wschodnich Górnych Łużycach poczucie tożsamości łużyckiej wykracza poza
czynnik narodowościowy. Jest często sposobem identyfikacji z rzeczywistością przestrzenną uwarunkowaną historycznie i geograficznie oraz rzeczywistością materialną nie mającą związku z kryterium narodowościowym. Trzeci typ to „złożona identyfikacja”17. W przypadku autochtonicznych Łużyczan po
niemieckiej stronie oznacza ona przemianę i relatywizację afirmacji kultury łużyckiej. Łużyczanin niemiecki staje się, w miarę zdobywania doświadczeń, częścią coraz większej wspólnoty, z którą się identyfikuje i której
wartości stają się coraz bardziej relewantne. Natomiast próby określenia tożsamości przestrzenniej i jej zdefiniowania we wschodniej części Górnych Łużyc to proces często odmienny. Potrzeba zawężenia grupowej identyfikacji w obliczu braku ciągłości nosi znamiona konstrukcji. Jednak również tutaj
rzeczywistość przestrzenna i materialna inspiruje do nadawania jej cech symbolicznych, odniesień identyfikacyjnych. Mieszkaniec wschodnich Górnych Łużyc nie staje się jednak Łużyczaninem, choć określa coraz częściej swój „obszar satysfakcji”18 jako Łużyce. Ostatni typ to dosłowny opis transformacji w obszarze utożsamiania się z Łużycami. „Należę wszędzie i nigdzie”19. Na podstawie wywiadów biograficznych przeprowadzonych przez autorkę, jak i analizy odpowiedzi na pytanie postawione uczniom o określenie
własnej tożsamości20 można stwierdzić, że zarówno wśród Polaków, jak i Niemców decydującym o transformacji jest brak odczuwalnej przynależności na podstawie braku więzi pierwotnej.

Na podstawie dotychczasowych przemyśleń można założyć, że konstruowanie tożsamości ma swoje źródło zarówno w potrzebach samych członków danej społeczności, jak i jest interpretacją i wdrożeniem do własnego życia procesów z płaszczyzny ponadjednostkowej, która to decyduje o istnieniu, „lub odchodzeniu
w niebyt zbiorowości”21. Konstruowanie tożsamości to również nadawanie określeń przez otoczenie, agregacja potrzeb jednostek odkrywania dla siebie dziedzictwa danego obszaru, rewitalizacja pewnych cech.
Nie wyklucza ona dodawania do lub współistnienia z konstruowaną tożsamością kolejnych płaszczyzn samookreślenia. Należy także przytoczyć element aspektów interakcyjnych, czyli dlaczego potrzebuję autoatrybutu. W różnych sytuacjach i okolicznościach przywoływanie poszczególnych elementów i cech danej charakterystyki jest sposobem zajęcia stanowiska wobec partnerów interakcyjnych22.

12 Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 128.
13 Labrianidis, L. (et al.) (2007): Identity, Perception and Entrepreneurial behaviour. W: Smallbone, D. (et al.) (red.): Challenges and Prospects of Cross Border Cooperation in the Context of EU Enlargement. Kingston. Str. 62-87, tutaj str. 75.
14 Por. Kłosowska, A. (2005): Kultury narodowe u korzeni. Warszawa. Str. 125, 301.
15 Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 129.
16 Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 133.
17 Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 134.
18 Riedel, H. (1994): Wahrnehmung von Grenzen und Grenzräumen. Eine kulturpsychologisch-geographische Untersuchung im saarländisch-lothringischen Raum. Saarbrücken. Str. 73.
19 Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 136.
20 Badania empiryczne na podstawie kwestionariusza ankietowego na próbie 257 uczniów (licealistów) ze Zgorzelca, przeprowadzonego przez autora w 2018 roku, którego wyniki zaprezentowano podczas II Seminarium Śląsk bez granic w
Świeradowie-Zdroju w 2018 roku.
21 Niedźwiecka-Iwańczak, N. (2012) (ebd.) tutaj str. 140.

2. Konstrukcja, która miała być rekonstrukcją, czyli „Nasze Górne Łużyce”.

Początki konstruowania tożsamości regionalnej i kulturowej we wschodniej części Górnych Łużyc to rok 1945, kiedy to pojawił się problem granicy polsko-niemieckiej. Nie został on bowiem rozstrzygnięty na konferencji jałtańskiej. Ustalenie, co do przebiegu granicy w oparciu o Odrę i Nysę Łużycką jest wynikiem stanowiska Józefa Stalina na konferencji poczdamskiej. Oznaczało to także decyzję o wysiedleniu ludności niemieckiej z terenów przyznanych Polsce. „Teoretycznie było to rozwiązanie tymczasowe”23. Polska pełniła zgodnie z ustaleniami poczdamskimi funkcję administratora Dolnego Śląska i wschodnich Górnych Łużyc.
Ostateczny kształt zachodniej granicy Polski miała określić odrębna konferencja pokojowa. W świadomości osadników polskich tymczasowym gwarantem stabilności sytuacji geopolitycznej był więc inicjator takiego stanu, czyli Związek Radziecki. Konstruowanie jakiejkolwiek tożsamości na tych terenach było niezwykle trudne. Ogromne zniszczenia wojenne, szkody spowodowane „odzyskiem” cegły dla uzyskania materiałów budowlanych na odbudowę stolicy Polski, czyli systematyczne wyburzanie budynków, doprowadziły do utraty większości materialnych elementów architektury regionalnej. Dopiero 15 lat po przejęciu lub powrocie Ziem Zachodnich do Macierzy, czyli w 1960 roku rozpoczęto trwającą do końca lat 60. kompleksową renowację zabudowy. Ustalenia poczdamskie potwierdziły ostatecznie: układ zgorzelecki z NRD z 1950 roku, układ warszawski z NRF z 1970 roku oraz polsko-niemiecki traktat graniczny z 14 listopada 1990 roku.
Przedstawiciele mocarstw zdecydowali, że Polska otrzyma Górny i Dolny Śląsk oraz leżące na wschód od Nysy Łużyckiej części Dolnych i Górnych Łużyc. Sama rzeka graniczna do 1951 roku występowała w Polsce pod nazwą Nissa24. Cały teren wschodnich Łużyc stał się w 1946 roku częścią województwa wrocławskiego.
Ustalenia poczdamskie były poważną ingerencją w historyczną spójność regionu Górnych Łużyc, szczególnie przyłączenie tzw. Worka Turoszowskiego w 1945 roku do powiatu zgorzeleckiego, który jako jedyna część saskich Górnych Łużyc przyłączona do Polski przedtem należał do powiatu żytawskiego. Zabieg ten był
umotywowany politycznie.
Oddziały 7. Dywizji Pancernej z 2. Armii Wojska Polskiego przybyły na wschodnie Górne Łużyce z początkiem czerwca 1945 roku. Zadanie nadzoru granicy przejął garnizon Wojsk Ochrony Pogranicza przeniesiony w 1945 roku do Lubania, a przekształcony w 1946 roku w Łużycki (sic!) Oddział Wojsk Ochrony Pogranicza, a w 1950 roku w 8. Łużycką Brygadę Wojsk Ochrony Pogranicza, która istniała do 1991 roku, kiedy to została przekształcona w Łużycki Oddział Straży Granicznej.
Ludność polska osiedlała się we wschodnich Łużycach stopniowo. W pierwszym okresie powojennym mieszkało tutaj więcej Niemców niż Polaków. Przykładem jest struktura zatrudnienia w lubańskich zakładach pracy, w których w końcu 1945 roku na 5747 pracowników, Polacy stanowili tylko 110925. Los autochtonicznych mieszkańców wschodnich Górnych Łużyc został przesądzony w momencie podjęcia decyzji o wdrożeniu akcji osadniczo-wojskowej i cywilnej. Wywózka Niemców dotknęła także ostatnią rdzenną słowiańską ludność serbołużycką, która zamieszkiwała na wschód od Nysy Łużyckiej.
Przybywającymi osadnikami byli głównie rolnicy, robotnicy przymusowi, więźniowie obozów koncentracyjnych i obozów pracy. Drugą grupą przesiedleńców byli repatrianci ze wschodu oraz byli zesłańcy z Syberii i Kazachstanu26. Trzecią grupą byli mieszkańcy przeludnionych województw, słabych gospodarczo, np. lubelskiego i warszawskiego. Kolejną grupą byli polscy reemigranci z Jugosławii, Rumunii, Niemiec, Francji i Belgii. W latach 1945-1948 osiedlali się tu także ocalali polscy Żydzi. Jednak spora ich część wyemigrowała po 1948 roku do Izraela. Ostatnią grupą osadników byli uchodźcy greccy i macedońscy po klęsce Demokratycznej Armii Grecji podczas wojny domowej w Grecji w latach 1946-1949. Natomiast w części Górnych Łużyc w obrębie NRD, głównie dawnej saskiej części regionu do 1950 roku i układu zgorzeleckiego wierzono, że granica na Nysie Łużyckiej jest tymczasowa, a Görlitz, w którym około 40% mieszkańców pochodziło z wschodnich Górnych Łużyc, i Zgorzelec znów będą jednym organizmem pod administracją wschodnioniemiecką. Nazywana oficjalnie „granicą pokoju i przyjaźni”27 linia podziału była pilnie strzeżona, a nielegalne jej przekraczanie surowo karane.

22 Por. Goffman, E. (2005): Piętno. Rozważania o zranionej tożsamości. Gdańsk.
23 Koreś, D.: Wschodnie Górne Łużyce po 1945 r. W: Fokt, K. & Tekiela, Ł. & Bena, W. & Koreś, D. (2010): Vademecum historii Górnych Łużyc. Lubań. Str. 236-255, tutaj str. 236.
24 Por. Koreś, D. (ebd.) tutaj str. 237.
25 Por. Koreś, D. (ebd.) tutaj str. 243.
26 Według danych cytowanych przez Daniela Koresia wypędzeni z Kresów Wschodnich stanowili w powiecie lubańskim 54,6% wszystkich osadników. Por. Koreś, D. (ebd.) str. 245.
27 Por. Koreś, D. (ebd.) tutaj str. 248.

Polska administracja wschodnich Górnych Łużyc zaczęła po 1945 roku konstruowanie tożsamości regionalnej mieszkańców, poza tworzeniem nazewnictwa polskiego dla elementów krajobrazu i siedlisk ludzkich oraz
istniejącej infrastruktury, działaniami propagandowymi i organizacją życia kulturalnego. Początki tego ostatniego związane są z żołnierzami 2. Armii Wojska Polskiego. Pomysłów było wiele i, jak przystało na pionierów Ziem Zachodnich, powstał między innymi program „Dziki zachód” grany przez zespół
utworzonego teatrzyku w 1946 roku28. Powstał Dom Kultury „Osadnik” (sic!) w Lubaniu.

Dokumentowaniem, gromadzeniem i eksponowaniem okresu zasiedlania ziem Górnych Łużyc przez osadników wojskowych zajmowało się założone w Lubaniu w roku 1975 Muzeum Osadnictwa Wojskowego, które mieściło się w budynku historycznego Ratusza miejskiego. Od lat 80. Muzeum zaczęło gromadzić
materiały związane z lokalną historią. W 1994 roku przekształcono Muzeum w Muzeum Regionalne. Materiałem źródłowym do przytoczonych informacji było między innymi bogate w dane wydanie pt. Vademecum historii Górnych Łużyc29. Interesujące jest już sformułowanie wprowadzające: „Nasze Górne Łużyce”30, które we wstępie instytucji realizującej wydanie, czyli Południowo-Zachodniego Forum Samorządu Terytorialnego „Pogranicze”, określa cele tej publikacji: „jak nauczać historii regionalnej w kontekście historii Polski” oraz „Celem projektu było wsparcie procesu kształtowania tożsamości regionalnej oraz kulturowej mieszkańców „polskich” Górnych Łużyc”31. Można wnioskować, że proces konstrukcji tożsamości regionalnej z podtekstem rekonstrukcji i implementacji do tradycji regionalnej elementów polskiej historii narodowej trwa nieprzerwanie od 1945 roku, choć jego forma ewoluuje równolegle do przemian
politycznych i społecznych.

3. Próba nadania Łużycom formy materialnej i administracyjnej, czyli powojenne mapy Łużyc.

Z końcem II wojny światowej Łużyczanie ujrzeli możliwość utworzenia ich etnicznego państwa. Państwo to miałoby objąć swoim zasięgiem Dolne i Górne Łużyce. Tuż po zakończeniu wojny Łużycki Komitet Narodowy dostrzegł możliwość wsparcia działań politycznych i dyplomatycznych poprzez wydanie mapy przeglądowej oraz następnie zbioru map o zróżnicowanej tematyce. Tendencje niepodległościowe wśród Serbołużyczan jak i świadomość narodowa ożyły w drugiej połowie XIX wieku32. Po przegranej II Rzeszy w 1918 roku powstała wizja możliwości oderwania się od państwowości niemieckiej. Temu miała przewodzić Łużycka Rada Narodowa33. Koniec II wojny światowej to ponowne ożywienie narodowe wśród Łużyczan.
Interesujące jest, że politycznie wspierał Łużyczan także własny komitet przy władzach Polski Podziemnej34. Jednak dopiero oświadczenie Józefa Stalina o tym, że każdy naród słowiański ma prawo do samostanowienia
rozbudziło nadzieję Łużyczan na niepodległość. Dlatego już 9 maja 1945 roku został założony w Pradze przez łużyckich emigrantów Łużycki Komitet Narodowy, który nawiązując do działań Łużyckiej Rady Narodowej rozesłał 1 lipca 1945 roku memoriał do Józefa Stalina, Rady Komisarzy Ludowych ZSRR i
innych władz radzieckich. W memoriale tym Łużycki Komitet Narodowy domagał się oddzielenia Łużyc od Niemiec lub ewentualnie przyłączenia Łużyc do Czechosłowacji35. W styczniu 1946 roku Łużycki Komitet Narodowy utworzył razem z „Domowiną” Łużycką Radę Narodową. Jednak ze względu na rozbieżności w poglądach pomiędzy orientacjami „propolską i proniemiecką”36 skuteczność Rady i Komitetu była niewielka.
Interesujące jest, że władze Polski, „w przeciwieństwie do społeczeństwa”37, nie wykazywały zainteresowania tym aspektem. Na początku 1946 roku organizacje Łużyczan wysyłały memoranda do władz wielu państw oraz Organizacji Narodów Zjednoczonych zawierające wspomniany zbiór map38.

W nadaniu wymiaru materialnego i administracyjnego miała pomóc Łużyckiemu Komitetowi Narodowemu kartografia, która stała się narzędziem propagandowym i merytorycznym w procesie konstrukcji i
formalizacji autonomicznego bytu, jakim były w jego przekonaniu Łużyce.

28 Por. Koreś, D. (ebd.) tutaj str. 253.
29 Fokt, K. & Tekiela, Ł. & Bena, W. & Koreś, D. (2010): Vademecum historii Górnych Łużyc. Lubań.
30 Fokt, K. & Tekiela, Ł. & Bena, W. & Koreś, D. (2010): Vademecum historii Górnych Łużyc. Lubań. Str. 3. 31 Ebd.
32 Por. Mazurski, K. R.: Mapy Łużyc z 1945 i 1946 roku w kontekście dążeń niepodległościowych Łużyczan. W: Polski Przegląd Kartograficzny. Tom 45/ 2013, nr 3, str. 256-266, tutaj str. 256.
33 Por. Mazurski, K. R. (1989): Łużyce 1945-1950. W: Informator Krajoznawczy. Z. 56. Str. 47-54.
34 Por. Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 256.
35 Por. Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 257.
36 Por. Cygański, M. & Leszczyński, R. (1997): Zarys dziejów narodowościowych Łużyczan. Lata 1919-1997. Opole.
37 Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 257.
38 Por. Marczak, T. (1995): Granica zachodnia w polskiej polityce zagranicznej w latach 1944-1950. Wrocław.

Pierwsza mapa przeglądowa w skali 1:750 000 opracowana przez czeskiego kartografa wojskowego Matěja Semika ukazała się już w pierwszej połowie 1945 roku. Semik korzystał z ustaleń spontanicznych głównie polskich, ale także czeskich między innymi polsko-czechosłowackiej komisji nazewniczej oraz wprowadzał własne brzmienia, czasami ustalane z Łużyczanami39. Większość miejscowości na mapie w obrębie Łużyc ma dwie nazwy, łużycką i niemiecką40. Warto tutaj zatrzymać się przy oznaczonym granicą obszarze Łużyc41, który w porównaniu z obszarem całej Niemieckiej Republiki Demokratycznej był tak duży, że nie mógł być zaakceptowany przez ZSRR. Niektóre obszary na mapie Semika od dawna nie były już zamieszkiwane przez Łużyczan. Dlatego należy przyjąć, że konstrukcja mapy opiera się na „uproszczonym przebiegu historycznym”42.

W 1946 roku wydano w Budziszynie zestaw pięciu map, który poprzedza odezwa Łużyckiego Komitetu Narodowego w języku francuskim. W tekście tym Komitet powołuje się na 1500 lat negatywnego wpływu niemieckiej zależności na naród łużycki. Mapy tematyczne miały udowodnić, że aspiracje do utworzenia
samodzielnego państwa łużyckiego poparte są możliwościami jego utrzymania i egzystencji. Wprowadzeniem była mapa Łužica w skali 1:750 000 opracowana przez czeskiego kartografa Johánka i dołączono ją przez „Domowinę” do memorandum adresowanego do ministrów spraw zagranicznych podczas spotkania  w Moskwie w 1947 roku43. Przedstawiono granicę historyczną i postulowaną pomniejszoną o niektóre części we wschodnich Niemczech oraz opierającą się na Nysie Łużyckiej, co Krzysztof Mazurski interpretuje jako
„akceptację stanu faktycznego terytorium Polski, (…) po 1945 roku”44. Zastosowano głównie łużyckie nazwy, a po polskiej stronie formy: polską współczesną, łużycką i niemiecką. Nazwy polskie zostały wprowadzane
już w maju 1945 roku przez polską administrację, ale przy obecności wojskowej administracji radzieckiej.
Duża część nadań z tego okresu nie utrzymała się.

Drugą mapą była International Communications inżyniera Petra Johánka, która manifestowała dobre komunikacyjne usytuowanie Łużyc i związany z tym brak zagrożenia negatywnych skutków położenia peryferyjnego.

Zbiór map tematycznych wprowadza mapa zatytułowana Required territory (terytorium roszczeniowe,oczekiwane). Postulowana granica obejmuje 6242 km². Nazwy miejscowości po polskiej stronie są różne, ale nie podano niemieckich45. Druga, największa mapa nosi tytuł Colonisation de la Lusace, którą podpisał dr
Ješkij – Johánek. Odzwierciedla ona procentowy udział Łużyczan w zaludnieniu. Dane oparto o społeczności gminne. Widoczna jest dominacja Łużyczan (90-100%) na Łużycach Górnych od Budziszyna po Wojerecy oraz na Dolnych Łużycach wokół Chociebuża. Licznie występują toponimy miejskie w brzmieniu łużyckim lub niemieckim zsorabizowanym, mimo że tutaj zaobserwowano odchylenia od znanych zapisów dokumentalnych46. Kolejna mapa, wykonana również przez inżyniera Petra Johánka nosi tytuł Transport
Network i dokumentuje różnice w infrastrukturze drogowej z wyraźnym wyróżnieniem części południowej i południowo-wschodniej oraz okolic Chociebuża. Nazewnictwo na mapie nie jest pod względem formy
jednoznaczne. Następnym tematem w kartograficznej prezentacji jest mapa dotycząca przemysłu Industry, która wskazuje na dominację wydobycia węgla brunatnego i jego użycie do produkcji brykietów i energii elektrycznej. Poza tym oznaczono ośrodki produkcji ceramicznej, tekstylnej oraz stalowo-maszynowej.
Lokalizacja ośrodków przemysłowych wykazuję nierównomierność, a słabszy rozwój cechuje głównie północną część Dolnych Łużyc. Ostatnia mapa tematyczna poświęcona jest rolnictwu i nosi tytuł Agriculture.
Również tutaj wyraźna jest dysproporcja między południowo-wschodnią częścią Łużyc a skrajnie północną. Mapa opiera się na danych statystycznych z 1938 roku, a powierzchnia użytków rolnych dzieli się na łużyckie
i niełużyckie (niemieckie).

Omawiane mapy Łużyc to ciekawy przykład próby wykorzystania kartografii jako „instrumentu bezpośredniego oddziaływania politycznego”47. Mimo braku materiałów źródłowych dotyczących odbioru map przez adresatów, mapy są dowodem niepodległościowych pragnień Łużyczan. Można przypuszczać, że
te, historycznie ważne, dążenia miały wpływ na przyznanie autonomii kulturalnej Łużyczanom w Niemieckiej Republice Demokratycznej.

39 Por. Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 257.
40 Mapa pt. Łužica z 1945 roku wydana przez Łużycki Komitet Narodowy, wydrukowana przez Państwowy Urząd Geodezyjny w Pradze, autorstwa Matěja Semika.
41 Por. Mětšk, F. (1967): Materiały do stosunków ludnościowych i etnicznych w księstwie żagańskim w latach 1600-1819.
W: Śląski Kwartalnik Historyczny Sobótka. R. 22, z. 1. Str. 65-88.
42 Por. Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 259.
43 Por. Marczak, T. (1995) (ebd.).
44 Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 259.
45 Mapa Required territory.
46 Por. Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 260.
47 Mazurski, K. R. (2013) (ebd.) tutaj str. 264.

Z perspektywy analizy próby konstrukcji/ rekonstrukcji tożsamości
regionalnej interesujący jest aspekt toponomastyczny. Nazwy na terenie Łużyc są poprawne w przypadkach opierających się na pracach czeskich kartografów. Natomiast w polskiej części Łużyc ustalenie brzmienia było niezwykle trudne, gdyż nazwy miejscowości nigdy wcześniej nie miały polskiego odpowiednika, a
łużyckie nie były znane lub były pomijane. W zachodnich Łużycach stosowano sorabizację niemieckich nazw metodą stosowaną w Czechosłowacji, czyli fonetyczną bohemizacją.

Przewaga rolnictwa w generowaniu lokalnego i regionalnego dochodu w porównaniu z udziałem słabo rozwiniętego i mało zróżnicowanego przemysłu pokazane za pomocą map to wskazanie na wieloletnie celowe
zaniedbania Rzeszy Niemieckiej w polityce gospodarczej w odniesieniu do Łużyc, szczególnie Dolnych48.

4. Nazwy miejscowe i nazwy rzek Łużyc Wschodnich w 1945 roku jako przykład konstrukcji rzeczywistości materialnych i naturalnych.

Większość Łużyczan po wojnie popierała Łużycki Komitet Narodowy. Choć tylko niewielu wierzyło w możliwość powstania niepodległych Łużyc, to już większość uważała, że realne jest utworzenie federacji z Czechosłowacją lub włączenie do niej. Istniejące w Polsce stowarzyszenie Prołuż domagało się niepodległości Łużyc, a nawet ich przyłączenia do Polski49. Jednak na Łużycach poparcie dla pomysłu unii Łużyc z Polską było niewielkie. Nie jest jasne, na jakiej podstawie wytyczono, prezentowaną na omawianych wcześniej mapach, wschodnią granicę Łużyc50. Zgodnie z wynikami badań materiału toponomastycznego
sprzed XX wieku z Łużyc Wschodnich rodowód ich mieszkańców jest dolnołużycki, a sam dialekt wschodniodolnołużycki widoczny jest częściowo w Nowym Testamencie Mikołaja Jakubicy z 1548 roku51. Tadeusz Lewaszkiewicz przedstawia znaczenie dwóch map: Lusatia i Łužica dla badania dziejów kodyfikacji górnołużyckich i dolnołużyckich nazw miejscowości na obszarze Niemiec i Polski52. Autor przypuszcza, że mapy te bazują na najwcześniejszych ustaleniach polskiej administracji na Ziemiach Odzyskanych oraz
wprowadzane przez twórców map nazewnictwo jest wynikiem ich inwencji. Tylko kilka miejscowości na mapie Lusatia ma udokumentowane nazwy miejscowe w łużyckiej postaci językowej: Krosno, Gubin, Brody, Žemeŕ, Trjebule, Žarow, Zahań, Přibuz, Lěsna, Zhorjelc (tylko po niemieckiej stronie). Przykładem
sztucznego tworu jest nazwa miejscowa Lěsna, która została wprowadzona na podstawie nazwy niemieckiej Marklissa. Natomiast na mapie Łužica Semíka podjęto próbę nadania nazwom polskiej szaty graficznej.
Tadeusz Lewaszkiewicz przypuszcza, że Semík korzystał z propozycji nazewniczych Komisji Ustalania Nazw Miejscowych i Obiektów Fizjograficznych, rad Łużyczan z Łużyckiego Komitetu Narodowego oraz własnych pomysłów nazewniczych53. Warto wspomnieć, że językoznawcy pracujący w Komisji
podporządkowanej później Ministerstwu Spraw Wewnętrznych spolonizowali ponad 30000 nazw miast, wsi, gór, rzek i innych obiektów geograficznych znajdujących się do 1945 roku w granicach Niemiec. Ich praca została przedstawiona w wydanym w 1951 roku słowniku54. Nazwy miast, wsi i obiektów zostały po stronie wschodniej Nysy Łużyckiej rekonstruowane na podstawie niemieckich zapisów w dokumentach lub powierzchownie polonizowane, czy nawet wymyślane. Powstawały nazwy sztuczne, ale nawiązujące do nazw niemieckich i później często zmieniane, chodź nowe brzmienia nie odpowiadały polskiej tradycji nazewniczej. Tadeusz Lewaszkiewicz przytacza w swojej pracy określenie Kazimierza Nitscha „chrzty”, co wskazuje na tworzenie sztucznych konstrukcji mających wejść do użytku codziennego55.

48 Por. Cygański, M. & Leszczyński, R. (1997): Zarys dziejów narodowościowych Łużyczan. Lata 1919-1997. Opole.
49 Por. Musielak, M. (1986): Polski Związek Zachodni 1944-1950. Warszawa.
50 Por. Lewaszkiewicz, T.: Nazwy miejscowe i nazwy rzek tzw. Łużyc Wschodnich i terenów sąsiednich na czeskich mapach z 1945 roku. W: Zeszyty Łużyckie 49/ 2015. Str. 105-118, tutaj str. 108.
51 Por. Popowska-Taborska, H. (1965): Dawne pogranicze językowe polsko-dolnołużyckie (w świetle danych toponomastycznych). Wrocław. Oraz Lewaszkiewicz, T. (2007): Sporne problemy języka dolnołużyckiego przekładu
Nowego Testamentu Jakubicy (1548). W: Rudnik-Karwatowa, Z. (red.): Z polskich studiów slawistycznych. Warszawa. Str. 111-118.
52 Por. Lewaszkiewicz, T.: Nazwy miejscowe i nazwy rzek tzw. Łużyc Wschodnich i terenów sąsiednich na czeskich mapach z 1945 roku. W: Zeszyty Łużyckie 49/ 2015. Str. 105-118, tutaj str. 110.
53 Por. Lewaszkiewicz, T. (ebd.).
54 Por. Furdal, A. (1996): Językoznawstwo. W: Grzech, A. (red.): 50 lat rozwoju nauki na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Wrocław. Str. 98-105. oraz Nitsch, K. (1945): Nazwy miejscowe w odzyskanej Polsce zachodniej. W: Język
Polski XXV, 2. Str. 33-41. oraz Nitsch, K. (1946): Pierwsze ustalone nazwy miejscowe ziem odzyskanych. W: Język Polski XXVI, 4. Str. 118-120. oraz Rospond, S. (1951): Słownik nazw geograficznych Polski zachodniej i północnej, cz. 1-2. Wrocław.
55 Por. Lewaszkiewicz, T.: Nazwy miejscowe i nazwy rzek tzw. Łużyc Wschodnich i terenów sąsiednich na czeskich mapach

Autor podaje przykład miejscowości Sonnenburg, którą w 1945 roku nazwano Słoneczno, a później zmieniono w Słońsk, co oznacza ‚słone miejsce’, a nie miejsce związane ze słońcem. Ciekawym, z dzisiejszego punktu widzenia,
problemem była dla ówczesnych niemiecka nazwa rzeki Queis. Pojawiały się warianty Gwizd i Hwizda, aż polscy językoznawcy zaproponowali nazwę Kwisa. Nazwy z Łużyc Wschodnich różniły się więc na mapie Łużyc Wschodnich w ramach Łużyc, na mapie Łużyc Wschodnich w ramach Polskich oraz w ich brzmieniu i pisowni zatwierdzonych przez Komisję Ustalania Nazw Miejscowych i Obiektów Fizjograficznych56.
Analizując wszystkie zjawiska, które wystąpiły w trakcie procesu nadawania polskich nazw na terenie Wschodnich Górnych Łużyc można rozróżnić przypadki, w których nie było późniejszych zmian (Krzystkowice), następowały zmiany pisowniano-fonetyczne w nazwach polskich (Benów > Bieniów),
następowały różnice fonetyczno-morfologiczne lub wyłącznie morfologiczne w nazwach polskich (Borowsk > Borowe), nastąpiła polonizacja fonetyczna lub fonetyczno-morfologiczna nazw niemieckich (Liebthal > Lubiatów), nawiązywano do słowiańskiego członu złożonej nazwy niemieckiej (Grosslessen > Leśniów Wielki), było brak związków znaczeniowych z nazwą niemiecką (Schöneich > Grabowiec [dąb > grab]), zmieniano nazwę wyrażenia na jednowyrazową (Bobrowa Góra > Bobrowice), zmieniano strukturę nazwy (z
przyimkiem) na jednowyrazową (Trzebiszów nad Gwizdem > Trzebów) lub z przymiotnikiem od nazwy rzeki (Nowogród nad Bobrem > Nowogród Bobrzański), modyfikowano morfologicznie jeden człon nazwy
(Kunice Żarowskie > Kunice Żarskie), zmieniano nazwę jednowyrazową na wyrażenie (Bukowiec > Bukowina Bobrzańska), czy wreszcie zmieniano jeden człon wyrażenia (Lipinki Śląskie > Lipinki Łużyckie)57.

Wiele nazw i map publikowanych w 1945 roku powstawało na polityczne zamówienie władz administracyjnych lub organizacji, jak Łużycki Komitet Narodowy. Jak podają badacze większość autochtonów pozostałych po zakończeniu działań wojennych deklarowało łużyckie pochodzenie, aby uniknąć
wysiedlenia, choć w rzeczywistości prawdziwych Łużyczan we wschodniej części Łużyc było zaledwie kilkuset58.

5. Łużyce w wydawnictwach polskojęzycznych – czyli Łużyce nasze i nie-nasze.

Paradoksalnie fakt, że wschodnia część Górnych i Dolnych Łużyc została opanowana w 1018 roku przez Bolesława Chrobrego, nie był głównym źródłem zainteresowania „Łużycami i żyjącym na nich bratnim narodem słowiańskim”59 w okresie powojennym. Towarzyszyły mu publikacje, jak choćby zbiór artykułów
pod wymownym tytułem: Łużycom wolność60. Była to próba przedstawienia informacji krajoznawczych, historii i kultury Łużyc. Celem tej publikacji była próba merytorycznego wsparcia dla postulatów politycznych. Prawo Łużyczan do samostanowienia miało być dowiedzione również przez publikację pt.:
Wyspa Zapomnianych61. Jednak wraz z nasileniem wdrażania konkretnych wizji politycznych i społecznych podobne pozycje praktycznie zniknęły. Odwilż przyszła w 1956 roku, gdy w ramach umacniania przyjaźni z NRD tematyka łużycka pojawia się ponownie. Jednak są to bardziej czasopisma prezentujące ciekawostki folklorystyczne z zachodnich Łużyc z nieśmiałym nawiązaniem do ich „słowiańskiego rodowodu”62. Samo istnienie części Łużyc w Polsce nie było ujawniane ani w żaden sposób opisywane. Polscy mieszkańcy wschodnich Górnych Łużyc otrzymywali w oficjalnym przekazie medialnych, ale także poprzez programy edukacyjne, że są po prostu Dolnoślązakami. Dobitnym przykładem takiego konstruowania wyobrażenia o tożsamości regionalnej była wydana w 1965 roku „Geografia Powszechna”, która nie wspomina o łużyckim
rodowodzie terenów przygranicznych na wschód od Nysy Łużyckiej63.

z 1945 roku. W: Zeszyty Łużyckie 49/ 2015. Str. 105-118, tutaj str. 111.
56 Por. Lewaszkiewicz, T.: Nazwy miejscowe i nazwy rzek tzw. Łużyc Wschodnich i terenów sąsiednich na czeskich mapach z 1945 roku. W: Zeszyty Łużyckie 49/ 2015. Str. 105-118, tutaj str. 112.
57 Por. Lewaszkiewicz, T.: Nazwy miejscowe i nazwy rzek tzw. Łużyc Wschodnich i terenów sąsiednich na czeskich mapach z 1945 roku. W: Zeszyty Łużyckie 49/ 2015. Str. 105-118, tutaj str. 113-114.
58 Por. Siatkowska, E. (1992): Łużyczanie po prawej stronie Nysy. Problem naukowy i polityczny. W: Zeszyty Łużyckie, 5, str. 16-30 oraz Lewaszkiewicz, T. (1996): Czy w latach 1945-1946 na prawym brzegu Nysy mieszkali Łużyczanie? W: Slavia Occidentalis, 53, str. 21-28.
59 Mazurski, K. R.: Łużyce w polskojęzycznych wydawnictwach geograficzno-krajoznawczych 1945-1989. W: Gospodarka Rynek Edukacja vol. 14, nr 3, 2013, str. 31-37, tutaj str. 31.
60 Kostrzewski, J. & Matyniak, A. S. & Nawka, A. (1946): Łużycom wolność. Poznań.
61 Goebel, W. (1947): Wyspa Zapomnianych. Poznań.
62 Por. Mazurski, K. R.: Popularyzacja krajoznawstwa Łużyc w Polsce. W: Jamrożek, W. & Kumor-Pilarczyk, I. & Tarniowy, J. (red.) (2011): Łużyce po obu stronach Nysy. Die Lausitz auf beiden Seiten der Neiße. Żary. Str. 48-52.
63 Por. Wrzosek, A. (red.) (1965): Geografia Powszechna. Warszawa.

Innym przejawem tuszowania faktu, że granica z NRD dzieliła Łużyce było ograniczenie ruchu turystycznego, który groził zainteresowaniem
krajoznawczym sąsiadującym terenem. Pierwszy przewodnik turystyczny obejmujący powiat zgorzelecki ukazał się w 1966 roku64. W przewodniku tym powiązanie ze słowiańskim dziedzictwem wzmiankowane jest tylko w odniesieniu do dziejów historycznych i miejscowego nazewnictwa. Ogólne informacje dotyczące Łużyc i Łużyczan, aczkolwiek pierwsze na tyle obszerne, pojawiły się w monografii NRD wydanej w 1970 roku65. Tutaj również na stronach 431-432 pada nazwa wycinka przestrzeni jako „etnograficzne terytorium łużyckie”. Wzrost zainteresowań Łużycami następuje od lat siedemdziesiątych, gdy przykładowo Okręgowa Komisja Krajoznawcza PTTK we Wrocławiu organizuje w 1973 roku w Bogatyni imprezę poświęconą
Łużycom66. Pod auspicjami PTTK rozpoczynają się działania studyjno-popularyzacyjne, takie jak seminarium „Łużyce” w 1979 roku ze Wycieczką do Budziszyna, kolejne seminarium i wycieczka w 1985 roku, jak i w
1987 roku. W 1988 roku odbyło się seminarium „Kultura ludowa Łużyc” w Jeleniej Górze. Popularyzacją tematyki łużyckiej zajęło się wydawnictwo „Śląsk”, które w 1975 wydało przewodnik po południowowschodniej NRD z uwzględnieniem Łużyc67. Były to pierwsze możliwości dla polskiego czytelnika na zapoznanie się z łużyckością. Jednak występują nieścisłości w samych tytułach publikacji, jak choćby defacto opisanie odmienności historycznej regionu na przykładzie budownictwa przysłupowego, zwanego łużyckim, jako regionu dolnośląskiego68. Tego typu zabiegi były jednak celowe, gdyż wykorzystywały „odniesienia neutralne z zakresu toponimii”69, aby użycie nazwy „Łużyce” w tytule nie było potencjalnym zagrożeniem dla wzorowych stosunków między PRL a NRD. W publikacji z 1975 roku znajdujemy pierwsze,
wprowadzone przez autora, użycie nazwy „Łużyce Wschodnie” na określenie opisywanego terenu70. W 1983 roku w trzecim tomie przewodnika po Sudetach czytelnik po raz pierwszy otrzymał możliwość uzyskania wiedzy szczegółowej, lokalnej na temat wielu miejscowości wschodniołużyckich71. Obecnie, ze względu na brak ciągłości, materiałów źródłowych i tradycji naukowych publikacje cechują się szerokim spektrum zagadnień. Widocznym jest jednak, że samo umiejscowienie Łużyc Wschodnich na mapie nadal nie posiada
uniwersalnych ustaleń i opiera się zarówno na mapach i źródłach przed- i powojennych, jak i podejmowane są próby nowego definiowania przestrzennego tego regionu, gdzie granica wschodnia różni się w kolejnych publikacjach72.

6. Słowo jako nazwa, czyli nadawanie symbolicznych znaczeń i konotowanie z rzeczywistością przestrzenną.

Nadawanie nazw jest przejawem konstruowania pewnej rzeczywistości. W zależności od tego, kto jest pomysłodawcą onimu z członami Łużyce, łużycki itp. i jego motywacji można zastanowić się nad celem takiego zabiegu i efektem, który ma on wygenerować.

Punkt ten opiera się na impulsie i bogatym materiale źródłowym, jakiego dostarczyła mi praca dr Iwony Żuraszek-Ryś z Uniwersytetu Zielonogórskiego73 oraz na własnej obserwacji i analizie dostępnych danych z wyszukiwarki Google.

Wyjściowym członem jest określenie Łużyce. Głównym przykładem są toponimy określające dychotomię pomiędzy Łużycami Dolnymi i Łużycami Górnymi. Te złożenia z członem dyferencyjnym mają za zadanie pozwolić na rozróżnienie dwóch krain. Ten podział zyskuje jednak rozszerzenie o toponimy typu: Łużyce
Wschodnie, Śląskie Górne Łużyce, czy Łużyce Saskie. Ich zadaniem jest pogłębienie struktury podziału, czyli możliwość rozróżnienia mniejszych jednostek. Badanie stopnia identyfikacji z poszczególnymi określeniami
pozwoliłoby na analizę na ile toponimy te to wynik dawnych procesów historyczno-politycznych i ich postrzeganie jako takie, a na ile teraźniejszy wyznacznik autopostrzegania.

64 Stachniewicz, P. (opr.) (1966): Przewodnik turystyczny po ziemi zgorzeleckiej. Zgorzelec.
65 Walczak, W. (1970): Niemiecka Republika Demokratyczna. Warszawa.
66 Por. Mazurski, K. R. (red.) (1973): II Forum Krajoznawstwa Dolnośląskiego. Bogatynia.
67 Budar, B. (1975): Przewodnik. Łużyce, Drezno, Miśnia, Saska Szwajcaria, Góry Żytawskie, Spreewald. Katowice.
68 Lis, M. & Walecki, J. (1977): Budownictwo ludowe Dolnego Śląska. Okolice Bogatyni. Wrocław – Jelenia Góra.
69 Mazurski, K. R.: Łużyce w polskojęzycznych wydawnictwach geograficzno-krajoznawczych 1945-1989. W: Gospodarka Rynek Edukacja vol. 14, nr 3, 2013, str. 31-37, tutaj str. 35 oraz Mazurski, K. R. (1980): Między Nysą Łużycką a Kwisą.
Wrocław.
70 Mazurski, K. R. (red.) (1975): Łużyce Wschodnie. Ich przeszłość i zasoby krajoznawcze. Wrocław.
71 Czerwiński, J. & Mazurski, K. R. (1983): Sudety. Sudety Zachodnie: Góry i Pogórze Izerskie, Góry i Pogórze Kaczawskie, Rudawy Janowickie, Kotlina Jeleniogórska i Karkonosze. Warszawa.
72 Por. Piwoński, W. (2000): Łużyce Wschodnie. Żary.
73 Żuraszek-Ryś, I.: Czy Łużyce są nam bliskie? O nazwach z członami Łużycem łużycki i Łużyczanin/ Łużyczanka we współczesnej polszczyźnie. W: Poznańskie Studia Polonistyczne, t. 21 (41), 2014, str. 95-106.

Kolejną kategorią są chrematonimy, które pełnią różne funkcje, np. lokalizacyjne, czyli wskazujące na obszar występowania i działalności (hotel Łużyce w Lubaniu, piłkarski klub Łużyce Lubań, Polski Związek Hodowców Gołębi
Pocztowych Oddział Lubań-Łużyce Sekcja Chmieleń, Rodzinne Ogrody Działkowe „Łużyce” w Zgorzelcu i Lubaniu, Łużyce Beton sp. z o.o., Spółdzielnia Pracy Łużyce w Zgorzelcu, nieistniejący już pociąg Łużyce relacji Węgliniec – Kraków, telewizja Łużyce z siedzibą w Bolesławcu, Gazeta Wojewódzka Nowe Łużyce,
Fundacja Społeczna „Łużyce” w Trójcy, Stowarzyszenie Miłośników Górnych Łużyc w Lubaniu, tytuły publikacji książkowej, np. Janusza Skowrońskiego „Tajemnice Lubania. Łużyce nieznane, nieistniejąca Baza Lotnicza Armii Krajowej „Łużyce”). Określenia ze świadomym użyciem członu Łużyce powstawały i powstają jako asocjacje – odwołania do historii narodu łużyckiego, podanie zasięgu operowania, pochodzenia i upowszechniania oraz podejmowanej tematyki lub charakteru lokalnego lub identyfikacji z regionem. Są to także zarazem manifestacje, przekazy o znaczeniu charakteryzująco-informacyjnym oraz konotacyjnym celem wywołania skojarzeń z kulturą i historią regionu. Asocjacje z Łużycami mają bezpośrednio powód we
względach lokalizacyjnych.

Drugim, najczęściej używanym jest leksem łużycki, który jest derywatem powstałym od onimu Łużyce. Określenie łużycki, które w słowniku zanotował po raz pierwszy Samuel Linde jako Luzacki, w 1861 roku w tzw. słowniku wileńskim zostało zapisane w formie łużycki74. To określenie dotyczy zjawisk
charakterystycznych dla całych Łużyc, tzn. „słowańskich”, „niemieckich” i „polskich” i posiada w języku polskim różne znaczenia (dotyczy Łużyc Wschodnich w Polsce, Słowian w Regionie Łużyc w Niemczech i
samego regionu w Niemczech) co kryje niebezpieczeństwo merytorycznych nieścisłości75.
Użycie określenia łużycki występuje przede wszystkim w nazwach własnych. Są to antroponimy – nazwisko Łużycki, co ciekawe jest ich w Polsce tylko 11, w tym żadnego na terenie Wschodnich Łużyc76 oraz etnonim Serb Łużycki, a także nazwy miejscowe (Dąbrowa Łużycka, Kamienica nad Nysą Łużycką, Lipa Łużycka, Lipinki Łużyckie [wszystkie w powiecie żarskim], Nawojów Łużycki [powiat lubański], Osiek Łużycki [powiat zgorzelecki])77. Te wprowadzone po II wojnie światowej urzędowo nazwy miały poprzez użycie przydawki o charakterze etnicznym przede wszystkim określać lokalizację, ale są także świadectwami działań o celach propagandowych, manipulacyjnych i celowych instrumentalizacji78. W powojennej Polsce celem było także ukazanie historycznej, pierwotnej przynależności obecnie polskich ziem do słowiańskich Łużyc, co miało prowadzić do „oswajania obcej rzeczywistości. (…) dać nowym osadnikom poczucie komfortu i zapewnić, że ziemie, na które przybyli, nie są obce (…) Chodziło (…) o łatwiejszą integrację, szybsze przystosowanie do nowych warunków życia”79. Innymi typami nazw własnych z określeniem łużycki są
nazwy terenowe (Śląsko-Łużycka Nizina, Wzniesienia Łużyckie), hydronimy (Nysa Łużycka), urbonimy (ul. Łużycka, os. Łużyckie, pl. Łużycki), chrematonimy o funkcjach lokalizacyjnych (nazwy firm [apteka Łużycka {Tuplice, Zgorzelec, Żary}, bank {Łużycki Bank Spółdzielczy w Lubaniu}, hoteli i moteli {Lubań,
Żary}, Karczma Łużycka, przedsiębiorstw {Łużycka Kopalnia Bazaltu „Księginki”, Łużyckie Praliny, Tartak Łużycki}, sklepów {Galeria Łużycka w Gubinie i w Lubaniu}], instytucji, ośrodków, stowarzyszeń [Górnołużyckie Stowarzyszenie Pszczelarzy, Łużyckie Stowarzyszenie Wszechstronnego Wspierania Kultury,
Ośrodek Kultury Łużyckiej/ Skansen Łużycki, Impet – Łużycka Giełda Nieruchomości, Łużycka Izba Gospodarcza], inwestycji [Łużycka Office Park w Gdyni, Pasaż Łużycki w Krakowie], jednostek wojskowych [Łużycka Brygada Wojsk Ochrony Pogranicza], placówek medycznych [Łużyckie Centrum
Medyczne {Lubań, Żary}], imprez o charakterze kulturalnym, sportowym, biznesowym [Biesada Łużycka, Dni Łużyckie, Jarmark Łużycki, Łużyckie Wędrówki], muzeów [Muzeum Łużyckie, Muzeum Pogranicza
Śląsko-Łużyckiego], szkół [Gimnazjum Łużyckie, Łużycka Wyższa Szkoła Humanistyczna], wydawnictw prasowych i książkowych). Funkcjonowanie tego typu nazw w przestrzeni publicznej „jest wyraźnym sygnałem kształtowania (się) tożsamości lokalnych, a ich nazwy stają się świadectwem tych procesów”80.

74 Zdanowicz, A. (red.) (1861): Słownik języka polskiego. Wilno. Str. 615.
75 Por. Itoya, B.: Jak mówić o Łużycach w języku polskim? Analiza terminów Łużyczanin/ Serbołużyczanin/ Serb Łużycki, język łużycki/ język serbołużycki/ języki łużyckie/ łużycczyzna oraz derywatu łużycki/ serbołużycki na tle porównawczym (wybrane języki europejskie). W: Pro Lusatia 2011, 10. Str. 64.
76 Por. Rymut, K. (1993): Słownik nazwisk współcześnie w Polsce używanych. Kraków. Str. 82.
77 Por. Rymut, K. (red.) (1997, 2001, 2005, 2007): Nazwy miejscowe Polski. Historia. Pochodzenie. Zmiany. Kraków. Str. 289 [t. II], 285 [t. IV], 125, 134 [t. VI], 362 [t. VII].
78 Por. Choroś, M.: O kilku śląskich nazwach komponowanych z członem etnicznym. W: Gajda, S. (red.) (2007): Region w świetle nazw miejscowych. Opole. Str. 111.
79 Żuraszek-Ryś, I.: Czy Łużyce są nam bliskie? O nazwach z członami Łużycem łużycki i Łużyczanin/ Łużyczanka we współczesnej polszczyźnie. W: Poznańskie Studia Polonistyczne, t. 21 (41), 2014, str. 101.
80 Żuraszek-Ryś, I.: Czy Łużyce są nam bliskie? O nazwach z członami Łużycem łużycki i Łużyczanin/ Łużyczanka we współczesnej polszczyźnie. W: Poznańskie Studia Polonistyczne, t. 21 (41), 2014, str. 104.

Trzecim, najczęściej występującym określeniem jest Łużyczanin/ Łużyczanka – etnonim, odnoszący się do słowiańskich mieszkańców Łużyc. Etnonimy te pojawiają się w różnych typach nazw: antroponimach (nicki Łużyczanin, Łużyczanka), urbonimach (ul. Łużyczan), chrematonimach (pociąg Łużyczanin relacji Węgliniec – Wrocław, lokale gastronomiczne Łużyczanka w Zgorzelcu, Poznaniu, Kraszewicach, klub sportowy Łużyczanka w Lipinkach Łużyckich i Kuźnicy Grabowskiej, zespołu Gubińskie Łużyczanki). Użycie tychże
etnonimów miało i ma charakter przede wszystkim lokalizacyjny.

Analizowane onimy z omawianymi członami to wynik dynamiki procesów komunikacyjnych w obrębie określonej społeczności i jej potrzeby wyróżnienia obiektów, ich położenia i siebie. Wyznaczenie przestrzeni wpływa na konstruowanie i kształtowanie się tożsamości jej mieszkańców. Pozwala na uproszenia w interpretacji świata, pozwala na powstanie poczucia przynależności do grupy. Nazwy są świadkami tych procesów. Okazuje się, że świadomość historycznej przynależności w pewnym okresie dziejów Łużyc do
naszego kraju i części naszego kraju do Łużyc wpływa na „liczbę i różnorodność onimów motywowanych analizowanymi formami”81.

7. Podsumowanie.

Definiowanie określenia „Polskie Górne Łużyce” jak i poczucie tożsamości mieszkającej tutaj ludzi to proces trwający nadal, a balansujący pomiędzy fikcją, konstrukcją, a potrzebą przypisania sobie atrybutów regionalnych. Nie było intencją tego wystąpienia ocenianie któregoś z tych procesów, bo próba oceny nie jest możliwa ani przy gruntownym zapoznaniu się ze specyfiką tego regionu możliwa. Każda z form wpływania na relację pomiędzy jednostką a otoczeniem podyktowana jest jakimiś przesłankami i podlega wyłącznie subiektywnej ocenie analizującego oraz obiektywnej analizie mechanizmów i skutków tychże. Bezsprzeczne jest, że potrzeba identyfikacji była i jest dostrzegana zarówno przez władze, instytucje rządowe i pozarządowe oraz wielu innych zaangażowanych aktorów, ale przede wszystkim mniej lub bardziej
świadomie jako taka przez samych mieszkańców tego terenu. Zagadnienie tożsamości w odniesieniu do wschodniej części Łużyc to potencjalnie bogaty, choć niedostatecznie znajdujący miejsce w zainteresowaniu badaczy obszar rzeczywistości, który kryje nieograniczoną liczbę możliwych tematów. Mieszkańcy i lokalni aktorzy potrzebują jednak takich opracowań, gdyż świadomość znajdowania się w trakcie procesu otwiera perspektywę do rozumienia i świadomego wybierania instrumentów poznawczych. „Polskie Górne Łużyce” są miejscem, którego nie ma, i które istnieje. Zakres tego stwierdzenia rozpoczyna się na faktach historycznych i statystycznych, a kończy na akcentowaniu swojej odrębności. Nie jest pewne, w jakim kierunku „Polskie Górne Łużyce” będą ewoluować w kontekście społecznym. Jednak ich pozorna
nieobecność to także powód do prób wyjścia poza niejasny status quo, czyli de-facto stwierdzenie, że mówienie o nich, analizowanie tego, co wiemy i co nam to mówi, jest już przejawem mniej lub bardziej realnego istnienia takiej rzeczywistości, choćby w świadomości zainteresowanych. Szukanie własnej
tożsamości w skali mikro, pozwala na suwerenne i świadome współtworzenia podwalin społeczeństwa obywatelskiego.

81 Żuraszek-Ryś, I.: Czy Łużyce są nam bliskie? O nazwach z członami Łużycem łużycki i Łużyczanin/ Łużyczanka we współczesnej polszczyźnie. W: Poznańskie Studia Polonistyczne, t. 21 (41), 2014, str. 105.

Arkadiusz Lisowski

Polnische Oberlausitz – zwischen Wiederaufbau und Aufbau in Bezug auf die Dynamik der ethnischen und regionalen Identifikation.”

  1. Einleitung. Schlesische Oberlausitz im Hinblick auf die Dekonstruktion, Konstruktion und Rekonstruktion des Lausitzertums.

Die Frage: Was ist die Schlesische Oberlausitz? – lässt sich derzeit nicht eindeutig beantworten. Es ist schwierig, auf typische Merkmale dieser Region bzw. Gebiets hinzuweisen, die für die Möglichkeit einer solchen und nicht anderen Definition der Schlesischen Oberlausitz ausschlaggebend wären. Obwohl es möglich ist, die Merkmale aufzulisten, die die Schlesische Oberlausitz von anderen Regionen und Gebieten unterscheiden, jedoch ist eine Abstufung der Merkmale und die Auswahl einer axiomatisch wichtigen Definition in jedem Kontext nicht möglich.

Die Vielfalt der Erfahrungen mit der Schlesischen Oberlausitz ist durch einen spezifischen Kontext verbunden, nämlich das Problem der Identität. Das einzige, nach wie vor sichere Merkmal der besagten Region ist ihre Lage an der ethnischen Grenze, die sich jedoch in der Definition ihrer eigenen Identität von „einzigen eingeborenen Slawen, die heute in Deutschland leben“ bis hin zur Reflexion der heutigen Bewohner der östlichen Oberlausitz über ihre eigene gruppenbezogene, ethnische und räumliche Identität weiterentwickelt.

Beim Blick auf den Teil der Schlesischen Oberlausitz, der sich heute in Deutschland befindet, so unterscheidet dieser sich von anderen Gruppen durch Sprachtraditionen (Oberlausitzer Sprache), religiöse Traditionen (Nichtgläubige, Gläubige[römische Katholiken, Protestanten in der Kirche von Berlin-Brandenburg und der Schlesischen Oberlausitz und in freien evangelischen Kirchen]), regionale Traditionen (Bräuche je nach konfessioneller Unterscheidung), historisches Schicksal (unterschiedliche Zugehörigkeit verschiedener Teile der Lausitz zu Sachsen und Preußen und damit konfessionelle Spaltungen).

Doch was ist heute entscheidend, um die Kriterien für die Selbstwahrnehmung der heutigen Bewohner der Schlesischen Oberlausitz auf beiden Seiten der Lausitzer Neiße zu bestimmen? Wird die Gruppenzugehörigkeit durch subjektive Variablen oder als Selbstwahrnehmung und die Art und Weise, wie ein Individuum sie erlebt, wahrgenommen? Wenn beide Identitätsbeschreibungen für Zwecke dieses Artikels zusammengefasst werden, wird ersichtlich, dass in diesem Zusammenhang zwei Faktoren entscheidend sind und zwar die Wahrnehmung meiner Person durch andere und die Dynamik des Wandels und Transformation auf Grundlage des „symbolischen Interaktionismus“. Das Ergebnis für die Selbstwahrnehmung des Individuums ist der Platz seiner Identität in der Lebenserfahrung, der sich aus dem Zugehörigkeitsgefühl zu einer Gruppe und dem Einfluss von Elementen der Symbolik und äußeren Erscheinungsformen der Identität auf den inneren Aspekt der partiellen Identifikation im Kontext des Kollektivs ergibt. Dies bedeutet, dass die Antwort auf die Frage, was und wie viele Ideen es über die Identität der einzelnen Bewohner der Schlesischen Oberlausitz gibt, jeweils von der Dynamik der Identifikationsorientierungen abhängt.

Natalia Niedźwiecka-Iwańczak vom Institut für Soziologie, Universität Breslau, identifiziert in ihrer Arbeit von 2012, basierend auf einer empirischen Analyse, vier Arten von Identifikationsorientierungen. Die zitierte Arbeit lieferte ein sehr reichhaltiges Quellenmaterial und ermöglichte den Versuch einer ähnlichen Typologie in Bezug auf den deutschen und polnischen Teil der Schlesischen Oberlausitz im Rahmen der Analyse der individuellen und Gruppenidentität als Kontinuität, Rekonstruktion und Konstruktion dieser Identität. Ich bezeichne den ersten Typ als „das Bewusstsein für die Bedeutung der Bestimmung des Lausitzertums für das auf diesem Gebiet lebende Individuum“. Für die deutschen einheimischen Sorben ergibt sich dieses Bewusstsein aus „der Teilnahme an der Sorbengemeinschaft oder dem Einfluss einer bestimmten Person“ – eines Wandlers bzw. Multiplikators von Werten und Eigenschaften, mit denen sich das Individuum identifiziert. In diesem Fall gelten als „Kriterien der eigenen Zugehörigkeit“ sowie als das Bewusstsein für ihre Inhalte in diesem Fall die Kontinuität oder Rekonstruktion unter dem Einfluss einer bestimmten Person, wenn das Band aufgebrochen wurde, der Kontakt mit ihr verloren und die Elemente der Identität oder des Bewusstseins erlebt wurden, dass die Gemeinschaft bedroht ist. Für die Bewohner der östlichen Oberlausitz ist „das Bewusstsein für die Bedeutung der Bestimmung des Lausitzertums für das auf diesem Gebiet lebende Individuum“ de facto das Ergebnis der Konstruktion auf Grundlage von räumlicher, objektiver und historischer Symbolik. Da jedoch bei der überwiegenden Mehrheit der Individuen keine direkte historische Kontinuität in Form von Familientraditionen oder -botschaften festgestellt werden kann, basiert die Identitätskonstruktion auf Hinweisen auf räumliche und materielle Symbolik, mit der zuweilen versucht wurde, die Legitimitätsgrundlagen für Nachkriegspropaganda sowie Wissenschafts- und Bildungsanstrengungen zu rekonstruieren. Die zweite Art der Identifikationsorientierung in der Schlesischen Oberlausitz ist die individuelle Konstruktion (Aufbau) und der Übergang oder die Ergänzung von der deutschen oder polnischen Nationalidentifikation zur Lausitzer Nationalidentifikation entsprechend dem gegebenen sozialen Kontext. Natalia Niedźwiecka-Iwańczak verwendet diesbezüglich den Ausdruck: „Ich bin dazu auf Umwegen gekommen”. In Bezug auf den westlichen Teil der Schlesischen Oberlausitz spricht die Autorin von einer „nationalen Bekehrung“, d. h. einer Ableitung der persönlichen Wahl. Doch sowohl hier, als auch in der östlichen Oberlausitz geht das Gefühl der Lausitzer Identität über den Nationalitätsfaktor hinaus. Es ist häufig ein Mittel zur Identifikation mit der historisch und geographisch geprägten räumlichen Realität und mit der materiellen Realität, die nicht mit dem Nationalitätskriterium zusammenhängt. Der dritte Typ ist die „komplexe Identifikation“. Für die einheimischen Sorben auf deutscher Seite bedeutet dies eine Transformation und Relativierung der Affirmation für die Lausitzer Kultur. Mit zunehmender Erfahrungsgewinnung wird der deutsche Sorbe Teil einer wachsenden Gemeinschaft, mit der er sich identifiziert und deren Werte immer wichtiger werden. Versuche, räumliche Identität und deren Definition im östlichen Teil der Oberlausitz zu definieren, sind jedoch oft ein anderer Prozess. Die Notwendigkeit, die Gruppenidentifikation angesichts von Diskontinuitäten einzugrenzen, trägt die Merkmale der Konstruktion. Aber auch hier inspiriert die räumliche und materielle Realität dazu, ihr symbolische Merkmale und Identifikationsreferenzen zu verleihen. Allerdings wird der Bewohner der östlichen Oberlausitz nicht zum Sorben, obwohl er seinen „Zufriedenheitsbereich“ zunehmend häufiger in der Lausitz sieht. Der letzte Typ ist eine wörtliche Beschreibung der Transformation im Bereich der Identifikation mit der Lausitz. „Ich gehöre überall und nirgends hin”. Auf Grundlage von biographischen Interviews der Autorin sowie der Analyse der Antworten auf die den Schülern gestellte Frage nach der eigenen Identität kann geschlossen werden, dass sowohl bei Polen, als auch bei Deutschen der entscheidende Faktor für die Transformation die fehlende wahrnehmbare Zugehörigkeit aufgrund fehlender primärer Bindung ist.

Auf Grundlage bisheriger Überlegungen kann davon ausgegangen werden, dass die Konstruktion von Identität ihre Quelle sowohl in den Bedürfnissen der Mitglieder einer bestimmten Gemeinschaft hat und eine Interpretation und Umsetzung von Prozessen von der überindividuellen Ebene im eigenen Leben ist, die die Existenz bestimmt, „oder in die Nichtexistenz der Gemeinschaft geht“. Das Konstruieren der Identität bedeutet auch, Definitionen durch die Umgebung zu verleihen, die Bedürfnisse des Einzelnen zu bündeln, das Erbe eines bestimmten Gebietes für sich zu entdecken und bestimmte Merkmale wiederzubeleben. Sie schließt die Möglichkeit nicht aus, die konstruierte Identität nachfolgender Ebenen der Selbstbestimmung zu ergänzen oder mit ihr zu koexistieren. Es ist auch notwendig, das Element der interaktiven Aspekte zu erwähnen, d. h. warum ich ein Autoattribut brauche. Die Hervorhebung einzelner Elemente und Merkmale ist in unterschiedlichen Situationen und Umständen eine Möglichkeit, Stellung gegenüber den Interaktionspartnern zu beziehen.

  1. Eine Konstruktion, die eine Rekonstruktion sein sollte, d. h. „Unsere Oberlausitz”

Die Anfänge der Konstruktion regionaler und kultureller Identität im östlichen Teil der Oberlausitz gehen auf das Jahr 1945 zurück, als das Problem der deutsch-polnischen Grenze auftrat. Dieses Anliegen wurde nämlich während der Konferenz von Jalta nicht geklärt. Die Festlegung der Grenze auf Grundlage der Flüsse Oder und Lausitzer Neiße ist das Ergebnis des Standpunktes von Joseph Stalin auf der Potsdamer Konferenz. Dies bedeutete auch die Entscheidung, die deutsche Bevölkerung aus den Polen gewährten Gebieten zu vertreiben. „Theoretisch war diese Lösung vorläufig”. Polen war nach dem Potsdamer Abkommen Verwalter von Niederschlesien und der östlichen Oberlausitz. Die endgültige Form der Westgrenze Polens sollte durch eine separate Friedenskonferenz festgelegt werden. Im Bewusstsein der polnischen Siedler war der Initiator eines solchen Zustands, die Sowjetunion, der vorübergehende Garant für die Stabilität der geopolitischen Situation. Die Entfaltung einer Identität in diesen Gebieten war äußerst schwierig. Riesige Kriegsschäden, Schäden durch die „Bergung“ von Ziegeln zur Gewinnung von Baumaterial für den Wiederaufbau der Hauptstadt Polens, d. h. der systematische Abriss von Gebäuden, führten zum Verlust der meisten materiellen Elemente der regionalen Architektur. Erst 15 Jahre nach der Übernahme oder Rückkehr der westlichen Länder zur Heimat, d. h. 1960, begann die umfassende Sanierung der Gebäude, die bis Ende der 60er Jahre dauerte. Die Potsdamer Vereinbarungen wurden schließlich durch das Görlitzer Abkommen mit der DDR von 1950, den Warschauer Vertrag mit Deutschland von 1970 und das deutsch-polnische Grenzabkommen vom 14. November 1990 bestätigt. Die Vertreter der Weltmächte beschlossen, dass Polen Ober- und Niederschlesien und die östlich der Lausitzer Neiße liegenden Teile der Nieder- und Oberlausitz erhalten wird. Der Grenzfluss selbst war in Polen bis 1951 als Nissa bekannt. 1946 wurde das gesamte Gebiet der Ostlausitz Teil der Woiwodschaft Breslau. Die Potsdamer Abkommen waren ein ernsthafter Eingriff in die historische Kohärenz der Oberlausitz, insbesondere die Eingliederung von sog. Turoszowski Worek [Östliche Oberlausitz] 1945 in den Landkreis Görlitz, der der einzige Teil der sächsischen Oberlausitz im Anschluss an Polen war und früher zum Landkreis Zittau gehörte. Diese Maßnahme war politisch motiviert.

Die Einheiten der 7. Panzerdivision der 2. Polnischen Armee kamen Anfang Juni 1945 in der östlichen Oberlausitz an. Die Grenzüberwachung wurde von der Garnison der Grenzschutzarmee übernommen, der 1945 nach Lauban verlegt und 1946 in Lausitzer (sic!) Grenzschutzarmee und 1950 in die 8. Lausitzer Grenzschutzarmee umgewandelt, die bis 1991 bestand, dann in die Lausitzer Grenzschutzbrigade umgewandelt wurde.

Die polnische Bevölkerung ließ sich allmählich in der Ostlausitz nieder. In der ersten Nachkriegszeit lebten dort mehr Deutsche als Polen. Ein Beispiel ist die Beschäftigungsstruktur in den Laubanern Arbeitsstätten, wo die Polen Ende 1945 nur 1.109 von 5.747 Arbeitern ausmachten. Das Schicksal der einheimischen Bevölkerung in der östlichen Oberlausitz wurde bei der Entscheidung über die Durchführung einer Siedlungs-, Militär- und Zivilaktion besiegelt. Die Aussiedlung der Deutschen betraf auch die letzte slawische Sorbenurbevölkerung im Osten der Lausitzer Neiße. Die ankommenden Siedler waren hauptsächlich Bauern, Zwangsarbeiter, Häftlinge von Konzentrations- und Arbeitslagern. Die zweite Gruppe der Vertriebenen waren Repatriierte aus dem Osten und Deportierte aus Sibirien und Kasachstan. Die dritte Gruppe waren die Bewohner der überbevölkerten Woiwodschaften, die wirtschaftlich schwach waren, wie z. B. Lublin und Warschau. Eine weitere Gruppe waren polnische Auswanderer aus Jugoslawien, Rumänien, Deutschland, Frankreich und Belgien. In den Jahren 1945-1948 siedelten sich auch polnische überlebende Juden an. Ein großer Teil von ihnen wanderte jedoch nach 1948 nach Israel aus. Die letzte Gruppe der Siedler waren griechische und mazedonische Flüchtlinge nach der Niederlage der Demokratischen Armee Griechenlands während des Bürgerkriegs in Griechenland 1946-1949.

In der Oberlausitz der DDR, vor allem im ehemaligen sächsischen Teil der Region, glaubte man bis 1950, dass die Grenze zur Lausitzer Neiße als vorübergehend und dass Görlitz, wo rund 40 % der Bevölkerung aus der östlichen Oberlausitz stammte und Zgorzelec wieder ein einziger Organismus unter der ostdeutschen Verwaltung sein werden. Die Trennlinie, offiziell „Grenze des Friedens und der Freundschaft“ genannt, wurde streng bewacht und ihre illegale Überschreitung wurde streng bestraft.

Nach 1945 begann die polnische Verwaltung der östlichen Oberlausitz mit dem Aufbau der regionalen Identität ihrer Bewohner, neben der Schaffung der polnischen Nomenklatur für Landschaftselemente und menschliche Lebensräume sowie der bestehenden Infrastruktur, Propagandaaktivitäten und Organisation des kulturellen Lebens. Die Anfänge des zuletzt Genannten sind mit den Soldaten der 2. Polnischen Armee verbunden. Es gab viele Ideen und, wie es den Pionieren der Westterritorien gebührt, wurde das Programm „Wilder Westen“ ins Leben gerufen, gespielt von der Gruppe des 1946 gegründeten Theaters. Es wurde das Kulturzentrum namens „Osadnik“ in Lauban (sic!) eingerichtet. Die Zeit der Einsiedlung der Oberlausitz durch militärische Siedler zu dokumentieren, zu sammeln und auszustellen, wurde durch das 1975 unter Lubań gegründete Museum für militärische Siedlungen im historischen Gebäude des Rathauses geregelt. Seit den 80er Jahren sammelt das Museum Materialien zur Lokalgeschichte. Im Jahr 1994 wurde das Museum in ein Regionalmuseum umgewandelt. Quellenmaterial für die zitierten Informationen war unter anderem eine umfangreiche Ausgabe mit dem Titel Vademecum der Geschichte der Oberlausitz. Der einleitende Wortlaut ist schon interessant: „Unsere Oberlausitz“, die in der Einleitung der die Ausgabe umsetzenden Institution, dem Südwestlichen Forum der lokalen Selbstverwaltung „Grenzland“, die Ziele dieser Publikation definiert: „Wie kann die Regionalgeschichte im Kontext der polnischen Geschichte gelehrt werden“ und „Ziel des Projekts war es, den Prozess der Gestaltung der regionalen und kulturellen Identität der Bewohner der „polnischen” Oberlausitz zu unterstützen“. Es kann festgestellt werden, dass der Prozess der Konstruktion regionaler Identität mit dem Subtext der Rekonstruktion und Umsetzung von Elementen der polnischen Nationalgeschichte in die regionale Tradition seit 1945 kontinuierlich fortgesetzt wird, obwohl sich ihre Form parallel zu politischen und sozialen Veränderungen entwickelt.

  1. Versuch, der Lausitz eine materielle und administrative Form zu geben, d. h. Nachkriegskarten der Lausitz.

Am Ende des Zweiten Weltkriegs sahen die Sorben die Möglichkeit, ihren ethnischen Staat zu schaffen. Dieser Staat würde die Nieder- und Oberlausitz umfassen. Kurz nach Kriegsende erkannte das Lausitzer Nationalkomitee die Möglichkeit, politische und diplomatische Aktionen zu unterstützen, indem es eine Übersichtskarte und dann eine Reihe von Karten zu verschiedenen Themen herausgab. Die Unabhängigkeitstrends unter den Sorben und das Nationalbewusstsein wurden in der zweiten Hälfte des 19. Jahrhunderts lebendig. Nach der Niederlage des Zweiten Reiches 1918 entstand die Vision einer Abspaltung aus der deutschen Staatlichkeit. Sie sollte vom Lausitzer Nationalrat geleitet werden. Am Ende des Zweiten Weltkriegs fand eine nationale Erweckung unter den Sorben statt. Es ist interessant, dass der eigene Ausschuss an der Führung der polnischen Untergrundes die Sorben politisch unterstützt hat. Doch erst die Aussage von Joseph Stalin, dass jede slawische Nation das Recht auf Selbstbestimmung hat, weckte die Hoffnung der Sorben auf Unabhängigkeit. Deshalb wurde das Lausitzer Nationalkomitee am 9. Mai 1945 von Lausitzer Emigranten in Prag gegründet und hat unter Bezugnahme auf die Aktivitäten des Lausitzer Nationalrates am 1. Juli 1945 eine Denkschrift für Joseph Stalin, den Volkskommissiariat der UdSSR und andere sowjetische Behörden gesandt. In dieser Denkschrift forderte das Lausitzer Nationalkomitee, die Lausitz von Deutschland zu trennen oder die Lausitz an die Tschechoslowakei anzuschließen. Im Januar 1946 gründete das Lausitzer Nationalkomitee zusammen mit der „Domowina“ den Lausitzer Nationalrat. Aufgrund der unterschiedlichen Auffassungen zwischen der „pro-polnischen und pro-deutschen” Fraktion war die Wirksamkeit von Rat und Komitee jedoch gering. Es ist interessant, dass die polnischen Behörden „im Gegensatz zur Gesellschaft“ kein Interesse an diesem Aspekt gezeigt haben. Anfang 1946 schickten die sorbischen Organisationen Denkschriften an die Regierungen vieler Länder und an die Vereinten Nationen, die die oben genannte Kartensammlung enthielten.

Das Lausitzer Nationalkomitee sollte in der materiellen und administrativen Dimension durch Kartographie unterstützt werden, die zu einem propagandistischen und inhaltlichen Instrument bei der Konstruktion und Formalisierung der autonomen Existenz wurde, für die Lausitz gehalten wurde. Die erste Übersichtskarte im Maßstab 1:750 000 des tschechischen Militärkartographen Matej Semik wurde bereits in der ersten Hälfte des Jahres 1945 veröffentlicht. Semik benutzte spontane Vereinbarungen, hauptsächlich polnische, aber auch tschechische, einschließlich der polnisch-tschechoslowakischen Namenskommission, und führte seine eigenen Vorschläge ein, die zuweilen mit den Sorben vereinbart wurden. Die meisten Städte auf der Karte innerhalb der Lausitz haben zwei Namen, auf Sorbisch und Deutsch. Erwähnenswert an dieser Stelle ist das Lausitzer Grenzgebiet, das im Vergleich zur gesamten Deutschen Demokratischen Republik so groß war, dass es von der UdSSR nicht akzeptiert werden konnte. Einige Gebiete auf der Karte von Semik wurden seit Langem nicht mehr von Sorben bewohnt. Daher ist davon auszugehen, dass die Konstruktion der Karte auf einem „vereinfachten historischen Verlauf“ basiert.

Im Jahr 1946 wurden in Bautzen fünf Karten veröffentlicht, dem eine Proklamation des Lausitzer Nationalkomitees in französischer Sprache vorausging. In diesem Text verweist das Komitee auf 1.500 Jahre der negativen Auswirkungen der deutschen Abhängigkeit auf das sorbische Volk. Thematische Karten sollten beweisen, dass die Bestrebungen zur Schaffung eines unabhängigen Lausitzer Staates durch die Möglichkeiten seiner Erhaltung und Existenz unterstützt werden. Die Einführung war eine Karte von Lausitz im Maßstab 1:750.000 des tschechischen Kartographen Johanek, die von der „Domowina“ der Gedenkschrift an die Außenminister während des Treffens in Moskau 1947 beigefügt wurde. Sie stellt die historische und postulierte Grenze dar, die in Ostdeutschland teilweise reduziert wurde und auf der Lausitzer Neiße basiert, die Krzysztof Mazurski als „Akzeptanz des tatsächlichen Zustands des polnischen Territoriums, (…) nach 1945“ interpretiert. Es wurden hauptsächlich sorbische Namen und auf der polnischen Seite die polnische, sorbische und deutsche Form verwendet. Polnische Namen wurden im Mai 1945 von der polnischen Regierung eingeführt, jedoch in Anwesenheit der sowjetischen Militärverwaltung. Ein großer Teil der Zuteilungen aus dieser Zeit hielt nicht an.

Die zweite Karte war die International Communications des Ingenieurs Petr Johanek, der die gute Verkehrslage der Lausitz und das damit verbundene fehlende Risiko negativer Auswirkungen der Randlage demonstrierte.

Eine Ansammlung von Karten enthielt die Karte mit dem Titel Required Territory (erwartetes Gebiet). Die postulierte Grenze ist 6.242 km lang. Die Namen der Städte auf der polnischen Seite sind unterschiedlich, aber es werden keine deutschen Namen angegeben. Die zweitgrößte Karte heißt Colonisation de la Lusace, die von Dr. Jeskij-Johanek unterzeichnet wurde. Sie spiegelt den prozentualen Anteil der Sorben an der Bevölkerung wider. Die Daten basieren auf der Gemeindebevölkerung. Die Sorben dominieren (90-100 %) in der Oberlausitz von Bautzen bis Hoyerswerda und in der Niederlausitz um Cottbus. Städtische Toponyme im sorbischen oder deutschen ans Sorbische angepassten Wortlaut sind zahlreich, obwohl hier Abweichungen von bekannten dokumentarischen Aufzeichnungen beobachtet wurden. Eine weitere Karte, ebenfalls von Ingenieur Petr Johanek, trägt den Titel Transport Network und dokumentiert die Unterschiede in der Straßeninfrastruktur mit einer klaren Unterscheidung zwischen dem südlichen und südöstlichen Teil und dem Gebiet um Cottbus. Die Namensvergabe auf der Karte ist formbezogen nicht eindeutig. Das nächste Thema in der kartographischen Darstellung ist die Industriekarte, die die Dominanz des Braunkohlebergbaus und seine Verwendung bei der Herstellung von Briketts und Strom zeigt. Darüber hinaus wurden die Zentren der Keramik-, Textil- und Stahlmaschinenproduktion markiert. Die Lage der Industriestandorte ist ungleichmäßig und die schwächere Entwicklung liegt vor allem im nördlichen Teil der Niederlausitz. Die letzte thematische Karte ist der Landwirtschaft gewidmet und trägt den Titel Agriculture. Auch hier zeigt sich das Ungleichgewicht zwischen dem südöstlichen Teil der Lausitz und dem nördlichsten Teil des Landes.

Die Karte basiert auf statistischen Daten von 1938 und gliedert das landwirtschaftliche Gebiet in Lausitz und Nicht-Lausitz (deutsches Land).

Ein interessantes Beispiel für den Versuch, die Kartographie als „Instrument des direkten politischen Einflusses“ zu nutzen, sind die besagten Karten der Lausitz. Trotz des Mangels an Quellenmaterial für den Empfang der Karten durch die Adressaten sind die Karten ein Beweis für den Wunsch der Sorben nach Unabhängigkeit. Es ist davon auszugehen, dass diese historisch bedeutsamen Bestrebungen die Gewährung kultureller Autonomie an die Sorben in der Deutschen Demokratischen Republik beeinflusst haben. Der toponomastische Aspekt ist aus der Perspektive der Analyse einer Stichprobe von Konstruktion/Rekonstruktion der regionalen Identität interessant. Die Namen in der Lausitz sind in Fällen, die auf der Arbeit tschechischer Kartographen basieren, korrekt. Im polnischen Teil der Lausitz war es jedoch äußerst schwierig, den Wortlaut zu bestimmen, da die Namen der Städte noch nie ein polnisches Äquivalent hatten und die sorbischen Namen nicht bekannt waren oder nicht berücksichtigt wurden. In der Westlausitz wurden deutsche Namen nach der in der Tschechoslowakei angewandten Methode der phonetischen Bohemisierung sorbisiert.

Die Dominanz der Landwirtschaft bei der Generierung von lokalen und regionalen Einkommen im Vergleich zum in den Karten dargestellten Anteil der unterentwickelten und undifferenzierten Industrie ist ein Indiz für die langfristig vorsätzliche Vernachlässigung des Deutschen Reiches in der Wirtschaftspolitik gegenüber der Lausitz, insbesondere der Niederlausitz.

  1. Ortsnamen und Namen der Flüsse in der Ostlausitz im Jahr 1945 als Beispiel für die Konstruktion von materiellen und natürlichen Realitäten.

Nach dem Krieg unterstützten die meisten Sorben das Lausitzer Nationalkomitee. Obwohl nur wenige an die Entstehung einer unabhängigen Lausitz glaubten, waren die meisten der Ansicht, dass die Gründung einer Föderation mit der Tschechoslowakei oder der Anschluss an sie möglich sei. Die in Polen bestehende Vereinigung Prołuż forderte die Unabhängigkeit der Lausitz und sogar ihre Eingliederung in Polen. In der Lausitz gab es jedoch wenig Unterstützung für die Idee einer Union der Lausitz mit Polen. Es ist unklar, auf welcher Grundlage die Ostgrenze der Lausitz, wie auf den obigen Karten dargestellt, ermittelt wurde. Laut Studienergebnissen des toponomastischem Materials aus der Ostlausitz aus der Zeit vor dem 20. Jahrhundert geht der Stammbaum ihrer Bewohner auf die Niederlausitz zurück, und der ostlausitzische Dialekt selbst ist im Neuen Testament von Mikławš Jakubica von 1548 teilweise sichtbar. Tadeusz Lewaszkiewicz stellt die Bedeutung von zwei Karten dar: Lausitz und Łużica zur Erforschung der Geschichte der Kodifizierung von oberlausitzischen und niederlausitzischen Ortsnamen in Deutschland und Polen. Der Autor geht davon aus, dass diese Karten auf den frühesten Erkenntnissen der polnischen Verwaltung in den wiederhergestellten Gebieten basieren und die von den Kartenautoren eingeführte Namensvergabe das Ergebnis ihrer Erfindungen ist. Nur wenige Orte auf der Karte Lusatia verfügen über Ortsnamen, die in der sorbischen Sprachform dokumentiert sind: Krosno, Gubin, Brody, Zemer, Trjebule, Zarow, Zahań, Pribuz, Lesna, Zhoijelc (nur auf deutscher Seite). Ein Beispiel für eine künstliche Schöpfung ist der Ortsname Lesna, der auf Grundlage des deutschen Namens Marklissa eingeführt wurde. Auf der Karte Luzica von Semik wurde versucht, den Namen ein polnisches Grafikdesign zu verleihen. Tadeusz Lewaszkiewicz vermutet, dass Semik die Namensvorschläge der Kommission zur Festlegung von Ortsnamen und physiographischen Objekten, die sorbischen Räte des Lausitzer Nationalkomitees und seine eigenen Namensvorschläge verwendet hat. Erwähnenswert ist, dass die in der Kommission tätigen Sprachwissenschaftler, die später dem Innenministerium unterstellt waren, bis 1945 über 30.000 Namen von Städten, Dörfern, Bergen, Flüssen und anderen geografischen Objekten innerhalb der Grenzen Deutschlands polonisiert haben. Ihre Arbeit ist im 1951 veröffentlichten Wörterbuch enthalten. Die Namen von Städten, Dörfern und Objekten auf der Ostseite der Lausitzer Neiße wurden auf Grundlage deutscher Urkunden rekonstruiert oder oberflächlich polonisiert oder sogar erfunden. Künstliche Namen wurden geschaffen, aber sie bezogen sich auf deutsche Namen und änderten sich später häufig, obwohl die neuen Versionen der polnischen Namensgebungstradition nicht entsprachen. Tadeusz Lewaszkiewicz zitiert in seiner Arbeit den Begriff von Kazimierz Nitsch „Taufen“, der die Schaffung von künstlichen Konstruktionen für den täglichen Gebrauch bezeichnet. Der Autor gibt als Beispiel das Dorf Sonnenburg, das 1945 den Namen Słoneczno erhielt und später in Słońsk umgewandelt wurde, was so viel wie „salziger Ort“ bedeutet und nicht ein Ort, der mit der Sonne verbunden ist. Ein interessantes, aus heutiger Sicht, Problem war der deutsche Name des Flusses Queis. Es gab Varianten von Gwizd und Hwizda, bis polnische Sprachwissenschaftler den Namen Kwisa vorschlugen. Die Namen aus der Ostlausitz unterschieden sich daher auf der Karte der Ostlausitz im Rahmen der Lausitz, auf der Karte der Ostlausitz im Rahmen Polens sowie in ihrem Wortlaut und ihrer Schreibweise, wie sie von der Kommission für die Festlegung von Ortsnamen und physiographischen Objekten genehmigt wurden. Bei der Analyse aller Phänomene, die bei der Vergabe polnischer Namen im Bereich der östlichen Oberlausitz aufgetreten sind, kann man Fälle unterscheiden, in denen es keine späteren Änderungen gab (Krzystkowice), es gab Rechtschreib- und Lautänderungen bei polnischen Namen (Benów > Bieniów), es gab phonetische und morphologische Unterschiede oder nur morphologische Unterschiede in polnischen Namen (Borowsk > Borowe), phonetische oder phonetische und morphologische Polonisation deutscher Namen (Liebthal > Lubiatów), es gab einen Hinweis auf das slawische Segment des komplexen deutschen Namens (Grosslessen > Leśniów Wielki), war der fehlende Bedeutungszusammenhang mit dem deutschen Namen (Schoneich > Grabowiec [Eiche > Grab]), der Name des Ausdrucks wurde in ein einziges Wort umgewandelt (Bobrowa Góra > Bobrowice), die Struktur des Namens (mit Präposition) wurde in ein einziges Wort geändert (Trzebiszów nad Gwizdem > Trzebów) oder mit einem Adjektiv vom Namen des Flusses (Nowogród nad Bobrem > Nowogród Bobrzański), ein Teil des Namens wurde morphologisch verändert (Kunice Żarowskie > Kunice Żarskie), der Wortname wurde in einen Ausdruck geändert (Bukowiec > Bukowina Bobrzańska), oder schließlich wurde ein Teil des Namens geändert (Lipinki Śląskie > Lipinki Łużyckie).

Viele der 1945 veröffentlichten Namen und Karten wurden auf politische Bestellung der Verwaltungsbehörden oder Organisationen wie dem Lausitzer Nationalkomitee erstellt. Laut Forschern erklärten die meisten nach Kriegsende verbliebenen Einheimischen die Lausitzer Herkunft zur Vermeidung der Abschiebung, obwohl es in Wirklichkeit nur wenige hundert echte Lausitzer in der Ostlausitz gab.

  1. Lausitz in polnischsprachigen Publikationen – d. h. unsere und nicht-unsere Lausitz.

Paradoxerweise war die Tatsache, dass der östliche Teil der Ober- und Niederlausitz 1018 von Bolesław Chrobry beherrscht wurde, in der Nachkriegszeit nicht die Hauptquelle für das Interesse an der „Lausitz und dem dort lebenden slawischen Brudervolk“. Begleitet wurde sie von Publikationen, wie einer Sammlung von Artikeln mit dem aussagekräftigen Titel „Freiheit für die Lausitzer“ [Łużycom wolność]. Dies war ein Versuch, Landschaftsinformationen, Geschichte und Kultur der Lausitz zu präsentieren. Ziel dieser Publikation war es, zu versuchen, politische Postulate inhaltlich zu unterstützen. Das Recht der Sorben auf Selbstbestimmung sollte auch durch die Publikation mit dem Titel „Insel der Vergessenen“ [Wyspa Zapomnianych] nachgewiesen werden. Mit der Intensivierung der Umsetzung spezifischer politischer und sozialer Visionen sind ähnliche Ansichten jedoch praktisch verschwunden. Besser wurde es 1956, als im Zuge der Stärkung der Freundschaft mit der DDR das Lausitzer Thema wieder aufkam. Dies sind jedoch eher Zeitschriften, die folkloristische Kuriositäten aus der Westlausitz mit einem schüchternen Bezug auf ihre „slawische Herkunft“ präsentieren. Die Existenz eines Teils der Lausitz in Polen selbst wurde nicht offengelegt oder in irgendeiner Weise beschrieben. Polnische Einwohner der östlichen Oberlausitz erfuhren in offiziellen Medien, aber auch durch Bildungsprogramme, dass sie einfach Niederschlesier sind. Ein deutliches Beispiel für eine solche Konstruktion des Bildes regionaler Identität war die 1965 veröffentlichte „Gemeinsame Geographie“ [Geografia Powszechna], die die Lausitzer Herkunft der Grenzgebiete östlich der Lausitzer Neiße nicht erwähnt. Ein weiterer Beweis dafür, dass die Grenze zur DDR die Lausitz geteilt hat, war die Einschränkung des Touristenverkehrs, der ein Interesse an den Sehenswürdigkeiten der Nachbarschaft nach sich ziehen könnte. Der erste Reiseführer einschließlich des Bezirks Görlitz erschien 1966. In diesem Reiseführer wird die Verbindung zum slawischen Erbe nur unter Bezugnahme auf die historische Geschichte und die lokale Namensgebung erwähnt. Allgemeine Informationen über die Lausitz und die Sorben, wenn auch die ersten umfangreichen, erschienen in einer 1970 veröffentlichten DDR-Monographie. Auch hier wird auf den Seiten 431-432 ein Raumabschnitt als „ethnographisches Lausitzer Gebiet“ bezeichnet. Das Interesse an der Lausitz wächst seit den 70er Jahren, als beispielsweise die Regionallandschaftskommission PTTK in Breslau 1973 in Bogatynia eine Veranstaltung zum Thema Lausitz organisierte. Unter der Schirmherrschaft von PTTK haben Studien- und Popularisierungsaktivitäten begonnen, wie z. B. das Seminar „Lausitz“ 1979 mit einer Reise nach Bautzen, ein weiteres Seminar und eine Exkursion in den Jahren 1985 und 1987. 1988 fand in Jelenia Góra das Seminar „Volkskultur der Lausitz“ statt. Der Verlag „Śląsk“, der 1975 einen Reiseführer durch die südöstliche DDR unter Berücksichtigung der Lausitz herausgab, popularisierte das Lausitzer Thema. Dies waren die ersten Gelegenheiten für den polnischen Leser, sich mit dem Thema Lausitz vertraut zu machen. Allerdings gibt es Ungenauigkeiten in den Titeln der Publikationen selbst, wie z. B. die de-facto-Beschreibung der historischen Vielfalt der Region am Beispiel von Umgebindehäusern, bezeichnet als Lausitzer Bauweise, als niederschlesische Region. Diese Bemühungen waren jedoch zielgerichtet, da sie „neutrale toponyme Referenzen“ verwendeten, so dass die Verwendung des Namens „Lausitz“ im Titel keine potenzielle Bedrohung für die exemplarischen Beziehungen zwischen der Volksrepublik Polen und der DDR darstellte. In einer Publikation aus dem Jahr 1975 gibt es die erste Verwendung des vom Autor eingeführten Namens „Ostlausitz“ zur Bezeichnung des beschriebenen Gebietes. Im Jahr 1983, im dritten Band des Sudeten-Reiseführers, hatte der Leser erstmals die Möglichkeit, sich ein detailliertes, lokales Wissen über viele ostlausitzische Städte anzueignen. Aufgrund mangelnder Kontinuität, Quellenmaterial und wissenschaftlicher Traditionen sind Publikationen heute durch ein breites Themenspektrum gekennzeichnet. Es ist jedoch offensichtlich, dass die Lage der Ostlausitz auf der Karte selbst noch keine universellen Erkenntnisse hat und sowohl auf Vorkriegs-, als auch auf Nachkriegskarten und -quellen beruht, sowie Versuche unternommen werden, die räumliche Definition dieser Region neu zu definieren, wobei die Ostgrenze in späteren Publikationen unterschiedlich ist.

  1. Wort als Bezeichnung, d. h. Vergabe von symbolischen Bedeutungen und Verbindung mit der räumlichen Realität.

Die Namensvergabe ist eine Manifestation der Konstruktion einer bestimmten Realität. Je nachdem, wer der Urheber des Eigennamens mit den Gliedern Lausitz, Lausitzer usw. ist und seiner Motivation, ist der Zweck einer solchen Maßnahme und die Wirkung in Betracht zu ziehen, die sich generieren soll.

Dieser Punkt basiert auf dem Impuls und reichhaltigen Quellenmaterial von Dr. Iwona Żuraszek-Ryś von der Universität Zielona Góra und auf eigener Beobachtung und Analyse der verfügbaren Daten aus der Google-Suchmaschine.

Das Ausgangsglied ist der Begriff Lausitz. Das wichtigste Beispiel sind Toponyme, die die Dichotomie zwischen Nieder- und Oberlausitz definieren. Diese Kompositionen mit dem Unterscheidungsglied bezwecken die Differenzierung von zwei Regionen. Diese Aufteilung wird jedoch auf Toponyme wie Ostlausitz, Schlesische Oberlausitz oder Sächsische Lausitz erweitert. Ihre Aufgabe ist es, die Struktur der Gliederung zu vertiefen, d. h. zwischen kleineren Einheiten zu unterscheiden. Die Untersuchung des Identifikationsgrades mit bestimmten Begriffen würde es ermöglichen, zu analysieren, in wie weit diese Toponyme das Ergebnis alter historisch-politischer Prozesse und ihrer Wahrnehmung als solche und wie stark die heutige Determinante der Selbstwahrnehmung ist. Eine weitere Kategorie sind Chrematonyme, die verschiedene Funktionen erfüllen, z. B. Lokalisierung, d. h. Angabe des Vorkommens und der Aktivität (Hotel Łużyce in Lubań, Fußballverein Łużyce Lubań, Polnischer Verband der Posttaubenzüchter Niederlassung Lubań-Łużyce Abteilung Chmieleń, Familienschrebergärten „Łużyce“ in Zgorzelec und Lubań, Łużyce Beton Sp. z o.o.), Arbeitsgemeinschaft Łużyce in Zgorzelec, nicht mehr vorhandener Zug Łużyce von Węgliniec nach Krakau, Fernsehstation Łużyce mit Sitz in Bolesławiec, Woiwodschaftszeitung Nowe Łużyce, Sozialstiftung „Łużyce“ in Trójca, Verein der Oberlausitzer Freunde in Lubań, Titel von Buchpublikationen, z. B. „Geheimnisse von Lubań. Unbekannte Lausitz, nicht mehr vorhandener Luftwaffenstützpunkt der Polnischen Heimatarmee „Łużyce” von Janusz Skowroński). Begriffe mit der bewussten Nutzung des Gliedes Lausitz wurden und werden als Assoziationen geschaffen – Verweise auf die Geschichte der Lausitzer Nation, den Tätigkeitsbereich, Herkunft und Verbreitung sowie den Gegenstand oder den lokalen Charakter oder die Identifikation mit der Region. Sie sind zugleich auch Manifestationen, Botschaften von charakteristischer und informativer Bedeutung und konnotativer Absicht, Assoziationen mit der Kultur und Geschichte der Region hervorzurufen. Assoziationen mit der Lausitz haben eine direkte Standortbedingung.

Das zweithäufigste ist das Lexem Lausitzer, das ein Derivat des Eigennamens Lausitz ist. Der Begriff Lausitzer, den Samuel Linde erstmals im Wörterbuch als Lausitzer eintrug, wurde 1861 in der Form Lausitzer im sogenannten Vilnius-Wörterbuch vermerkt. Dieser Begriff bezieht sich auf Phänomene, die für die gesamte Lausitz charakteristisch sind, d. h. für „slawische“, „deutsche“ und „polnische“ Erscheinungen und hat in Polnisch unterschiedliche Bedeutungen (bezieht sich auf die Ostlausitz in Polen, Slawen in der Lausitz in Deutschland und die Region selbst in Deutschland), was inhaltliche Ungenauigkeiten nach sich ziehen kann. Der Begriff Lausitzer wird vor allem in Eigennamen verwendet. Es handelt sich um Anthroponyme – der Name Lausitzer, der interessanterweise in Polen nur 11 Mal vorkommt, darunter keiner in der Ostlausitz und das Ethnonym Lausitzer Serbe sowie Ortsnamen (Dąbrowa Łużycka, Kamienica nad Nysą Łużycką, Lipa Łużycka, Lipinki Łużyckie [alle im Landkreis Żary], Nawojów Łużycki [Landkreis Lubań], Osiek Łużycki [Landkreis Zgorzelec]). Diese Namen, die nach dem Zweiten Weltkrieg offiziell eingeführt wurden, sollten den Ort durch einen ethnischen Spitznamen beschreiben, aber sie sind auch Zeugnisse von Aktionen, die auf Propaganda, Manipulation und gezielte Instrumentalisierung abzielen. Im Nachkriegspolen ging es auch darum, die historische, ursprüngliche Zugehörigkeit des polnischen Gebiets zur slawischen Lausitz zu zeigen, die zur „Zähmung der fremden Realität“ führen sollte. (…) neuen Siedlern ein Gefühl des Trostes geben und sicherstellen, dass die Gebiete, in die sie gekommen sind, nicht fremd sind (…) Es ging (…) um einfachere Integration und schnellere Anpassung an neue Lebensbedingungen”. Weitere Arten von Eigennamen mit dem Begriff Lausitzer sind Feldnamen (Schlesisch-Lausitzer Tiefebene, Lausitzer Hügel), Hydronyme (Lausitzer Neiße), Urbonyme (Lausitzer Straße, Lausitzer Wohnsiedlung, Lausitzer-Platz),Chrematonyme mit Lokalisierungsfunktionen (Firmennamen [Lausitzer Apotheke {Tuplice, Zgorzelec, Żary}, Bank {Lausitzer Genossenschaftsbank in Lubań}, Hotels und Motels {Lubań, Żary}, Lausitzer Wirtshaus, Unternehmen {Lausitzer Basaltbergwerk „Księginki”, Lausitzer Pralinen, Lausitzer Sägewerk }, Geschäfte {Lausitzer Einkaufszentrum in Gubin und Lubań}], Institute, Zentren, Vereinigungen [Oberlausitzer Imkervereinigung, Lausitzer Verband zur umfassenden Förderung der Kultur, Lausitzer Kulturzentrum / Lausitzer Freilichtmuseum, Impet – Lausitzer Immobilienbörse, Lausitzer Wirtschaftskammer], Investitionen [Lausitzer Office Park in Gdynia, Lausitzer Passage in Krakau], Armeeeinheiten [Lausitzer Grenzschutzbrigade], medizinische Einrichtungen [Lausitzer Medizinzentrum {Lubań, Żary}], kulturelle, Sport-, Geschäftsveranstaltungen [Lausitzer Fest, Lausitz Tage, Lausitzer Jahrmarkt, Lausitzer Wandertage], Museen[Lausitzer Museum, Museum des Schlesisch-Lausitzer Grenzlandes], Schulen [Lausitzer Gymnasium, Lausitzer Hochschule für Geisteswissenschaften], Presse- und Buchverlage). Das Funktionieren solcher Namen im öffentlichen Raum „ist ein klares Signal der Gestaltung lokaler Identitäten, und ihre Namen werden zum Zeugnis dieser Prozesse“. Der dritthäufigste Begriff ist Lausitzer – ein Ethnonym, das sich auf die slawischen Einwohner der Lausitz bezieht. Diese Ethnonyme erscheinen in verschiedenen Arten von Namen: Anthroponyme (Nicknamen Lausitzer, Lausitzerin), Urbonymen (Lausitzer Straße), Chrematonyme (Zug Lausitzer auf der Strecke Węgliniec-Breslau, Gastronomiebetriebe Lausitzerin in Zgorzelec, Posen, Kraszewice, Sportverein Łużyczanka [Lausitzerin] in Lipinki Łużyckie und Kuźnica Grabowska, Band Gubińskie Łużyczanki [Lausitzerinnen aus Gubań]). Die Verwendung dieser Ethnonyme war und ist in erster Linie ortsbezogen.

Die analysierten Eigennamen mit den diskutierten Gliedern sind das Ergebnis der Dynamik von Kommunikationsprozessen innerhalb einer bestimmten Gemeinschaft und ihrer Notwendigkeit, Objekte, ihren Standort und sich selbst zu unterscheiden. Die Bestimmung des Raumes beeinflusst die Konstruktion und Bildung der Identität seiner Bewohner. Es ermöglicht Vereinfachungen bei der Interpretation der Welt und die Entstehung eines Gefühls der Zugehörigkeit zu einer Gruppe. Namen sind Zeugen dieser Prozesse. Es stellt sich heraus, dass das Bewusstsein für die historische Zugehörigkeit der Lausitz zu Polen und einem Teil Polens zur Lausitz zu einem bestimmten Zeitpunkt in der Geschichte der Lausitz „die Anzahl und Vielfalt der durch die analysierten Formen motivierten Eigennamen“ beeinflusst.

  1. Zusammenfassung.

Die Definierung des Begriffs „Polnische Oberlausitz“ und des Identitätsgefühls der hier lebenden Menschen ist ein kontinuierlicher Prozess, der zwischen Fiktion, Konstruktion und der Notwendigkeit, regionale Attribute zu vergeben, balanciert. Es war nicht die Absicht dieses Vortrags, einen dieser Prozesse zu bewerten, denn ein Bewertungsversuch selbst bei gründlicher Vertrautmachung mit den Besonderheiten dieser Region möglich ist. Jede der Formen der Beeinflussung der Beziehung zwischen dem Individuum und der Umgebung wird von einigen Prämissen bestimmt und unterliegt nur der subjektiven Bewertung des Analysierenden und der objektiven Analyse der Mechanismen und deren Auswirkungen. Es ist unbestritten, dass die Notwendigkeit der Identifizierung sowohl von den Behörden, staatlichen und nichtstaatlichen Institutionen und vielen anderen beteiligten Akteuren, vor allem aber mehr oder weniger bewusst als solche von den Bewohnern der Region selbst wahrgenommen wurde und wird. Die Frage der Identität in Bezug auf den östlichen Teil der Lausitz ist potenziell reichhaltig, aber ein unzureichend erforschter Realitätsbereich, der eine unbegrenzte Anzahl möglicher Themen verbirgt. Einwohner und lokale Akteure brauchen solche Erarbeitungen jedoch, denn das Bewusstsein, im Prozess zu sein, eröffnet die Perspektive für das Verständnis und die bewusste Wahl kognitiver Instrumente. Die „Polnische Oberlausitz” ist ein Ort, den es nicht gibt und der existiert. Der Umfang dieser Aussage beginnt mit historischen und statistischen Fakten und endet mit der Betonung ihrer Unterscheidungskraft. Es ist ungewiss, in welche Richtung sich die „Polnische Oberlausitz“ im sozialen Kontext entwickeln wird. Ihre scheinbare Abwesenheit ist aber auch ein Grund, über den vagen Status quo hinauszugehen, d. h. de facto zu festzustellen, dass das Reden über sie, die Analyse dessen, was wir wissen und was sie uns sagen, bereits eine Manifestation der mehr oder weniger realen Existenz einer solchen Realität ist, wenn auch nur im Bewusstsein der Betroffenen. Die Suche nach der eigenen Identität im Kleinformat ermöglicht eine souveräne und bewusste Mitgestaltung der Grundlagen der Zivilgesellschaft.

Jubileusz 800-lecia założenia miasta Wleń

Jubileusz 800-lecia założenia miasta Wleń (dawniej Lähn) w roku 2014 – śląska tożsamość Polaków i Niemców pod hasłem „Duma i tożsamość” / „Stolz und Identität“

Doris Baumert

– 1 –

Niewielkie miasto Wleń w dolnośląskim powiecie lwóweckim, przed drugą wojną światową: Lähn im Kreis Löwenberg, obchodziło w czasie od 27 do 29 czerwca 2014 roku 800-lecie swego powstania. Jubileusz był zarówno dla Polaków, jak i Niemców okazją do wspominania ich ojczyzny.

– 2 –

Historyczne tło obchodów jubileuszu

Rok 1214 jako rok założenia Wlenia (dawniej Lähn) wspominają zarówno dawny burmistrz Neubarth w swej odręcznie spisanej kronice, jak i autor Augustin Knoblich w książce „Chronik von Lähn und Burg Lehnhaus am Bober“ z roku 1863. Z historycznego punktu widzenia informacja ta jest niepotwierdzona, ale pomimo to zaakceptowana została przez ogół społeczności.

– 3 –

Obchody 700-lecia w czasie od 11 do 13 lipca 1914 roku

Po wielomiesięcznym planowaniu i przygotowaniach w czasie od 11 do 13 lipca 1914 roku uczczono 700-lecie istnienia miasta bardzo bogatym programem. Przede wszystkim zorganizowano wspaniały korowód, który był okazją do przedstawienia historii miasta.

Miasto Wleń miało to wielkie szczęście, że niestrudzenie wspierał je Wilhelm Patschovsky, najbardziej chyba znany obywatel Wlenia, który dzięki swym historycznym badaniom
i publikacjom bardzo się zasłużył dla swego miasta rodzinnego i jego okolic. Nic więc dziwnego, że w trakcie uroczystych obchodów nadano mu tytuł honorowego obywatela miasta Wlenia.

– 4 –

Tło polsko-niemieckiej współpracy

Osoby odpowiedzialne za organizację jubileuszu we Wleniu odpowiednio wcześnie zgłosiły chęć współpracy ze stroną niemiecką. Wynikało to prawdopodobnie z pozytywnych doświadczeń związanych ze wsparciem przez Niemców obchodów 100-lecia Zapory Pilchowice w dniu 18 sierpnia 2012 roku. Przy okazji jubileuszu polskie władze skierowały nawet do niemieckich gości podziękowania za budowę tejże zapory wodnej.

Również wybór hasła, pod którym obchodzono 800-lecie miasta, a mianowicie „Duma
i tożsamość” / „Stolz und Identität“
, sugerował współpracę polsko-niemiecką, ponieważ miała być ona wyrazem pełnego dumy spojrzenia na jakże zmienną 800-letnią historię, a także identyfikacji z tymi historycznymi uwarunkowaniami.

Pierwszą zasadniczą rozmowę w sprawie organizacji obchodzonego w czerwcu 2014 roku jubileuszu 800-lecia założenia miasta przedstawiciele strony polskiej i niemieckiej przeprowadzili w lutym 2013 roku, a w czerwcu 2013 roku doszło do osobistego spotkania
w celu ustalenia szczegółów. W ciągu kolejnych 12 miesięcy zorganizowano jeszcze kilka spotkań między Anną Komstą jako dyrektorką Domu Kultury „OKSiT Wleń“ a Doris Baumert jako osobą odpowiedzialną ze strony niemieckiej. W trakcie współpracy obie panie wymieniły ponad 200 maili, pisanych przez Annę Komstę w jej polskim języku ojczystym, a przez Doris Baumert po niemiecku. Jako że każda z pań włada podstawami drugiego języka, niewiele było problemów z porozumiewaniem się.

– 5 –

Jubileusz 150-lecia budynku kościoła katolickiego 27 czerwca 2014

Początek obchodów 800-lecia miasta poświęcono innemu jubileuszowi, a mianowicie 150-leciu konsekracji budynku kościoła katolickiego.

Henryk I Brodaty i jego żona Jadwiga Śląska, którą później ogłoszono świętą, już na początku XIII wieku wyrazili zgodę na budowę kościoła we Wleniu. To niewielkie miasto bardzo ucierpiało wcześniej z powodu powodzi za sprawą rzeki Bóbr okrążającej je półkolem. Woda często sięgała do wnętrza kościoła i w takim stopniu naruszyła jego podstawową substancję, że stary budynek trzeba było zburzyć. Budowę nowego kościoła rozpoczęto w roku 1862. 6 listopada 1864 roku biskup sufragan Adrian Wlodarsky konsekrował świątynię. Jubileusz 150-lecia kościoła uczczono uroczystym nabożeństwem sprawowanym 27 czerwca 2014.

– 6 –

Po nabożeństwie proboszcz Krzysztof Madej przyjął liczne gratulacje. Ostatnią
z gratulujących mu osób była Doris Baumert, która ku jego wielkiej radości wręczyła mu broszurę zatytułowaną „Die Kirchengeschichte von Lähn, Kreis Löwenberg (Schlesien)“ („Historia kościoła we Wleniu, powiat lwówecki (Śląsk)”), wydaną przez nią z okazji jubileuszu. Polską wersję książki mogła przekazać jesienią 2014 roku.

– 7 –

Koncert upamiętniający Johannesa Titza 27 czerwca 2014

Obchody jubileuszu uświetnił koncert węgierskiego wirtuoza Balásza Szabó na fisharmonii Titza, która niedawno powróciła na Śląsk, a skonstruowana została w mieście powiatowym Lwówek Śląski (dawniej Löwenberg).

Koncert upamiętniający Johannesa Titza mógł się odbyć dzięki pośrednictwu strony niemieckiej. Balázs Szabó jest znawcą i miłośnikiem fisharmonii skonstruowanych przez Titza i bardzo mu zależało na specjalnym uhonorowaniu pracy mistrza. W związku z tym, że pewne szczególne zdarzenie na zamku Kleppelsdorf bei Lähn, obecnie znanym jako Pałac Książęcy we Wleniu, spowodowało, że Johannes Titz wyspecjalizował się w Lwówku Śląskim w budowie fisharmonii, jubileusz miasta Wlenia był odpowiednią okazją do organizacji tego koncertu.

Wirtuoz Balázs Szabó sięgnął po urozmaicony repertuar, co pozwoliło mu zaprezentować nie tylko własne nadzwyczajne umiejętności, ale także ogromne możliwości instrumentu. Na zakończenie koncertu muzyk zagrał skomponowany na początku XX wieku marsz miasta Lähn (dzisiejszego Wlenia) „Vivat Lähn“.

Pierwszy dzień obchodów jubileuszu zakończył się balem charytatywnym w auli szkoły, w którym wzięli udział zarówno polscy, jak i niemieccy goście, ponieważ muzyka łączy ludzi pomimo problemów z porozumiewaniem się.

– 8 –

Oficjalna inauguracja uroczystości w ruinach Zamku Lenno 28 czerwca 2014

Oficjalna inauguracja jubileuszu odbyła się 28 czerwca 2014 roku na dziedzińcu ruin Zamku Lenno, ponieważ właśnie w Lehnhaus, obecnym Zamku Lenno miasto miało swój początek. Na zamku tym podobno chętnie bywali Piast Henryk I Brodaty i jego małżonka Jadwiga Śląska.

Odpowiednio do okazji i na pamiątkę dawnych czasów polscy oficjele stawili się w strojach średniowiecznych, a po powitaniu i inauguracji odbyły się turnieje rycerskie, zaprezentowano średniowieczną muzykę i dawne tańce.

Kolejne punkty programu tego dnia odbyły się na rynku we Wleniu.

– 9 –

Historyczny korowód 29 czerwca 2014

Historyczny korowód 29 czerwca 2014 roku nawiązywał naturalnie do faktów historycznych. Oficjalni goście również w tym wydarzeniu wzięli udział przyodziani w średniowieczne stroje, podziwiać można było nawet Henryka I Brodatego i jego małżonkę Jadwigę.

Istotnym elementem pochodu była grupa osób niosąca walizki i inne ważne elementy dobytku. Można ją było zinterpretować zarówno jako grupę polskich przesiedleńców, jak i wypędzonych Niemców.

Polscy przesiedleńcy przybyli tutaj w roku 1945 po zakończeniu II wojny światowej ze wschodnich terenów Polski, natomiast niemieckich mieszkańców przymusowo pozbawiono majątku i w latach 1946 i 1947 wypędzono z ich śląskiej ojczyzny do zachodniej części Niemiec.

– 10 –

Lot gołębi 29 czerwca 2014

Już w średniowieczu organizowano we Wleniu gołębie targi. Impreza ta odbywała się zwykle co roku w styczniu i była w dawnych wiekach znaczącym wydarzeniem. Tradycję gołębich targów pielęgnuje się również dzisiaj, tak więc lot gołębi stał się punktem programu obchodów jubileuszu. Polski burmistrz Bogdan Mościcki i niemiecka działaczka Doris Baumert otworzyli na scenie symbolicznie dwie klatki z gołębiami, wielkie stado gołębi wzbiło się w niebo również po drugiej stronie ulicy.

– 11 –

Jubileuszowe nabożeństwo na rynku 29 czerwca 2014

Jako że jubileuszowe nabożeństwo odbywało się na rynku, pod gołym niebem, Doris Baumert miała okazję wspomnieć przed nim w krótkich słowach, że pierwsze protestanckie nabożeństwo po kontrreformacji odbyło się 19 marca 1741 roku z braku kościoła ewangelickiego również na wleńskim rynku.

Wielką radość niemieckim uczestnikom sprawił biskup legnicki, przechodząc w czasie kazania płynnie na język niemiecki. Ponadto Doris Baumert mogła wziąć udział w czytaniu fragmentu Pisma Świętego i modlitwie wstawienniczej w języku niemieckim.

– 12 –

Wystawa jubileuszowa

Strona niemiecka przygotowała bogatą wystawę dotyczącą czasów sprzed roku 1945, obejmującą zarówno widokówki i fotografie, jak i plany, rysunki projektowe, ogłoszenia reklamowe, nuty i teksty marszu miasta „Vivat Lähn“ oraz piosenki skomponowanej na jubileusz 700-lecia miasta, a także inne materiały.

Doris Baumert udało się zgromadzić ponad 300 eksponatów dzięki wsparciu 22 osób oraz dziesięciu instytucji polskich i niemieckich. Przekazała jej wydziałowi do spraw kultury, którego pracownicy wydrukowali je w formacie A3 i oprawili w ramki. Ponadto Doris Baumert opracowała 30 krótkich tekstów historycznych, a Anna Horwat-Romaniuk przetłumaczyła je na język polski. Miejscami ekspozycji powiązanymi tematycznie z wystawą były ratusz, dom kultury, kościół katolicki, szkoła, sanatorium, remiza strażacka oraz Pałac Lenno (dawniej Schloss Lehnhaus) oraz Pałac Książęcy we Wleniu (dawniej Schloss Kleppelsdorf).

Ponadto w domu kultury zaprezentowano liczne fotografie z czasów po 1945 roku, za co podziękować można wielu mieszkańcom Wlenia.

– 13 –

Pomnik-fontanna Gołębiarki

Już w roku 1894 pojawiła się myśl o budowie fontanny na rynku we Wleniu. Miała ona stać się ozdobą miasta, a jednocześnie zaradzić brakom wody pitnej o dobrej jakości. Aby sfinansować projekt, wiosną 1895 roku powołano do życia loterię na rzecz budowy fontanny, która miała być podwaliną inwestycji.

Środki finansowe nie były jednakże wystarczające i gdy latem 1897 wielka powódź nawiedziła Wleń, zrezygnowano tymczasowo z budowy fontanny, ponieważ przypuszczano, że w planowanym dla niej miejscu, a mianowicie na placu przed ratuszem, mogłaby ją zniszczyć kolejna powódź.

Gdy na ukończeniu była budowa Zapory Pilchowice i tym samym zażegnano niebezpieczeństwo powodzi, w marcu 1912 roku powrócono do pomysłu budowy fontanny. Jej odsłonięcie zaplanowano na 10 sierpnia 1913 na jubileusz wyzwolenia Śląska 18 sierpnia 1913 roku. Środki finansowe w dalszym ciągu były jednak niewystarczające, tak więc budowę fontanny znowu przesunięto o kolejny rok.

12 lipca 1914 w ramach obchodów 700-lecia założenia miasta doszło wreszcie do uroczystego odsłonięcia fontanny ozdobionej figurą Kopciuszka. Stado gołębi wzbiło się w niebo, a pomnik przekazano oficjalnie miastu Wleń. Sama figura w języku ludowym przeszła metamorfozę z Kopciuszka na Gołębiarkę i z biegiem czasu stała się symbolem miasta.

Również 100 lat później godnie uhonorowano Gołębiarkę przyozdabiając ją z okazji jubileuszu 800-lecia miasta.

-14 –

Trzy narody – jeden chleb“

W trakcie oficjalnego otwarcia jubileuszu w sobotę po południu wymieszano w wielkim słoju mąkę z Polski, Niemiec i Czech, aby upiec z niej chleb – pod hasłem „Trzy narody – jeden chleb“.

Przedstawiciele trzech państw łamali chleb trzech narodów w niedzielę po południu na scenie, a kromki chleba rozdawano gościom na rynku.

– 15 –

Publikacje

Dzięki jubileuszowi miasta powstały także nowe publikacje. Ukazała się polska książka towarzysząca obchodom: „Dzieje Wlenia – Jak Feniks z popiołów“, dzieło zespołu autorów, między innymi dyrektora i archiwisty Archiwum Państwowego w Jeleniej Górze. Do planowanego tłumaczenia tej pozycji na język niemiecki niestety jeszcze nie doszło z powodu zmiany na stanowisku burmistrza.

Jak już wspomniano, Doris Baumert opracowała broszurę „Die Kirchengeschichte von Lähn, Kreis Löwenberg (Schlesien)“ („Historia kościoła we Wleniu, powiat Lwówecki (Śląsk)“) wraz z historią kościółka św. Jadwigi na Zamku Lenno w Łupkach, którą w tym samym roku udało się wydrukować również w języku polskim.

Po szeroko zakrojonej i bardzo czasochłonnej pracy na jubileuszową wystawą Doris Baumert podsumowała jej wyniki w broszurze pod tytułem „Lähn, Kreis Löwenberg (Schlesien) – Stadtgeschichte in Wort und Bild – Ausstellung zur 800-Jahr-Feier vom 27. bis 29. Juni 2014“ („Wleń, powiat lwówecki (Śląsk) – Historia miasta w słowie i obrazie – Wystawa z okazji jubileuszu 800-lecia od 27 do 29 czerwca 2014“).

– 16 –

Podsumowanie

Wymienione aktywności w czasie trzydniowych obchodów jubileuszu stanowiły zaledwie część całego programu. W obchodach brali przecież udział również tacy polscy goście, którzy nie interesowali się specjalnie historią i chcieli uczestniczyć jedynie w ludowym święcie. Osoby odpowiedzialne za organizację ze strony miasta Wlenia świetnie poradziły sobie z wyzwaniem, jakim było zadowolenie wszystkich zainteresowanych osób.

Jednocześnie organizatorzy wspaniale się sprawdzili wobec gości niemieckich w roli gospodarza przy planowaniu i realizacji wspólnych i historycznie uwarunkowanych elementów przedsięwzięcia.

Istotnym ogniwem łączącym oba narody jest oczywiście święta Jadwiga Śląska, czczona zarówno przez Polaków, jak i Niemców. Jako postać ważna dla tego regionu przez cały weekend wielokrotnie stanowiła jeden z tematów jubileuszu.

Wielu starszym gościom z Niemiec radość sprawił choćby sam fakt, że przy okazji święta miasta mogli zwiedzić takie budynki użyteczności publicznej jak ratusz, remiza strażacka czy sanatorium.

Korzystać mogli z licznych dwujęzycznych objaśnień i tekstów historycznych związanych z wystawą, a dodatkowo przez wszystkie dni jubileuszu wiele osób służyło im pomocą w charakterze tłumaczy.

Wiele osób z Polski i Niemiec mogło się cieszyć wspólnym, historycznym świętem, a jego swobodna i pozytywna atmosfera przyczyniła się do ogólnego dobrego samopoczucia. Obie nacje wiele się od siebie nauczyły, wymieniły wiele pozytywnych wspomnień i pogłębiły wzajemne stosunki. Piękniejszego podsumowania nie można sobie chyba wyobrazić!

800-Jahr-Feier in Wleń / Lähn 2014 – schlesische Identität von Polen und Deutschen unter dem Motto „Duma i Tożsamość” / „Stolz und Identität“

Doris Baumert

– 1 –

Die Kleinstadt Wleń im niederschlesischen Powiat Lwóweckiego, vor dem 2. Weltkrieg: Lähn im Kreis Löwenberg, beging vom 27. bis 29. Juni 2014 ihre 800-Jahr-Feier, in der sich sowohl Polen als auch Deutsche auf ihre Heimat besinnen konnten.

– 2 –

Geschichtlicher Hintergrund der Jubiläumsfeier

Das Jahr 1214 als Gründungsjahr von Lähn / Wleń wurde sowohl vom früheren Bürgermeister Neubarth in seiner handschriftlichen Chronik als auch vom Autor Augustin Knoblich in seinem Buch „Chronik von Lähn und Burg Lehnhaus am Bober“ aus dem Jahr 1863 genannt. Diese Angabe ist zwar aus historischer Sichtweise zweifelhaft, wurde aber trotzdem von der Allgemeinheit angenommen.

– 3 –

700-Jahr-Feier vom 11. vom 13. Juli 1914

Dementsprechend wurde in Lähn / Wleń vom 11. bis 13. Juli 1914 die 700-Jahr-Feier nach monatelangen Planungen und Vorbereitungen mit einem sehr umfangreichen Programm abgehalten. Dabei wurde vor allem mit dem imposanten Festzug großer Wert auf die Darstellung der Geschichte gelegt.

Die Stadt Lähn / Wleń hatte auch das große Glück der unermüdlichen Unterstützung durch Wilhelm Patschovsky, dem wohl bekanntesten Bürger von Lähn / Wleń, der sich mit seinen geschichtlichen Forschungen und Publikationen sehr verdient um seine Heimatstadt und deren Umgebung gemacht hat. Es ist also nicht verwunderlich, dass er im Verlauf der Feier zum Ehrenbürger von Lähn / Wleń ernannt wurde.

– 4 –

Hintergrund der polnisch-deutschen Zusammenarbeit

Die verantwortlichen Personen in Wleń / Lähn haben frühzeitig eine Zusammenarbeit mit der deutschen Seite angestrebt. Vermutlich resultierte diese Überlegung auch aus der positiven deutschen Unterstützung der 100-Jahr-Feier der Bobertalsperre bei Mauer / Zapora Wodna w Pilchowicach, die am 18. August 2012 stattfand. In diesem Zusammenhang wurde sogar der polnische Dank an die deutschen Gäste für die Errichtung der Talsperre ausgesprochen.

Auch die Wahl des Mottos für die 800-Jahr-Feier „Duma i Tożsamość” / „Stolz und Identität“ legte die polnisch-deutsche Zusammenarbeit nahe, denn es sollte zum Ausdruck gebracht werden, dass man mit Stolz auf die 800-jährige, sehr wechselhafte Geschichte zurückblickt und sich mit diesen historischen Begebenheiten identifiziert.

Für die 800-Jahr-Feier im Juni 2014 gab es das erste polnisch-deutsche Grundsatzgespräch im Februar 2013 und im Juni 2013 ein persönliches Treffen zur Abstimmung von Details. In den folgenden 12 Monaten gab es noch mehrere Treffen zwischen Anna Komsta als Direktorin des Kulturhauses „OKSiT Wleń“ und Doris Baumert als Verantwortliche auf deutscher Seite. Im Verlauf dieser Zusammenarbeit wurden mehr als 200 E-Mails zwischen den beiden Damen ausgetauscht, die jeweils von Anna Komsta in ihrer polnischen Muttersprache und von Doris Baumert in ihrer deutschen Muttersprache verfasst wurden, aber weil die beiden Frauen Grundkenntnisse der jeweils anderen Sprache besitzen, gab es nur sehr wenige Verständigungsprobleme.

– 5 –

150-Jahr-Feier des katholischen Kirchengebäudes am 27. Juni 2014

Der Beginn der 800-Jahr-Feier war einem anderen Jubiläum gewidmet, nämlich der 150-Jahr-Feier des katholischen Kirchengebäudes.

Heinrich der Bärtige und seine Ehefrau Hedwig, die später heiliggesprochen wurde, hatten bereits Anfang des 13. Jahrhunderts einer Kirchengründung in Lähn / Wleń zugestimmt. Die Kleinstadt hatte früher sehr unter dem Hochwasser des Flusses Bober / Bóbr zu leiden, der sie im Halbkreis umfließt. Dabei hat das Wasser häufig auch im Inneren der Kirche gestanden und die Grundsubstanz dermaßen in Mitleidenschaft gezogen, dass das alte Kirchengebäude abgerissen werden musste. Der Neubau begann im Jahr 1862 und das fertiggestellte Gotteshaus konnte am 6. November 1864 von Weihbischof Adrian Wlodarsky geweiht werden. Das 150-jährige Kirchenjubiläum wurde am 27. Juni 2014 mit einem besonderen Festgottesdienst begangen.

– 6 –

Nach dem Gottesdienst konnte Pfarrer Krzysztof Madej unzählige Gratulationen entgegennehmen. Als letzte Gratulantin überreichte ihm Doris Baumert zu seiner großen Freude das broschierte Buch „Die Kirchengeschichte von Lähn, Kreis Löwenberg (Schlesien)“, das sie anlässlich des Jubiläums herausgegeben hat. Die polnische Version des Buches konnte sie im Herbst 2014 nachreichen.

– 7 –

Titz-Erinnerungskonzert am 27. Juni 2014

Anschließend gab es einen weiteren Höhepunkt mit dem Konzert des ungarischen Organisten Balász Szabó auf seinem Titz-Harmonium, das kurzfristig den Weg zurück nach Schlesien gefunden hat, denn es wurde in der Kreisstadt Löwenberg / Lwówek Śląski angefertigt.

Das Titz-Erinnerungskonzert konnte auf Vermittlung von deutscher Seite stattfinden. Balázs Szabó ist ein Kenner und Liebhaber der Titz-Harmonien und wünschte sich eine besondere Würdigung für die Arbeit von Johannes Titz. Weil eine spezielle Begebenheit im Schloss Kleppelsdorf bei Lähn, heute Pałac Książęcy we Wleniu, dazu führte, dass sich Johannes Titz in Löwenberg / Lwówek Śląski auf den Bau von Harmonien spezialisierte, bot die Lähner Jubiläumsfeier den entsprechenden Anlass für dieses Konzert.

Der Virtuose Balázs Szabó hat mit seinem abwechslungsreichen Repertoire sowohl sein eigenes beeindruckendes Können, als auch das seines Instruments vorgeführt und mit dem am Anfang des 20. Jahrhunderts für die Stadt Lähn / Wleń komponierten Marsch „Vivat Lähn“ abgerundet.

Der erste Tag der Feierlichkeiten endete mit einem Wohltätigkeits-Ball in der Aula der Schule, an dem polnische und deutsche Gäste gleichermaßen teilnahmen, denn Musik verbindet, trotz der vorhandenen Verständigungsprobleme.

– 8 –

Offizielle Eröffnung in der Burgruine Lehnhaus / Zamek Lenno am 28. Juni 2014

Die offizielle Eröffnung erfolgte am 28. Juni 2014 im Innenhof der Burgruine Lehnhaus / Zamek Lenno, weil die Gründung von Lähn / Wleń von der damaligen Burg Lehnhaus / Zamek Lenno ausging, die angeblich ein gern besuchter und bewohnter Ort des Piasten Heinrich des Bärtigen und seiner Ehefrau Hedwig von Andechs war.

Dem Anlass und der ursprünglichen Zeit entsprechend waren die polnischen, offiziellen Personen in mittelalterlicher Kleidung erschienen und nach der Begrüßung und Eröffnung gab es Ritterspiele und mittelalterliche Musik mit Tanzdarbietungen.

Die weiteren Programmpunkte dieses Tages fanden auf dem Marktplatz in Wleń / Lähn statt.

– 9 –

Historischer Festzug am 29. Juni 2014

Der historische Festzug am 29. Juni 2014 bezog sich natürlich auch auf die geschichtlichen Fakten. Dabei traten die offiziellen Personen erneut in mittelalterlicher Kleidung auf und auch Heinrich der Bärtige mit seiner Ehefrau Hedwig waren zu sehen.

Ein wesentlicher Bestandteil war aber auch eine Gruppe von Personen mit Koffern und wenigen wichtigen Habseligkeiten, die sowohl als die polnischen Umsiedler als auch als die deutschen Vertriebenen interpretiert werden konnten.

Die polnischen Umsiedler wurden im Jahr 1945 nach Kriegsende aus dem Osten Polens hierher gebracht, während die deutschen Bewohner zwangsweise enteignet und 1946 bzw. 1947 aus ihrer schlesischen Heimat in den Westen Deutschlands vertrieben wurden.

– 10 –

Taubenflug am 29. Juni 2014

Schon im Mittelalter gab es in Lähn / Wleń einen Taubenmarkt, so dass diese Veranstaltung, die für gewöhnlich im Januar jeden Jahres stattfand, in den vergangenen Jahrhunderten ein bedeutendes Ereignis darstellte. Die Tradition des Taubenmarktes wird auch heute noch gepflegt, so dass sie in Form eines Taubenfluges zum Programmpunkt des Jubiläums wurde. Dafür haben der polnische Bürgermeister Bogdan Mościcki und die deutsche Aktivistin Doris Baumert auf der Bühne symbolisch zwei Taubenkäfige geöffnet, während auf der gegenüberliegenden Straßenseite eine größere Menge von Tauben freigelassen wurde.

– 11 –

Jubiläums-Gottesdienst auf dem Marktplatz am 29. Juni 2014

Vor dem Jubiläums-Gottesdienst hatte Doris Baumert die Möglichkeit, in kurzen Worten anlässlich dieses Gottesdienstes auf dem Marktplatz, also unter freiem Himmel, an den ersten protestantischen Gottesdienst nach der Gegenreformation zu erinnern, der am 19. März 1741 mangels eines evangelischen Gotteshauses ebenfalls auf dem Marktplatz stattfand.

Im Verlauf des Gottesdienstes war es für die deutschen Teilnehmer/innen eine besondere Freude, dass der Liegnitzer Bischoff während seiner Predigt fließend in die deutsche Sprache wechselte. Außerdem durfte Doris Baumert sowohl die Lesung halten als auch eine Fürbitte in deutscher Sprache vortragen.

– 12 –

Jubiläums-Ausstellung

Von deutscher Seite wurde eine umfangreiche Ausstellung für die Zeit vor 1945 erarbeitet, die sowohl Ansichtskarten und Fotos als auch Pläne, Grundrisszeichnungen, Werbeanzeigen, Siegeldabdrücke, Titelseiten von Publikationen, Noten und Texte des Lähner Marsches „Vivat Lähn“ sowie des Kommersliedes zur 700-Jahr-Feier und vieles mehr enthielt.

Mehr als 300 Abbildungen konnten von Doris Baumert durch die Unterstützung von 22 Personen sowie zehn deutschen und polnischen Institutionen zur Verfügung gestellt werden, die durch das Kulturamt auf Größe DIN A3 gedruckt und gerahmt wurden. Zusätzlich wurden von Doris Baumert 30 geschichtliche Kurztexte erarbeitet, die von Anna Horwat-Romaniuk in die polnische Sprache übersetzt wurden. Die themenbezogenen Ausstellungsorte dieser Ausstellung waren das Rathaus, das Kulturhaus, die katholische Kirche, die Schule, das Sanatorium, das Feuerwehrhaus sowie die Schlösser in Lehnhaus / Lenno bzw. Łupki und in Kleppelsdorf (heute Pałac Książęcy we Wleniu).

Darüber hinaus wurden sehr viele Ansichten aus der Zeit nach 1945 im Kulturhaus ausgestellt, die vielen Bewohnern von Wleń / Lähn zu verdanken waren.

– 13 –

Zierbrunnen bzw. Märchenbrunnen

Bereits im Jahr 1894 kam der Wunsch nach einem Brunnen auf dem Lähner Marktplatz auf. Dieser sollte zum einen als Zierde für die Stadt dienen und zum anderen dem Mangel an gutem Trinkwasser Abhilfe schaffen. Um das Projekt finanzieren zu können, wurde im Frühjahr 1895 eine Brunnenbau-Lotterie ins Leben gerufen, mit der ein fundierter Grundstock geschaffen werden konnte.

Allerdings reichten die finanziellen Mittel noch lange nicht aus und als im Sommer 1897 das große Hochwasser auch die Stadt Lähn / Wleń wieder stark in Mitleidenschaft zog, verzichtete man vorerst auf den Brunnenbau, da dieser mit seinem geplanten Standort vor dem Rathaus schon durch das nächste Hochwasser wieder zerstört werden könnte.

Als die Fertigstellung der Bobertalsperre bei Mauer absehbar war und damit die Hochwassergefahr gebannt wurde, griff man im März 1912 die Idee zum Bau des Zierbrunnens wieder auf. Geplant war die Fertigstellung für den 10. August 1913 zur Enthüllung bei der Jahrhundertfeier der Befreiung Schlesiens am 18. August 1913. Allerdings waren die finanziellen Mittel immer noch zu gering, so dass der Brunnenbau erneut um ein weiteres Jahr verschoben wurde.

Am 12. Juli 1914, im Rahmen der 700-Jahr-Feier, konnte schließlich der Zierbrunnen mit der Aschenbrödelfigur vor dem Rathaus feierlich mit freifliegenden Tauben enthüllt und offiziell der Stadt Lähn / Wleń übergeben werden. Die Figur selbst wandelte sich im Volksmund liebevoll vom Aschenbrödel zur Taubengustel, die im Laufe der Zeit zum Wahrzeichen der Stadt wurde.

Auch 100 Jahre später erhielt die Taubengustel würdige Aufmerksamkeit, indem sie zur 800-Jahr-Feier festlich geschmückt wurde.

-14 –

Drei Nationen – ein Brot“

Während der offiziellen Eröffnungsfeier am Samstagnachmittag wurde Mehl aus Polen, Deutschland und Tschechien in einem großen Glas gemischt, um daraus Brot zu backen – nach dem Motto „Drei Nationen – ein Brot“.

Dieses 3-Nationen-Brot wurde am Sonntagnachmittag von Vertretern der drei Länder auf der Bühne gebrochen, während Scheiben des Brotes an die Gäste auf dem Marktplatz verteilt wurden.

– 15 –

Publikationen

Das Stadtjubiläum hat auch neue Publikationen geschaffen. Als begleitendes, polnisches Buch ist erschienen: „Dzieje Wlenia – Jak Feniks z popiołów“ (Geschichte Lähns – Wie Phoenix aus der Asche), das von mehreren Autoren erarbeitet wurde, darunter der Direktor und ein Archivar des Staatsarchivs in Hirschberg / Jelenia Góra. Die geplante Übersetzung in die deutsche Sprache ist leider aufgrund des Bürgermeister-Wechsels unterblieben.

Wie bereits erwähnt hat Doris Baumert „Die Kirchengeschichte von Lähn, Kreis Löwenberg (Schlesien)“ inkl. der Geschichte der kleine Hedwigskirche in Lehnhaus / Lenno bzw. Łupki als broschiertes Buch erarbeitet, das im selben Jahr auch in polnischer Sprache gedruckt werden konnte.

Nach der umfangreichen und sehr zeitaufwendigen Arbeit für die Jubiläumsausstellung hat Doris Baumert später auch diese Ergebnisse zu einem broschierten Buch unter dem Titel „Lähn, Kreis Löwenberg (Schlesien) – Stadtgeschichte in Wort und Bild – Ausstellung zur 800-Jahr-Feier vom 27. bis 29. Juni 2014“ zusammengestellt.

– 16 –

Fazit

Die genannten Aktivitäten der 3-tätigen Feierlichkeiten haben nur einen Teil des gesamten Programms ausgemacht. Schließlich gab es auch polnische Gäste, die nicht sonderlich an der Geschichte interessiert waren und lediglich an einem Volksfest teilnehmen wollten. Aber die schwierige Herausforderung, allen Personen gleichermaßen gerecht zu werden, wurde von den Verantwortlichen der Stadt Wleń / Lähn bravurös gemeistert.

Gleichzeitig hat man sich vor allem auch für die deutschen Gäste als hervorragender Gastgeber mit der Planung, Umsetzung und Durchführung vieler gemeinsamer und geschichtlich bedingter Komponenten gezeigt.

Eine besondere Verbindung für beide Nationen stellt natürlich die Heilige Hedwig dar, die sowohl von Polen als auch von Deutschen verehrt wird, und als wichtige Person für diese Region an dem gesamten Wochenende in mehrfacher Hinsicht thematisiert wurde.

Mehrere ältere, deutsche Gäste haben sich auch schon allein darüber gefreut, dass sie an den Festtagen die Möglichkeit hatten, die öffentlichen Gebäude wie das Rathaus, das Feuerwehrhaus oder das Sanatorium zu besichtigen.

Außerdem gab es grundsätzlich schon viele zweisprachige Erläuterungen wie die geschichtlichen Texte der Ausstellung und zusätzlich standen auch während der Veranstaltungstage mehrere Personen für konkrete Übersetzungen zur Verfügung.

Viele polnische und deutsche Personen haben sich auf ein gemeinsames, geschichtliches Fest eingelassen, bei dem die unbeschwerte und positive Atmosphäre zum allgemeinen Wohlbefinden beitrug. Beide Nationen haben einiges voneinander gelernt, viele positive Erinnerungen geschaffen und die gegenseitigen Beziehungen vertieft. Ein schöneres Fazit kann wohl kaum gezogen werden!

Rzeźbiarze szkła Kotliny Jeleniogórskiej- dr Stefania Żelasko

Friedrich Winter oraz inni rzeźbiarze szkła Kotliny Jeleniogórskiej w dobie baroku i rokoka (1650-1780)

Przyzwyczailiśmy się twierdzić, iż wszystko w historii szklarstwa zawdzięczamy Czechom. Nie docenialiśmy własnych osiągnięć, bowiem nikt z naukowców nie badał archiwaliów. Badacze zagraniczni twierdzili, że wszystko zostało zniszczone w czasie działań wojennych. Po wojnie żelazna kurtyna, procedury formalne oraz koszty utrudniały badania Niemcom. Natomiast polscy historycy sztuki nie znając niemieckiego w rękopisach, także omijali archiwa szerokim łukiem.

Ja zajęłam się badaniem wytwórczości szklarskiej w Kolinie Jeleniogórskiej, ponieważ dość miałam słuchania, że wszystko jest bohemskie. Zaczęłam badać i analizować akta archiwalne ze zbiorów Schaffgotschów. Okazało się, że zachowało się ok. 1500 mb akt w Archiwum Państwowym we Wrocławiu. Badania poszerzyłam o księgi metrykalne, ponieważ stanowią one nieocenione źródło a mnie zleżało na odnalezieniu nazwisk fachowców, ich specjalności oraz dat życia i śmierci.

Historię sztuki zdobniczej z lat 1650-1780 opublikowałam w książce:Barock und Rokoko im Hirschberger Tal. Stein-und Glasschnitt. wydanej przez Georga i Petera Hoeltl, właścicieli Glasmuseum Passau w roku 2014.

Odkrycia ksiąg rachunkowych pozwoliły mi przesunąć datowanie na rok 1650. Dotychczas w literaturze przedmiotu uważano, że sztuka rzeźbienia szkła zaczęła się wraz z wynalezieniem grubościennego szkła, czyli od 1680 roku.

Materiały archiwalne dowodzą, że Szklarska Poręba była bardzo silnym ośrodkiem wytwórczości szklarskiej. To tam działali mistrzowie tacy jak Hans Ehrwald, Gotthardt Preußler, Wenzel Pfeiffer, czy bracia Christoff i Hans Liebig. Wszyscy oni nosili tytuł kunstreiche (biegły w sztuce). To w hucie Preußlera wykształciła się technika wysokiego reliefu (Hochschnitt) nieuprawiana wówczas w Czechach czy Niemczech.

Publikacja niniejsza stanowi niepowtarzalną okazję, aby wprowadzić nowości do literatury światowej. Domniemywam, że przy hucie pracowali włoscy szlifierze oraz rzeźbiarze szkła i kamieni, i to oni wykształcili następne pokolenie fachowców wywodzące się z ludności miejscowej. Do nich właśnie należał Hans Ehrwald. Zachowane i podpisane przez niego rachunki z lat 1654 -1657, dotyczące różnorodnych przedmiotów, dowodzą jego kunsztu i wysokich kwalifikacji. Świadczą o tym także wysokie ceny wyrobów oraz ich eksport nawet na dwór cesarski w Wiedniu.

Prawdopodobnie to jego uczniem był Friedrich Winter (1652-1708), stąd nietrafione są hipotezy Elżbiety Gajewskiej, Aleksandry Kasprzak i Justyny Wierzchuckiej, że pobierał on nauki w Wiedniu i Pradze1. Friedrich Winter był jednym z trzech synów nadleśniczego hrabiego Schaffgotscha -Christopha Wintera i jego żony Susanny Winter, de domo Elsner. Jego starszy brat Martin został odstąpiony przez hrabiego Schaffgotscha Kurfürstowi i był nadwornym rzeźbiarzem szkła (Hofglasschneider) w Berlinie. Martin przeniósł sztukę wysokiego reliefu ( Hochschnitt) ze Szklarskiej Poręby do Berlina. W pozostawionym przez siebie testamencie, opublikowanym przez Hugo Seydela2 pisze, że w dzieciństwie wzrastali w skrajnej biedzie. Pamiętać należy, że Europa była spustoszona podczas wojny trzydziestoletniej. Żadnego leśniczego nie byłoby stać na wysłanie syna za granicę, opłacenie jego pobytu i nauki zawodu. Bez znajomości i analizy dokumentów archiwalnych takie hipotezy są nieuzasadnione. Poza tym odległość z Gierczyna do Szklarskiej wynosi 34 km. Odnalezione przeze mnie dokumenty potwierdzają pobyt i pracę Wintera w hucie Preusslera na Białej Dolinie (Weissbachtal).

Z akt Schaffgotschów poznałam i przytoczyłam także wiele nieznanych faktów z życia Friedricha Wintera. Opisałam w publikacji dokładnie (na stronach od 54 do 68) działalność zarówno samego Friedricha, jak również jego syna Andreasa, dotychczas nieznanego w literaturze przedmiotu, a odkrytego przeze mnie3.O jego zdolnościach i kreatywności wspomina w swym testamencie Martin, u którego pobierał on nauki.

Zarówno Martin, jak i Friedrich urodzili się w Rębiszowie(Rabishau). W 1655 przenieśli się do Gierczyna w związku z awansem zawodowym ich ojca. Dzisiaj obie miejscowości są połączone. O życiu Friedricha niewiele było wiadomo. Nawet nieznana była data jego śmierci

Odnaleziona w księgach kościelnych w Sobieszowie metryka zgonu jego córeczki Anny Marii z 8.11.1676 r., potwierdza pobyt i działalność Wintera w hucie Preußlera na Białej Dolinie. To właśnie w Szklarskiej Porębie, na Białej Dolinie pracował i mieszkał w folwarku Preußlera 26-letni wówczas Friedrich Winter (1652–1708). Z pewnością jego mistrzem mógł być Hans Ehrwald albo Gotthard Preussler. Należy domniemywać, że tam też pracował jego brat Martin i jego siostrzeniec Gottfried Spiller, zanim wyjechali do Berlina.

Podczas analizy archiwaliów uwidoczniła się trudna droga działalności artystycznej Friedricha Wintera – zawiść innych działających w Kotlinie mistrzów, obawiających się o zbyt swoich towarów oraz ciągłe nieporozumienia z pisarzem hrabiego Schaffgotscha Georgiem Seitzem, nota bene szwagrem Friedricha. W tle były także liczne przywileje, którymi obdarzył go hrabia Christoph Leopold Schaffgotsch, ale też promowanie przez Seitza swojego drugiego szwagra – Hansa Christopha Richtera. Na jaw wyszedł wybuchowy charakter artysty, ale też niezwykła pracowitość, pomysłowość i kreatywność.

Na podkreślenie zasługuje przytoczenie po raz pierwszy pełnej historii szlifierni począwszy od szkiców Wintera, pism dotyczących budowy i kosztów, aż po relacje z problemów z jej uruchomieniem z powodu opozycji działających już innych szlifierni (Christopha Richtera w Piechowicach, Hansa Christopha Richtera w Cieplicach oraz Seillerów w Sobieszowie). Skarży się na nie Winter w liście do hrabiego w 1697 r. Nietrafiona jest zatem hipoteza Wierzchuckiej, że Winter opuścił szlifiernię w 1694 r. i jej dzierżawcą został grawer Gottfried Preußler z Cieplic4. Winter pracował do końca życia dla hrabiego Schaffgotscha, otrzymując tygodniowo 3 floreny, co potwierdzają rachunki. Po jego nagłej śmierci żonie wypłacono ostatnie honorarium.

Następcą Wintera został jego czeladnik Siegmund Feist, a nie Jeremias, chociaż w aktach katastralnych jako dzierżawca figuruje od 1712 r. Jeremias Feist, prawdopodobnie ojciec Siegmunda.

Na szlifiernię wybrano miejsce naprzeciwko przyszłego Urzędu Kameralnego (Kameralamtu) w Sobieszowie, u podnóża Chojnika, co potwierdzają akta katastralne, w których szlifiernia figuruje pod nr 111 oraz publikacja Karla Schmidta, tamtejszego nauczyciela.

(tu miedzioryt Wernera, MJG AH 2414)

Friedrich Winter od 1685 r. mieszkał na zamku Chojnik. Tam zbudowano mu  początkowo warsztat, który nie odpowiadał jego wymogom. Dlatego też pięć lat później Schaffgotsch wybudował szlifiernię uruchamianą za pomocą kieratu (Göppelantrieb) obracanego przez woły zimą, latem zaś napędzanego wodą. Budowę rozpoczęto 14.08.1690 r. i trwała ona 69 dni. Koszty wyniosły ok. 130 talarów.

Na podstawie źródeł pisanych, ikonograficznych, jak i materiałów fotograficznych udowodni-łam jej usytuowanie i działalność, aż po zinwentaryzowanie w 1935 r. i rozbiórkę w 1937 r. Odnalezione w archiwum materiały Acta der Erbauung des Glas-und Stein-Schleifwerks in Hermsdorf von 1686 bis 18355 wyraźnie mówią o budowie szlifierni w Sobieszowie (Hermsdorf).W publikacji szczegółowo omówiono kolejnych właścicieli szlifierni (Schleifmuehle).

.Dzięki zapisom udowodniłam, wbrew panującym opiniom, że szlifiernia hrabiego Schaffgotscha pracowała nieprzerwanie. Według księgi wieczystej nr 242, szlifiernia znajdowała się na tym samym miejscu w Sobieszowie, gdzie ok. 1900 r. mieszkał mistrz budowlany Adolf Liebig. Nietrafione są zatem dywagacje Aleksandry Kasprzak (z powodu nieznajomości archiwaliów) sytuujące szlifiernię Schaffgotscha w Piechowicach, wygłoszone na konferencji naukowej18 listopada 2016 r. w Muzeum Karkonoskim w Jeleniej Górze.

Przywołane powyżej opasłe akta Schaffgotschów opisują skrupulatnie dzień po dniu postępy w budowie szlifierni, pracowników i koszty z tym związane. Hrabia zezwolił Winterowi na budowę domu obok warsztatu, za sumę 781 florenów i 43 kreuzerów, które Winter zobowiązał się spłacić. Sprawozdania półroczne Schaffgotschów odnotowują koszty utrzymania szlifierni w tym wydatki na świece, igły, tarcze i inne utensylia, potrzebne do pracy (np. pumeks), jak również płace mistrza, czeladników i uczniów. W szlifierni oprócz wygodnej, jasnej izby do pracy, był swego rodzaju sejf (zamykana izba) do przechowywania kamieni szlachetnych i wyrobów szklanych. Ze względu na bezpieczeństwo budynek musiał więc być posadowiony w pobliżu zabudowań dworskich. Nie mogła to być samotna budka, jak twierdziła podczas wykładu na sympozjum w Jeleniej Górze Kasprzak, na terenach zalewowych Piechowic, do dzisiaj nota bene niezabudowanych. Jeśli w aktach odnotowywano najmniejsze koszty dotyczące szlifierni, to z pewnością odnotowano by budowę drugiego warsztatu, co wynikałoby z sugestii Kasprzak. Przy okazji „spadłoby parę głów” urzędników za nieudane przedsięwzięcie i zbędne koszty. Skrupulatnie natomiast została odnotowana częściowa modernizacja warsztatu wprowadzona przez Siegmunda Feista w 1724 r., umożliwiająca obróbkę dużych kamieni6. Polegała ona na zastosowaniu dużej tarczy horyzontalnej i konstrukcji umożliwiającej podwieszanie dużych przedmiotów: kamieni albo form szklanych.

Należy podkreślić, że nigdy nie było huty Schaffgotscha w Sobieszowie, co sugeruje dotychczasowa literatura przedmiotu7. Po pierwsze, w wąwozie, wzdłuż którego rozciągnięta jest miejscowość, trudno sobie wyobrazić nawet posadowienia huty szkła, bowiem wiosną spływająca ze Śnieżnych Kotłów woda zniosłaby ją i zniszczyła. Obiekty do szlifierni dostarczała huta Preußlera, o czym świadczą liczne rachunki, opiewające niejednokrotnie na wysokie sumy. W literaturze przedmiotu panuje przekonanie, że surowiec szklany do obróbki zdobniczej sprowadzano z Czech. Przeczą temu jednak pokaźne rachunki z huty Preußlerow, które ukazują też różnorodność asortymentu produkowanego na Białej Dolinie (Weissbachthal). Owszem, z cesarstwa austriackiego sprowadzano składniki potrzebne do wytwarzania masy szklanej. Od najazdu na Śląsk wojsk pruskich Fryderyka II w 1740 r., stało się to jednak niemożliwe wskutek uszczelnienia granicy i kolejnych trzech edyktów wymierzonych w wytwórczość szklarską na Śląsku. Wskutek tych restrykcji jakość masy szklarskiej uległa pogorszeniu. Zaczęto wówczas sprowadzać surowiec szklany z huty w Wymiarkach (Wiesau) koło Żagania albo z hut kłodzkich (Grafschaft Glatz), co potwierdzają rachunki. Czasami kupowano szkło saksońskie. Tych dwóch w/w hut nie obowiązywały edykty królewskie. Były one traktowane na tych samych prawach jak huty saksońskie, mogły więc się swobodnie rozwijać i bez przeszkód eksportować swoje towary.

Poszukiwania prowadzone w księgach metrykalnych i licznych, dotychczas nieznanych, kronikach rodu Schaffgotschow, kronikach Cieplic i Jeleniej Góry, przyniosły zaskakujące rezultaty. Na ich podstawie autorka przywróciła nauce i ocaliła od zapomnienia licznych rzeźbiarzy szkła i kamieni szlachetnych minionych epok. Do nich należy znakomity i słynny Friedrich Winter i jego syn Andreas, Siegmund Feist, Samuel Mattern i Jeremias Niehrig i jego synowie. Pozwoliła im znaleźć należne miejsce i rangę w historycznej, szklarskiej wytwórczości Kotliny Jeleniogórskiej.

W Cieplicach pracowały całe wielopokoleniowe rody rzeźbiarzy szkła: Scholtze, Schneider, Feist, Maywald, Friede, Lange, Liebig, Schwarzer. Należy do nich także, wywodzący się z Piechowic, ród Richterów.

Protoplasta rodu Christoph Richter wraz z dwoma synami posiadał w Piechowicach dobrze prosperującą w ostatniej tercji XVII w. szlifiernię szkła. Jego syn Hans Christoph Richter z Cieplic konkurował z warsztatem Friedricha Wintera. Syn Hansa Christopha – Johann Christoph (1699–1777) był niezrównanym rzeźbiarzem herbów i kamieni, wielokrotnie wykonywał na zlecenie hrabiego trójstronne pieczęcie (tzw. triangel), jak również trójścienne puchary odnotowane w rachunkach w latach 1731, 1737, 1738, 1739 r. Szczególnie kosztowny był puchar z 1738 r., bowiem hrabia zapłacił za niego aż 24 floreny. Najzdolniejszym z rodziny był Friedrich Wilhelm Richter (1733–1785), uchodził za najsłynniejszego i najbardziej doświadczonego rzeźbiarza kamieni i herbów w Cieplicach. Nauki pobierał u swego ojca Johanna Christopha. To do niego kupcy angielscy oraz niderlandzcy posyłali rysunki poprzez kupców śląskich, zlecając wykonanie bogato zdobionych pucharów, bądź herbów. Friedricha Wilhelma Richtera porównywał prof. Vogel, w Schlesische Provinzialblätter w 1785 r. do znakomitego i nieodżałowanego dla Kotliny Jeleniogórskiej rzeźbiarza szkła Klötze, który wyemigrował i pracował w Berlinie.

Do grona znakomitych twórców należał także Christoph Scholtze (1684–1768). Był on synem szklarza Christopha Scholtze z Cieplic, który – jak inni szklarze (Glaser) tego czasu – należał do cechu cieślów, musiał składać egzaminy z rysunku i malowania, mógł także malować witraże. Ojciec był wykształconym człowiekiem, orientował się w historii i napisał kronikę Cieplic8, a jego syn nosił tytuł królewskiego nadwornego rzeźbiarza szkła, kamieni i kryształu górskiego. W latach 1708–1742 Christoph Scholtze junior był rzeźbiarzem herbów i hrabiowskim dostawcą. Z zamiłowaniem i pasją obrazował jeźdźców na koniach. Do jego klientów należeli wszyscy liczący się w Europie mistrzowie pokazów jazdy.Protoplasta rodu, mistrz hutniczy Martin Scholtze, protestant z cesarstwa austriackiego, przywędrował w 1650 r. na Śląsk i założył hutę szkła w Czerniawie (Schwarzbach) (obecnie dzielnica Świeradowa). Stąd wywodzą się członkowie rodu Scholtze.

Ważną rolę w historii zdobienia szkła i kamieni odegrał wielopokoleniowy ród Maywaldów spokrewniony i zaprzyjaźniony od pokoleń z rodziną Schneiderów. W omawianej publikacji na szczególną uwagę zasługuje bogaty katalog z trafnym doborem eksponatów ze światowych muzeów i kolekcji prywatnych. Wnikliwa analiza stylistyczna i formalna, szerokie rzeczowe komentarze, zwrócenie uwagi czytelnika na cechy charakterystyczne danego mistrza, pozwalają określić warsztat i wysokie kwalifikacje artystów sztuki zdobniczej Kotliny Jeleniogórskiej. W katalogu znalazły się trzy sygnowane puchary znakomitych mistrzów: Siegmunda Feist/Matterne, Johanna Christopha Richtera i Caspara Gottlieba (Lange) Langer. Autorka rozszyfrowała również nazwiska zdobników.

Po raz pierwszy odniosłam się do wcześniejszych ustaleń dotyczących tzw. warsztatów Christiana Gottfrieda Schneidera. Udowodniłam, że warsztaty należały do jego brata Samuela. To on zajmował się handlem, o czym świadczą jego rachunki zamieszczone w aneksie. Poprzedni badacze wszystkie papierowe odciski wzorów przypisywali Christianowi Gottfriedowi, pomijając odręczną notatkę Hugona Seydela, gdzie wyjaśnia, iż tylko te wzory, które są podpisane czarnym ołówkiem nazwiskiem Schneidera (dokonane przez niego i Siebenhaara) można przypisać Christianowi Gottfriedowi Schneiderowi. W efekcie jest to dziewiętnaście papierowych odcisków na ogólną liczbę siedemdziesięciu. Samuel, podobnie jak jego ojciec Christian Schneider oraz Scholtze, od którego Samuel odkupił kram, byli także handlarzami szkła. Bracia Christian Gottfried, Samuel i Carl byli uczniami swego ojca, ale także Christopha Scholtze (1684–1768), o czym świadczą podobieństwa warsztatowe. Odnalezione rachunki, podpisane przez Samuela, dostarczają dowodów, że w jego warsztatach malowano formy szklane emalią i złotem. O tym świadczą też malowane purpurą rysunki Samuela, zachowane razem z papierowymi odciskami.

W aneksie monografii podałam szereg nazwisk zdobników szkła i kamieni szlachetnych, z datami ich życia oraz specjalnościami, co pozwala na wyrobienie poglądu, że w Kotlinie działało kilku mistrzów o porównywalnych kwalifikacjach do Friedricha Wintera.

Wskazuje na cechy charakterystyczne danego mistrza, pozwalające określić warsztat i wysokie kwalifikacje artystów sztuki zdobniczej Kotliny Jeleniogórskiej. W katalogu znalazły się trzy sygnowane puchary znakomitych mistrzów: Siegmunda Feist/Matterne, Johanna Christopha Richtera i Caspara Gottlieba (Lange) Langer. Odbiorcami luksusowych i kosztownych pucharów były znakomite dwory europejskie, znaczące rody slaskie i zagraniczne oraz bogaci kupcy zarówno Kotliny Jeleniogórskiej jak i angielscy i niemieccy.

1Wierzchucka J.,Kuegler M.,Katalog do wystawy, Śląskie szkło barokowe, Goerlitz/Zittau 2016, s. 22.

2Żelasko Stefania Barock und Rokoko im Hirschberger Tal. Stein-und Glasschnitt. 1650-1780, Glasmuseum Passau 2014, s. 55. tamze: Hugo Seydel, Beiträge zur Geschichte des Siegelstein- und Glasschnitt und der Glaserzeugung im Riesen-und Isergebirge (in) Jahrbuch des Schlesisches Museum für Kunstgeschichte und Altertümer, B. 7, 1919, s. 250

3Żelasko S., 2014, s. 54–68.

4Justyna Wierzchucka, Kügler, 2016, s. 39, Gottfried Preußler nigdy nie był dzierżawcą szlifierni Schaffgotscha. Był on rzeźbiarzem szkła z Jeleniej Góry, posiadał okazałe epitafium w kościele św. Ducha, które kilka lat temu poddano konserwacji i obecnie znajduje się w jednej z kaplic przy Kościele Łaski w Jeleniej Górze. Termin grawer jest stosowany dopiero w XIX w. (przyp. S. Ż.).

5Żelasko S., 2014, s. 64, tamże: AP Wrocław, A. S. Gryf, sygn. 2111.

6Żelasko S., 2014, s. 68, tamże: AP Wrocław, A. S. Chojnik, sygn. 294, Folio 154. Za tę innowację Feist otrzymał 2 floreny 15 kreuzerów.

7Pisze o tym Rainer Rückert, Axel von Saldern i powtarza Trux.

8Żelasko S., 2014, s. 76, tamże: AP Jelenia Góra, Akta RGV. Christoph Scholtz, Chronik von Warmbrunn.

 

NEUHEITEN IN DER FORSCHUNG ÜBER SCHLESISCHES BAROCKGLAS (1650–1780)

DR. STEFANIA ŻELASKO

Der neuste Stand der Forschung über die Entwicklungsgeschichte der Glaskunst im Hirschberger Tal wurde in der Monographie von Stefania Żelasko „Barock und Rokoko im Hirschberger Tal. Stein- und Glasschnitt. 1650–1780“ („Barok i rokoko w Kotlinie Jeleniogórskiej. Rzeźbienie kamieni i szkła. 1650–1780“) vorgestellt. Diese Publikation, erschienen im Verlag des Glasmuseums Passau im Jahr 2014 und veröffentlicht von Georg und Peter Höltl, enthält viele unbekannte Daten und zeigt die Entwicklungsgeschichte der Verzierung von Glas und Edelsteinen im Hirschberger Tal in Niederschlesien in einem neuen Licht.

Die Autorin betrieb ihre Forschung auf der Grundlage von umfangreichen Recherchen in Archiven. Sich frei im jeweiligen Geschichtsabschnitt bewegend, greift sie gekonnt zu erhaltenen, aber bisher unbekannten historischen Dokumenten und analysiert diese genau. Auf dieser Basis äußert sie sich kritisch über die bisherigen Ansichten über die niederschlesische Glas- und dekorative Kunst, die in der Fachliteratur herrschen. In Anlehnung an historische Quellen, wie erhaltene Manuskripte, zeigt sie die großen Verdienste sowie die moderne Denkweise von Hans Ulrich von Schaffgotsch und seinem Sohn Christoph Leopold bei der Einführung und Förderung der Entwicklung der Glaskunst sowie neuer Ziertechniken.

Der Verdienst der Autorin ist die gründliche Untersuchung von allen, ab dem Dreißigjährigen Krieg geführten und erhaltenen Rechnungsbüchern über das Vermögen der Familie Schaffgotsch (ca. 200 Stück) sowie von unveröffentlichten Chroniken und von anderen Archivquellen, darunter Einträgen in den Koppenbüchern. Die auf dieser Grundlage gemachten Entdeckungen entscheiden über die Verschiebung der Datierung der Hüttentechnologie und der Verzierungstechnik. Sie zeigen die Anfänge der neuzeitlichen Glashüttenindustrie und Glasverzierung.

In der Fachliteratur wurde die Überzeugung verfestigt, dass sich von Warmbrunn die Kunst der Glasverzierung auf das ganze Hirschberger Tal und Mitteleuropa ausbreitete. Aus den Quellen geht aber klar hervor, dass die Hütte von Wolfgang Preußler in Weißbachtal in Schreiberhau ab mindestens 1617 ein hochentwickeltes Glasherstellungszentrum war, was sowohl die Glashüttenindustrie als auch die Glasverzierung betrifft. Basierend auf der tiefgründigen Analyse von schriftlichen Quellen und der Stilistik der Erzeugnisse hat die Autorin bewiesen, dass die Kunst des Glasschnitts sich zuerst in Schreiberhau entwickelt hatte und dann im letzten Viertel des 17. Jh. nach Warmbrunn und Hermsdorf verlegt wurde. Dies war mit dem Bau und der Inbetriebnahme der Schleiferei in Hermsdorf, vorgenommen von Christoph Leopold Graf Schaffgotsch, verbunden. Infolge ihrer Forschungen hat die Autorin auch die bisher in der Fachliteratur herrschende Ansicht widerlegt, dass Michael Müller das sog. Böhmische Kristallglas also das Kali-Kalk Glas erfunden hatte, was auch frühere Recherchen beweisen. Bereits 1973 hat Karel Hettes1 behauptet, dass weder Müller noch Louis le Vasseur d’Ossimont, Technologe in der Hütte des Grafen Buquoy in der Stadt Nové Hrady, noch irgend ein anderer Hüttenmeister eine neue Glasmasse erfunden, sondern sie höchstens verbessert hatte. Und Olga Drahotova, Antoni Smrcek und Rudolf Hays bestätigten 2005, dass diese Erfindung niemandem zugeschrieben werden könne und es nur möglich sei die Verbesserung der Klarheit der Masse auf die 80er Jahre des 17. Jh. zu datieren2. Dank den eingeführten Änderungen eignete sich das Kreideglas hervorragend für den Glasschnitt.

Die von der Autorin gefundenen Rechnungen deuten darauf hin, dass in der Preußler Glashütte ähnliche Experimente schon früher gelungen waren. Das bezeugt auch der Bericht des hohen kaiserlichen Beamten Schickfus aus dem Jahr 16253, in dem er schreibt, dass es in Schlesien zahlreiche Glashütten gab, in denen ein breites Sortiment von Glasformen hergestellt und verschiedenartige Verzierungstechniken angewandt wurden. In seinem Bericht erwähnt er eine in den Bergen gelegene Hütte. Es handelt sich hier mit Sicherheit um die Preußler Glashütte in Weißbachtal, die während des Dreißigjährigen Krieges ununterbrochen und ohne Hindernisse arbeitete, denn die Soldatentruppen wagten sich nicht in das wilde und unzugängliche Riesengebirge vor. Zur selben Zeit wurden andere europäische Länder, besonders Böhmen, geplündert und zerstört. Zudem hatte im Jahr 1620 in der Schlacht am Weißen Berg nicht nur der böhmische Adel, sondern auch die Bürgerelite enorme Verluste erlitten. Die Wirtschaft war in Trümmern, also arbeiteten auch nicht die Glashütten. Es ist also nicht verwunderlich, dass die Anfänge des böhmischen Glasschnitts in der Fachliteratur auf die 80er Jahre des 17. Jh. datiert werden.

Eine Bestätigung des Berichts von Schickfus ist die Darstellung des Festmahls von Ulrich von Schaffgotsch im Schloss Altkemnitz aus den Jahren 1627–1628. Auf dem Tisch stehen zahlreiche dünnwandige Glaspokale, zwei sog. Stengel (früher Stelzgläser genannt) – Pokale mit hohen Stielen – sowie Konfektschalen auf hohen kugeligen Stielen4, ein Humpen, ein Passglas, von rechts ein hoher Wilkomm mit Diamantgravur sowie zwei Stamper. Der dritte Stamper im Hintergrund wird von einem zum Festmahl eingeladenen Gast erhoben und drei andere, sog. Kugeln, werden auf einem Tablett von einem Knappen getragen.

Solche Kelche wurden noch 1651 hergestellt, was gefundene Rechnungen bezeugen5, in denen vermerkt wurde, dass dem Grafen u. a. zwei Stamper geliefert worden waren. Ein ähnliches Exemplar wie auf dem Bild (von rechts) befindet sich in den Sammlungen des Nationalmuseums Breslau (Inv.-Nr. II-5016).

Dass die Preußler Glashütte damals führend war, beweist die Tatsache, dass in den 80er Jahren des 17. Jh. sie der in ganz Europa berühmte Glashändler Georg Franz Kreybich aus Kamenický Šenov besucht und ein wohlwollendes Urteil über sie in seinem Tagebuch abgegeben hatte7. Kreybich schreibt, dass in Böhmen in dieser Zeit kein gutes, zum Verzieren geeignetes Glas hergestellt wurde und es auch an Verzierern mangelte. Dass die Hütte in Weißbachtal in den 70er Jahren des 17. Jh. andere Zentren überholte, bestätigte 1934 auch Margarethe Klante, die den Produktionsbetrieb der schreiberhauer Hütten analysierte8.

Noch eine von der Autorin dokumentierte Tatsache ist bemerkenswert, nämlich die Anwendung der Technik der Gewindebearbeitung, um gewundene Pokale zu erhalten. Bisher wurde sie böhmischen oder turinischen Glashütten zugeschrieben. Die gefundenen Rechnungen bestätigen mehrmals die Anwendung dieser Technik bei der Herstellung zahlreicher Flaschen und Pokale, die in der Preußler Glashütte erzeugt und Graf Schaffgotsch geliefert wurden9. Bis 1711 war das eine Spezialität der kunstreichen Gebrüder Hans und Christoff Liebig, die in der Preußler Glashütte arbeiteten. Ab diesem Jahr wurden solche Gegenstände auch in der Schleiferei von Graf Schaffgotsch in Hermsdorf hergestellt, wo Friedrich Liebig in der schwierigen Kunst der Gewindebearbeitung Siegmund Feist zwei Wochen lang unterrichtete und dafür die horrende Summe von 15 Florenen bekam, was die Rechnung vom 8. September 1711 bestätigt.10Zum Vergleich muss die Tatsache erwähnt werden, dass 1739 Siegmund Feist nach 31 Jahren der Arbeit eine dreijährige Rente in Höhe von 1 Taler (ca. 2 Florene) monatlich für treue Dienste erhielt.

Archivmaterialien beweisen, dass Schreiberhau bereits Mitte des 17. Jh. ein dynamisches Zentrum der Glasherstellung war. Dort waren solche Meister wie Hans Ehrwald, Gotthard Preußler, Wenzel Pfeiffer oder die Gebrüder Christoff und Hans Liebig tätig. Sie alle führten den Titel „kunstreicher“. Es war in der Preußler Glashütte, wo der Hochschnitt entwickelt wurde, der damals in Böhmen oder Deutschland nicht angewendet worden war.

Die von der Autorin entdeckten Rechnungen aus den Jahren 1651 und 1654 zeigen auch ein breites und verschiedenartiges Sortiment von Erzeugnissen, die typisch für venezianische Glashütten waren. Auf dieser Grundlage ist es berechtigt im Katalog Erzeugnisse, die unter Anwendung von venezianischen Techniken verziert wurden (Fadenglas, Schlangengläser), zu präsentieren. Diese einzigartigen Gläser, dokumentiert mit Archivalien, erlauben es so, sie zu datieren und ihre Provenienz zu bestimmen. Bisher wurden Gegenstände solcher Art nicht den Hütten im Hirschberger Tal zugeschrieben, aber in zwei gefundenen Rechnungen aus dem Jahr 1651 sind verschiedene Schlangenglaser11, darunter auch große mit Deckeln, sogar 15 mal erwähnt. Die Tatsache, dass solche Gläser in der Hütte in Weißbachtal hergestellt wurden, beweist auch ein plastisch in Holz geschnitztes Wappen von Preußler aus dieser Zeit. Auf seinem Schild sind ein Schlangenglas sowie die Gestalt eines Hüttenarbeiters zu sehen (das Wappen wurde in der Ausstellung von Barockgläsern im Schlesischen Museum zu Görlitz präsentiert)12. Die Rechnungen vermerken auch eine andere Art von venezianischem Glas, nämlich das sog. gefrostete Glas, das in Venedig erfunden wurde und dessen Herstellung im 2. Viertel des 16 Jh. begann. In der Fachliteratur sind niederländische Erzeugnisse bekannt, die in Quellen aus Lüttich ab 1655 erwähnt wurden sowie Erzeugnisse aus italienischen Hütten in Tirol und aus Südböhmen, die auch mithilfe dieses Verfahrens hergestellt wurden. Bisher vermutete niemand, dass solche Gegenstände auch in der Preußler Glashütte gefertigt wurden. Die Rechnung vom 29. Mai 1650, die eine gefrorene Schale vermerkt, bezeugt die frühe Produktion solcher Erzeugnisse im Hirschberger Tal13.

Diese Publikation ist eine einmalige Gelegenheit, um diese neusten Forschungsergebnisse in die globale Literatur einfließen zu lassen. Die Autorin vermutet, dass in der Hütte italienische Schleifer sowie Glas- und Steinschneider gearbeitet haben und dass sie die nächste Generation von Fachleuten, die aus der Region stammten, ausgebildet haben. Zu ihnen gehörte Hans Ehrwald. Die von ihm aufbewahren und unterschriebenen Rechnungen aus dem Jahr 1654, die verschiedene Gegenstände betreffen, beweisen seine Kunstfertigkeit und seine hohen Qualifikationen. Dies bezeugen auch die hohen Preise der Erzeugnisse und die Tatsache, dass sie sogar an den kaiserlichen Hof in Wien geliefert wurden. Wahrscheinlich war Friedrich Winter sein Schüler, deshalb sind die Hypothesen von Elżbieta Gajewska-Prorok, Aleksandra J. Kasprzak und Justyna Wierzchucka, die besagen, dass er in Wien und Prag in die Lehre gegangen war, unzutreffend14. Die Kontakte des Hirschberger Tals mit Italien waren in der Barockzeit sehr rege, was die Nationalität der Lieferanten von Edelsteinen für Graf Schaffgotsch bezeugt. Viele von ihnen siedelten sich in Schlesien an.

Ein zweites hervorragendes Beispiel der Bedeutung der schreiberhauer Hütten auf dem damaligen Glasmarkt waren die sog. Mutzer, die mehrmals in den Rechnungen der Familie Schaffgotsch vom 28. Oktober 1650 und 6. Mai 1655 auftauchen. Das waren in großen Mengen hergestellte, dünnwandige, oftmals geritzte Glasschüsselchen, die zu je 12 Stück ineinander gestapelt wurden15. Eine vollständige Garnitur solcher Gefäße befindet sich in den Sammlungen des Glasmuseums Passau (Inv.-Nr. Ho 69097)16.

Außerdem wurde hier bereits 1654 nicht nur geritztes, sondern auch zusätzlich mit sog. Böhmischen Granaten verziertes Glas hergestellt. In der am 6. Februar 1655 von Hans Ehrwald ausgestellten Rechnung werden zwei geschnittene, mit 25 Granaten verzierte Trinkgläser zu einem Preis von 4 Talern und 21 Silbergroschen erwähnt17. Diese Gläser sollte Preußler Gotthard von Schaffgotsch liefern. Der hohe Preis zeugt von der außergewöhnlichen Qualität sowie dem hohen Arbeitsaufwand und der großen Kompliziertheit der angewandten Technik.

Zwei solcher Gläser sind bis heute erhalten geblieben18. Eins von ihnen ziert die Glassammlung im Glasmuseum Passau (Inv.-Nr. Ho 67867), das zweite befindet sich im Bayerischen Nationalmuseum in München (Inv.-Nr. 60–74).

Ein Gutachten, mit welchem die Autorin die Gemmologin Isabella Fischer aus Heilbronn beauftragte, hat bewiesen, dass sie mit gläsernen Imitationen von Granaten, sog. Glasflussen, verziert sind. Die Tatsache, dass sie in der Preußler Glashütte hergestellt wurden, bestätigt ein Brief von Christoph Leopold von Schaffgotsch an seine Tante Louise Herzogin von Brieg. Es muss erwähnt werden, dass die Herstellung von farbigen Glasmassen schwierig war und von den Hüttenmeistern große Fertigkeit verlangte. Christoph Leopold schreibt im Brief an die Herzogin, dass er vorhabe in seiner Hütte die Produktion von smaragdgrüner Masse, die er in seiner Jugend in der Preußler Glashütte gesehen hatte, in Auftrag zu geben19. Das bestätigt auch Nathanael Gottfried Leskes Bericht über seine Reise durch Sachsen aus dem Jahr 1785, in dem geschrieben steht, dass im Ort Bergstrass/Meffersdorf bei Bad Flinsberg Anfang des 18. Jh. 850 Schleifer und 12 Granatenhändler wohnten20.

In ihrer Monographie hat die Autorin auch bewiesen, dass der Schneider des Kuolabechers zweifellos aus Schreiberhau stammte und es sich um Gotthard Preußler handelt. Das Gefäß mit den Darstellungen der Jahreszeiten gehörte einem Prager Sammler mit dem Nachnamen Kuola, deshalb wurden ähnlich bearbeitete Gläser zu der sog. Gruppe der Kuolabecher dazugezählt. Diese Zuordnung wurde in der Publikation genau beschrieben21.

Sich auf die Akten der Familie Schaffgotsch stützend, hat die Autorin auch das Leben von Friedrich Winter kennengelernt und viele unbekannte Fakten aus ihm erwähnt. Sie beschreibt detailliert sowohl das Wirken von Friedrich Winter selbst, als auch das von seinem Sohn Andreas, welcher bisher in der Fachliteratur übergangen wurde22.

In Schreiberhau, in Weißbachtal arbeite und wohnte im Vorwerk von Preußler nämlich der damals 26-jährige Friedrich Winter (1652–1708). Die in den Kirchenbüchern in Hermsdorf gefundene Sterbeurkunde seines Töchterchens Anna Maria vom 8. November 1676 bestätigt den Aufenthalt und das Wirken von Winter in der Preußler Glashütte in Weißbachtal. Sein Meister könnte mit Sicherheit Hans Ehrwald oder Gotthard Preußler gewesen sein. Vermutlich haben dort auch sein Bruder Martin und Neffe Gottfried Spiller gearbeitet.

Die Analyse der Archivalien half dabei, den schwierigen Weg des künstlerischen Schaffens von Friedrich Winter nachzuzeichnen – die Missgunst der anderen Meister im Hirschberger Tal, die um den Verkauf ihrer Waren fürchteten sowie die ständigen Streitigkeiten mit dem Kanzlisten des Grafen Schaffgotsch, Georg Seitz, der wohlgemerkt der Schwager von Winter war. Es werden auch zahlreiche Privilegien beschrieben, die Winter von Christoph Leopold Graf Schaffgotsch gewährt wurden, aber auch die Förderung seines zweiten Schwagers, Hans Christoph Richter, durch Seitz. Zu Tage kam der aufbrausende Charakter des Künstlers, aber auch sein außergewöhnlicher Fleiß, Ideenreichtum und seine Kreativität.

Es muss betont werden, dass die Autorin als Erste die Geschichte der Schleiferei in Hermsdorf lückenlos beschrieben hat, basierend u. a. auf den Skizzen von Winter, Schriftstücken, die ihren Bau und die damit verbundenen Kosten betreffen sowie auf Berichten über die Probleme mit ihrer Inbetriebnahme, verursacht durch die Konkurrenz vonseiten der bereits in dieser Region bestehenden Schleifereien (die Schleiferei von Christoph Richter in Petersdorf, die Schleiferei von Hans Christoph Richter in Warmbrunn und die Schleiferei der Familie Seiller in Hermsdorf). Winter beschwert sich über sie in einem Brief an den Grafen aus dem Jahr 1697; die Hypothese von Wierzchucka, die besagt, dass Winter die Schleiferei 1694 verließ und dass der Graveur Gottfried Preußler aus Warmbrunn ihr Pächter wurde, ist also unzutreffend23. Winter arbeitete bis zu seinem Lebensende für den Grafen, wofür er wöchentlich 3 Florene erhielt, was die Rechnungen bestätigen. Nach seinem plötzlichen Tod wurde seiner Ehefrau das letzte Honorar ausbezahlt. Nachfolger von Winter wurde sein Geselle Siegmund Feist, und nicht Jeremias, obwohl in den Katasterakten ab 1712 Jeremias Feist, wahrscheinlich der Vater von Siegmund, als Pächter verzeichnet ist.

Für die Schleiferei wurde ein Platz gegenüber dem zukünftigen Kameralamt in Hermsdorf, am Fuß des Kynast, gewählt, was die Katasterakten, in denen die Schleiferei unter der Nummer 111 aufgeführt ist, sowie die Publikation von Karl Schmidt, einem dortigen Lehrer, bestätigen. Friedrich Winter wohnte ab 1685 auf der Kynastburg. Dort wurde für ihn anfangs eine Werkstatt gebaut, die seinen Anforderungen nicht entsprach. Deshalb hatte Schaffgotsch fünf Jahre später eine Schleiferei erbauen lassen, die mithilfe eines Goppelantriebs betrieben wurde, der im Winter von Zugochsen und im Sommer mit fließendem Wasser in Bewegung gehalten wurde. Die Bauarbeiten hatten am 14. August 1690 begonnen und dauerten 69 Tage. Der Lohn für einen Arbeitstag betrug 2,5 Silbergroschen. Die Baukosten betrugen 82 Taler und 20 Silbergroschen. Im Folgejahr wurden die Arbeiten, einschließlich der Vertiefung des zweiten Teichs, vom 27. August bis zum 22. September ausgeführt und ihre Kosten beliefen sich auf 144 Taler und 17 Silbergroschen. Erst im Jahr 1699 wurde der unweit gelegene Teich von Liebig ausreichend vertieft und die Schleiferei so umgebaut, dass sie ausschließlich mit Wasser betrieben werden konnte.

Die Autorin hat auf der Grundlage von schriftlichen und ikonographischen Quellen (darunter Fotografien) die Lage und den Betrieb der Schleiferei bis zu ihrer Inventarisierung im Jahr 1935 und ihrem Abriss im Jahr 1937 bewiesen. Die im Archiv gefundenen Materialien „Acta der Erbauung des Glas- und Stein-Schleifwerks in Hermsdorf von 1686 bis 1835“24 bestätigen explizit den Bau der Schleiferei in Hermsdorf. Aus den 156 Seiten des Manuskripts geht hervor, dass man bereits 1686 begonnen hatte den Bau der Schleiferei zu planen, aber Georg Seitz sich dem widersetzte. Entgegen den vorherrschenden Ansichten wurde dank den Aufzeichnungen bewiesen, dass die Schleiferei des Grafen Schaffgotsch ununterbrochen von 1690 bis Mitte des 19. Jh. in Betrieb war. Außerdem wurden in der Publikation die aufeinanderfolgenden Pächter erwähnt: Friedrich Winter (bis 1708), nach seinem Tod Jeremias Feist(er) (ab 1712), Siegmund Feist (bis 1738), anschließend Jeremias Niehrig (bis 1749), nach ihm sein Sohn Siegmund Niehrig (bis 1761), und dann der jüngere Sohn von Jeremias – Gottfried Niehrig (bis 1767). Nach dem Tod des Letzteren verkaufte Schaffgotsch die Schleiferei dem Steinfabrikanten Johann Heinrich Friedrich und seinem Sohn Heinrich, die bis 1784 ihre Eigentümer waren. Friedrich wiederum verkaufte die Schleiferei dem Edelsteinscheider Johann Christoph Tauber, der dort bis 1796 arbeitete, dann waren in ihr sein Sohn, der Goldschmied Gottlieb Tauber (bis 1806), und anschließend der Bruder von Gottlieb, Johann Gottfried Tauber, (bis 1833) tätig. Die Erben des Letzteren verkauften die Schleiferei den Kaufleuten Dominicus und Carl Wilhelm Willmann aus Warmbrunn. Im Jahr 1840 kaufte ihnen die Schleiferei Leopold Graf Christian Gotthard Schaffgotsch ab. Laut des Grundbuchs Nr. 242 befand sich die Schleiferei an derselben Stelle in Hermsdorf, wo um 1900 der Baumeister Adolf Liebig wohnte. Die Hypothese von Kasprzak, die aufgrund der Unkenntnis der Archivalien die Schleiferei von Schaffgotsch in Petersdorf ansiedelt, ist also unzutreffend.

Die oben erwähnten umfangreichen Akten der Familie Schaffgotsch beschreiben akribisch die täglichen Fortschritte beim Bau der Schleiferei, die Tätigkeit der Arbeiter und die Kosten, die mit der Führung des Betriebs verbunden waren. Der Graf erlaubte Winter den Bau eines Hauses neben der Werkstatt für 781 Florene und 43 Kreuzer, zu deren Abbezahlung sich Winter verpflichtete. Die halbjährlichen Berichte vermerken die Kosten des Betriebs der Schleiferei, darunter die Ausgaben für Kerzen, Nadeln, Schleifscheiben und andere für die Arbeit benötigte Utensilien (z. B. Bimsstein) sowie die Löhne des Meisters, der Gesellen und Lehrlinge. In der Schleiferei befand sich, außer einem bequemen, hellen Arbeitsraum, auch eine Art Safe (eine geschlossene Kammer) die zur Aufbewahrung von Edelsteinen und Glaserzeugnissen diente. Aus Sicherheitsgründen musste das Gebäude also in der Nähe der Bauten des Guts situiert sein. Das konnte keine „einsame Hütte“, wie A. J. Kasprzak in einer Vorlesung auf einem Symposium in Hirschberg behauptete, in den Überschwemmungsgebieten von Petersdorf, die wohlgemerkt bis heute unbebaut sind, sein. Da in den Akten die geringsten Kosten bezüglich der Schleiferei vermerkt wurden, würde man sicherlich auch den Bau einer zweiten Werkstatt vermerken, deren Existenz aus den Äußerungen der Referentin hervorgehen würde (nebenbei würden für die missglückte Unternehmung und die überflüssigen Kosten damals auch „einige Köpfe rollen“). Akribisch wurde dagegen die teilweise Modernisierung der Werkstatt, vorgenommen von Siegmund Feist im Jahr 1724, vermerkt, die die Bearbeitung von großen Steinen ermöglichte25. Sie beruhte auf der Verwendung einer großen horizontalen Schleifscheibe und der Aufstellung einer Konstruktion, auf der beachtliche Gegenstände, wie Steine oder Glasformen, aufgehängt werden konnten.

Es muss betont werden, dass es niemals eine Hütte von Graf Schaffgotsch in Hermsdorf gab, wie es die bisherige Fachliteratur nahelegt26. Erstens ist es schwer vorstellbar, dass in der Schlucht, entlang der sich die Ortschaft zieht, eine Glashütte angesiedelt werden könnte, weil das im Frühling von den Schneegruben hinunterfließende Wasser sie abtragen und zerstören würde. Die Objekte für die Schleiferei in Hermsdorf lieferte die Preußler Glashütte, was zahlreiche, sich oft auf hohe Beträge belaufende Rechnungen beweisen. In der Fachliteratur herrscht die Meinung vor, dass der zur Verzierung bestimmte Glasrohstoff aus Böhmen importiert wurde. Dem widersprechen aber die beachtlichen Rechnungen aus der Preußler Glashütte, die die Verschiedenartigkeit des Sortiments zeigen, das in Weißbachtal erzeugt wurde. Freilich, die für die Herstellung von Glasmasse benötigten Bestandteile wurden aus dem Erzherzogtum Österreich importiert, aber ab dem Einmarsch der preußischen Truppen von Friedrich II. in Schlesien im Jahr 1740 wurde dies, aufgrund der Abdichtung der Grenze und dreier nacheinander folgender Edikte, die gegen die schlesische Glasindustrie gerichtet waren, unmöglich. Infolge dieser Restriktionen verschlechterte sich die Qualität der Glasmasse. Man hat dann begonnen den Glasrohstoff aus der Hütte in Wiesau bei Sagan oder aus den Hütten in der Grafschaft Glatz zu beziehen, was die Rechnungen bestätigen. Manchmal wurde auch sächsisches Glas gekauft. Die zwei oben genannten Hütten waren vom königlichen Edikt nicht betroffen – sie hatten dieselben Rechte wie die sächsischen Hütten, konnten sich also frei entwickeln und ohne Hindernisse ihre Waren exportieren.

Nachforschungen, die mithilfe von Registerbüchern und zahlreicher bisher unbekannter Chroniken des Geschlechts Schaffgotsch, Chroniken von Warmbrunn und Hirschberg angestellt wurden, brachten überraschende Ergebnisse. Auf ihrer Grundlage hat die Autorin für die Forschung viele Glas- und Edelsteinscheider vergangener Zeiten wiederentdeckt. Zu ihnen gehörten der hervorragende und berühmte Friedrich Winter und sein Sohn Andreas, Siegmund Feist, Samuel Mattern, Jeremias Niehrig und seine Söhne. Sie erlaubte ihnen den ihnen gebührenden Platz und Rang im Bereich der historischen Glasproduktion des Hirschberger Tals wiedereinzunehmen.

In Warmbrunn arbeiteten über Generationen hinweg folgende Glasschneiderfamilien: Scholtze, Schneider, Feist, Maywald, Friede, Lange, Liebig, Schwarzer. Zu ihnen gehörte auch die aus Petersdorf stammende Familie Richter.

Ihr Stammvater, Christoph Richter, besaß mit seinen zwei Söhnen in Petersdorf eine im letzten Drittel des 17. Jh. florierende Glasschleiferei. Sein Sohn Hans Christoph Richter aus Warmbrunn konkurrierte mit der Werkstatt von Friedrich Winter. Der Sohn von Hans Christoph – Johann Christoph (1699–1777) – war ein unübertroffener Wappen- und Steinschneider; er fertigte viele Male im Auftrag des Grafen Triangel sowie dreiwandige Pokale, die in den Rechnungen aus den Jahren 1731 und 1737–1739 vermerkt wurden. Besonders teuer war ein Pokal aus dem Jahr 1738, für welchen der Graf nicht weniger als 24 Florene bezahlte. Der Talentierteste in der Familie war Friedrich Wilhelm Richter (1733–1785), der als berühmtester und erfahrenster Wappen- und Steinschneider in Warmbrunn gilt. Er ging bei seinem Vater Johann Christoph in die Lehre. Er war es, zu dem englische und niederländische Kaufleute über schlesische Kaufleute Zeichnungen, mit dem Auftrag reich verzierte Pokale oder Wappen zu fertigen, sandten. Friedrich Wilhelm Richter wurde von Prof. Vogel in den Schlesischen Provinzialblättern im Jahr 1785 mit dem hervorragenden und für das Hirschberger Tal unersetzlichen Glasschneider Klotze, der nach Berlin ausgewandert war und dann dort arbeitete, verglichen.

Zu dem Kreis der hervorragenden Künstler gehörte auch Christoph Scholtze (1684–1768). Er war der Sohn des Glasers Christoph Scholtze aus Warmbrunn, der, wie andere Glaser in dieser Zeit, zur Zunft der Zimmermänner gehörte und deshalb Prüfungen in den Gebieten der Zeichnung und Malerei ablegen musste und auch Glasfenster bemalen konnte. Der Vater war ein gebildeter Mann, der sich für Geschichte interessierte (er hatte u. a. eine Chronik von Warmbrunn geschrieben27), der Sohn führte den Titel „königlicher Hof-, Stein- Crystal- Glas- und Wappenschneider“. In den Jahren 1708–1742 war Christoph Scholtze Junior Wappenschneider und Lieferant des Grafen Schaffgotsch. Mit Begeisterung stellte er Reiter auf Pferden dar. Zu seinen Kunden zählten alle in Europa bedeutenden Meister von Reitvorführungen. Im Jahr 1650 kam aus dem Erzherzogtum Österreich der Protestant Martin Scholtze nach Schlesien und gründete dort eine Glashütte in Schwarzbach, das heute ein Teil von Bad Flinsberg ist. Von dort stammen die Mitglieder der Familie Scholtze.

Eine bedeutende Rolle in der Geschichte der Glas- und Steinverzierung hat die Familie Maywald gespielt, die über Generationen hinweg mit der Familie Schneider verwandt und befreundet war.

In der besprochenen Publikation verdient der üppige Katalog mit einer sehr guten Auswahl an Ausstellungsstücken aus Museen aus der ganzen Welt und privaten Sammlungen besondere Aufmerksamkeit. Die tiefgründige stilistische und formelle Analyse, die umfangreichen, sachlichen Kommentare, das Hinweisen des Lesers auf die charakteristischen Merkmale des jeweiligen Meisters ermöglichen es, die Arbeit und die hohen Qualifikationen der dekorativen Künstler des Hirschberger Tals wertzuschätzen. Im Katalog findet man drei signierte Pokale folgender hervorragender Meister: Siegmund Feist/Matterne, Johann Christoph Richter und Caspar Gottlieb (Lange) Langer. Die Autorin entzifferte auch die Nachnamen der Verzierer.

Stefania Żelasko hat zum ersten Mal Bezug auf die früheren Erkenntnisse über die sog. Werkstätten von Christian Gottfried Schneider genommen. Sie bewies, dass die Werkstätten seinem Bruder Samuel gehörten. Er war es, der sich mit dem Handel beschäftigte, was seine Rechnungen, die im Anhang der Monographie zu finden sind, bezeugen. Frühere Forscher haben alle Papiermusterabdrücke Christian Gottfried zugeschrieben und ließen dabei die handschriftliche Notiz von Hugo Seydel außer Acht, in der er erklärt, dass nur die Muster, die von ihm und Siebenhaar mit einem schwarzen Bleistift mit dem Namen Schneider versehen worden sind, Christian Gottfried Schneider zugeschrieben werden können. Letztendlich sind das neunzehn Papiermusterabdrücke auf eine Gesamtanzahl von siebzig. Samuel war wie sein Vater, Christian Schneider, sowie Scholtze, von dem Samuel einen Kramladen abkaufte, auch ein Glashändler. Die Brüder Christian Gottfried, Samuel und Carl waren nicht nur Schüler ihres Vaters, sondern auch Christoph Scholtzes (1684–1768) was Ähnlichkeiten in der Ausführung ihrer Erzeugnisse bestätigen. Die gefundenen Rechnungen, unterschrieben von Samuel, beweisen, dass in seinen Werkstätten die Glasformen mit Emaille und Gold bemalt wurden, was die auch die mit Purpur gemalten Zeichnungen Samuels, die zusammen mit den Papierabrücken erhalten geblieben sind, bezeugen.

Die Autorin erwähnt im Anhang der Monographie viele Nachnamen von Verzierern von Glas und Edelsteinen, mitsamt ihren Lebensdaten und ihren Spezialgebieten, woraus man schließen kann, dass im Hirschberger Tal mehrere Meister tätig waren, die ähnliche Qualifikationen wie Friedrich Winter hatten. Sie beschreibt zahlreiche komplizierte Triangel, ihre Autoren und ihre Entstehungszeit. In der Publikation fehlen dagegen Abbildungen von Werken von Herstellern von Siegeln und Luxusgegenständen aus Bergkristall und Topas. Das ist kein Versehen der Autorin, sondern eine bewusste Auslassung, denn die Zuordnung solcher Objekte bedarf genauer heraldischer Studien. Diese Veröffentlichung sollte eine Basis für weitere Recherchen sein und eine zusätzliche Publikation über die Zuschreibung dieser Gegenstände hervorbringen.

Stefania Żelasko präsentiert die Geschichte der Glasverzierung im Hirschberger Tal vor einem breiten gesellschaftlichen und politischen Hintergrund. Sie beschreibt auch die Käufer von luxuriösen Glaserzeugnissen. Zu ihnen gehörten zahlreiche Vertreter der europäischen Aristokratie, vor allem aber waren dies reiche Kaufleute aus dem Hirschberger Tal, die mit dem Handel mit Flachsleinwand ihre Vermögen machten. Zu ihnen zählten unter anderem: Christian Menzel, Daniel von Buchs, Johann Martin Gottfried sowie George Friedrich Smith. Englische und niederländische Kaufleute sandten über schlesische Kaufleute Muster und Aufträge für die Künstler des Hirschberger Tals, was Archivdokumente bestätigen.

Dr. Stefania Żelasko Kunsthistorikerin, Museologin von neuzeitlichem Glas, seit 1983 spezialisiert im Bereich des europäischen neuzeitlichen Glases, mit besonderem Schwerpunkt auf die Glasindustrie im Hirschberger Tal. Autorin von zahlreichen Artikeln und Büchern, u. a. von vier Monografien über die Glashütten des Hirschberger Tals sowie von Publikationen über zwei technologische Formelsammlungen aus den Glashütten Carlsthal und Josephine (Schlesien) sowie Neuwelt (Böhmen). Derzeit bereitet sie die Monographie „Empir, biedermeier, historyzm w Kotlinie Jeleniogórskiej. Rzeźbienie kamieni i szkła. 1780–1900“ (auf dt.: „Empire, Biedermeier, Historismus im Hirschberger Tal. Stein- und Glasschnitt. 1780–1900“) vor.

1Hetteš K., Nedořešené problémy dějin našeho sklářství…. Příspěvky k dějinám skla a keramiky 2, NTM Praha 1973, S. 7.

2Żelasko S., Barock und Rokoko im Hirschberger Tal. Stein- und Glasschnitt 1650–1780, Passau 2014, S. 28, sowie Drahotová O. a kolektina: Historie sklářské výroby v českých zemích, Praha 2005, B.I., Drahotová O., Pkt. 4.2.2., S.197–198. Auch: Smrček A., Pkt. 7.2.1.3., S. 437.

3Żelasko S., 2014, S. 20. ebenda: von Saldern A., Schlesische Hochschnittgläser aus der Werkstatt von Friedrich Winter, [in:] „Festschrift für Brigitte Klesse“, Berlin 1994, S. 90. dort: Schlesische Chronika, Jena 1625, IV, 34, 20, 92: Es mangelt in Schlesien nicht an Glashütten, darinnen die Gläser von allerley Arten und Manieren erdacht und gemacht werden… es sind darumb auch viel Dörfer… (in der Umgebung von) Schreiberhau, dabei es in den Gebirgen eine Glashütten hat.

4Żelasko S., 2014, S. 109. Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 254.

5Żelasko S., 2014, S. 21. Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 263; 269; 848. Konfektschalen wurden mehrmals in den Rechnungen aus den Jahren 1655, 1673 sowie1675 vermerkt.

6Żelasko S., 2014, S. 105, Kat.-Nr. 16.

7Żelasko S., 2014, S. 30, ebenda: Spiegl W., Böhmische Gläser, München 1980, S. 29–30, Zoedler D., Schlesisches Glas, Würzburg 1996, S. 243: den zu selber Zeit ward bei uns noch kein gutes Glas gemacht, als nur Schockglas und waren noch keine Kogler auch noch keine Eckigreiber auch noch wenig Glasschneider.

8Żelasko S., 2014, S. 29, ebenda: Klante M., Die Glashütte Schwarzbach im Isergebirge. Der Wanderer im Riesengebirge, Breslau 1934, 54 Jhg., S. 182. pp.

9 Żelasko S., 2014, S. 20–21. Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, 254; 848; 259; 261; 263.

10Żelasko S., 2014, S. 70, ebenda: Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 278.

11Żelasko S., 2014, S. 21, ebenda: Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 254.

12Katalog zur Ausstellung „Schlesisches Barockglas“, Wierzchucka J., Kügler M., Görlitz/Zittau 2016, S. 22.

13Żelasko S., 2014, S. 21, ebenda: Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 254. Knapp 2 Florene sind 1 Taler (Anm. S. Ż).

14Wierzchucka J., Kügler M. 2016, S. 39.

15Żelasko S., 2014, S. 21, ebenda: Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 254, 848.

16Żelasko S., Barock und Rokoko im Hirschberger Tal. Stein- und Glasschnitt 1650–1780, Passau 2014, S. 108.

17Żelasko S., 2014, S. 21, ebenda: Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 254, 848.

18Żelasko S., 2014, S. 112–113.

19Żelasko S., 2014, S. 23, ebenda: Seydel H., Beiträge zur Geschichte des Siegelstein- und Glasschnitt, [in:] „Schlesiens Vorzeit in Bild und Schrift“, Breslau 1919, B. VII, S. 248–249., „17. Sept. 1678 bestätigt: von der grünen Farbe lasseich Montag Probe machen, die ich in meinen Jugend Smaragden gemacht (…) Der Granatenfluss, wie ihn mein Vater sel. vom alten D. Gost bekommen, habe ich mit einem haubtschönen Buch von Sekreten (…) verloren.“

20Żelasko S., 2014, S. 113, ebenda: Leske N. G., Reise durch Sachsen…, Leipzig 1785, S. 373.

21Żelasko S., 2014, S. 112–113.

22Żelasko S., 2014, S. 54–68.

23Katalog zur Ausstellung „Schlesisches Barockglas“, Wierzchucka J., Kügler M., Görlitz/Zittau 2016, S. 39; Gottfried Preußler war nie Pächter der Schleiferei von Schaffgotsch. Er war Glasschneider aus Hirschberg, besaß ein imposantes Epitaph in der Heiligengeistkirche, das vor einigen Jahren der Konservierung unterzogen wurde und sich gegenwärtig in einer der Kapellen der Gnadenkirche in Hirschberg befindet. Der Begriff „Graveur“ wird erst seit dem 19. Jh. verwendet. (Anm. S. Ż.).

24Żelasko S., 2014, S. 64, ebenda: Staatsarchiv Breslau, A. S. Gryf, Sign. 2111.

25Żelasko S., 2014, S. 68, ebenda: Staatsarchiv Breslau, A. S. Chojnik, Sign. 294, Folio 154. Für diese Innovation erhielt Feist 2 Florene und 15 Kreuzer.

26Darüber schreiben Rainer Rückert, Axel von Saldern und dies wiederholt auch Trux.

27Żelasko S., 2014, S. 76, ebenda: Staatsarchiv Hirschberg, Akten des RGV. Christoph Scholtz, Chronik von Warmbrunn.

Specyfika autopostrzegania i kształtowania się tożsamości narodowej na Śląsku Cieszyńskim w II połowie XIX i początkiem XX wieku

Abstrakt

Jan Puczek

 Specyfika autopostrzegania i kształtowania się tożsamości narodowej

na Śląsku Cieszyńskim w II połowie XIX i początkiem XX wieku

Śląsk Cieszyński to najdalej na południowy wschód położony fragment Śląska, od zarania dziejów zamieszkały przez ludność narodowości polskiej. Historycznie, leżąc na pograniczu, kilkakrotnie zmieniała się jego  przynależność państwowa; do 1327 roku – polska. Reformacja XVI wieku przyczyniła się tu do utrwalenia języka polskiego, w formie gwary cieszyńskiej, najbliższej językowi polskiego renesansu.

            W państwach wielonarodowych, do których należała monarchia habsburska, proces wyzwalania się różnych narodów w dążeniu do własnej, suwerennej państwowości rozpoczął się w XIX wieku, a przyspieszył pod wpływem Wiosny Ludów 1848 roku. Na Śląsku Cieszyńskim największy wpływ na kształtowanie się polskiej, związanej z językiem, tożsamości narodowej, miał, chociaż pozostający w mniejszości kościół ewangelicki i jego polskojęzyczne szkolnictwo.

Śląsk Cieszyński po sześciu wiekach pozostawania poza Macierzą – Polską, w 1918 roku własnymi siłami zdobył niezależność od monarchii habsburskiej i Czech i przyłączył się do odradzającego się Państwa Polskiego.

 

 

Jan Puczek

Specyfika autopostrzegania i kształtowania się tożsamości narodowej

na Śląsku Cieszyńskim w II połowie XIX i początkiem XX wieku

„Subregiony Śląska – wspólnota terytorialna i duchowa na mapie Europy”

III Seminarium „Śląsk bez granic”, Świeradów-Zdrój, Hotel Sudetia, 14-16 czerwca 2019

 

Procesy autopostrzegania i zachodzących w nich zmian mogą być związane z przynależnością do określonej klasy społecznej, religii, języka, kultury, a w dalszym ich przebiegu –  również z kształtowaniem się tożsamości narodowej, a także tożsamości narodowo-politycznej. Dla celów niniejszego wystąpienia tożsamość narodową będziemy rozumieli jako tożsamość grupy etnicznej, którą łączy wspólny język oraz kultura materialna i duchowa, pomijając inną definicję tego pojęcia, ujmującą bardziej stronę prawną, jako „wszyscy obywatele”. W naszym wystąpieniu skupimy się przede wszystkim na stronie językowej, jako najważniejszej w autopostrzeganiu i kształtowaniu się tożsamości narodowej. Procesy autopostrzegania obserwowane są bardziej na pograniczach państw i związanych z nimi, spornymi politycznie terytoriami. Szczególnym przykładem może tu być w ostatnich ponad 150 latach Śląsk Cieszyński, w przeszłości Księstwo Cieszyńskie.

Księstwo Cieszyńskie powstało w 1290 r., w wyniku podziału Księstwa Opolskiego. To obszar między rzeką Ostrawicą na zachodzie i rzeką Skawą na wschodzie, będący najbardziej na południowy wschód położoną częścią Śląska. Jego początkowa powierzchnia to 5.190 km2. Dalsze podziały księstwa oraz wykup wschodniej jego części podporządkowanej z czasem Królestwu Polskiemu, spowodowały, że granicą wschodnią wyznaczona została rzeka Biała (między Bielskiem i Białą), a powierzchnia księstwa zmniejszyła się do 2.280 km2, i w tej wielkości pozostało to księstwo do 1918 r.

Od zarania dziejów do 1327 r. ziemie Księstwa Cieszyńskiego należały do Polski, następnie przez dwa wieki, jako lenno, do Czech, a później, do końca I wojny światowej, wraz z Czechami – do Austrii. Politycznie szczególnie burzliwym był wiek XX, w którym pokolenie moich rodziców w ciągu ćwierćwiecza sześciokrotnie zmieniało przynależność państwową, znajdując się na obszarze Austrii, Polski, Czech, znowu Polski, Niemiec, i Polski lub Czech.

Jak w takiej historycznej zmienności politycznej kształtowało się autopostrzeganie, a z czasem tworząca się tożsamość narodowa? Autopostrzeganie, zwłaszcza na pograniczach, związane z naturalnymi granicami geograficznymi, odrębnościami językowymi i religijnymi, sposobem gospodarowania czy ubioru, oczywiście istniało, ale świadomość tożsamości i wspólnoty narodowej ze społecznościami odległymi o dziesiątki czy setki mil mogła istnieć w znikomym stopniu i ograniczać się do nielicznej grupy najwyżej stojącej w hierarchii społecznej. Tak więc na interesującym nas obszarze lud posiadał świadomość regionalną, w której nadrzędne znaczenie miała lojalność wobec własnych książąt z dynastii piastowskiej, a potem również dynastii habsburskiej; należałoby zatem mówić raczej o świadomości poddaństwa, a nie narodowej.

Pochodzący z Cieszyna najwybitniejszy w I połowie XVII wieku słowiański poeta, pieśniarz trzech narodów Jerzy Trzanowski, tak własnoręcznie określił się na karcie tytułowej postylli Huniusa (w języku niemieckim), jedynej z jego księgozbioru zachowanej pozycji: Georgius Tranoscius Silesius tesinensis[1]. Językiem jego dzieciństwa była polszczyzna w odmianie lokalnej, był poddanym księcia cieszyńskiego i króla czeskiego (Habsburga), kształcił się w szkołach łacińskich i niemieckich; jako nauczyciel i ksiądz pracował m.in. w Holeszowie na Morawach, Pradze, naszym Bielsku oraz na Słowacji: na Zamku Orawskim i w Liptowskim Mikulaszu. Jego największe dzieło, kancjonał Cithara sanctorum (Lewocza, 1636) napisany w języku czeskim, służył ewangelikom (czesko-, słowacko- i polskojęzycznym – ale tu tylko w Księstwie Cieszyńskim) prawie trzy wieki i doczekał się ponad 215 wydań. Czy w tym kontekście można mówić o tożsamości narodowej śpiewających z tego kancjonału wiernych? Zwłaszcza że język literacki język Słowaków w XVII i XVIII wieku nie istniał, zaczął być tworzony około połowy XIX wieku, a polskojęzycznym ewangelikom Księstwa Cieszyńskiego język czeski był ogólnie znany.

 Pozwolę sobie tu jeszcze  przywołać przykład mojego ojca, urodzonego w 1892 r., przez sześć lat żołnierza austriackiego. Ojciec coś słyszał i dobrze mówił o piastowskim księciu Wacławie III Adamie (1524-1579), który wprowadził Reformację w księstwie; mówił także o stabilności i wzorowym porządku za panowania (1848-1916) cesarza Franciszka Józefa. Językiem ojczystym Jego, naszej rodziny, całej wsi Cisownicy – „małej ojczyzny”, była polszczyzna, ale już wyższym (urzędowym), niejako ważniejszym, był język niemiecki, chociaż język polski był w księstwie równoprawnym. Jakie było jego autopostrzeganie i tożsamość narodowa do 1918 r.?

Po tym wstępie chciałbym przybliżyć specyfikę autopostrzegania i kształtowania się tożsamości narodowej w Księstwie Cieszyńskim, która może stanowić pewien fenomen w dążeniu jego ludności do niepodległej Polski.

Przyszłe podstawy tej tożsamości związanej z językiem polskim, którego znaczenie w dalszej części będziemy także przywoływać, dała Reformacja, poprzez powszechne nauczanie w języku polskim i polskie książki, obecne od lat 40. XVI wieku. Kontrreformacja rozwijająca się i nasilająca przez cały wiek XVII nie zdołała wykorzenić protestantyzmu utrwalonego w prostym ludzie, a zwłaszcza wśród zamieszkujących podgórskie i górskie wioski chłopów i pasterzy.

Po pokoju i ugodzie altransztadzkiej (1706, 1707) w 1709 r. ewangelicy augsburskiego wyznania przystąpili w Cieszynie do budowy jednego z kościołów łaski (Gnadenkirche) cesarza Józefa I. Ale zanim wzniesiony został kościół, rozpoczęto nauczanie szkolne i budowano dla niego szkoły. Gimnazjum ewangelickie było początkowo łacińskie, ale elementarne nauczanie było w języku ludu, czyli języku polskim. Do roku 1730 pastorzy cieszyńscy wydali drukiem ponad  20 pozycji, wszystkie w języku polskim, a proboszcz Jan Muthman we wstępie do pierwszej polskiej książki napisanej w Cieszynie, Wierność Bogu i cesarzowi w czasach powietrza morowego, tak pisał: (…) usługować ludowi Bożemu (…) osobliwie, którzy są języka polskiego, a sposób pisania mego albo stylus lekka jest polszczyzna, niekiedy według zwykłości teraźniejszych Słuchaczów moich accomodowana[2]. Książka w równym stopniu zawierała treści religijne, jak i wskazania, jak postępować w czasie zarazy i jak jej zapobiegać.

W propagandzie niektórych czeskich historyków próbuje się przekonywać, że język polski w XVIII wieku na Śląsku Cieszyńskim wprowadzali i kształtowali księża ewangeliccy, którzy tu przybywali przeważnie z Dolnego Śląska, i że to oni pisali polskie książki. Faktem jest, że pochodzących z tej ziemi księży protestanckich tu w ogóle nie było, a warunkiem zatrudnienia księdza ewangelickiego musiała być jego dobra znajomość języka polskiego, choćby ze względu na zrozumienie kazania. Wspomnianej propagandzie zaprzeczają jednak pochodzący z tego obszaru księża katoliccy, którzy od lat 50. XVIII wieku znacznie uaktywnili się w tworzeniu słowa drukowanego.

Kolejny postęp w upowszechnieniu i utrwaleniu języka polskiego nastąpił po patencie tolerancyjnym (1781) cesarza Józefa II, na mocy którego wybudowano w księstwie kilkanaście kościołów ewangelickich, a przy nich i w okolicznych miejscowościach dalsze szkoły polskojęzyczne, co było kolejnym krokiem dla utrwalania języka polskiego, tak istotnego dla formowania się przyszłej tożsamości narodowej. Zwróćmy uwagę na fakt, że szkoły katolickie, jako utrzymywane przez państwo (tu czeskie), były prowadzone w języku czeskim, obcym dla uczniów. Taki stan rzeczy trwał nadal w I połowie XIX wieku, ale rozwój przemysłu (maszyna parowa), komunikacji i transportu (kolej żelazna), również druku i upowszechnienia książek, szkolnictwa i czytelnictwa kumulował zmiany ilościowe, w efekcie których mogły nastąpić różne zmiany jakościowe.

O autopostrzeganiu o charakterze regionalnym już wspominaliśmy. A jak było z potencjalnym wtenczas kształtowaniem się tożsamości narodowej? Ten stan najlepiej przedstawia syn chłopa zagrodnika, Andrzej Cinciała (1825-1898) z Kozakowic Górnych, który tak wspomina pierwsze lata szkolne (około 1840) w gimnazjum ewangelickim, niemieckim, w Cieszynie:

Było nas pięciu Ślązaków. Wszyscy kamizelkorze, wszyscy synowie chłopscy, wszyscy ewangelicy, gimnazjaliści cieszyńscy, w jednym wieku i w jednej klasie, wszyscy kostgangerzy, wszyscy Niemcy, choć rodzice nasi ani słówka po niemiecku nie umieli[3].

(kostgangerzy – to zorientowani proniemiecko, lojalni wobec cesarza lub też stołujący się w jednej stołówce).

W czym więc szukać źródeł i przyczyn przebudzenia narodowego, owego fenomenu, który pojawił się tu w latach lat 40. XIX wieku i sposób bezprecedensowy, niepowtarzalny w historii Polski, bez rozlewu krwi, bez jednego wystrzału doprowadził Śląsk Cieszyński, po sześciu wiekach oderwania, do Macierzy? Spróbujmy wymienić przynajmniej niektóre:

–  porządek szkolny i obowiązkowe, w języku ludu, nauczanie elementarne w czasach Reformacji;

–  kontynuacja tego nauczania, kiedy stało się to znowu możliwe;

– wysoka polszczyzna popularnych tu wśród protestantów postylli, zwłaszcza Postylli chrześcijańskiej (Toruń, 1620-21) ks. Samuela Dambrowskiego), która miała kilkanaście wydań;

– polskie kancjonały ewangelickie i katolickie od połowy XIX wieku, przechowujące i dające wzorce językowe i piękno poezji ich pieśni;

–  znajomość na pamięć wielu pieśni religijnych i ich śpiewanie w dostosowaniu do pory dnia, roku, rodzaju świąt, należało do cnót, które były powszechnie pielęgnowane;

– bogata tradycyjna obrzędowość świecka nasycona treściami religijnymi, związana z różnymi wydarzeniami, np. uroczystościami weselnymi, zwłaszcza na wsi, z dożynkami kultywowanymi także w większych gospodarstwach wiejskich, z noworocznym winszowaniem, świętem Trzech Króli, Zielonymi Świątkami itd.;   

–  potrzeba lepszego opanowania języka polskiego przez gimnazjalistów, którzy przygotowywali się do pracy nauczycielskiej, a także przyszłych księży;

– przykład uczniów czeskich, którzy w gimnazjum tworzyli kółko, tzw. Česka beseda, dla doskonalenia się w języku ojczystym (również dla celów już wymienionych);

– oparcie, również materialne, w stabilnej kulturowo warstwie bogatszych chłopów, tzw. siedloków (posiadaczy kilkunastu hektarów ziemi i pary koni), zwłaszcza ewangelików, którzy mieli wykształcenie przeważnie wyższe niż elementarne oraz w słowianofilskim mieszczaństwie;

–  ogólny postęp cywilizacyjny i społeczny, o czym świadczy chociażby fakt, że nawet chłopi w Księstwie Cieszyńskim posiadali własne biblioteczki w trzech językach oraz  twórczość tzw. piśmiorzy, którzy prowadzili pamiętniki, zapiski różnej treści.

 Przykładem może tu być chłop Jura Gajdzica (1777-1840) z Cisownicy, który swój księgozbiór opatrywał własnoręcznie wykonanymi ekslibrisami, pierwszymi ekslibrisami chłopskimi na ziemiach Polski. Zaznaczmy, że tenże Jura Gajdzica nie miał świadomości narodowej polskiej – czuł się poddanym cesarza Austrii.

 Innym przykładem poziomu umysłowego może być przeciętny człowiek, gajowy z Wisły pod Baranią Górą, którego w 1849 r. spotkał geograf profesor  Uniwersytetu Jagiellońskiego Ludwik Zejszner w podróży do źródeł Wisły. Ten zwykły gajowy zaskoczył uczonego poziomem intelektualnym rozmowy, gajowego interesowała poezja, a na pamięć znał sielankowy długi poemat Wiesław Kazimierza Brodzińskiego[4].

Powracając do naszego pytania dotyczącego powrotu do Macierzy i poszukiwania impulsu, który rozpoczął proces zmiany autopostrzegania i kształtowania się tożsamości narodowej w Księstwie Cieszyńskim, odpowiedź znajdujemy m.in. w skrupulatnie prowadzonych pamiętnikach Pawła Stalmacha i wspomnianego już Andrzeja Cinciały. Paweł Stalmach (1824-1891) z Bażanowic koło Cieszyna, myśląc o swojej przyszłej pracy, jako księdza lub nauczyciela, w ostatnim roku swojej nauki w gimnazjum ewangelickim w Cieszynie zdał sobie sprawę ze swoich braków w języku polskim, którym miał się posługiwać w pracy. W 1842 r., wraz z grupą uczniów przyjaciół (wszyscy ze stanu chłopskiego), założył (za zgodą zwierzchności) w gimnazjum kółko pod nazwą Złączenie Polskie, którego celem było doskonalenie się w języku polskim. Na początku do nauki uczniowie ci mieli tylko kilkanaście polskich książek, których brak był odczuwany jeszcze przez kilkanaście lat. To właśnie było przyczyną pieszych wypraw uczniów po polskie książki do odległego o 135 kilometrów Krakowa. Działalność Stalmacha w Złączeniu Polskim po raz pierwszy uświadomiła mu jego oraz Ślązaków cieszyńskich odrębność wobec Niemców i Czechów. Mimo tego, udając się w 1843 r. na dalsze studia do Preszburga (Bratysława), a potem do Wiednia, jako kandydat na śląskiego inteligenta czuł się jeszcze Niemcem. Kontakty z narodowcami słowackimi i czeskimi w Preszburgu, a zwłaszcza z Polakami w Wiedniu, ukształtowały jego pełną świadomość przynależności do narodu polskiego.

Organizacje uczniowskie naturalną rzeczą są nietrwałe. W 1847 r. we wspominanym już gimnazjum powstało Towarzystwo Uczących się Języka Polskiego. Można stwierdzić, że wymienione dwie organizacje oraz samo gimnazjum (nadal niemieckie) ewangelickie, w którym większość stanowili synowie polskojęzycznych chłopów, dały początek  fundamentalnych zmian w nowym autopostrzeganiu i kształtowaniu się tożsamości narodowej. Spośród uczniów ewangelickiego gimnazjum, chociaż niemieckiego, wyszli prawie wszyscy nauczyciele polskojęzycznych szkół przy parafiach ewangelickich. W tymże gimnazjum powstały też zalążki organizacji zawodowej nauczycieli, a jego absolwenci, już świadomi narodowo Polacy, w latach 60. XIX wieku założyli w Ustroniu  nauczycielskie Kółko Nadwiślańskie, potem, posiadające już osobowość prawną Polskie Kółko Pedagogiczne, które w 1895 r. przyjęło nazwę Polskie Towarzystwo Pedagogiczne, pierwszą polską organizację nauczycieli na ziemiach polskich.

Wiosna Ludów 1848 r. była przełomem w autopostrzeganiu i zapoczątkowała proces kształtowania się świadomości wielu narodowości w Europie, zwłaszcza w wielonarodowej monarchii austrowęgierskiej. Złagodzenie praw, uwłaszczenie chłopów, pojawienie się stosunkowo już licznych, wykształconych na uniwersytetach, świadomych  narodowo młodych elit społecznych, dało szansę przejmowania przywództwa intelektualnego, społecznego, narodowego i politycznego ich ludów w monarchii. Na Zjeździe (Kongresie) Słowiańskim 1848 r., który odbył się w Pradze, delegaci z Księstwa Cieszyńskiego nie przyłączyli się do grupy czeskiej, lecz występowali wspólnie z Polakami z posiadającej znaczną autonomię tzw. Galicji, która pół wieku wcześniej, w wyniku rozbiorów Polski, weszła w skład monarchii Habsburgów. Jeszcze w październiku 1848 r. założone zostało Towarzystwo Cieszyńskie dla Wydoskonalenia Się w Języku Polskim, lepiej znane pod nazwą Czytelni Polskiej, która posiadała stale powiększającą się bibliotekę. Za jej przykładem i oddziaływaniem powstało kilkanaście dalszych, polskich czytelni i bibliotek zarówno świeckich, jak i kościelnych w parafiach obydwu dominujących wyznań. W 1849 r. powstała w Cieszynie pierwsza polska gazeta „Tygodnik Cieszyński”. W ciągu półwiecza, spośród powstałych kilkudziesięciu narodowych polskich organizacji, ponad dwadzieścia miało w swoim programie działalność oświatową. W latach 50. i 60. XIX wieku wydane zostały w księstwie wielkonakładowe pierwsze polskie śpiewniki, kancjonały ewangelickie i katolickie, które potem miały wiele wydań. Wspomnieć też należy o tzw. zabawach narodowych, organizowanych przez środowisko ewangelickie w latach 60. XIX wieku w podcieszyńskich wioskach. Brało w nich udział nawet po kilka tysięcy uczestników. W zabawie, która odbyła się  9 VIII 1869 w Sibicy, uczestniczył m.in.  książę Jerzy Czartoryski. Zabawy te, wypełnione poezją, pieśniami, występami orkiestr, wykładami, dyskusjami (a także regionalnymi daniami i poczęstunkiem), według opinii historyków i socjologów, miały wielki wkład w przeżycie tworzenia społeczności, poczucia pozytywnie odczuwanej odrębności narodowej, w zademonstrowaniu na zewnątrz słowiańsko-polskiego patriotyzmu i siły.

 

W 1873 r. założone zostało w Cieszynie Dziedzictwo błogosławionego Jana Sarkandra dla Ludu Polskiego na Śląsku, którego głównymi celami było szerzenie oświaty katolickiej i ogólnej wśród ludu polskiego, szczególnie na Śląsku, a w 1881 r. – Towarzystwo Ewangelickie Oświaty Ludowej o podobnych celach.

W 1885 r. z inicjatywy Pawła Stalmacha powstała Macierz Szkolna dla Księstwa Cieszyńskiego, jedna z najstarszych i największych  organizacji patriotycznych na Śląsku, o celach edukacyjnych i kulturalnych. Jej nadrzędnym celem było założenie polskiego gimnazjum. Prywatne Gimnazjum Polskie Macierzy Szkolnej Księstwa Cieszyńskiego otwarte zostało w 1895 r., a po ośmiu latach nauki i pierwszej maturze w 1903 r. zostało  ono przejęte na etat państwowy jako Cesarsko-Królewskie Gimnazjum Polskie w Cieszynie.

Od założenia Złączenia Polskiego do uruchomienia Gimnazjum Polskiego upłynęło pół wieku. Zmiany, jakie nastąpiły w świadomości – w naszym tu temacie: autopostrzegania i kształtowania się tożsamości na Śląsku Cieszyńskim –  nie mają ani precedensu, ani odpowiednika na ziemiach polskich. Czy jest więc jakaś data historyczna, wydarzenie, które

o tym zadecydowało? Zacytujemy tu historyka Edwarda Buławę (katolika, co w tym przypadku jest istotne), który w najpoważniejszym opracowaniu poświęconemu temu problemowi, tak napisał:

Proces kształtowania się polskiego ruchu narodowego na cieszyńskich kresach zapoczątkowany został w 1842 roku, kiedy to Paweł Stalmach razem z Janem Bujakiem i Janem Szarcem zakładali Złączenie Polskie[5].

oraz:

Krąg inteligencji z Wyższej Bramy [tu: Kościoła i gimnazjum ewangelickiego – J.P.] odegrał decydującą rolę w powoływaniu nowych instytucji narodowych, … wystarczy spojrzeć na wykazy członków pierwszych wydziałów [tu: zarządów, władz – J.P.] tych towarzystw, by uznać ten fakt za niewątpliwy. … Nie inaczej było z działalnością polityczną[6]

I wojna światowa. Żołnierze Polacy muszą walczyć przeciw sobie, znajdując się w armii austriackiej i niemieckiej przeciwko armii rosyjskiej. Strony walczące próbują pozyskiwać Polaków, obiecując po zwycięstwie odtworzenie Państwa Polskiego.

16 października 1918 roku cesarz austriacki Karol I ogłosił manifest zapowiadający przekształcenie monarchii w państwo związkowe, złożone z autonomicznych „organizmów państwowych” narodowości.

19 października 1918 r. powstała w Cieszynie Rada Narodowa Księstwa Cieszyńskiego. Radę utworzyły trzy różne organizacje, każda reprezentowana przez siedmiu delegatów, wśród których obowiązkowo znajdowała się jedna kobieta oraz  trzech współprzewodniczących. Rada uzyskała powszechne poparcie; sześćdziesięciu wójtów z wszystkich gmin wiejskich złożyło jej ślubowanie podporządkowania się. Odbywały się potężne, wielotysięczne wiece na rzecz przyłączenia Księstwa Cieszyńskiego do tworzącego się Państwa Polskiego. W nocy z 31 października na 1 listopada oficerowie Polacy ze stacjonujących w Cieszynie wojsk austriackich, wraz z zaprzysiężoną kompanią polską i dobrowolnie dołączającymi się kompanią czeską, a nawet niemiecką, dokonali  błyskawicznego zamachu wojskowo-politycznego. Zamach odbył się bez rozlewu krwi i jednego wystrzału. Przewrót ten był rzeczą jakby zupełnie naturalną, będącą wynikiem długoletnich wysiłków narodowych na Śląsku.[7]

1 listopada 1918 roku Cieszyn wraz z całym księstwem był pierwszym, całkowicie suwerennym skrawkiem ziem polskich, zgłaszającym przystąpienie do tworzącego się Państwa Polskiego. Euforia narodowa i wielkie nadzieje sięgały szczytu. Drobnym, ale znamiennym przykładem tej sytuacji niech będzie postawa uczniów najstarszych klas gimnazjum polskiego i seminarium nauczycielskiego: „…klasy najwyższe … 1 listopada opustoszały, a uczniowie rozpoczęli ochotniczą służbę wojskową. Klasy niższe zaś zaraz po nauce meldowały się też do jakiejkolwiek służby, byle coś pomóc…” [8]

Niestety, kolejne dwa lata należały do najtrudniejszych (poza II wojną światową) w historii Śląska Cieszyńskiego. Co działo się w następnych latach w autopostrzeganiu i kształtowaniu się tożsamości? –  Czy te procesy na pewnym etapie ulegają zatrzymaniu i utrwaleniu?

Jakkolwiek nasz temat tego nie obejmuje, stulecie wielkich wydarzeń skłania do pewnej retrospekcji. Na pograniczach, o czym już wspominaliśmy, zawsze istniał problem narodowości etnicznej i narodowości politycznej. Język i kultura nie muszą być wyznacznikiem etnicznej tożsamości narodowej, zwłaszcza w kontekście narodowości politycznej.

Wojna czesko-polska w styczniu 1919 r., gdy najlepszy batalion cieszyński skierowano do obrony Lwowa, przy nikłym wsparciu wojska polskiego, skrajnie trudnych warunkach bytowych (głód) –  podczas gdy władze czeskie w najwyższym, możliwym stopniu zadbały o potrzeby zachodniej, okupowanej części Śląska Cieszyńskiego; silna mniejszość niemiecka, wybierająca raczej państwo czeskie – te i liczne inne czynniki, mogły skłaniać do wątpliwości, czy plebiscyt na Śląsku Cieszyńskim mogą wygrać Polacy. 28 lipca 1920 r. Rada Ambasadorów Ententy dokonała niekorzystnego dla Polski podziału Śląska Cieszyńskiego. Traktowanie Ślązaków cieszyńskich i Górnoślązaków przez władze centralne, również Ślązaków cieszyńskich z Zaolzia, którzy po 2 października 1938 r. znaleźli się w Polsce, nie jest dobrze wspominane. Zacytujemy tu słowa historyka sztuki, prof. dr Ewy Chojeckiej z jej wystąpienia na I Forum Ewangelickim w 1994 roku:

Ewangelicyzm ( …) cieszyński (…) zderza się po 1918/20 roku z tą wymarzoną Polską. I była to miłość nieodwzajemniona. Odbierano owo nieodwzajemnienie boleśnie… tak było i jest nadal. I to jest powód złego samopoczucia w społeczności naszej[9].

            A jak było po II wojnie światowej? Władze komunistyczne starały się doprowadzić , a przynajmniej tworzyć przekonanie, że Polska jest krajem narodowościowo prawie homogenicznym. Jednak po 1956 r. wielu obywateli mogło ujawnić się, jako będących np. narodowości niemieckiej, którym wcześniej wyjechać nie pozwolono lub nie chcieli oni  opuszczać swoich stron rodzinnych. Dotyczyło to głównie tzw. Ziem Odzyskanych –  zwłaszcza Śląska i Mazur, zamieszkałych w przeważającej części przez ludność wyznania ewangelickiego.

Przemiany 1989 r., następnie przystąpienie do Unii Europejskiej, wywołały zjawisko, którego władze chyba się nie spodziewały. W przyjętej przez GUS (Główny Urząd Statystyczny) definicji oraz ustawie regulującej formę spisu powszechnego w 2011 r. czytamy: „Narodowość (…) jest deklaratywną (…) cechą indywidualną każdego człowieka, wyrażającą jego związek emocjonalny, kulturowy lub genealogiczny z określonym narodem”.

Podczas przeprowadzonego w 2011 r. spisu powszechnego, według oficjalnych wyników, 86,43% ankietowanych mieszkańców Polski zadeklarowało narodowość polską, a więc 13,57%, co daje liczbę 5,19 mln mieszkańców, zadeklarowało narodowość inną niż polska, wymieniając ją jako jedyną lub w drugiej kolejności.

A jak sprawy narodowości przedstawiają się obecnie na Śląsku? Pomijając uznaną mniejszość narodową niemiecką w spisie powszechnym 2002 r. pojawiła się narodowość śląska, prawnie nie uznana (w Republice Czeskiej – tak), którą zadeklarowały 173 153 osoby, w tym 148,5 tys. w województwie śląskim i 24, 2 tys. w województwie opolskim. W polskiej części Śląska Cieszyńskiego narodowość śląską zadeklarowało wtedy 1045 osób. W spisie powszechnym 2011 r. narodowość śląską zadeklarowało 847 tys. osób, w tym 376 tys. zadeklarowało ją jako jedyną narodowość, 436 tys. jako identyfikację pierwszą, a 411 tys. jako identyfikację drugą. Znamienne, że w kilkunastu powiatach narodowość śląską zadeklarowało ponad 30%, a nawet ponad 40% mieszkańców. W powiecie cieszyńskim deklarację narodowości śląskiej wyraziło około 3% mieszkańców.

Zakończę moje wystąpienie trawestacją pewnego chińskiego przysłowia: przypadło nam żyć w ciekawych czasach…

 

[1]      W Bibliotece Tschammera Parafii E-A Cieszyn

[2]      Jan Muthman – Wierność Bogu i cesarzowi…, Gottfried Tramp, Brzeg 1716

[3]      w: Ludwik Brożek, red.: Wspomnienia cieszyniaków, Cieszyn 1964, str. 50

[4]      Ludwik Zejszner, Podróż do źródeł Wisły

[5]                    Edward Buława, Pierwsi szermierze ruchu narodowego na Śląsku Cieszyńskim,  Pro Filia, Cieszyn 1997, s. 57.

[6]               Ibidem, s. 176-177.

[7]      Klemens Matusiak, Walki Ziemię Cieszyńską w latach 194-1920, Pamiętniki, 1930 Nakładem własnym, s. 178 [Klemens Matusiak (1881-1969) – oficer wojsk austriackich, konspirator, dowódca przewrotu wojskowego 31.10 / 1.11.1918 w Cieszynie, kapitan Wojska Polskiego – J.P.]

[8]      Ibidem, s. 158

[9]      Sympozjum Ewangelickie, Wisła-Jawornik 2-4 IX 1994. Zbiór referatów i głosów w dyskusji, Towarzystwo Ewangelickie w Cieszynie, Cieszyn 1994, s. 35.

 

Abstract

Jan Puczek

 Die Spezifik der Selbstwahrnehmung und der Ausbildung der nationalen Identität im Teschener Schlesien in der zweiten Hälfte des 19. und Anfang des 20. Jahrhunderts

Das Teschener Schlesien ist der Teil Schlesiens, der am weitesten im Südosten liegt, der von Anbeginn der Geschichte von Bevölkerung polnischer Nationalität bewohnt wird. Historisch hat sich, durch seine Lage im Grenzgebiet, mehrfach seine staatliche Zugehörigkeit geändert; bis 1327 – polnisch. Die Reformation im 16. Jahrhundert trug dazu bei, dass die polnische Sprache sich, in Form der Teschener Mundart, gefestigt hat, die dem Polnischen der Renaissance am nächsten ist.

            In Vielvölkerstaaten, zu denen die Habsburger Monarchie gehörte, begann der Prozess der Befreiung unterschiedlicher Völker im Streben nach einer eigenen souveränen Staatlichkeit im 19. Jahrhundert und wurde unter dem Einfluss des Völkerfrühlings des Jahres 1848 beschleunigt. Im Teschener Schlesien hatte die Evangelische Kirche und sein polnischsprachiges Schulwesen, obwohl sie in der Minderheit blieb, den größten Einfluss auf die Ausprägung der polnischen, mit der Sprache verbundenen, nationalen Identität.

Das Teschener Schlesien erlangte nach sechs Jahrhunderten außerhalb des Mutterlandes – Polen – im Jahr 1918 mit eigenen Kräften die Unabhängigkeit von der Habsburger Monarchie und Böhmen und schloss sich dem wieder entstehenden Polnischen Staat an.

 

Jan Puczek

Die Spezifik der Selbstwahrnehmung und der Ausbildung der nationalen Identität im Teschener Schlesien in der zweiten Hälfte des 19. und Anfang des 20. Jahrhunderts

„Subregionen von Schlesien – territoriale und geistige Gemeinschaft auf der Europa-Karte“

III. Seminar „Schlesien ohne Grenzen”, Świeradów-Zdrój, Hotel Sudetia, 14.-16. Juni 2019

 

Die Prozesse der Selbstwahrnehmung und der in ihnen auftretenden Veränderungen können mit der Zugehörigkeit zu einer bestimmten gesellschaftlichen Klasse, Religion, Sprache, Kultur verbunden sein, und in ihrem weiteren Verlauf – auf mit der Ausbildung der nationalen Identität, aber auch der national-politischen Identität. Für Zwecke des vorliegenden Vortrags werden wir nationale Identität als Identität einer ethnischen Gruppe verstehen, die eine gemeinsame Sprache sowie materielle und geistliche Kultur verbindet, wobei eine andere Definition dieses Begriffs ausgelassen wird, die sie mehr in rechtlicher Sicht, als „alle Bürger“ auffasst. In unserem Vortrag konzentrieren wir uns vor allem auf die sprachliche Seite, als die wichtigste in der Selbstwahrnehmung und der Ausbildung der nationalen Identität. Die Prozesse der Selbstwahrnehmung werden eher in den Grenzgebieten von Staaten und in den mit ihnen verbundenen, politisch strittigen Territorien beobachtet. Ein besonderes Beispiel kann hier in den vergangenen mehr als 150 Jahren das Teschener Schlesien sein, in der Vergangenheit das Herzogtum Teschen.

Das Herzogtum Teschen entstand im Jahr 1290, infolge der Teilung des Herzogtums Oppeln. Das ist das Gebiet zwischen dem Fluss Ostrawica im Westen und dem Fluss Skawa im Osten, das der südöstlichste Teil von Schlesien ist. Seine anfängliche Fläche betrug 5.190 km² Weitere Aufteilungen des Herzogtums und der Aufkauf seines östlichen Teil, der mit der Zeit dem Königreich Polen untergeordnet wurde, bewirkten, dass als Ostgrenze der Fluss Biała (zwischen Bielsko und Biała) festgelegt wurde, und die Fläche des Herzogtums sich auf 2.280 km² verringerte und in das Herzogtum in dieser Größe bis 1918 blieb.

Vom Anbeginn der Geschichte bis 1327 gehörten die Gebiete des Herzogtums Teschen zu Polen, dann zweihundert Jahre lang als Lehen zu Böhmen, uns später, bis  zum Ende des Ersten Weltkriegs, zusammen mit Böhmen, zu Österreich. Politisch besonders stürmisch war das 20. Jahrhundert, in dem die Generation meiner Eltern innerhalb eines Vierteljahrhunderts sechs Mal ihre staatliche Zugehörigkeit wechselte, indem sie sich auf dem Gebiet von Österreich, Polen, Böhmen, dann wieder Polen, Deutschland, und Polen                  Deutschland bzw. Böhmen befand.

Wie hat sich in einer solchen historischen politischen Veränderlichkeit die Selbstwahrnehmung gestaltet, und die sich mit der Zeit ausbildende nationale Identität? Die Selbstwahrnehmung, insbesondere in Grenzgebieten, in Verbindung mit natürlichen geographischen Grenzen, sprachlichen und religiösen Besonderheiten, der Art, zu wirtschaften bzw. sich zu kleiden, existierte selbstverständlich, aber das Bewusstsein von Identität und nationaler Gemeinschaft mit Gemeinschaften, die Dutzende oder Hunderte Meilen entfernt waren, konnte in verschwindend geringem Grad existieren und sich auf eine kleine Gruppe beschränken, die in der gesellschaftlichen Hierarchie am höchsten stand. So also hatte das Volk im uns interessierenden Gebiet ein regionales Bewusstsein, in dem eine übergeordnete Rolle die Loyalität gegenüber den eigenen Herzögen der Dynastie der Piasten hatte, und dann auch der Habsburger-Dynastie; somit müsste man eher von  einem Bewusstsein des Untertanentums sprechen, und nicht vom nationalen Bewusstsein.

Der aus Teschen stammende herausragendste slawische Poet der ersten Hälfte des 17. Jahrhunderts, der Liederdichter dreier Völker, Jerzy Trzanowski, bezeichnete sich auf dem Titelblatt der Postille von Hunius (in deutscher Sprache), der einzigen erhaltenen Position aus seiner Büchersammlung als: Georgius Tranoscius Silesius tesinensis[1]. Die Sprache seiner Kindheit war das Polnische in lokaler Variante, er war Untertan des Herzogs von Teschen und des Königs von Böhmen (Habsburg), wurde an lateinisch- und deutschsprachigen Schulen ausgebildet; als Lehrer und Pfarrer arbeitete er u.a. in Holešov in Mähren, in Prag, in unserem Bielsko und in der Slowakei: auf der Arwaburg und in Liptovský Mikuláš. Sein größtes Werk, sein Kanzional Cithara sanctorum (Lewocza, 1636), das in tschechischer Sprache geschrieben wurde, diente Protestanten (tschechisch-, slowakisch- und polnischsprachigen – aber nur hier im Herzogtum Teschen) fast drei Jahrhunderte lang und hatte über 215 Auflagen. Kann man in diesem Kontext von einer nationalen Identität der aus diesem Kanzional singenden Gläubigen sprechen? Insbesondere, da die literarische Sprache der Slowaken im 17. und 18. Jahrhundert nicht existierte, sie wurde erst ab Mitte des 19. Jahrhunderts geschaffen, und den polnischsprachigen Protestanten des Herzogtums Teschen die tschechische Sprache allgemein bekannt war.

 Ich möchte hier noch das Beispiel meines Vaters anführen, der 1892 geboren wurde, der sechs Jahre lang österreichischer Soldat war. Mein Vater hatte etwas gehört und sprach gut über den Piastenherzog Wacław III. Adam (1524-1579), der die Reformation im Herzogtum einführte; er sprach auch von der Stabilität und der musterhaften Ordnung unter der Herrschaft von Kaiser Franz Josef (1848-1916). Seine Muttersprache, die Muttersprache seiner Familie, des ganzen Dorfes Cisownica, der Heimat, war das Polnische, aber bereits die gehobene (amtliche) Sprache, die wichtiger war, war das Deutsche, obwohl das Polnische im Herzogtum gleichberechtigt war. Wie war seine Selbstwahrnehmung und nationale Identität bis 1918?

Nach dieser Einleitung möchte ich die Spezifik der Selbstwahrnehmung und der Ausbildung der nationalen Identität im Herzogtum Teschen näher bringen, die ein gewisses Phänomen im Streben seiner Bevölkerung nach einem unabhängigen Polen darstellen kann.

Die zukünftigen Grundlagen dieser mit der polnischen Sprache verbundenen Identität, deren Bedeutung wir im Weiteren ebenfalls anführen werden, gab die Reformation, durch den allgemeinen Unterricht in polnischer Sprache und polnische Bücher, die ab den vierziger Jahren des 16. Jahrhunderts präsent waren. Die Gegenreformation, die sich während des gesamten 17. Jahrhunderts entwickelte und verstärkte, schaffte es nicht mehr, den Protestantismus, der sich im einfacher Volk eingeprägt hatte, zu entwurzeln, und insbesondere unter den Bauern und Hirten, die die Dörfer am Fuße der Berge und in den Bergen bewohnten.

Nach dem Altranstädter Frieden und der Altranstädter Konvention (1706, 1707) begannen die Protestanten evangelischer-augsburgischer Konfession im Jahr 1709, in Teschen eine der Gnadenkirchen von Kaiser Josef I. zu bauen. Aber bevor die Kirche erbaut wurde, begann der Schulunterricht und wurden für sie Schulen gebaut. Das evangelische Gymnasium war anfangs lateinischsprachige, aber die Elementarerziehung war in der Sprache des Volkes, das heißt, auf Polnisch. Bis 1730 gaben die Teschener Pastoren mehr als 20 Druckausgaben heraus, alle in polnischer Sprache, und Probst Jan Muthman schrieb in seinem Vorwort zum ersten polnischen Buch, das in Teschen geschrieben wurde, Treue zu Gott und dem Kaiser in verpesteten Zeiten, so:  (…) dem Volke Gottes (…) persönlich dienen, die der polnischen Sprache sind, und meine Schreibwiese oder mein leichter Stil ist das Polnische, manchmal an die Gewohnheiten meiner heutigen Zuhörer angepasst[2]. Das Buch enthielt in gleichem Maße religiöse Inhalte wie auch Hinweise, wie bei Pest vorzugehen ist und wie ihr vorzubeugen ist.

In der Propaganda mancher tschechischer Historiker wird versucht, davon zu überzeugen, dass die polnische Sprache im 18. Jahrhundert im Teschener Schlesien von evangelischen Pfarrern eingeführt und ausgeprägt worden würde, die hauptsächlich aus Niederschlesien hierhergekommen seien, und dass sie die polnischen Bücher geschrieben hätten. Tatsache ist, dass es protestantische Pastoren, die aus diesen Gebieten kamen, hier überhaupt nicht gab, und die Voraussetzung für die Einstellung eines evangelischen Pfarrers dessen gute Polnisch-Kenntnisse waren, damit zumindest die Predigt verstanden wurde. Der erwähnten Propaganda widersprechen allerdings die aus diesem Gebiet stammenden katholischen Priester, die ab den fünfziger Jahren des 18. Jahrhundert sich wesentlich engagierten, um das gedruckte Wort zu erschaffen.

Ein weiterer Fortschritt bei der Verbreitung und Festigung der polnischen Sprache erfolgte nach dem Toleranzedikt von Kaiser Josef II. (1781), kraft dessen im Herzogtum mehr als ein Dutzend evangelischer Kirchen gebaut wurden, und an ihnen und in den umliegenden Ortschaften weitere polnischsprachige Schulen, was ein weiterer Schritt war, um das Polnische zu festigen, das für die Formierung der zukünftigen nationalen Identität so wesentlich war. Beachtenswert ist die Tatsache, dass katholische Schulen, als vom Staat unterhaltene Schulen (hier vom böhmischen Staat), in tschechischer Sprache, die den Schülern fremd war, unterrichteten. Diese Sachlage hielt bis zur ersten Hälfte des 19. Jahrhunderts an, aber die Entwicklung der Industrie (Dampfmaschine), des Verkehrswesens und des Transports (Eisenbahn) sowie des Drucks und der Verbreitung von Büchern, Schulwesen und Lesen brachte quantitative Änderungen, in deren Effekt unterschiedliche qualitative Änderungen eintreten konnten.

Die Selbstwahrnehmung mit regionalem Charakter haben wir bereits erwähnt. Und wie war es mit der damals potentiellen Ausbildung der nationalen Identität? Diesen Zustand stellt am besten der Sohn eines Bauern und Häuslers, Andrzej Cinciała (1825-1898), aus Kozakowice Górne, dar, der sich so an seine ersten Schuljahre (um 1840) am evangelischen, deutschen Gymnasium in Teschen erinnert:

Wir waren fünf Schlesier. Alle trugen die Volkstrachten, alles Bauernsöhne, alles

Protestanten, Teschener Gymnasiasten, in einem Alter und in einer Klasse, alle „Kostgänger“, alle Deutsche, obwohl unsere Eltern kein einziges Wort auf Deutsch kannten[3].

(„Kostgangerzy“ – Kostgänger, mit prodeutscher Orientierung, loyal gegenüber dem Kaiser bzw. auch in einer Kantine gemeinsam essend).

Worin sind also die Quellen und Ursachen für das nationale Erwachen zu suchen, jenes Phänomen, das hier in den 1840er Jahren auftauchte, das keinen Präzedenzfall kannte, das einmalig in der Geschichte Polens, ohne Blutvergießen, ohne einen einzigen Schuss das Teschener Schlesien nach sechs Jahrhunderten der Trennung ins Mutterland zurück führte? Versuchen wir, zumindest einige zu erwähnen:

– Schulordnung und die obligatorische Elementarerziehung in der Sprache des Volkes in der Zeit der Reformation;

– Fortsetzung dieses Unterrichts, als dies wieder möglich war;

– das Hochpolnische der hier bei den Protestanten populären Postillen, insbesondere der Postylla chrześcijańska (Toruń, 1620-21) von Pfarrer Samuel Dambrowski), die in mehr als ein Dutzend Auflagen herausgegeben wurde;

– polnische evangelische und katholische Kanzionale ab Mitte des 19. Jahrhunderts, die sprachliche Vorbilder und die Schönheit der Poesie ihrer Lieder bewahrten und boten;

– das Auswendigkennen vieler religiöser Lieder und deren Singen entsprechend der Tageszeit, der Jahreszeit, der Art der Feiertage, gehörte zu den Tugenden, die allgemein gepflegt wurden;

– das reiche traditionelle weltliche Brauchtum, das mit religiösen Inhalten getränkt war, in Verbindung mit unterschiedlichen Ereignissen, z.B. mit Hochzeitsfeiern, insbesondere auf dem Dorf, mit Erntedankfesten, die auch auf den größeren Bauernhöfen kultiviert wurden, mit den Neujahrswünschen, mit dem Dreikönigstag, Pfingsten usw.;   

– die Notwendigkeit für Gymnasiasten, die sich auf ihre Arbeit als Lehrer, aber auch als zukünftige Pastoren vorbereiten, Polnisch besser zu beherrschen;

– das Beispiel tschechischer Schüler, die am Gymnasium Arbeitskreise, sog. Česka beseda, bildeten, um sich in der Muttersprache zu verbessern (auch zu den bereits genannten Zwecken);

– die Unterstützung, auch materieller Art, in der kulturell stabilen Schicht der reicheren Bauern, den sog. „siedloki“ (Siedler, die mehr als ein Dutzend Hektar Land und ein paar Pferde besaßen), insbesondere Protestanten, die überwiegend eine höhere Bildung als die Elementarbildung hatten, sowie im slawophilen Bürgertum;

– der allgemein zivilisatorische und gesellschaftliche Fortschritt, wovon zumindest die Tatsache zeugt, dass selbst Bauern im Herzogtum Teschen eigene kleine Bibliotheken in drei Sprachen besaßen, sowie das Schaffen der sog. piśmiorzy [Schreiberlinge], die Tagebücher und Notizen mit unterschiedlichem Inhalt führten.

 Ein Beispiel kann hier der Bauer Jura Gajdzica (1777-1840) aus Cisownica sein, der seine Buchsammlung mit eigenhändig gefertigten Ex-Libris versah, den ersten bäuerlichen Ex-Libris in polnischen Gebieten. Wir möchten anmerken, dass jener Jura Gajdzica kein polnisches nationales Bewusstsein hatte – er fühlte sich als Untertan des Kaisers von Österreich.

 Ein anderes Beispiel für das geistige Niveau kann ein durchschnittlicher Mensch sei, ein Forstgehilfe aus Wisła bei Barania Góra, den im Jahr 1849 der Geograph und Professor

der Jagiellonenuniversität Krakau, Ludwik Zejszner, auf einer Reise zu den Quellen der Weichsel traf. Dieser gewöhnliche Forstgehilfe überraschte den Gelehrten durch das intellektuelle Niveau des Gesprächs, er interessierte sich für Poesie und kannte das lange, idyllische Poem Wiesław von Kazimierz Brodziński auswendig[4].

Um auf unsere Frage zur Rückkehr zum Mutterland und zur Suche nach dem Impuls zurückzukehren, der den Prozess der Veränderung der Selbstwahrnehmung und der Ausbildung der nationalen Identität im Herzogtum Teschen begann, finden wir die Antwort u.a. in den sorgfältig geführten Tagebüchern von Paweł Stalmach und des bereits erwähnten Andrzej Cinciała. Paweł Stalmach (1824-1891) aus Bażanowice bei Teschen, der an seine zukünftige Arbeit als Pastor oder Lehrer dachte, machte sich in seinem letzten Jahr am evangelischen Gymnasium in Teschen bewusst, welche Mängel er im Polnischen hatte, das er bei seiner Arbeit verwenden sollte. Im Jahr 1842 gründete er zusammen mit befreundeten Mitschülern (alle aus dem Stand der Bauern) (mit Einverständnis der Obrigkeit am Gymnasium einen Arbeitskreis unter dem Namen Złączenie Polskie [Polnische Verbindung], dessen Ziel es war, sich in der polnischen Sprache weiterzubilden. Anfangs hatten diese Schüler zum Lernen nur gut ein Dutzend polnische Bücher, deren Fehlen nach über mehr als fünfzehn Jahre spürbar war. Das war der Grund für Fußwanderungen der Schüler ins 135 km entfernte Krakau, um polnische Bücher zu besorgen. Die Tätigkeit von Stalmach in der Złączenie Polskie machte ihm und den Teschener Schlesiern zum ersten Mal ihr Anderssein gegenüber Deutschen und Tschechen bewusst. Trotzdem fühlte er sich, als er sich 1843 zum weiteren Studium nach Pressburg (Bratislava) begab, und dann nach Wien, als Kandidat zum schlesischen Intelligenzler noch als Deutscher. Kontakte zu slowakischen und tschechischen Nationalisten in Pressburg, insbesondere aber zu Polen in Wien, prägten sein volles Bewusstsein der Zugehörigkeit zum polnischen Volk aus.

Schülerorganisationen sind natürlich keine dauerhafte Angelegenheit. Im Jahr 1847 entstand am bereits genannten Gymnasium die „Gesellschaft der Polnisch Lernenden“. Man kann feststellen, die die genannten zwei Organisationen sowie das evangelische (weiterhin deutsche) Gymnasium selbst, an dem die Mehrheit die Söhne polnischsprachiger Bauern darstellten, den Anfang zu fundamentalen Veränderungen in der neuen Selbstwahrnehmung und zur Ausbildung der nationalen Identität bildeten. Aus den Schülern des evangelischen Gymnasiums gingen, obwohl es deutsch war, fast alle Lehrer polnischsprachiger Schulen an evangelischen Kirchengemeinden hervor. An jenem Gymnasium wurde auch der Grundstück für die Berufsorganisation der Lehrer gelegt, und seine Absolventen, bereits nationalbewusste Polen gründeten in den 1860er Jahren in Ustroń den „Weichsel-Kreis“ der Lehrer, dann, den bereits über eine Rechtspersönlichkeit verfügenden „Polnischen Pädagogik-Kreis“, der 1895 den Namen „Polnische Pädagogische Gesellschaft“ annahm, als erste polnische Lehrerorganisation in polnischen Landen.

Der Völkerfrühling des Jahres 1848 war der Durchbruch bei der Selbstwahrnehmung und stellte den Beginn des Prozesses der Ausbildung des Bewusstseins vieler Nationalitäten in Europa dar, insbesondere in der österreichisch-ungarischen Vielvölkermonarchie. Die Lockerung von Rechten, die Bauernbefreiung, das Auftauchen

von bereits relativ zahlreichen, an Universitäten ausgebildeten, nationalbewussten jungen gesellschaftlichen Eliten bot die Chance, die intellektuelle, gesellschaftliche, nationale und politische Führung ihrer Völker in der Monarchie zu übernehmen. Auf dem Slawenkongress 1848, der in Prag stattfand, schlossen sich die Delegierten aus dem Herzogtum Teschen nicht der tschechischen Gruppe an, sondern traten gemeinsam mit Polen aus dem über eine deutliche Autonomie verfügenden sog. Galizien aus, das ein halbes Jahrhundert zuvor, infolge der Polnischen Teilungen, zur Habsburger Monarchie gekommen war. Noch im Oktober 1848 wurde die „Teschener Gesellschaft zur Perfektionierung in der Polnischen Sprache“ gegründet, besser bekannt unter dem Namen „Polnischer Lesesaal“, die über eine sich stetig vergrößernde Bibliothek verfügte. Nach ihrem Beispiel und durch ihre Wirkung entstanden mehr als ein Dutzend weitere polnische Lesesäle und Bibliotheken, sowohl weltliche als auch kirchliche in den Kirchengemeinden beider dominierenden Konfessionen. Im Jahr 1849 entstand in Cieszyn die erste polnische Zeitung, „Tygodnik Cieszyński” [Teschener Wochenblatt]. Innerhalb eines halben Jahrhunderts hatten von mehreren Dutzend nationalen polnischen Organisationen, die entstanden, mehr als zwanzig Bildungsarbeit in ihrem Programm. In den 1850er und 1860er Jahren wurden im Herzogtum in hohen Auflagen erste polnische Liederbücher, evangelische und katholische Kanzionale herausgegeben, die danach oft neu aufgelegt wurden. Zu erwähnen sind auch die sog. nationalen Vergnügen, die von Protestanten in den 1860er Jahren in den Dörfern rund um Teschen organisiert wurden. An ihnen nahmen jeweils bis zu einigen Tausend Teilnehmern teil. An dem Vergnügen, das am 9.08.1869 in Sibica stattfand, nahm u.a. Fürst Jerzy Czartoryski teil. Diese Vergnügen, die mit Poesie, Liedern, Orchesterauftritten, Vorträgen, Diskussionen, (aber auch mit regionalen Gerichten und Verkostungen) gefüllt waren, leisteten nach Ansicht von Historikern und Soziologen einen großen Beitrag zum Erleben der Bildung einer Gemeinschaft, zum Gefühl einer positiv empfundenen nationalen Besonderheit, zur Demonstration slawisch-polnischen Patriotismus und Kraft nach außen.

Im Jahr 1873 wurde in Teschen das „Erbe des selig gesprochenen Jan Sarkander für das Polnische Volk in Schlesien“ gegründet, dessen Hauptziele die Verbreitung der katholischen Bildung und der Allgemeinbildung unter dem polnischen Volk, insbesondere in Schlesien waren, und im Jahr 1881 – die „Evangelische Gesellschaft für Volksbildung“ mit ähnlichen Zielen.

Im Jahr 1885 entstand auf Initiative von Paweł Stalmach die „Schulische Muttergesellschaft für das Herzogtum Teschen“, eine der ältesten und größten patriotischen Organisationen in Schlesien, mit Bildungs- und Kulturzielen. Ihr übergeordnetes Ziel war die Gründung eines polnischen Gymnasiums. Das Private Polnische Gymnasium der „Schulischen Muttergesellschaft für das Herzogtum Teschen“ wurde 1895 eröffnet, und nach acht Jahren Unterricht und dem ersten Abitur im Jahr 1903 wurde es als staatliche Schule unter dem Namen „Kaiserlich-Königliches Polnisches Gymnasium“ in Teschen angenommen.

Von der Gründung der Złączenie Polskie bis zur Gründung des Polnischen Gymnasiums verging ein halbes Jahrhundert. Die Veränderungen, die im Bewusstsein eingetreten waren – in unserem Themenfeld hier: Selbstwahrnehmung und Ausbildung der Identität im Teschener Schlesien – haben hier weder einen Präzedenzfall noch ein Äquivalent in polnischen Gebieten. Gibt es also irgendein historisches Datum, ein Ereignis, das darüber entschied? Zitieren wir hier den Historiker Edward Buława (einen Katholiken, was in diesem Fall wesentlich ist), der in der ernsthaftesten Monographie zu diesem Thema so schrieb:

Der Prozess der Ausbildung der polnischen nationalen Bewegungen im Teschener Grenzgebiet begann im Jahr 1842, als Paweł Stalmach zusammen mit Jan Bujak und Jan Szarc die Złączenie Polskie gründete[5].

und:

Der Kreis der Intelligenzler vom Höheren Tor [hier: der Evangelischen Kirche und des Evangelischen Gymnasiums – J.P.] spielte eine entscheidende Rolle bei der Gründung neuer nationaler Institutionen, … es reicht, sich die Listen der Mitglieder der ersten Abteilungen [hier: Vorstände, Gremien – J.P.] dieser Gesellschaften anzuschauen, um diese Tatsache als unbezweifelbar anzuerkennen. … Mit der politischen Tätigkeit war es nicht anders[6]

Erster Weltkrieg. Die polnischen Soldaten müssen gegeneinander kämpfen, da sie sich in der österreichischen und deutschen Armee gegen die russische Armee befinden. Die kämpfenden Parteien versuchen, die Polen zu gewinnen, indem sie ihnen versprechen, nach einem Sieg den Polnischen Staat wiederherzustellen.

Am 16. Oktober 1918 verkündete der österreichische Kaiser Karl I. ein Manifest, das die Umwandlung der Monarchie in einen föderalistischen Staat ankündigte, der aus autonomen „staatlichen Organismen“ der Nationalitäten bestehen würde.

Am 19. Oktober 1918 entstand in Teschen der „Nationalrat des Herzogtums Teschen“. Der Rat gründete drei verschiedene Organisationen, von denen jede von sieben Delegierten vertreten wurde, unter denen sich obligatorisch eine Frau und drei Co-Vorsitzende befinden mussten. Der Rat fand allgemeine Unterstützung; sechzig Bürgermeister aus allen ländlichen Gemeinden gaben das Versprechen ab, sich unterzuordnen. Es fanden riesige Kundgebungen mit vielen Tausenden Teilnehmern statt, damit das Herzogtum Teschen dem sich ausbildenden Polnischen Staat angeschlossen wurde. In der Nacht vom 31. Oktober zum 1. November führten polnische Offiziere aus den in Teschen stationierten österreichischen Truppen, zusammen mit einer vereidigten polnischen Kompanie und einer sich freiwillig anschließenden Kompanie, und sogar einer deutschen, einen blitzschnellen militärischen und politischen Umsturz durch. Der Umsturz fand ohne Blutvergießen und ohne einen einzigen Schuss statt. Dieser Umsturz war eine völlig natürliche Sache, die das Ergebnis langjährigen nationaler Bestrebungen in Schlesien war.[7]

Am 1. November 1918 war Teschen mit dem gesamten Herzogtum das erste, völlig souveräne Stückchen polnischer Gebiete, das seinen Beitritt zum sich ausbildenden

Polnischen Staat meldete. Nationale Euphorie und große Hoffnungen erreichten ihren Höhepunkt. Ein kleines, aber bedeutsames Beispiel dieser Situation möge die Haltung der Schüler der älteren Klassen des Polnischen Gymnasiums und des Lehrerseminars sein: „…die obersten Klasse … waren am 1. November verlassen und die Schüler begannen ihren freiwilligen Militärdienst. Die niedrigeren Klassen hingegen meldeten sich direkt nach dem Unterricht auch zu irgendwelchen Diensten, nur, um irgendwie zu helfen…” [8]

Leider gehörten die nächsten zwei Jahre zu den schwierigsten Jahren (abgesehen vom Zweiten Weltkrieg) in der Geschichte des Teschener Schlesiens. Was passierte in den folgenden Jahren mit der Selbstwahrnehmung und der Ausbildung der Identität? – Verändern und verfestigen sich diese Prozesse auf einer gewissen Etappe?

Obwohl unser Thema diesen Aspekt nicht umfasst, lädt das Jahrhundert der großen Ereignisse dazu ein, eine gewisse Rückschau zu halten. In den Grenzgebieten bestand, wie bereits erwähnt, immer das Problem der ethnischen Nationalität und der politischen Nationalität. Sprache und Kultur müssen kein Maßstab für die ethnische nationale Identität sein, insbesondere im Kontext der politischen Nationalität.

Der tschechisch-polnische Krieg im Januar 1919, als das beste Teschener Bataillon zur Verteidigung von Lemberg abkommandiert wurde, unter verschwindend geringer Unterstützung des polnischen Heeres, unter extrem schwierigen Bedingungen (Hunger) – während die tschechischen Machthaber sich im höchstmöglichen Grad um die Bedürfnisse des westlichen, besetzten Teils des Teschener Schlesiens kümmerten; eine starke deutsche Minderheit, die eher den tschechischen Staat wählte – diese und zahlreiche andere Faktoren konnten Zweifel wecken, ob die Polen die Volksabstimmung im Teschener Schlesien gewinnen könnten. Am 28. Juli 1920 nahm der Botschafterrat der Entente die für Polen ungünstige Teilung des Teschener Schlesiens vor. Die Behandlung der Teschener Schlesier und der Oberschlesier durch die Zentralmächte, auch der Teschener Schlesier aus dem Olsagebiet, die sich nach dem 2. Oktober 1938 in Polen wiederfanden, ist in keiner guten Erinnerung geblieben. Hier zitieren wir die Worte der Kunsthistorikern Prof. Dr. Ewa Chojecka aus ihrem Vortrag auf dem I. Evangelischen Forum im Jahr 1994:

Der Teschener ( …) Protestantismus (…) wird nach 1918/20 mit diesem erträumten Polen konfrontiert. Und das war eine Liebe, die nicht erwidert wurde. Jene Nichterwiderung wurde schmerzhaft empfunden… so war es und ist es bis heute. Und das ist der Grund für das schlechte Wohlbefinden in unserer Gemeinschaft[9].

            Und wie war es nach dem Zweiten Weltkrieg? Die kommunistischen Machthaber bemühten sich darum, es dazu zu bringen bzw. wenigstens die Überzeugung davon zu schaffen, dass Polen ein national fast homogenes Land ist. Allerdings konnten sich nach 1956 viele Bürger outen, z.B. als Personen deutscher Nationalität, denen zuvor nicht erlaubt worden war, auszureisen, bzw. die ihre Heimat nicht verlassen wollten. Das betraf hauptsächlich die sog. „Wiedergewonnenen Gebiete“-  insbesondere Schlesien und Masuren, die überwiegend von evangelischer Bevölkerung bewohnt waren.

Die Wende im Jahr 1989, dann der Beitritt Polens zur Europäischen Union, rief ein Phänomen hervor, dass die Behörden wohl nicht erwartet hatten. In der vom polnischen Hauptstatistikamt (Abk. GUS) zugrunde gelegten Definition und dem Gesetz, das die Form der Volkszählung im Jahr 2011 regelt, lesen wir: „Nationalität (…) ist eine deklarative (…) individuelle Eigenschaft jedes Menschen, die sein emotionales, kulturelles bzw. genealogisches Verhältnis zu einer bestimmten Nation zum Ausdruck bringt“.

Bei der Volkszählung im Jahr 2011 deklarierten, nach offiziellen Ergebnissen, 86,43% der befragten Bewohner von Polen die polnische Nationalität, also deklarierten 13,57%, was 5,19 Millionen Bewohner ausmacht, eine andere Nationalität als die polnische angab, indem sie sie als einzige bzw. in zweiter Linie angaben.

Und wie sehen die Fragen der Nationalität gegenwärtig in Schlesien aus? Wenn man die in der Volkszählung 2002 anerkannte deutsche Minderheit auslässt, ist die schlesische Nationalität aufgetaucht, die rechtlich nicht anerkannt ist (in der Tschechischen Republik – ja), die von 173.153 Personen deklariert wird, darunter 148.500 in der Wojewodschaft Schlesien und 24.200 in der Wojewodschaft Oppeln. Im polnischen Teil des Teschener Schlesiens gaben damals 1.045 Personen die schlesische Nationalität an. In der Volkszählung von 2011 gaben 847.000 Personen die schlesische Nationalität an, darunter 376.000 als einzige Nationalität, 436.000 als erste Identifikation und 411.000 als zweite Identifikation. Bedeutsam ist, dass in mehr als einem Dutzend Landkreisen die schlesische Nationalität von mehr als 30% und sogar von mehr als 40% der Einwohner deklariert wurde. Im Landkreis Teschen gaben etwa 3% der Bewohner an, schlesischer Nationalität zu sein.

Ich beende meinen Vortrag mit der Abwandlung eines bestimmten chinesischen Sprichworts: es ist uns gegeben, in interessanten Zeiten zu leben…

„Śląsk do myślenia” – wielojęzyczność a filozoficzne rozumienie świata -Schlesien zum Denken

Śląskowi do myślenia

Borys Höller, BA

Szanowni Państwo,

Śląsk, Łużyce, to dla mnie „czeskie wioski”. To niemodne już dzisiaj, niewłaściwe austriackie powiedzenie znaczy tyle, co: bardzo niewiele wiem na ten temat.

Dlatego w zamian chciałbym zaprosić Państwo, Szanowna Publiczności, do sprawdzenia razem ze mną ważności niektórych ogólnych rozważań.

Chciałbym zaproponować następujące myśli:

Wbrew powszechnej opinii niejasna tożsamość może być traktowana jako coś pozytywnego. Niewiedza, gdzie przynależymy, może stanowić nie tyle nieszczęście, co raczej szansę, która zwłaszcza w dzisiejszych czasach powinna być traktowana poważnie.

Właśnie na Śląsku z jego pełną zawirowań historią konstrukcja tożsamości stanowiła i stanowi wyzwanie.

Obce panowanie i jego skutki, oddziałujące po dziś dzień, narzucona wielojęzyczność i podobne uwarunkowania bardzo utrudniają odnalezienie duchowej ojczyzny.

Jeżeli jednak pojmować będziemy te trudności jako szansę na nieco inny rozwój duchowy, to region ten nagle będzie się wyróżniał na tle innych, mniej interesujących okolic.

W rozważaniach tych będę kroczył drogą teorii filozofa Gillesa Deleuze’a, a w większym nawet stopniu Petera Sloterdijka.

My wszyscy, począwszy od małego dziecka, uczymy się specyficznego dialektu idoli naszej jaskini, a więc rodziny, idoli naszego plemienia, to znaczy naszego narodu i regionu, a wreszcie także języka rynku i języka teatru, sceny społecznej i politycznej.

Ci idole, pojęcie zaczerpnięte z Novum Organum Francisa Bacona, nie czynią z nas indywidualistów, lecz istoty grupowe, silnie zakotwiczone w lokalnym sposobie myślenia, w obyczajach i zwyczajach naszej grupy. A czego chce grupa: chce się rozrastać, chce mieć więcej członków, więcej ziemi, więcej bogactw i umiejętności.

Od początku wszechczasów ludzie posyłani byli przez nieznane siły na świat, by pomnażać, zwiększać, stawać się lepszymi, walczyć i zwyciężać. W tym celu wyposażeni jesteśmy w ciało z jego fizycznymi, mentalnymi i emocjonalnymi zdolnościami, których pomnażanie jest także jednym z naszych zadań, ponieważ z zasady jesteśmy atletami, akrobatami, którzy lubują się w wymaganiu od siebie zbyt wiele, sprawdzaniu swych granic, wzroście i sięganiu po niemożliwe.

To wszystko jest nam przyrodzone i dostępne dla każdego człowieka od urodzenia, nawet więcej – wspiera się to i naucza się tego.

Myślenie filozoficzne

Istnieje jednak umiejętność, dla której rozwoju najczęściej brak nam czasu. Za Gillesem Deleuzem i Davidem Humem nazywam ją ‘myśleniem filozoficznym’. Najczęściej nie mamy na nie czasu, a nawet więcej: nie mamy do tego głowy. Dosłownie nie przychodzi nam do głowy, aby w ten sposób myśleć.

Zamiast tego myślimy instynktownie, jeżeli ma to się dziać szybko, wiedzeni emocjami i doświadczeniem, bądź też powoli, gdy mamy czas, z zastanowieniem i niejako naukowo. Jednak rzadko filozoficznie. Popełniamy błędy w myśleniu, mamy uprzedzenia i preferencje, a że te niedoskonałości myślenia są zgodne z teorią ewolucji, wykazała np. bardzo pięknie ewolucyjna teoria poznania.

Rozwijamy kulturę, naukę i sztukę, ale rzadko ten pogląd filozoficzny. Czym jest to filozoficzne myślenie, jak się ono rozwija i co to wszystko ma wspólnego z naszym tematem?

Nie chcę pod tym pojęciem rozumieć wyłącznie filozoficznych teorii, które rozwinęły się na przestrzeni wieków, lecz szczególne zaburzenie myślenia, tak można to nazwać, które wyrzuca nas poza naszą tożsamość grupową, czyni z nas być może kosmopolitów, czasami każe nam być religijnymi, czasami również artystycznymi lub naukowymi, ale przede wszystkim indywidualistami. Nagle konieczne się staje kwestionowanie wyuczonych umiejętności lub całkowite ich zapomnienie. Przyswojone normy i przyzwyczajenia tracą swą samodzielność i od tej pory udajemy się do kognitywnej ziemi niczyjej.

‚Myślenie jest wypadkiem’ – napisał Gilles Deleuze i miał przy tym na myśli dokładnie ten specjalny rodzaj myślenia.

W świetle tego, co powiedziałem, łatwo to zrozumieć: wrodzone myślenie służy przede wszystkim do tego, by istniejącą a priori tożsamość grupową w mniejszym lub większym stopniu przyjmować i przenosić bez jej badania. Tradycje stanowiły dlatego przez dłuższy czas modus vivendi społeczeństw, ponieważ przedstawiały rodzaj procesu kopiowania ważnych dla przeżycia mechanizmów, czy to natury praktycznej, czy też symbolicznej.

Każde wypadnięcie z tego ‚systemu immunologicznego‘, jak określa to Sloterdijk, bądź jego badanie, a więc każda indywidualizacja, przez długi czas było przypadkiem dla szamana bądź księdza, którzy przecież sami są usankcjonowanymi członkami egzystencjalnej ekscentryczności. To znaczy, aby ten, kto wypadł, mógł powrócić na łono rodziny, potrzebny jest pewien wymiar indywidualizmu.

A jeżeli wierzyć wspomnianemu wyżej filozofowi, to właśnie mnisi ćwiczący się w ascezie w swych klauzurach byli pierwszymi, którzy rozwinęli w wielkim stylu indywidualizm w dzisiejszym rozumieniu.

A w jaki sposób myślenie, które stara się być samodzielnym myśleniem, może istnieć poza jedynymi parametrami, które są na początku, a mianowicie parametrami grupy, czymś innym niż permanentnym, wypadkiem. Incipit myślenie filozoficzne.

Czym jest

Jest to myślenie, które za Friedrichem Nietzsche mówi: Nie ku miłości bliźnich i bliskich wzywam was. Wołam ku umiłowaniu dalekich i co najdalszych.

Każda teoria kompleksowych związków, które w dniu dzisiejszym zasługują na to miano, jest przeciwintuicyjna, kontraintuicyjna. Czy w teorii względności lub teorii kwantów w fizyce, czy to w teorii systemów społecznych Niklasa Luhmana, któremu zresztą zawdzięczamy również to poruszające pojęcie fachowe, czyli przeciwintuicję, wydaje się, że czas prostych objaśnień i narracji minął bezpowrotnie.

Myślenie filozoficzne jest także porównywalne z myśleniem oświeconym, które było misją humanizmu jako przeciwwagi dla państwa. Celem wychowania jest przecież z zasady obywatel, posłuszny i przydatny członek wspólnoty, jednak oświeceniu udawało się stale na nowo przekazywać młodym i zdolnym do kształtowania mózgom nowych generacji poprzez dywersyjne curriculum pewną porcję przeciwwiedzy jako wiedzę dywersyjną, właściwą dla inspirowania myślenia filozoficznego.

Czym nie jest

Można by sądzić, że myślenie filozoficzne jest jednoznaczne z oświeconym zachodnim myśleniem i jego walką o demokrację, prawa człowieka i społeczeństwo światowe.

Ale jeżeli weźmie się pod uwagę dzisiejszą walkę kulturową, którą rozgrywa się właśnie np.
w Polsce, to ujawniają się różnice.

Weźmy np. pod uwagę poprawność polityczną: o ile idea równego traktowania wszystkich ludzi jest jak najbardziej pożądana, to łatwo można rozpoznać, jak bardzo otwiera ona nowy front i tworzy przepaść między ludźmi, w której obie strony, niekiedy pełne resentymentów, wzajemnie się denuncjują.

Myślenie filozoficzne w swej najlepszej formie nie jest nowym środkiem walki, który można wykorzystywać do tego, by poczuć się lepiej niż inni, by mówić innym ludziom, jacy powinni być i który przejąć powinien świat.

Nie jest ono skierowane przeciwko tradycji, nie chce za każdą cenę zastępować starego i wstecznego czymś lepszym. Być może dlatego, że rozumie, iż wyrosłe struktury są rezerwuarami ofert tożsamości, których nie można wykarczować w naturalny sposób, nie pozostawiając pustych miejsc, których nie jesteśmy w stanie w prosty sposób ponownie wypełnić.

Demokracja jest dobrym konceptem, ale jeżeli oznacza ona walkę z każdym rozróżnieniem pomiędzy ludźmi, jeżeli staje się środkiem stłumienia wszelkiego wysiłku i związanej z nim nagrody, jeżeli pragnie tylko tego, co możliwe i zapomina przy tym o dążeniu do niemożliwego, to wówczas myślenie demokratyczne nie jest myśleniem filozoficznym.

Demokracja, ochrona środowiska, feminizm, poprawność polityczna, to wszystko są możliwe wysiłki, które myślenie filozoficzne może i chce podejmować, ale nie poprzez nawiązanie walki kulturowej. Jeżeli opłaca się dążenie do celu, to bez tłumienia woli, bez zwyciężania bądź pomnażania, lecz wyłącznie w tym celu, by zdobyć kawałek niemożliwego.

Każdy ludzki wysiłek, który wynika z woli pomnażania, sukcesu i zwycięstwa, z niejako przyrodzonej woli władzy, niesie ze sobą ryzyko bycia skorumpowanym. W każdym czasie można go wykorzystać jako nową broń przeciwko innym ludziom i grupom, w walce o zasoby oraz w ideologicznej walce przekonań, w walce o posiadanie prawa i zachowanie prawa, tych podstawowych instrumentów symbolicznego immunitetu.

Gdy widzimy tryumf naszych przekonań, to jest to mechanizm naszego symbolicznego systemu immunologicznego, który pozwala nam porządkować świat i napełnia nas sensem. Chcemy wszystkich innych przeciągnąć na swoją stronę, ponieważ chcemy rozprzestrzeniać nasz światopogląd, tak samo jak naszą kulturę, nasze dobra i naszych potomków.

I w tej walce o więcej każdy środek jest dla nas właściwy. Jest to istotna różnica w stosunku do myślenia filozoficznego, które potrafi przejrzeć te mechanizmy, ponieważ ustanawia nowy priorytet: indywidualne myślenie, bez bezwarunkowego oglądania się na tradycyjne instrukcje postępowania. Można tutaj sparafrazować bon mot Michela Foucaulta: Zawsze przeciwko czasom, ale z nadzieją na korzyść przyszłych czasów.

Do czego służy?

Nie istnieje żaden pewny środek, w jaki sposób można rozwinąć to specjalne myślenie u ludzi. Gdyby chodziło tylko o wypadki, to wsiadłbym do samochodu i wjechał w ścianę, aby w przypadku przeżycia wysiąść z auta jako filozof.

Ale nasuwa się pytanie: Do czego służy to myślenie, które nie jest takie, jak inne, które indywidualizuje ludzi i przez to osłabia ich wsparcie w grupie?

Czy ludzie nie są najsilniejsi, gdy osadzeni są w specyficznej wspólnocie? Czy cywilizacja nie osiągnęła niesłychanych szczytów, tak że końca jej rozwoju nie można bardziej i lepiej przewidzieć, nawet gdy wieszcze katastrofizmu są coraz głośniejsi?

Tak i nie. Można by argumentować, że urodziliśmy się za późno, aby w dalszym ciągu oddawać się zwykłej mentalności grupowej. Fakt, że Ziemię okrążono i podzielono na bardziej lub mniej ścisłe granice, podsumowano hasłem ‚koniec historii’. I tym samym nasze programy kulturowe, które były zawsze nastawione na wzrost i zwycięstwo, wyszły po części z użycia.

Innych jednak nie mamy, abstrahując od pierwszych prób raczkowania jako społeczeństwo światowe, o którym nikt nie ma pojęcia, jak wyglądałoby poza ONZ.

Przede wszystkim jednak nie wiemy jeszcze tak naprawdę, w jaki sposób ludzie mogą wieść spełnione, to znaczy intensywne życie pod nowym paradygmatem zdobytego świata.

Powoli dostrzegamy, że nie wystarczy wszystkiego zniwelować i w każdej wiosce zainstalować Mccoś. Nie wystarczy, co nie znaczy, że to jest złe. Przekształcić świat w globalną wioskę to jednak za mało, by dać nam stałe schronienie, ponieważ mamy potrzebę różnic, potrzebę własnych struktur, które są dla nas przejrzyste i które zapewniają nam wystarczającą symboliczną i jednocześnie realną ochronę.

Moglibyśmy wykorzystać pozbawiony walki indywidualizm, jaki rozwija myślenie filozoficzne, na przykład do tego, by zainicjować innowacje w myśleniu i działaniu, ponieważ istniejące oferty kuleją coraz bardziej, wlokąc się za niesłychanie nową sytuacją polityczną i cywilizacyjną.

Lub, by wyrazić to w sposób filozoficzny: byłoby pięknie, gdybyśmy znaleźli przydatniejsze instrumenty do „bycia w świecie“, ponieważ właściwie nie mamy nic lepszego do roboty, niż poszukiwanie nowych dróg w sposób zabawowy.

Przejdźmy więc do tych wypadków, które czynią różnicę w myśleniu.

Śląskowi do myślenia

Proszę mi pozwolić na połączenie wreszcie tego, co właśnie powiedziałem, z naszym tematem.

Śląsk, Łużyce, wydają mi się być w szczególny sposób regionem wypadków. Tutaj, tak jak wszędzie, mieszkańcy stworzyli na początek swych specyficznych idoli, swe tradycje. Jednak  w wyniku granicznego położenia tych terenów doszło do trwających stulecia wyłomów w konstrukcji tożsamości, z coraz to nowymi jej dopasowaniami i rekonfiguracjami.

Obce panowanie

Obce panowanie, zmuszenie do funkcjonowania pod obcym reżimem, a także skutki tego wszystkiego, to decentralizujący, permanentny wypadek, to poważny przypadek deterytorializacji, aby użyć tego rozgraniczającego pojęcia Deleuze’a.

Dowiedziałem się, że w tym roku obchodzony jest jubileusz 100-lecia Powstania Śląskiego. Jakkolwiek chciałbym wznieść toast z tej okazji, jakkolwiek naturalna jest walka o prawo do samostanowienia, do własnego rządu, o swobodne używanie własnego języka i praktykowanie własnej religii, to jednak jest to kontynuacja wiecznej wojny i dla naszych tutaj rozważań nie ma to większego znaczenia.

Ponieważ nawet okropieństwa wojny nie są wypadkami, które koniecznie prowadzą do myślenia filozoficznego. To jak wjechać autem w ścianę: traumatyczne przeżycie, które raczej służy temu, by przysporzyć zbyt wiele bólu i tym samym wzmocnić resentyment.

Nie, nasza próba myślenia przesunęłaby na pierwszy plan ból, permanentny wypadek, który powstaje poprzez akceptację nieakceptowalnej sytuacji, zamętu, który przynosi ze sobą przykładowo obce panowanie. Zamiast obstawać przy prawie do własnych idoli, rozpoznalibyśmy, że te przyrodzone wzorce myślenia są po prostu rzeczą następującą: niezbadanymi konstrukcjami ludzkiej natury w walce o przeżycie.

Prawdopodobnie potrzebny jest długi czas, by z resentymentu, że jesteśmy traktowani nie fair, że znaleźliśmy się w niesprawiedliwej sytuacji, dotrzeć do zrozumienia, że stoimy jedynie po stronie przegranych, a w odwrotnym przypadku być może nie postępowalibyśmy dużo inaczej.

Nie chcę przez to jednak promować moralności męczenników, przegranych jako ultima ratio. Ostatni nie mają być pierwszymi, a my nie musimy mutować z wilków w baranki, aby stać się świętymi.

Nas interesuje jedynie niedobrowolny, permanentny wypadek, który może się stać wypadkiem indywidualnego, filozoficznego myślenia. Który rozpoznaje sytuacyjne powiązanie każdego ludzkiego wysiłku i może znaleźć rozwiązanie, które nie pociąga już za sobą tego, co jest takie samo.

Dwujęzyczność

Tak samo, jak utrata samostanowienia, tak i wymuszony tranzyt z jednego języka do drugiego może mieć, a nawet często ma podobne wstrząsające oddziaływanie na nasze rozumienie bycia.

Trwanie w naszym języku ojczystym jest jedną z przyczyn, dla których traktujemy rozkazy idoli naszej ojczyzny jako absolut. Gdy wypowiadamy słowo samochód, to samochód dosłownie wyjeżdża nam z ust, jak zwykli byli mówić antyczni logicy greccy. Na początku słowo było faktycznie samą rzeczą, a my potrzebowaliśmy stuleci, by odkryć ten językowy uniwersalizm jako konstrukcję. Ten wgląd filogenetyczny nie powtarza się jednak automatycznie w każdym człowieku; aby zostać nominalistą, empirykiem, konieczny jest nieludzki wysiłek.

Ten akt siły staje się łatwiejszy, gdy zostajemy zmuszeni do używania innego języka, ponieważ przenosi nas to w inną sferę władzy, władzy, którą każdy język wywiera na otoczenie i ten przymus pomaga nam przez to rozpoznać, w jaki sposób panowanie i język wzajemnie się warunkują, a także, że sam język jest niedoskonałą konstrukcją służącą do dzielenia i rozumienia świata, krótko mówiąc, uświadamiamy sobie, że każdy z nas współpracuje przy języku i w tym zakresie jest twórcą własnej rzeczywistości

Tożsamość, którą tworzą język, dialekt, regionalne różnice językowe, jest bardzo potężną rzeczą
i nie chodzi tutaj o to, by umniejszać znaczenie wrodzenia się w język lub bagatelizowanie pragnienia swobodnego używania własnego języka.

Należy tutaj raczej również upatrywać szansy poznania, że – inaczej niż w przypadku nauki języka obcego – jest się zmuszonym do zrozumienia, że konieczność używania innego języka stanowi akt przemocy i tym samym także poznania, jak bardzo w naszym rozumieniu rzeczywistości jesteśmy zależni od języka.

Podsumowanie

Szanowni Państwo, pragnę przez to powiedzieć, że chciałbym zidentyfikować Śląsk jako region, który od długiego czasu jest bardzo właściwy do tego, by ćwiczyć się w myśleniu filozoficznym, jeżeli się tego chce.

Jako region graniczny ze zmieniającymi się obszarami władztwa, różnorodnymi zasiedleniami
i przesiedleniami, krzyżującymi się krajobrazami językowymi, stałą deterytorializacją i reterytorializacją, specyficznymi dialektami i permanentnymi konstrukcjami nazw i tożsamości ma on właśnie następującą zaletę: ponieważ naiwne samozrozumienie jest czasem trudniejszym, łatwiej można rozpoznać, że ta jedna Ziemia jest sceną, a my wszyscy aktorami zakładającymi wiele kolorowych masek.

Gdy mówię tutaj tak „ryczałtowo” o Śląsku, to jest to naturalnie uproszczenie, nawet nie wiem przecież, gdzie my się tutaj znajdujemy, czy na Dolnym czy Górnym Śląsku, czy też nawet w Górnych Łużycach. Te dla mnie „czeskie wioski” mają jednak jedną rzecz wspólną: chodzi w przenośnym sensie o wioski, a więc o mniejsze jednostki społeczne.

A to, że żyjemy teraz w trzecim tysiącleciu naszej ery i z zachowywania tradycji przestawiliśmy się na innowację, nie oznacza, że mamy inne potrzeby niż nasi przodkowie.

I okazało się, że znajdujemy się w naszym immunologicznym optimum, gdy możemy się czuć swojsko we względnie małych jednostkach.

W tym względzie nawet dla kosmopolity zaletą jest zachowanie bądź przyswojenie sobie, a nawet tylko skonstruowanie śląskiej tożsamości.

Tradycje są ważne również w naszych czasach, nawet jeżeli nie kryją w sobie tej bezwarunkowej konieczności zachowania wiedzy o udanym życiu. Są one w dalszym ciągu wehikułem zdatnym do tego, by wypełnić nasze życie sensem, aby dać nam zajęcie, coś, czym możemy się bawić, co sprawia nam radość. W tym kontekście nie gra roli, czy tradycje te są autentyczne, czy też zrekonstruowane lub też dopiero ostatnio przyswojone.

Ważniejsze jest, by mieć przejrzyste pole gry dla różnorodnych czynności, które składają się na bycie człowiekiem, czy to będzie używanie języka, kulinaria, mentalność itd., aby się identyfikować i nie musieć konkurować z całym światem.

Tradycja jako gra, która sprawia radość, spełnia wartość dodaną dla symbolicznego immunitetu,
a więc dla nadawania sensu, w przeciwieństwie do absolutnej wartości, którą trzeba bronić rękami i pazurami.

Ale uprzedzając pytanie: Dlaczego przykładowo nie wszyscy Łużyczanie są filozofami, jeżeli region ten tak bardzo się nadaje do myślenia filozoficznego? Cóż, właśnie dlatego, że myślenie filozoficzne jest wypadkiem, a my najczęściej preferujemy życie bezwypadkowe, nawet, jeżeli oznacza to posiadanie uprzedzeń, dzielenie stronniczości naszych współobywateli i prowadzenie wojny.

Szanowni Państwo, cieszy mnie, że mogłem odwiedzić ten niezwykły region, ponieważ podróże podobno kształcą – takie jest przynajmniej motto nicponia z noweli: Z życia nicponia autorstwa Josepha von Eichendorffa, niemieckojęzycznego Ślązaka.

Pierdolniem po kielonku!

Sehr geehrte Damen und Herren,

Schlesien ist für mich ein böhmisches Dorf. Diese aus der Mode gekommene, österreichische Redewendung will besagen: ich weiß herzlich wenig darüber.

Deswegen wollte ich Sie, sehr geehrtes Publikum, stattdessen einladen, einige allgemeinere Überlegungen gemeinsam mit mir auf ihre Gültigkeit zu überprüfen.

Ich möchte folgende Gedanken proponieren:

Entgegen der landesüblichen Meinung kann eine unklare Identität als etwas Positives betrachtet werden. Nicht zu wissen wohin man gehört ist so gesehen nicht nur ein Unglück, sondern eine Chance, die gerade in unserer Zeit ernst genommen werden sollte.

Gerade in Schlesien, mit seiner turbulenten Geschichte, war und ist die Identitätskonstruktion eine Herausforderung.

Fremdherrschaft und ihre bis heute nachwirkenden Folgen, aufgezwungene Mehrsprachigkeit und dergleichen machen es besonders schwierig sich geistig zu beheimaten.

Wenn wir aber diese Schwierigkeiten als eine Chance für eine etwas andere geistige Entwicklung begreifen, dann wird diese Region plötzlich ausgezeichnet unter den vielleicht weniger interessanten Regionen.

Ich folge in diesen Überlegungen den Theorien der Philosophen Gilles Deleuze, aber mehr noch Peter Sloterdijk.

(Unabhängig von unserem Geburtsort kommen Menschen mit einer relativ ähnlichen Ausstattung auf diese unsere einzige Erde. Wir waren, um einen Neologismus des Sloterdijk zu verwenden, Monogeisten, bevor wir Monotheisten geworden sind, Bewohner dieser einzigen Geia, dieser Erdkugel und bei allen Unterschieden unter uns, sind wir doch erstaunlich ähnlich.)

Wir alle erlernen von Kindesbeinen an den spezifischen Dialekt der Idole unserer Höhle, also der Familie, der Idole unseres Stammes, d.h. unseres Volkes und der Region, und schließlich auch die des Theaters, der sozialen und politischen Bühne.

Diese Idole machen uns nicht zu Individuen sondern zu Gruppenwesen, die fest verankert sind in der lokalen Denkweise, in den Bräuchen und Gepflogenheiten unserer Gruppe. Und was will die Gruppe: sie will mehr werden, mehr an Mitgliedern, an Land, Reichtümern und Fähigkeiten.

Von Anbeginn der Zeiten sind Menschen von unbekannten Kräften in die Welt ausgesandt um zu mehren, zu steigern, besser zu werden, zu kämpfen und zu siegen. Dazu sind wir mit einem Körper ausgestattet mit seinen physischen, mentalen und emotionalen Fähigkeiten, deren Steigerung auch eine unserer Aufgaben ist, denn wir sind doch im Grunde Athleten, Akrobaten die es lieben sich zu überfordern, an ihre Grenzen zu gehen, zu wachsen und das Unmögliche möglich zu machen.

Das alles ist uns angeboren und jedem Menschen von Geburt an zugänglich, ja mehr noch, es wird gefordert und gelehrt.

Das philosophische Denken

Es gibt aber eine Fähigkeit, für deren Entfaltung uns meistens keinen Zeit bleibt. Ich nenne es mit Gilles Deleuze und David Hume das ‘Philosophische Denken’. Wir haben dafür meistens keine Zeit, aber mehr noch: keinen Sinn. Es fällt uns buchstäblich nicht in den Sinn, auf diese Weise zu Denken.

Anstatt dessen denken wir instinktiv wenn es schnell gehen soll, geleitet durch Emotion und Erfahrung, oder langsam, überlegt und gleichsam wissenschaftlich. Aber nur selten philosophisch. Wir machen Denkfehler, haben Vorurteile und Biase, und dass diese Unvollkommenheiten des Denkens mit der Evolutionstheorie vereinbar sind, wurde z.B. sehr schön durch die Evolutionäre Erkenntnistheorie aufgezeigt.

Wir entwickeln Kultur, Wissenschaft und Kunst, aber selten diese philosophische Anschauung.

Was ist nun dieses philosophische Denken, wie entwickelt es sich und was hat das alles mit unserem Thema zu tun?

Darunter will ich nicht alleine die philosophischen Theorien verstehen wie sie sich im Laufe der Jahrhunderte entwickelt haben, sondern eine besondere gleichsam Störung des Denkens, die uns aus unserer Gruppenidentität herausschleudert, vielleicht zu Kosmopoliten macht, manches mal religiös werden lässt, manches mal auch künstlerisch oder wissenschaftlich, aber und vor allem individuell. Plötzlich wird es notwendig die angelernten Fähigkeiten in Frage zu stellen oder gar zu verlernen.

‚Denken ist ein Unfall’ hat der Gilles Deleuze geschrieben, und hat genau diese spezielle Art des Denkens gemeint.

Das ist im Licht des gesagten leicht zu verstehen: das angeborene Denken dient vor allem dazu, eine a priori vorhandene Gruppenidentität unhinterfragt anzunehmen und weiterzutragen. Traditionen waren deshalb die längste Zeit der Modus Vivendi der Gesellschaften, weil sie eine Art Kopiervorgang der überlebenswichtigen Mechanismen, seien sie praktischer oder symbolischer Natur, dargestellt haben.

Jedes Herausfallen aus, oder Hinterfragen dieses ‚Immunsystems’, wie Sloterdijk das bezeichnet, also jede Individuation, war ein Fall für den Schamanen oder Priester, die ja selbst sanktionierte Mitglieder der existenziellen Exzentrizität sind. D.h. um die Herausgefallenen in den Schoß der Familie zurückzuführen braucht man selbst ein gewisses Ausmaß an Individualität.

Nota bene, wenn man dem oben erwähnten Philosophen glauben schenken kann, waren es genau die Übungen die Mönche in ihren Klausuren praktizierten, die Individualität, im heutigen Sinne verstanden, erstmals im großen Stil entwickelten.

Und wie kann ein Denken, das sich versucht zu denken, jenseits der einzigen Parameter die es gibt, denen der Gruppe, etwas anderes sein als ein permanenter Unfall. Incipit philosophisches Denken.

Was es ist

Es ist das Denken das mit Nietzsche sagt: Zur Nächstenliebe rate ich euch nicht. Ich rate euch zur Fernstenliebe.

Jede Theorie komplexer Zusammenhänge die heutzutage ihre Namen verdient ist gegen-intuitiv, kontra-intuitiv. Sei es in der Physik die Relativitäts- oder Quantentheorie, sei es Niklas Luhman’s Theorie sozialer Systeme, dem wir übrigens auch diesen anrührenden Fachbegriff, Gegenintuition, verdanken, es scheint die Zeit der einfachen Erklärungen und Erzählungen endgültig abgelaufen zu sein.

Das philosophische Denken ist auch vergleichbar dem aufgeklärten Denken welches der Humanismus, als Gegenagentur zum Staate, in eigener Mission im Sinn hatte. Die Erziehung hat ja prinzipiell den Staatsbürger zum Ziel, ein gehorsames und nützliches Mitglied der Gemeinschaft, doch gelang es der Aufklärung immer wieder durch ein subversives Curriculum eine Portion Gegenwissen, also subversives Wissen, welches geeignet war zum philosophischen Denken anzuregen, den jungen und formbaren Gehirnen der neuen Generationen zu verabreichen.

Was es nicht ist

Man möchte meinen das philosophische Denken ist gleichzusetzen mit dem aufgeklärten westlichen Denken und seinem Kampf für Demokratie, Menschenrechte und eine Weltgesellschaft.

Aber wenn man den heutigen Kulturkampf betrachtet, wie er z.B. gerade in Polen ausgetragen wird, dann erkennt man Unterschiede.

Nehmen wir z.B. die Political Correctness: so sehr die Idee begrüssenswert ist, dass man alle Menschen gleich behandelt, kann doch leicht erkannt werden, wie sehr es eine neue Front eröffnet und eine Kluft zwischen die Menschen schlägt, in der beide Seiten sich voller Ressentiment gegenseitig denunzieren.

Das philosophische Denken ist in seiner besten Ausprägung kein neues Kampfmittel, dass dazu verwendet werden kann sich besser als andere zu fühlen, anderen Menschen zu sagen wie sie sein sollen und das die Welt übernehmen will.

Es ist nicht gegen Tradition, es will nicht um jeden Preis das Alte und Rückständige durch etwas Besseres ersetzen. Vielleicht weil es verstehen will, dass gewachsene Strukturen Reservoirs an Identitätsangeboten sind, die nicht ohne weiteres ausgehoben werden können, ohne Leerstellen zu hinterlassen, die wir nicht so einfach wieder zu füllen imstande wären.

Demokratie ist ein gutes Konzept, aber wenn es den Kampf gegen jede Unterscheidung zwischen Menschen bedeutet, wenn es zu einem Mittel der Unterdrückung jeglicher Anstrengung und damit verbundener Belohnungen wird, dann ist so ein demokratisches Denken nicht ein philosophisches.

Demokratie, Umweltschutz, Feminismus, Political Correctness, das sind alles mögliche Anstrengungen die das philosophische Denken unternehmen kann und will, aber nicht indem es einen Kulturkampf entfacht. Wenn es sich lohnt ein Ziel zu verfolgen, dann ohne den Willen zu unterdrücken, zu siegen, oder mehr zu werden, sondern allein um ein Stück Unmöglichkeit zu erobern.

Jede menschliche Anstrengung, wenn sie aus dem Willen zur Vermehrung, zum Erfolg und Sieg entspringt, zu diesem gleichsam angeborenen Willen zur Macht, ist immer in Gefahr korrumpiert zu werden. Jederzeit kann es als eine neue Waffe gegen andere Menschen und Gruppen eingesetzt werden, im Kampf um Ressourcen sowie im ideologischen Kampf der Überzeugungen, im Kampf ums Recht-Haben und Recht-Behalten.

Unsere Überzeugungen triumphieren zu sehen ist ein Mechanismus unseres symbolischen Immunsystems, das uns die Welt ordnen lässt und mit Sinn erfüllt. Wir wollen alle Anderen auf unsere Seite bringen weil wir auch unsere Weltsicht verbreiten wollen, genauso wie unsere Kultur, unsere Güter und unsere Nachkommen.

Und in diesem Kampf um mehr ist uns jedes Mittel recht. Das ist der entscheidende Unterschied zum philosophischen Denken, welches diese Mechanismen durchschaut, da es eine neue Priorität in Stellung bringt: individuell zu denken, ohne unbedingte Rücksicht auf überkommene Handlungsanleitungen. Es ist, wenn man das Bonmot von Michel Foucault benutzen will: Immer gegen die Zeit, aber hoffentlich für eine kommende Zeit.

Wozu ist es?

Letztlich gibt es kein sicheres Mittel, wie man dieses spezielle Denken in Menschen entwickeln kann. Wenn es nur um Unfälle ginge, dann würde ich mich ins Auto setzen und gegen eine Wand fahren, um, im Falle des Überlebens, als Philosoph auszusteigen.

Aber es stellt sich die Frage: wozu dieses Denken, das aus der Art schlägt, das die Menschen individuiert und dadurch ihren Rückhalt in der Gruppe schwächt?

Sind Menschen nicht am stärksten, wenn sie in einer spezifischen Gemeinde eingebettet sind? Hat nicht die Zivilisation eine unerhörte Höhe erreicht ohne das ein Ende der Entwicklung zu immer noch mehr und besser abzusehen wäre, selbst wenn die Nachrichtensprecher des Katastrophismus immer lauter werden?

Ja und nein. Man könnte argumentieren, dass wir zu spät geboren sind, um weiterhin einer einfachen Gruppenmentalität zu frönen. Dass die Erde umrundet und in mehr oder weniger starre Grenzen unterteilt ist, wurde mit dem Schlagwort vom ‚Ende der Geschichte’ subsumiert.

Und damit scheinen unsere kulturellen Programme, die immer auf Wachstum und Sieg ausgelegt waren, zum Teil obsolet zu sein.

Andere aber haben wir nicht, von ersten Gehversuchen betreffend einer Weltgesellschaft abgesehen, von der noch niemand weiß wie sie jenseits der UNO ausschauen könnte.

Vor allem aber wissen wir noch gar nicht so recht, wie Menschen unter dem neuen Paradigma ein erfülltes und das heißt intensives Leben führen können.

Wir erkennen langsam, dass es nicht ausreicht, alles zu nivellieren und in jedem Dorf ein McIrgendwas zu installieren. Es reicht nicht aus, heisst nicht dass es schlecht ist. Aus der Welt ein globales Dorf zu machen ist aber zu wenig um uns auf Dauer zu beherbergen, weil wir ein Bedürfnis nach Unterschieden haben, nach eigenen Strukturen die wir überschauen können und die uns genügend symbolischen wie realen Schutz gewähren.

Wir könnten eine kampflose Individualität wie sie das philosophische Denken entwickelt beispielsweise benutzen um Innovationen in diesen Richtungen zu initiieren, da die bestehenden Angebote hinter der unerhört neuen politischen und zivilisatorischen Situation immer stärker hinterherhinken.

Oder, um es philosophisch zu sagen: es wäre schön könnten wir besser geeignete Instrumente für das In-der-Welt-sein finden, denn wir sind des Kampfes aller gegen alle müde und haben eigentlich nichts besseres zu tun als spielerisch neue Wege zu erfinden.

Kommen wir also zu diesen Unfällen, die einen Unterschied im Denken machen können.

Schlesien zum Denken

Lassen sie mich dazu das eben gesagte endlich mit unserem Thema verbinden.

Schlesien scheint mir in besonderer Weise eine Region der Unfälle zu sein. Hier, wie überall sonst, haben die Einwohner zunächst ihre spezifischen Idole, ihre Traditionen herausgebildet. Doch durch seine Grenzlage ist es zu vielfachen, Jahrhunderte langen Brüchen in der Identitätskonstruktion gekommen, mit immer neuen Anpassungen und Rekonfigurationen derselben.

Fremdherrschaft

Fremdherrschaft, das gezwungen sein und funktionieren unter einem fremden Regime, und ihre Nachwirkungen, das ist ein dezentrierender, permanenter Unfall, es ist ein Ernstfall der Deterritorialisierung, um den sperrigen Begriff von Deleuze zu verwenden.

Ich habe erfahren, dass heuer der schlesische Aufstand das 100 jährige Jubiläum feiert. So sehr ich hier das Glas erheben will um darauf anzustoßen, so sehr es selbstverständlich ist für das Recht auf Selbstbestimmung zu kämpfen, für die Selbstregierung, für das freie Ausüben seiner Sprache und Religion, so ist es doch die Fortsetzung des ewigen Krieges und für unsere Überlegungen hier nicht weiter bedeutend.

Denn auch die Schrecken des Krieges sind nicht die Unfälle die notwendig zum philosophischen Denken führen. Es ist wie mit dem Auto gegen die Wand: ein Trauma, das eher geeignet ist zu viel Schmerz zu entfachen und dadurch das Ressentiment zu stärken.

Nein, unser Denkversuch würde den Schmerz, den permanenten Unfall ins Licht rücken, der durch das Bejahen einer unbejahbaren Situation entsteht, einer Verwirrung wie sie beispielsweise eine Fremdherrschaft mit sich bringt. Anstatt für das Recht auf seine Idole zu beharren würde es erkennen, dass diese angeborenen Denkmuster einfach nur das sind: unhinterfragte Konstruktionen der menschlichen Natur im Überlebenskampf.

Es bedarf dazu wahrscheinlich einer langen Zeit, in der man vom Ressentiment, unfair behandelt zu werden, sich in einer ungerechten Situation zu befinden, zum Erkennen übergeht, dass man nur auf einer Verliererseite steht und im umgekehrten Fall vielleicht nicht viel anders gehandelt hätte.

Damit will ich aber nicht eine Moral der Dulder, der Verlierer als Ultima Ratio propagieren. Die Letzten sollen nicht die Ersten werden, und es müssen wir nicht von Wölfen erst zu Lämmern mutieren um heilig zu werden.

Mich interessiert nur der unfreiwillige, permanente Unfall der zum Unfall eines individuellen, eines philosophischen Denkens werden kann der die Situationsgebundenheit aller menschlichen Anstrengung erkennt und eine Lösung finden kann die nicht Mehr vom Gleichen nach sich zieht.

Zweisprachigkeit

So wie der Verlust der Selbstbestimmung, kann, und ist oft damit verbunden, ein erzwungener Transit von einer Sprache zur anderen eine ähnliche Auswirkung auf unser Seinsverständnis haben.

Das Ruhen in unsere Muttersprache ist einer der Gründe warum wir die Befehle der idole unserer Heimat als absolut setzen. Wenn wir das Wort Wagen sagen, fährt uns buchstäblich ein Wagen aus dem Mund, beliebten die antiken griechischen Logiker zu sagen. Zunächst war das Wort tatsächlich die Sache selbst, und wir haben Jahrhunderte gebraucht um diesen Universalismus als eine Konstruktion zu entdecken. Doch diese phylogenetische Einsicht wird nicht automatisch in jedem einzelnen Menschen wiederholt; um Nominalist zu werden, Empiriker, ist eine unmenschliche Anstrengung nötig.

Dieser Kraftakt wird erleichtert wenn wir gezwungen werden eine andere Sprache zu verwenden, denn es befördert uns in eine andere Sphäre der Macht, die macht die jede Sprache auf ihre Umgebung ausübt und hilft uns dadurch zu erkennen, wie Herrschaft und Sprache sich gegenseitig bedingen, unddass die Sprache selbst eine unvollkommene Konstruktion ist um die Welt einzuteilen und zu verstehen, kurz, wir werden uns bewusst dass jeder von uns an der Sprache mitarbeitet und insofern der Schöpfer unserer Wirklichkeit ist und nicht nur umgekehrt.

Die Identität, die eine Sprache, ein Dialekt, ein regionaler Sprachunterschied herstellt ist eine sehr mächtige Sache und es geht hier nicht darum, die Eingeborenheit in eine Sprache in seiner Wichtigkeit herunterzumachen, oder den Wunsch die eigenen Sprache frei ausüben zu können zu bagatellisieren.

Vielmehr ist auch hier wieder eine Chance zu erkennen, wenn man, anders als das Lernen einer Fremdsprache, gezwungen wird zu erkennen wie sehr das Umgehen-Müssen mit einer anderen Sprache eine Gewaltausübung ist, und damit auch zu erkennen, wie sehr wir doch in unserem Wirklichkeitsverständnis von Sprache abhängig sind.

Meine Damen und Herren, was ich damit sagen will ist, dass ich Schlesien als eine Gegend identifizieren will die sich seit langer Zeit sehr gut dazu eignet, sich im philosophischen Denken zu üben, wenn man es will.

Als Grenzregion mit wechselnden Herrschaftsbereichen, vielfältigen Be- und Umsiedelungen, sich überschneidenen Sprachlandschaften, ständigen De- und Reterrritorialisierungen, spezifischen Dialekten und permanenten Konstruktionen von Namen und Identitäten hat es eben diesen Vorteil: weil man eine schwierigere Zeit hat mit dem naiven Selbstverständnis, es leichter erkennen zu lassen, dass diese eine Erde eine Bühne ist und wir als Monogeisten alle Schauspieler sind mit einer Anzahl bunter Masken.

Einige Konsequenzen des philosophischen Denkens in der Betrachtung Schlesiens und seiner Stellung in der Welt heute.

Zum Abschluss dieser Betrachtung würde ich sie gerne einladen, einen praktischen philosophischen Denkversuch mit mir zu wagen, in welchem wir die Kosequenzen des hier gesagten anhand dreier politischer oder kultureller Perspektiven erproben.

Die erste Perspektive ist Schlesien. Das diesjährige Thema dieses Symposions ist ja die Möglichkeit der Bedingung einer schlesischen Identität.

Ich will diese Bedingung mit vollem Herzen bejahen und einige Worte über den Sinn einer regionalen Identität sagen.

Als nächste Perspektive will ich die Nation als überregionales Behältnis unseres Sicherheitsbedürfnisses betrachtet und inwiefern es Menschen bislang geglückt ist diesen Behälter zu konstruieren und in Schuss zu halten.

Schliesslich bietet sich, auch angesichts des kommenden Wahlkampfes die Perspektive Europas an und der schwierigen Situation in denen sich die Menschen in ihren Mitgliedsstaaten hinsichtlich ihrer Identitätskonstruktion befinden.

Schlesien

Wenn ich so pauschal hier von Schlesien ist das natürlich eine Vereinfachung, weiss ich doch gar nicht wo wir uns hier befinden, ob in Unter- oder Oberschlesien, oder gar in der Oberlausitz. Diese für mich so böhmischen Dörfer haben aber genau das gemeinsam: es handelt sich im übertragenen Sinne um Dörfer, also kleineren gesellschaftlichen Einheiten. Und nur weil wir im dritten jahrtausend unserer Zeitrechnung leben und uns von der Bewahrung der Traditionen auf Innovation umgestellt haben bedeutet es nicht, dass wir andere Bedürfnisse als unsere Vorfahren haben.

Und es hat sich herausgestellt dass wir in unserem immunitären Optimum sind wenn wir uns in relativ kleinen Einheiten heimisch fühlen können.

Insoferne ist es auch für einen Kosmopoliten von Vorteil, sich eine schlesische Identität zu bewahren oder anzueignen, oder auch zu konstruieren.

Traditionen sind auch in unserer Zeit wichtig, auch wenn sie vielleicht nicht mehr diese unbedingte Notwendigkeit des Bewahrens des Wissens um ein gelungenes Leben in sich bergen. Doch sind sie nach wie vor ein geegnetes Vehikel um unser Leben mit Sinn zu erfüllen, um uns eine Bescchäftigung zu geben, etwas womit man spielen kann, das uns Freude schenkt. Es spielt in diesem Zusammenhang keine Rolle ob die Traditionen authentisch sind, oder rekonstruiert, oder erst neuerlich angeeignet.

Wichtiger ist, ein überschaubares Spielfeld für die vielfältigen Tätigkeiten des Menschseins zu haben, sei es die Sprachausübung, die Kulinarik, die Mentalität etc. um sich zu differenzieren und nicht mit der ganzen Welt konkurrieren zu müssen.

Tradition als Spiel welches Freude bereitet, einen Mehrwert für die symbolische Immunität, also für die Sinngebung erfüllt, im Gegensatz zu einem absoluten Wert den es mit Händen und Klauen zu verteidigen gilt.

Wir können eine lokale, eine regionale Identität noch immer sehr gut gebrauchen in einer sogenannten golbalisierten Welt,

Reisen bildet bekanntlich – das Motto des Taugenichts, von Eichendorff, eines weiteren Schlesiers.

pierdolniem po kielonku

chlusniem bo usniem

Lausitz

Po slezsku v Sudetii

Ve dnech 18. a 19. března 2017 Hotel Sudetia, Sudetské centrum zdraví a Dům tvůrčí práce v lázních Świeradów-Zdrój pořádaly seminář „Slezsko bez hranic”- setkání pro všechny, kteří mají zájem o dějiny Polska a Evropy. Pozvání organizátorů přijal mimo jiné například biskup senior vratislavské diecéze Evangelické augsburské (luterské) církve v Polsku Ryszard Bogusz, evangeličtí faráři z Dolního Slezska a Těšínska, mezi nimi farář obce v Lubáni Cezary Królewicz a farář obce ve Wisle Waldemar Szajthauer, farář Zbigniew Obracaj z Katowic, ředitel nakladatelství Augustana – farář Jerzy Below, starosta lubánského okresu Walery Czarnecki, vrchní radní církve v Görlitz – paní Margrit Kempgen, četní individuální hosté z Dražďan, Zgorzelce, Görlitz, Lubáně, z okolí Těšína, z Bielska-Bialé, Varšavy a dalších míst v Polsku a Německu i obyvatelé Świeradowa-Zdroje. V zaplněném konferenčním sále vyslechlo vystoupení a diskuze o tématech spojených s malou slezskou vlastí a 500. výročím reformace více než 70 hostů. Obě témata se spojují nejen v historickém kontextu, ale také v souvislosti se stávající činností samosprávních a nevládních institucí a organizací. Jménem Hotelu Sudetia seminář řídil Arkadiusz Lisowski.

Slezsko – zeměpisná krajina, kulturní oblast, malá vlast, region, Dolní, Horní, Opolské, Těšínské, Hornolužické, Opavské – v Evropě je málo regionů s tak bohatou kulturní, náboženskou, etnickou, jazykovou, politickou a hospodářskou historií, regionů, které fascinují svým bohatstvím a rozmanitostí. Otevřenost, tolerance a vzájemná akceptace lidí s odlišným původem, jazykem, náboženstvím i povoláním způsobuje, že Slezsko je pro tolik lidí jejich malou vlastí a že ztvárňuje poselství přeshraniční identity, založené na rozmanitosti. Během konference měli účastníci možnost poznat různé tváře Slezska. Pro Slezany a to jak Poláky, obyvatele Świeradowa, jejichž rodiny byly většinou vyhnány z bývalého území východního Polska, tak i pro Němce, žijící nyní v Německé spolkové republice, to byla příležitost odhalit prvky své identity a pro ostatní zase možnost potkat se s regionem, který oslňuje svou kulturou, mentalitou a překvapuje historií i současností.

V programu byly také přednášky známých představitelů vědy a kultury, různé prezentace, vystoupení souboru etnické rusínské skupiny Łemků, kteří nyní bydlí také ve Slezsku, výstava na bázi mládežnického projektu o vzájemném vnímání Poláků a Němců, historie evangelické církve na Dolním Slezsku, świeradowská premiéra dvoujazyčné divadelní hry „Luther nebyl na Slezsku” a prezentace dědictví boleslavské keramiky (Bunzlau). Nechyběly také zájezdy do Kostela míru ve Svídnici, baziliky v Křešově, manufaktury v Boleslavci a do starodávného města Slezské Lubáně, významného člena Spolku šesti měst, ve kterém se cesty Poláků, Němců a Čechů křížily už před staletími. Tato setkání utvářela v dějinách Evropy neopakovatelnou atmosféru, kterou cítíme dodnes.

Cílem semináře bylo upevňování regionální identity, která i když různorodá, s sebou nese společné rysy. Účast na semináři zástupců různých kruhů a prostředí lze srovnat s kvasem, základem, na kterém vzniká nová kvalita mezilidských vztahů. Historické povědomí je zde hnací silou pro měnící se vzájemné vnímání Poláků, Němců a Čechů, kde každá skupina má svůj přínos do kulturního bohatství Slezska. Takové společenské iniciativy vyvěrající zdola mají svůj význam, protože dorozumění mezi národy, regiony a konfesemi je závislé na individuální percepci zde žijících lidí. Doufáme, že se seminář „Slezsko bez hranic” stane takovou malou cihličkou v budování regionální identity.

 

Ve dnech 16. – 21. března 2018 v Hotelu Sudetia čili Sudetském centru zdraví a Domu tvůrčí práce v lázních Świeradów-Zdrój proběhl seminář „Slezsko bez hranic” – setkání pro každého, kdo má zájem o dějiny Polska a Evropy. Pozvání hlavní organizátorky semináře paní Beaty Gardawské přijali četní hosté, mezi nimi profesoři jazykovědy z Katovic, Opole, Hamburka, starostové Lubáni Arkadiusz Słowiński a Nového Města pod Smrkem v Čechách Pavel Smutný, vrchní rada Konzistoře Evangelické církve Berlína a Branibor Margrit Kempgenová a individuální hosté z Polska, Německa a Česka i obyvatelé Świeradowa-Zdróje. V konferenčním sále Hotelu Sudetia více než 50 lidí poslouchalo příspěvky a diskutovalo o tématech spojených s malou slezskou vlastí a významem dialektů a nářečí pro zachování kulturní identity. Jménem Hotelu Sudetia seminář řídil a zároveň plnil úlohu tlumočníka pan Arkadiusz Lisowski.

V programu, rozděleném do tří tematických bloků, se nacházely přednášky známých osobností z oblasti vědy a kultury, prezentace a diskuse.

Tématické bloky byly věnovány:

  • slezským dialektům a nářečím na slezském území, od Lužice až po Těšínsko, a jejich úloze v utváření národní a kulturní identity;

  • vzájemnému vnímání mládeže ze tří pohraničních regionů Slezska (Görlitz/Zgorzelec, Świeradów-Zdrój/Nové Město pod Smrkem, Cieszyn/Český Těšín) na základě výsledků 700 anket.

  • tradici sklářství v Sudetech.

O dialektech a nářečích Dolního Slezska v první přednášce hovořil pan profesor Friedrich Wilhelm Preuss z Archivu slezských nářečí a dialektů v Sparrieshoop v Německu. V nesmírně bohaté na informace přednášce prof. Preuss prezentoval jazykovou oblast Dolního Slezska před 2. světovou válkou a příklady a zvláštnosti jednotlivých dialektů. Paní profesorka Jolanta Tambor ze Slezské univerzity v Katowicích potom přednesla příspěvek o dialektech a nářečích Horního Slezska. Obě přednášky byly úvodem k dalšímu rozjímání o tom, čím je řeč v souvislosti se zachováním kulturní identity. Příkladem životaschopnosti nářečí byla přednáška o publikacích vydávaných v těšínském nářečí, od pana doktora Józefa Szymeczka z Českého Těšína, dlouholetého předsedy Kongresu Poláků v Čechách. Poslední přednášku prvního dne semináře o nářečích Těšínského Slezska, přednesla jménem vynikajícího badatele kultury na území Záolší v české části Těšínska – profesora Ostravské univerzity pana Daniela Kadłubce, ředitelka Městské knihovny ve Wisle dr. Renata Czyżová.

Druhý den semináře začal návštěvou v Muzeu Gerharta Hauptmanna v Jagniątkowu (Agnetendorf), nositele Nobelovy ceny, který ve své tvorbě používal jeden z dialektů Dolního Slezska z okolí Wałbrzycha. Účastníky semináře v Hauptmanově vile doprovázel velmi zasvěcený místní průvodce. Po návratu se jako první ujal slova profesor Bogusław Wyderka z Opolské univerzity, který hovořil o pokusech kodifikace slezštiny a zamyslel se nad funkci kodifikace v udržení dědictví toho jazyka. O sociolingvistických aspektech slezských dialektů pak hovořil profesor Jan Patrick Zeller z univerzity v Hamburku. V tom samém kontextu byly příkladem živého využití nářečí a jazyků menšin i dvě poslední přednášky druhého dne semináře. Profesor Jan Puczek z Cisownicy z Těšínského Slezska hovořil o vztahu těšínského nářečí a polštiny a Lužičanka, farářka Jadwiga Mahlingová z evangelické obce ve Slepo v Horní Lužici, zase seznámila posluchače s dějinami a dnešním dosahem hornolužičtiny.

Další den poskytl účastníkům semináře možnost poslechnout si příklady původních dialektů a vyprávění o minulosti, současnosti a budoucnosti slezských dialektů a nářečí v provedení pánů Wolfganga Moschka z Sundern-Langscheid, Helmuta Lietsche z Frohburgu u Lipska, Edgara Krause z dolnolužické Chotěbuze (Cottbus), nebo dr. Józefa Szymeczka z Těšínského Záolší a prof. Jana Puczka z Cisownicy.

Dalším tematickým blokem bylo vzájemné vnímání mládeže nad hranicemi Slezska ve třech různých regionech. Autorem a hlavním předkladatelem toho tématu byl Arkadiusz Lisowski. Úvod k výsledkům bádání, provedených v Cieszynie, ve Wisle a v Českém Těšíně, přednesl farář evangelické obce ve Wisle Waldemar Szajthauer, který soustředil svou pozornost na vzájemné stereotypy obyvatel pohraničních míst. Předběžné výsledky výzkumů poskytly odpověď na otázky o tom, čím jsou hranice v představách obyvatel pohraničních regionů a ukázaly na vztah mladých lidí k životu v sousedství jiných národností. Odpovědi se týkaly vybraných aspektů mentality mladých lidí a jejich způsobu života. Cílem výzkumu bylo nejen získání odpovědi na otázku, čím jsou státní hranice ve vědomí obyvatel, ale také získání dodatečných informací pro takové činnosti jaké jsou územní plánování, zajištění dopravní infrastruktury, utváření médií a informačních kanálů, možnosti interakce v kulturním a hospodářském prostoru, a v závěrečném efektu – generování inovačních impulsů.

Aspekty vnímání práce a úlohy jednotlivce ve fungování hospodářství na základě výsledků empirického studia předvedl pan profesor Juliusz Gardawski z Hlavní obchodní vysoké školy ve Varšavě (Szkoła Główna Handlowa). Zajímavé, občas překvapivé výsledky studia se staly základem pro závěrečnou diskuzi, které předcházela prezentace tematické výstavy „Církev je mým domovem – neuvěřitelné” – o vzájemném vnímání žáků, Poláků a Němců, evangelíků a katolíků, o čemž mluvila vrchní rada Konzistoře Margrit Kempgenová.

S tradicemi sklářství v Sudetech posluchače velmi zajímavě seznámila paní profesorka Akademie výtvarných umění v Krakově, Marita Benke-Gajdová. Další den byla přednáška doplněná návštěvou ve dvou sklárnách v Čechách: ve sklárně v Harrachově a ve sklárně Bořka Šípka, architekta a světoznámého designéra, který mimo jiné projektoval vybavení rezidence Václava Havla na Hradčanech.

Cílem semináře bylo upevňování regionální identity, která ačkoli rozmanitá, má společné rysy. Historické vědomí je hnací sílou pro měnící se vzájemné vnímání Poláků, Němců a Čechů, při čemž každá skupina má svůj přínos do kulturního bohatství Slezska.

Doufáme, že se seminář „Slezsko bez hranic” stane takovou malou cihličkou v budování kulturní identity.

Galeria i notatki prasowe

Auf Schlesisch mit Sudetia

Vom 18. bis 19. März 2017 veranstaltete das Hotel Sudetia, das hauseigene Sudetia-Gesundheitszentrum sowie das Haus der Schöpferischen Arbeit ein Seminar mit dem Titel „Unbegrenztes Schlesien” – eine Tagung für jeden, der sich für die Geschichte Polens und Europas interessiert. Der Einladung der Veranstalter folgten unter anderem der Bischof Senior der Diözese Breslau der Evangelischen Kirche Augsburgischen Bekentnisses in Polen, Herr Ryszard Bogusz, Pfarrer aus Niederschlesien, dem Teschener Schlesien, u.a. Pfarrer Cezary Królewicz aus Lauban sowie Pfarrer Waldemar Szajthauer aus Weichsel, Pfarrer Zbigniew Obracaj – Bischofssekretär aus Breslau, Direktor des Verlages Augustana Pfarrer Jerzy Below, der Landrat des Landkreises Lauban Herr Walery Czarnecki, Frau Oberkonsistorialrätin Margrit Kempgen aus Görlitz, zahlreiche Gäste aus Dresden, Lauban, Zgorzelec, Görlitz, Kreis Teschen, Bielitz-Biala, Warschau, Krakau und Bad Flinsberg. Im, bis zum Rand gefüllten Konferenzraum des Hotels Sudetia, über 70 Gäste hörten die Vorträge, sahen sich Präsentationen an sowie beteiligten sich an Diskussionen rund um die kleine Heimat sowie das Jubiläum 500 Jahre der Reformation. Beide Themenbereiche verbindet miteinander der historische Kontext sowie der gegenwärtige Bezug auf die Aktivitäten der lokalen Verwaltungen und Institutionen. Im Auftrag des Hotels Sudetia moderierte das Seminar Arkadiusz Lisowski.

Schlesien – eine geographische Region, ein Kulturgebiet, die kleine Heimat, eine Region, Nieder, Ober, Oppelner, Teschener, Troppauer, Oberlausitzer Schlesien – in Europa gibt es nur wenige Regionen mit einer so vielfältigen kulturellen, konfessionellen, ethnischen, sprachlichen, politischen und wirtschaftlichen Geschichte. Es ist eine Region, die mit ihrer Vielfalt fasziniert.
Die Offenheit, die Toleranz sowie die gegenseitige Akzeptanz von Menschen unterschiedlicher Herkunft, Sprache, Konfession, sowie beruflicher Situation, machen es möglich, dass Schlesien für so viele Menschen eine kleine Heimat geworden ist und es die Botschaft der grenzüberschreitenden Identität verkörpert , welche auf der Vielfalt basiert.
Während des Seminars werden Sie Gelegenheit haben, die verschiedenen Gesichter von Schlesien zu entdecken. Für Schlesier, sowohl Polen, die heute in Bad Flinsberg zu Hause sind, und ihre Familien überwiegend aus den ehemaligen polnischen Ostgebieten vertrieben worden sind, als auch für Deutsche, die zur Zeit in der BRD zerstreut leben, war das Seminar eine Gelegenheit, um die Elemente eigener Identität zu entdecken, und für die Nicht-Schlesier wird es eine Plattform sein, mit dem Ziel, einer Region zu begegnen, die durch ihre Kultur, Mentalität, Geschichte und Gegenwart immer auf’s Neue überrascht.

 

Das Programm beinhaltete Vorträge von prominenten Persönlichkeiten aus der Wissenschaft und Kultur, Präsentationen, einen Auftritt der Lemken-Volksgruppe, eine Ausstellung basierend auf einem Jugendprojekt, welche die gegenseitige Wahrnehmung der Polen und der Deutschen sowie die Geschichte der Evangelischen Kirche in Niederschlesien präsentiert, eine Präsentation des kulturellen Erbes der Bunzlauer Keramikmanufaktur, Exkursionen zur Friedenskirche in Schweidnitz sowie zur Klosterkirche Grüssau, zur Bunzlauer Keramikmanufaktur sowie nach Lauban – zu einer Stadt, wo die Wege der Polen, Deutschen und Tschechen, wie es sich für ein prominentes Mitglied des Sechsstädtebundes gehört, seit Jahrhunderten kreuzen und ein einmaliges Klima schaffen, welches bis heute anhält.

Das Ziel des Seminars war es, die regionale Identität zu stärken, die so vielfältig ist, und jedoch gemeinsame Merkmale aufweist. Die Teilnahme am Seminar so vieler Vertreter unterschiedlicher Strömungen kann mit einem Sauerteig verglichen werden, bzw. einem Fundament, auf dem die neue Qualität der Beziehungen baut. Historisches Bewusstsein spielte hier die Rolle der treibenden Kraft zur Veränderung der gegenseitigen Wahrnehmungen nicht nur zwischen den Schlesiern aus verschiedenen Regionen, sondern auch zwischen den Polen, Deutschen und Tschechen, wobei jede Gruppe zum kulturellen Reichtum Schlesiens beiträgt.

Po śląsku w Sudetii

W dniach 18-19 marca 2017 Hotel Sudetia, czyli Sudeckie Centrum Prozdrowotne oraz Dom Pracy Twórczej w Świeradowie-Zdroju organizowały seminarium pod tytułem „Śląsk bez granic” – spodkanie dla każdego, kto interesuje się historią Polski i Europy. Na zaproszenie organizatorów odpowiedzieli między innymi ksiądz Biskup Senior Diecezji Wrocławskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (Luterańskiego) w Polsce Ryszard Bogusz, księża pastorzy z Dolnego Śląska, Śląska Cieszyńskiego, w tym proboszcz parafii w Lubaniu, ks. Cezary Królewicz i proboszcz parafii w Wiśle, ks. Waldemar Szajthauer, ks. Obracaj z Wrocławia, dyrektor wydawnictwa Augustana  ks. Jerzy Below, Pan Starosta Powiatu Lubańskiego Walery Czarnecki, Pani Nadradca Konsystorza z Görlitz Margrit Kempgen, licznie przybyli goście indywidualni z Drezna, Zgorzelca, Görlitz, Lubania, okolic Cieszyna, Bielska-Białej, Warszawy i wielu innych miejscowości w Polsce i w Niemczech oraz mieszkańcy Świeradowa-Zdroju. W wypełnionej po brzegi sali konferencyjnej Hotelu Sudetia ponad 70 osób słuchało i dyskutowało na tematy związane z małą ojczyzną śląską oraz 500-leciem Reformacji. Oba tematy wiążą się ze sobą nie tylko w kontekście historycznym, ale również w obliczu współczesnej działalności instytucji i organizacji samorządowych oraz pozarządowych. W imieniu Hotelu Sudetia seminarium poprowadził Arkadiusz Lisowski.

Śląsk – kraina geograficzna, obszar kulturowy, mała ojczyzna, region, Dolny, Górny, Opolski, Cieszyński, Górnołużycki, Opawski – w Europie mało jest regionów o tak bogatej historii kulturowej, konfesyjnej, etnicznej, językowej, politycznej oraz gospodarczej. Regionów, które fascynują swoim bogactwem i różnorodnością.

Otwartość, tolerancja i wzajemna akceptacja ludzi różnego pochodzenia, języka, konfesji, sytuacji zawodowej sprawiają, że Śląsk jest małą ojczyzną dla tak wielu ludzi i uosabia przesłanie ponad granicznej tożsamości bazującej na różnorodności.

W czasie konferencji uczestnicy mieli możliwość poznania różnych twarzy Śląska. Dla Ślązaków, zarówno Polków – gospodarzy Świeradowa, których rodziny były w większości wypędzone z dawnych terenów wschodniej Polski, jak Niemców, żyjących obecnie w Republice Federalnej Niemiec, była to okazja do odkrycia elementów własnej tożsamości, a dla Nie-Ślązaków była to możliwość spotkania z regionem, który porywa swoją kulturą, mentalnością i zaskakuje historią oraz teraźniejszością.

W programie były między innymi wykłady znanych osobistości nauki i kultury dla każdego, prezentacje, występ zespołu grupy etnicznej łemkowskiej, która obecnie zamieszkuje również na Śląsku, wystawa na bazie projektu młodzieżowego prezentująca wzajemne postrzeganie Polaków i Niemców oraz historię Kościoła Ewangelickiego na Dolnym Śląsku, świeradowska premiera dwujęzycznej sztuki teatralnej pod tytułem „Luter nigdy nie był na Śląsku”, prezentacja dziedzictwa ceramiki bolesławieckiej, wycieczki poznawcze do Kościoła Pokoju w Świdnicy, Bazyliki w Krzeszowie,  Manufaktury Bolesławieckiej i Lubania Śląskiego – prastarego miasta, w którym drogi Polaków, Niemców i Czechów, jak przystało na znaczącego uczestnika Związku Sześciu Miast, krzyżowały się już przed wiekami i spotkania te tworzyły niepowtarzalny klimat w historii Europy, który trwa po współczesność.

Celem seminarium było umacnianie tożsamości regionalnej, która tak różnorodna, ma jednak wspólne cechy. Uczestnictwo w seminarium wielu przedstawicieli różnych środowisk można porównać do zaczynu, fundamentu, na którym powstaje nowa jakość stosunków międzyludzkich. Świadomość historyczna jest tutaj kołem napędowym dla zmieniającego się wzajemnego postrzegania Polaków, Niemców i Czechów, z których każda grupa ma wkład do bogactwa kulturowego Śląska.

Takie inicjatywy oddolne są ważne, gdyż porozumienie pomiędzy narodami, regionami oraz konfesjami zależy od indywidualnej percepcji żyjących tutaj ludzi. Mamy nadzieję, że seminarium „Śląsk bez granic” będzie taką małą cegiełką w budowie tożsamości regionalnej.

Po slezsku v Sudetii

Ve dnech 18. a 19. března 2017 Hotel Sudetia, Sudetské centrum zdraví a Dům tvůrčí práce v lázních Świeradów-Zdrój pořádaly seminář „Slezsko bez hranic”- setkání pro všechny, kteří mají zájem o dějiny Polska a Evropy. Pozvání organizátorů přijal mimo jiné například biskup senior vratislavské diecéze Evangelické augsburské (luterské) církve v Polsku Ryszard Bogusz, evangeličtí faráři z Dolního Slezska a Těšínska, mezi nimi farář obce v Lubáni Cezary Królewicz a farář obce ve Wisle Waldemar Szajthauer, farář Zbigniew Obracaj z Katowic, ředitel nakladatelství Augustana – farář Jerzy Below, starosta lubánského okresu Walery Czarnecki, vrchní radní církve v Görlitz – paní Margrit Kempgen, četní individuální hosté z Dražďan, Zgorzelce, Görlitz, Lubáně, z okolí Těšína, z Bielska-Bialé, Varšavy a dalších míst v Polsku a Německu i obyvatelé Świeradowa-Zdroje. V zaplněném konferenčním sále vyslechlo vystoupení a diskuze o tématech spojených s malou slezskou vlastí a 500. výročím reformace více než 70 hostů. Obě témata se spojují nejen v historickém kontextu, ale také v souvislosti se stávající činností samosprávních a nevládních institucí a organizací. Jménem Hotelu Sudetia seminář řídil Arkadiusz Lisowski.

Slezsko – zeměpisná krajina, kulturní oblast, malá vlast, region, Dolní, Horní, Opolské, Těšínské, Hornolužické, Opavské – v Evropě je málo regionů s tak bohatou kulturní, náboženskou, etnickou, jazykovou, politickou a hospodářskou historií, regionů, které fascinují svým bohatstvím a rozmanitostí. Otevřenost, tolerance a vzájemná akceptace lidí s odlišným původem, jazykem, náboženstvím i povoláním způsobuje, že Slezsko je pro tolik lidí jejich malou vlastí a že ztvárňuje poselství přeshraniční identity, založené na rozmanitosti. Během konference měli účastníci možnost poznat různé tváře Slezska. Pro Slezany a to jak Poláky, obyvatele Świeradowa, jejichž rodiny byly většinou vyhnány z bývalého území východního Polska, tak i pro Němce, žijící nyní v Německé spolkové republice, to byla příležitost odhalit prvky své identity a pro ostatní zase možnost potkat se s regionem, který oslňuje svou kulturou, mentalitou a překvapuje historií i současností.

V programu byly také přednášky známých představitelů vědy a kultury, různé prezentace, vystoupení souboru etnické rusínské skupiny Łemků, kteří nyní bydlí také ve Slezsku, výstava na bázi mládežnického projektu o vzájemném vnímání Poláků a Němců, historie evangelické církve na Dolním Slezsku, świeradowská premiéra dvoujazyčné divadelní hry „Luther nebyl na Slezsku” a prezentace dědictví boleslavské keramiky (Bunzlau). Nechyběly také zájezdy do Kostela míru ve Svídnici, baziliky v Křešově, manufaktury v Boleslavci a do starodávného města Slezské Lubáně, významného člena Spolku šesti měst, ve kterém se cesty Poláků, Němců a Čechů křížily už před staletími. Tato setkání utvářela v dějinách Evropy neopakovatelnou atmosféru, kterou cítíme dodnes.

Cílem semináře bylo upevňování regionální identity, která i když různorodá, s sebou nese společné rysy. Účast na semináři zástupců různých kruhů a prostředí lze srovnat s kvasem, základem, na kterém vzniká nová kvalita mezilidských vztahů. Historické povědomí je zde hnací silou pro měnící se vzájemné vnímání Poláků, Němců a Čechů, kde každá skupina má svůj přínos do kulturního bohatství Slezska. Takové společenské iniciativy vyvěrající zdola mají svůj význam, protože dorozumění mezi národy, regiony a konfesemi je závislé na individuální percepci zde žijících lidí. Doufáme, že se seminář „Slezsko bez hranic” stane takovou malou cihličkou v budování regionální identity.

O standaryzacji języka śląskiego – Über die Standardisierung der schlesischen Sprache

Bogusław Wyderka
O standaryzacji języka śląskiego

Śledząc rozwój dyskursu o mowie Ślązaków, odnoszę wrażenie, że od dłuższego czasu w polemikach o języku śląskim, a właściwie w ich popularnej odsłonie internetowo-medialnej, frazem „kodyfikacja godki śląskiej” stał się słowem kluczem otwierającym większość wypowiedzi. Termin kodyfikacja jest w nich absolutyzowany, a do tego różnie pojmowany. Albo pojęcie rozciąga się na wszelkie czynności związane ze standaryzacją języka, albo też, co gorsza, zakres terminu zostaje utożsamiony z ustaleniami dotyczącymi postaci alfabetu i podstaw zapisu godki śląskiej, co nie może być równoznaczne z pełnym opracowaniem zasad ortograficznych. Kodyfikacja jest tylko jednym z ogniw standaryzacji języka, a to ostatnie pojęcie rzadko bywa roztrząsane w owych dyskusjach. Należy też zauważyć, że na podstawie doświadczeń społecznych i wiedzy po-tocznej pojęciu kodyfikacji można przypisać różne konotacje, bowiem inny zestaw procedur kodyfikacyjnych podejmowany jest w przypadku języków mających już ugruntowany uzus normatyw-ny, jak język polski czy niemiecki, a inny zakres ma kodyfikacja języka planowanego. W pierwszym przypadku celem podejmowanych uchwał kodyfikacyjnych jest usunięcie rozdźwięków, jakie na skutek rozwoju języka powstają pomiędzy ustanowioną wcześniej normą a aktualnym uzusem językowym, zazwyczaj taka kodyfikacja ma niewielki zakres i z taką kodyfikacją stykali się społeczni aktorzy dyskusji. Natomiast planowanie nowego kodu to doświadczenie zupełnie nowe, wymagające rozległego przygotowania teoretycznego. Także w polskiej lingwistyce rozważania teoretyczne dotyczące kodyfikacji, które podejmowane były w ramach kultury języka, początkowo odnosiły się do owego wąskiego procesu normatywizacji. Głębsze zainteresowania problematyką wywołane zostały emancypacją językową Kaszubów w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku, a nieco później Ślązaków. Najpełniej na ten temat wypowiedzieli się socjolingwiści, głównie Władysław Lubaś (2009, 2013), jak też slawiści zainteresowani rozwojem języków narodów byłej Jugosławii. W rozważaniach teoretycznych badacze nawiązują do koncepcji serbskiego socjolingwisty Milorada Radovanovicia1 (1979), która uznawana jest przez socjolingwistów za

1 M. Radovanović, Sociolingvistika, Beograd 1979.

najpełniejszy model procesu standaryzacji języka2. Radovanović wyodrębnia 10 etapów standaryzacji, którymi są: selekcja, deskrypcja, kodyfikacja, elaboracja, akceptacja, implementacja, ekspansja, kultywacja, ewaluacja, rekonstrukcja. W referacie skupiam się głównie na omówieniu etapów: selekcji, deskrypcji i kodyfikacji. W pracach niektórych badaczy ogniwa te wymieniane są jako elementy procesu planowania korpusu języka3. Przyjęcie takiego punktu odniesienia pozwoli nam ustalić stan śląskiej standaryzacji i określić miejsce, w którym są śląscy kodyfikatorzy.
Na etapie selekcji podmiot dokonujący standaryzacji podejmuje podstawowe decyzje co do kształtu przyszłego języka. Dokonuje wyboru kodu mającego być podstawą standaryzacji, może nim być dialekt, subdialekt, gwara lub inna odmiana języka. Przyjmuje założenia dotyczące alfa-betu i przyszłej ortografii. Ustala kryteria doboru leksyki, w tym rolę neologizmów, stosunek do zapożyczeń i internacjonalizmów. Innymi słowy, na tym etapie podejmowane są ustalenia dotyczące podstaw jednolitości standardu, kwestie kryteriów poprawności gramatycznej, leksykalnej i składniowej. Bardzo poważna powinna być, moim zdaniem, dyskusja nad funkcjami przyszłego języka. Czy będzie się dążyć do jego polifunkcjonalności, tj. używania go w postaci wyspecjalizowanych stylowo odmian w określonych sytuacjach komunikacyjnych, czy też standard będzie funkcjonował jako język sfery ogólnokulturowej, tj. w postaci języka literackiego4. Na etapie planowania języka bierze się również pod uwagę bariery i możliwości akceptacji nowych norm przez użytkowników przyszłego standardu. Głębokie naruszenie przyzwyczajeń ortograficznych użytkowników może być przyczyną niezaakceptowania zaproponowanych przez reformatorów pisowni.
Interesuje nas tu odpowiedź na pytanie – czy śląscy kodyfikatorzy wypełnili owe warunki wstępne i w jakim stopniu?
Omówienie rozpocznę od ogólnej charakterystyki motywacji procesu. Zmiana ustroju państwowego w Polsce na przełomie lat 80. / 90. ub. w. pozwoliła na swobodne ujawnienie się mniejszościowych grup narodowych i etnicznych. Na Śląsku w tych latach zaznaczyła się znacząca poli-

2 Na gruncie polskim koncepcję omawiali H. Jaroszewicz w monografii Nowe tendencje normatywne w stan-dardowych językach chorwackim i serbskim, Opole 2004, oraz R. Bońkowski w artykule Etapy standaryzacji języka bośniackiego, „Zeszyty Cyrylo-Metodiańskie” nr 2, 2013, s. 34 – 44.
3 Zob. Jaroszewicz, op. cit., s. 18-21.
4 Małe języki literackie, o niewielkiej liczbie użytkowników, nazywa się mikrojęzykami. Ze względu na licz-bę użytkowników trudno jednakże w tej samej kategorii języków umieszczać przykładowo etnolekt wilamowski (po-sługuje się nim ok. 25 osób) i etnolekt śląski. Etnolekt śląski próbuje się określać mianem język regionalny. Pamiętać jednak należy, że obecnie termin ten nie ma ustalonego znaczenia lingwistycznego, przeważają użycia o charakterze polityczno-prawnym. Z lingwistycznego punktu widzenia nie konotuje on żadnych właściwości funkcjonalno-stylistycznych języka.

tycznie i społecznie aktywność mniejszości niemieckiej. Również przed Ślązakami otworzyła się swobodna możliwość ekspresji rodzącej się tożsamości etnicznej / narodowej i wspólnoty kulturowej. Wtedy też uzewnętrzniły się dążenia Ślązaków do integracji wokół idei autonomii Śląska oraz narodowości śląskiej. Przybrały one różne formy, od wzrostu zainteresowania ojczystym regionem, jego dziedzictwem kulturowym i językowym, po aktywność społeczno-polityczną. Towarzyszyła temu polaryzacja poglądów wśród Ślązaków co do odrębności narodowej i językowej, która utrzymuje się do dziś. W tym czasie zawiązały się organizacje instytucjonalne. W 1989 r. powstaje Związek Górnośląski, w 1990 r. Ruch Autonomii Śląska, a kilka lat później, w 1996 r., Związek Ludności Narodowości Śląskiej. Jako nadbudowa tych procesów musiała wypłynąć kwestia językowa, bowiem Ślązacy już od dawna byli świadomi odmienności i specyfiki funkcjonowania rodzimych gwar, zwłaszcza w porównaniu z unifikującymi się z polszczyzną ogólną gwarami innych regionów Polski. Ponadto ujawniła się narodotwórcza siła języka. W warunkach glo-balizującego się społecznie i kulturowo świata język pozostał tym elementem kultury, który odróżnia daną grupę społeczną od innych, a w dyskursie nacjonalistycznym uważany jest za podstawowy atrybut narodu5. Innymi słowy, język traktowany jest jako narzędzie budowania odrębności etnicznej. Mamy tu zatem określone przesłanki, które motywują decyzje grup podejmujących dzia-łania w celu udowodnienia swojej odmienności językowej. Przebiegają one dwutorowo, jako udowadnianie odrębności języka oraz postulowanie standaryzacji etnolektu. Z czasem, jak w przypadku Ślązaków, stają się podstawowymi postulatami emancypującej się społeczności. Podobne sytuacje dotyczą w zasadzie każdej emancypującej się grupy etnicznej, dowodzą tego historie kształtowania się różnych grup narodowościowych, toteż powody narodzin śląskiego ruchu językowego z socjolingwistycznego punktu widzenia można uznać za typowe.
Zabiegi wokół języka śląskiego podporządkowane są nadrzędnemu celowi śląskich ruchów emancypacyjnych, jakim jest prawne uznanie Ślązaków za odrębny etnos. W pewnym momencie dyskurs o języku uniezależnił się i przytłumił, zwłaszcza w przekazie medialnym, kwestię narodowościową. Ale projekt powołania narodowości śląskiej jest nadal aktualny i nierozerwalnie wią-że się z kwestią językową. Jak już wspomniałem, działania liderów ruchu przebiegają dwutorowo. Z jednej strony widzimy starania o uznanie zespołu gwar śląskich za odrębny język słowiański6, z

5 Zob. na ten temat M. Billig, Banalny nacjonalizm, Kraków 2008, s. 70-81; E. Michna, Odrębność językowa małych grup etnicznych i jej rola w procesach walki o uznanie oraz polityce tożsamości. Analiza porównawcza sytua-cji Rusinów Karpackich i Ślązaków, „Studia Humanistyczne AGH” , t. 13/3, 2014, s. 115-130.
6 Merytorycznej podbudowy i metod propagowania idei w tym wystąpieniu nie omawiam.

drugiej jest to omawiany tu problem kodyfikacji. W dyskursie wątki te przeplatają się i tworzą wybuchową mieszankę ideologiczną. Niektórzy liderzy śląskiej emancypacji tonują (czego niejednokrotnie byłem świadkiem) skrajne poglądy i wypowiedzi niektórych liderów ruchu. Jednakże nie przynosi to oczekiwanych rezultatów. Śląski problem językowy stał się problemem ideolo-gicznym, chociaż z natury rzeczy tak odbierany być nie musi i nie powinien. Zniechęca to część polskiej opinii publicznej i gremiów naukowych do popierania dążeń Ślązaków. W Sejmie odrzucone zostają kolejne projekty ustawy przyznającej językowi śląskiemu status języka regionalnego (2007, 2010, 2012 r.).
W świetle Ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych oraz o języku regionalnym z 2005 r. etnolekt pretendujący do statusu języka regionalnego spełniać musi dwa warunki. Po pierwsze, musi różnić się od oficjalnego języka państwa, czyli od języka polskiego. Nie może też być dialektem oficjalnego języka państwa. Tych warunków w świetle genealogicznej klasyfikacji języków, uznawanej w polityce językowej za kanon, etnolekt śląski nie spełnia. W związku z tym środowisko zwolenników śląskiej emancypacji językowej stanęło przed trudnym zadaniem, niezależnym od standaryzacji, mianowicie przed koniecznością udowodnienia odrębności etnolektu śląskiego jako innego niż polszczyzna języka słowiańskiego. Odrębność dialektu śląskiego musi być merytorycznie udowodniona, co (moim zdaniem) jest rzeczą wręcz niemożliwą, ze względu na oczywiste genetyczne powiązania śląskiego systemu dialektalnego z polszczyzną. Co więcej, niemal od stulecia (od przyłączenia wschodniego Śląska do Polski w 1921 r.) dokonuje się wpływ polszczyzny standardowej na śląskie gwary i pierwotne różnice ulegają integracji7. Poszukiwanie dowodów odrębności dialektu śląskiego od polszczyzny przybiera różną postać, od prób budowania hipotez naukowych po teorie pseudonaukowe i mity8, których rozpropagowanie jest nietrudne w sferze kultury popularnej, zwłaszcza, że miejscem i narzędziem dyskusji stał się Internet9 i do-minuje do dzisiaj. Elementem towarzyszącym dyskusjom jest też charakterystyczne dla kultury internetowej podważanie opinii autorytetów naukowych, oczywiście tych opinii, które są sprzeczne z poglądami zwolenników odrębności językowej (np. opinii profesorów Jana Miodka czy Hele-ny Synowiec). W tych warunkach eksponowanie odrębności językowych staje się ważnym, o ile

7 Uważam, że za odrębnością Ślązaków przemawia ich świadomość etniczna oraz fakty kulturowe, toteż te zjawiska powinny być eksponowane w dyskursie tożsamościowym. Odmienności dialektalne języka Ślązaków są w tym układzie wtórne.
8 Zazwyczaj jest to mieszanka argumentów o różnym statusie naukowym.
9 Udział mają także regionalne czasopisma i druki o lokalnym zasięgu.

nie podstawowym, kryterium wyboru kodyfikowanych form, skrótowo zjawisko to nazywam „imperatywem odmienności”. Spośród wariantów preferuje się formy skrajnie odmienne od polskich, co jest poniekąd zrozumiałe, biorąc pod uwagę konieczność odróżnienia się od bliskiego systemowo języka. Tak postępuje wielu piszących po śląsku i takie jest, moim zdaniem, przekonanie sporej części autorów propozycji normalizacyjnych. Stało się to szczególnie widoczne przy pierwszych próbach kodyfikacji pisowni śląskiej. Ich autorami byli lingwiści amatorzy, którzy formułując swoje propozycje kodyfikacyjne, pomijali wiedzę dialektologiczną i odwoływali się do własnego poczucia językowego. Prezentowali osobliwe zestawy grafemów, często przejęte z komputerowych edytorów tekstów. Wyraźnie dawało też znać o sobie przekonanie, że zapis śląski mu-si się różnić od grafii polskiej. Nie brano pod uwagę wzorów zapisu gwary opartych na polskiej ortografii, które od lat były wypracowane i wykorzystywane w wydawnictwach popularyzujących śląski folklor i literaturę regionalną. Z niektórymi ówczesnymi propozycjami kodyfikacji można się zapoznać, ponieważ ogłoszono je drukiem10, inne zniknęły z portali internetowych po ogłoszeniu ustaleń dotyczących pisowni śląskiej podjętych w Cieszynie w 2009 r.
Wróćmy jednak do problemu kodyfikacji. Z kodyfikacją grupa śląskich liderów wiąże różne oczekiwania. Sadzą, że podniesie ona prestiż języka i wspomoże jego uznanie jako języka regionalnego, wprowadzi język do sfery publicznej, umożliwi nauczanie śląskiego w szkołach, po-budzi rozwój rodzimej literatury, a także przeniesie na państwo obowiązek ochrony języka mniejszościowego (w przypadku prawnego jego uznania) i zapewni finansowanie w tych obszarach działalności.
Okres inflacji pomysłów kodyfikacyjnych został zahamowany ok. roku 2007 wraz z pojawieniem się dwóch organizacji, które zadania związane z pracami nad językiem śląskim zapisują w swoich statutach i tym samym ukierunkowują dyskusje wokół tych problemów11. Są to: Towarzystwo Kultywowania i Promowania Śląskiej Mowy Pro Loquela Silesiana oraz Towarzystwo Piastowania Śląskiej Mowy „Danga”. Celem stowarzyszenia Pro Loquela Silesiana „jest dbałość o należną śląskiej mowie pozycję w społeczności Górnego Śląska i jej obecność w przestrzeni publicznej, upowszechnianie wiedzy o śląskiej mowie, inicjowanie i wspomaganie prac mających na celu ujednolicenie śląskiej ortografii, gramatyki i leksyki, promowanie śląskiej mowy poprzez

10 Zob. Śląsko godko, pod red. J. Tambor, Katowice 2008.
11 Działają one pod kuratelą regionalnych stowarzyszeń społeczno-politycznych RAŚ i Związku Górnośląskiego.

media i publikacje oraz wspieranie twórców posługujących się śląską mową”12. Podobnie w przypadku towarzystwa „Danga”. Jego zadania są starannie wyliczone w statucie organizacji13, należą do nich między innymi: „ochrona i rewitalizacja tradycyjnej mowy ludu górnośląskiego, jej rozwój jako pełnowartościowego narzędzia komunikacji oraz jej zachowanie jako żywego języka dla przyszłych pokoleń”; prace „nad kodyfikacją mowy śląskiej oraz nad programami nauczania jej w szkole oraz wypracowanie metod nauczania śląszczyzny, również z myślą o zainteresowanych, którzy nie wynieśli jej z domu (…). Rozwijanie i propagowanie słownictwa w domenach językowych, które dotychczas były zarezerwowane dla „języka literackiego” (…). Organizowanie platformy dyskusyjnej i dyskusji w społeczności śląskiej na temat teraźniejszego i przyszłego oblicza językowego Górnego Śląska”. Jak wynika z lektury statutów, obie organizacje zadeklarowały pełną standaryzację języka śląskiego. Kwestia ta nie została jednakże jednoznacznie rozstrzygnięta.
Znaczącym krokiem w dziejach śląskiej kodyfikacji było zorganizowanie konferencji pt. „Śląsko godka – jeszcze gwara czy jednak już język?”. Odbyła się 30 czerwca 2008 r. w Katowicach, w gmachu Sejmu Śląskiego14. Spotkanie, w którym udział wzięli przedstawiciele wielu śląskich organizacji społecznych i placówek naukowych, miało wielkie znaczenie dla dalszego toku wydarzeń.
Konferencja pokazywała siłę społecznego ruchu na rzecz uznania języka śląskiego. Ujawniała polaryzację stanowisk w tej sprawie. Sumowała dotychczasowe dyskusje, toczone głównie wokół śląskiej pisowni. W wyniku dyskusji został powołany zespół15, który rozpoczął prace kodyfikacyjne nad śląską pisownią i elementarzem (ślabikorzem16). Merytoryczną opiekę przejęła prof. Jolanta Tambor. Przedstawiła też zasady, które powinny przyświecać ustalaniu liter alfabetu i re-guł zapisu wynikających ze specyficznych dla gwar śląskich połączeń fonetycznych. Według tej

12 Cytuję § 4 statutu, zob. http://silesiana.org/statut/.
13 http://www.danga.pl/?page_id=336.
14 Konferencja obradowała pod honorowym patronatem ówczesnej Wicemarszałek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej, śp. Krystyny Bochenek, Wojewody Śląskiego, Zygmunta Łukaszczyka, oraz Rady Języka Polskiego, którą na konferencji reprezentował jej Honorowy Przewodniczący, śp. prof. dr hab. Walery Pisarek. Organizatorami konferencji był Instytut Języka Polskiego Uniwersytetu Śląskiego oraz Przymierze Śląskie reprezentowane przez współor-ganizatora konferencji Andrzeja Rocznioka.

15 W składzie zespołu znaleźli się: Jan Hahn (Przymierze Śląskie), Józef Kulisz (Danga), Bogdan Kallus (Pro Loqeulla Silesiana), Mirosław Syniawa (Pro Loquella Silesiana), Andrzej Roczniok (Związek Ludności Narodowości Śląskiej).
16 Wyraz używany w gwarach wschodniej części Górnego Śląska i na Śląsku Cieszyńskim. W kartotece Słownika gwar śląskich wydawanym przez Państwowy Instytut Naukowy – Instytut Śląski w Opolu brak jest notowań z zachodnich i północnych gwar Śląska.

koncepcji alfabet powinien zawierać litery pozwalające poprawnie odczytać i zidentyfikować dźwięki różnych odmian terytorialnych śląszczyzny. Powinien być na tyle prosty, aby mogli się nim posługiwać ludzie bez wykształcenia filologicznego. Unikać należy nagromadzenia dodatkowych znaków diakrytycznych utrudniających lekturę tekstów. W opinii J. Tambor znalazł się też passus łagodzący spory reformatorskie. Jej zdaniem – powinno się ustalić sposób zapisu pewnych połączeń głoskowych, aby uczynić zadość tym, którzy chcieliby naznaczyć odrębność śląszczyzny od polszczyzny ogólnej, oraz tym, którzy chcieliby nie komplikować niepotrzebnie pisowni 17. Do omówienia efektów i braków tej kodyfikacji powrócę w dalszym ciągu wystąpienia.

Przywiązywanie tak dużej wagi do kwestii pisowni wynikało z powierzchownego spojrzenia na język. Potoczny myślenie jego specyfikę upatruje w odmiennym zapisie i ewentualnie róż-nicach leksykalnych. Inne właściwości są słabo uświadamiane18. Ma sporo racji prof. Jan Miodek, który w jednym z wywiadów z 2011 r. stwierdził: „Cała ta dyskusja o śląskim języku w piśmie jest żenująca”19, ponieważ niektóre propozycje kodyfikatorów zasługiwały na takie określenie.
Po opracowaniu i upublicznieniu tzw. cieszyńskich zasad pisowni20 w 2009 r. i opartego na tej pisowni „Górnośląskiego ślabikorza” (2010 r.) zespół kodyfikacyjny nie podjął dalszych prac. Pojawiły się inicjatywy indywidualne. W 2013 r. Andrzej Roczniok opracował zasady pisowni wielkich liter (Srogo buchsztaba), interpunkcji (Interpunkcyjo) oraz zasady używania liczebników nazwanych przez niego numeralesami21. Opublikował je w zbiorze poezji Ondry Łysohorskiego22. Jednakże podstawowym narzędziem rozpowszechniania pozostaje Internet23. Z czasem zmieniło się środowisko aktywistów ruchu kodyfikacyjnego. W Rybniku zaczęło działać Stowarzyszenie „Nasz Wspólny Śląski Dom”, które podtrzymuje zainteresowania pracami nad kodyfikacją śląsz-czyzny. W 2015 r. ukonstytuował się zespół kodyfikacyjny pod przewodnictwem Józefa Porwoła z

17 J. Tambor, Śląski alfabet, (w:) Śląska godka pod red. J. Tambor, Katowice 2008, s. 53-55.
18 Zwraca na to uwagę Artur Czesak w monografii Współczesne teksty śląskie na tle procesów językotwór-czych i standaryzacyjnych współczesnej Słowiańszczyzny, Kraków 2015, s. 166.
19 Zob. http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/384010,jan-miodek-dyskusja-o-jezyku-slaskim-w-pismie-jest-zenujaca,id,t.html.
20 „Wstępne zasady pisowni śląskiej przyjęte na spotkaniu w Cieszynie w dn. 10 sierpnia 2009 r. przez zespół do standaryzacji pod kierownictwem prof. J. Tambor”. Są one środowiskowo różnie tytułowane, jako: „Kanōna szraj-bowanio Ślōnskij Godki” (strona internetowa Związku Ludności Narodowości Śląskiej), „Ślabikŏrzowy szrajbōnek” (Śląska Wikipedia)
21 Z niem. das Numerale ‘liczebnik’. W gwarach nie występowało pojęcie liczebnika. Kartoteka Słownika gwar śląskich nie odnotowuje ani wyrazu numerales, ani wyrazu liczebnik.
22 Ondra Łysohorski (Erwin Goj Erwin), Aj laszske rzyki płynu do morza a Kanōna ślōnskij godki stan na 18.02.2014, Narodowa Oficyna Śląska, Zabrze 2014-2015.
23 Opracowanie te można pobrać ze strony Związku Ludności Narodowości Śląskiej: http://zlns.ubf.pl/downloads.php

Rybnika24, który zapowiedział kontynuowanie kodyfikacji śląskiej ortografii i gramatyki. Nie znam szczegółowo trybu i zakresu tych prac.
Przejdźmy do problemu wyboru obiektu standaryzacji i jej zakresu. Kwestie te, poruszane w dyskusjach, nie zostały przez kodyfikatorów ostatecznie sformułowane expressis verbis i publicznie ogłoszone. Pozostają nam domniemania wysnute z interpretacji faktów. Czasem pojawiają się wypowiedzi stwierdzające, że kodyfikować się będzie każdą z gwar25. Tymczasem fakty są następujące. Ustalenia normalizacyjne, czy to w postaci zasad pisowni, czy rozstrzygnięć szczegółowych w elementarzach i poradnikach językowych, a coraz częściej również w dziełach literac-kich, z reguły oparte są na kompetencjach ich autorów. Zaś owe kompetencje odzwierciedlają system intergwary miast okręgu przemysłowego wschodniej części Śląska, zwanego dziś powszechnie (ale historycznie błędnie) Górnym Śląskiem26. Zatem wzorzec standaryzacji wyłonił się poniekąd w sposób naturalny, bowiem ruch emancypacji językowej rozwijał się od początku w przestrzeni społecznie i geograficznie ograniczonej do z subregionu górnośląskiego. Różni się on kul-turowo i językowo od Śląska Opolskiego i Śląska Cieszyńskiego, w przeszłości był też wewnętrz-nie zróżnicowany gwarowo. Trzon systemowy dzisiejszej intergwary tworzą gwary toszeckogliwickie, zaś w zasobach leksykalnych widoczny jest element środowiskowego słownictwa miejskiego i żargonów profesjonalnych. W decyzjach standaryzacyjnych ustępstwa na rzecz innych zespołów gwarowych, głównie cieszyńskich i opolskich (ale już nie gwar głogóweckich), w istocie rzeczy są niewielkie, dotyczą możliwości odmiennego, zgodnego z uzusem lokalnym, odczytywania niektórych liter alfabetu.
Na etapie selekcji zaniechano szeregu decyzji, których brak przyczynia się do szerzenia chaosu kodyfikacyjnego. O jakich niedociągnięciach należy mówić i dopominać się ich naprawy.
Nie podjęto prac nad normatywnym minimum leksykalnym i kryteriami normatywnej oceny wyrazów (w zakresie semantyki, wartości estetycznych i stylistycznych). Dopuszczono swobodę użycia słownictwa gwarowego, bez jakichkolwiek ograniczeń formalnych, np. wymogu objaśniania znaczeń wyrazów rzadkich czy lokalnie używanych. Realizacja takiego zalecenia, przy-

24 W Internecie spotkałem nazwę Zespół Kodyfikacji Języka Śląskiego, po śląsku Kolōna Kodifikacyje ôd Ślōnskij Godki. Nie wiem, czy odnosi się ona do zespołu J. Porwoła, czy innego gremium.

25 We wspomnianym wyżej wywiadzie z prof. Miodkiem, prowadząca wywiad dziennikarka „Dziennika Zachodniego” Teresa Semik stwierdza: „Ależ oni chcą kodyfikować każdą z gwar”. Nie wiem, skąd ta myśl i kto jest jej autorem. W każdym razie jest absurdalna i wypacza ideę standaryzacji.
26 Poręczny byłby termin intergwara konurbacji śląskiej, ale nie chcę wywoływać kolejnego zamętu terminologicznego, ponieważ oficjalnie używany jest termin konurbacja śląsko-dąbrowska.

najmniej w fazie implementacji i ekspansji norm, tj. ich wdrażania i utrwalania, powinna spoczywać na redakcjach wydawnictw. W rezultacie braku takich zaleceń, w różnych gatunkach tekstów pisanych po śląsku pojawiły się lokalne osobliwości, indywidualizmy i wyrazy o wątpliwej estetyce (hajziel, szczać), nawet w elementarzu, który ma pełnić rolę wzorca językowego. Przykładowo, na stronicach Ślabikorza ABC autorstwa Barbary Grynicz i Andrzeja Rocznioka pojawiają się obok siebie dublety będące w konflikcie formalnym, np. psy : hundy (który z nich jest wyrazem kanonicznym?), rybiorz : fisze (derywat rybiorz wskazuje, że forma ryba jest obecna w języku, dlaczego więc fisz i dlaczego nie fiszer ?) 27. Podobnie zagadkowe formy znajdujemy wśród przy-kładów, które ilustrują prawidła pisowni dużą literą (Srogo buchsztaba) autorstwa A. Rocznioka. W tekście na indywidualizmy, nowotwory i niekonsekwencje użycia wyrazów, np. wyspa – inzel, półainzel – półinzel, mer – morze, por. Japōńske Inzle, ale wyspa Bali, pōłainzel Hel28, Indochi-nowy Pōłinzel; Baltik Mer, Nord Mer, ale Morze Wschodniosyberyjskie. Inne niekonsekwencje: Dolno Saksōnia, ale Spodni Ślōnsk, Gōrny Ślōnsk oraz Wiyrchny Ślōnsk i dopuszczany też Oberschlesien.
Opracowanie normatywnego minimum leksykalnego jest sprawą pilną. Istnieją solidne podstawy materiałowe umożliwiające dokonanie takiego opracowania. Materiału dostarczają opracowane tomy Słownika gwar śląskich (16 tomów zawierających hasła na litery A-K), jak też kartoteka tegoż słownika obejmująca całość leksyki. Kodyfikatorzy mają więc możliwość w miarę pełnego określenia geografii wyrazów, ich znaczeń i wartości ekspresywnych, a na podstawie ilości zapisów zgromadzonych w kartotece także wstępnej oceny frekwencji wyrazów29. Daje to możliwość wyboru słownictwa podstawowego. W początkowym etapie stanowienie minimum leksykalnego wybór może być niedoskonały, ale przecież można go w przyszłości korygować. Należy zahamować działanie imperatywu „odmienności językowej”, ponieważ prowadzi on do zaśmiecania języka nowotworami bądź lokalnymi osobliwościami, nieznanymi Ślązakom spoza Górnego Śląska (w wąskim znaczeniu tego terminu).

27 Przykłady pochodzą w elementarza autorstwa B. Grynicz i A. Rocznioka Ślabikorz ABC. Buch szrajbniōny podug programa piyrwyj klasy podstawówki, Przymierze Śląskie, Narodowa Oficyna Śląska, Tarnowskie Góry – Za-brze 2010, s. 47-48.
28 Nie wiem, czy pōłainzel jest pomyłką (autor stosuje także forme pōłinzel), czy też jest to analogia do sto-sowanych przez autora kompozycji typu pōłanocowy ‘północny’.
29 Kodyfikatorzy nie sięgają z nieznanych mi powodów do tego wydawnictwa. Nie spotkałem wywodu, w którym autor powoływałby się na SGŚ.

Dotychczas nie podjęto także prac nad terminologią gramatyczną. Jej brak utrudnia opis zjawisk gramatycznych i formułowanie norm poprawnościowych po śląsku. Skoro takiej terminologii jeszcze nie ma (i do zasobu leksykalnego gwar odwołać się nie można), to dopóki śląszczyzna nie wypracuje odpowiedniego sposobu wyrażania treści naukowych, to kodyfikatorzy powinni swoje ustalenia ogłaszać w języku polskim, który znają wszyscy Ślązacy. Tymczasem imperatyw „odmienności językowej” skłania do formułowania tekstów hybrydowych, w których pojawiają się arbitralnie ustanowione terminologiczne udziwnienia. Przykłady odnajdujemy w cytowanych już wyżej Numeralesach, tj. zasadach użycia liczebników śląskich autorstwa A. Rocznioka, w których terminy są gwarowymi neologizmami lub wyrazami pochodzącymi spoza zasobu leksyki gwarowej.

Czytamy:
„W języku śląskim istnieją następujące rodzaje numeralesōw:
– kardynalne – d.d.30 roz, dwa, trzi
– po raji – d.d. piyrwy, drugi, trzeci
– kōnskowe – d.d. ćwierć (sztwierć), pōł, pōłtora, jedna31 drugo (odmiana przymiotnikowa, powinno być jed-no drugo), trzi sztworte, sztyry piōnte
– kolektywne – d.d. dwuch, trzech, sztyrech
– mnożone – d.d. podwujny, potrujny
– niyzmianowane – d.d. niywiela, pora, poradziesiōnt, poraset, trocha, dużo, mało
– wielorakie – d.d. dwojaki, trojaki
– wielonasobne – d.d. trzikroć, dwakroć
– ze wiela cifrōw – d.d. trzista trzinoście”32

Autor mógł dokonać internacjonalizacji terminologii, wolał jednak zastosować twory indywidualne.
Pilne jest także powołanie komisji, która zajmie się unormowaniem nazewnictwa, a zwłaszcza makrotoponimów (nazwy własne krain geograficznych), które przez autorów śląskich tekstów bywają w dowolny sposób adoptowane do języka śląskiego. W cytowanych już wyżej zasadach użycia dużej litery ich autor, A. Roczniok, podaje śląskie wersje geograficznych nazw własnych (niekiedy przytacza dublety), których formy budzą zdziwienie, np. Antlantykowy Ôcean. Rōw Maryjanowy, Indochinowy Pōłinzel, Przilōndek Pōłanocowy, ale Sroge Przikopy Afrykōńske (skoro w nazwach mamy seryjnie stosowany model przymiotników na –owy, to dlaczego nie afrykanowy ?), Republika Silesia i Silezyjo, Ôdra i Ôder, Wojewódzki Park Kultury a Alōnga,

30 Skrót. d.d. = dejmy dyć ‘na przykład’.
31 Liczebnik jeden, jedna odmienia się jak przymiotnik, zatem wyraz jedna powinien być zapisany jako jedno. O problemach dystrybucji kontynuantów samogłosek pochylonych wspominam niżej.
32 Cytuję wg wersji zamieszczonej na stronie Związku Ludności Narodowości Niemieckiej http://zlns.ubf.pl/downloads.php?cat_id=5.

Nacyjowy Stadion Ślōnski, Ministerstwo Spraw Wewnyntrznych i Amtōw, Polsko Akademijo Na-ukōw. Niemal kabaretowo brzmią parafrazy nazw Japonia i Kanada: Japōnia = Land Kirsze na Kwitniyniu, Kanada = Kraj Liścia ȏd Klōna. Tego rodzaju teksty, jak Srogo buchsztaba, nie po-winny się ukazywać. Przynoszą one ruchowi kodyfikacyjnemu poważne szkody wizerunkowe i podsuwają mocne argumenty przeciwnikom kodyfikacji. Podobnie szkodliwe bywają wypowiedzi niektórych kodyfikatorów. Przykładem jest relacja prasowa z wystąpienie prezesa Towarzystwa „Pro Loquela Silesiana”, Rafała Adamusa, zatytułowana „Jak pisać po śląsku”, zamieszczona w internetowym wydaniu tygodnika „Wprost”. R. Adamus, wypowiadając się na temat kodyfikacji języka śląskiego, w isto-cie rzeczy zaprzecza istocie standaryzacji języka, sprowadzając proces do ustalenia sposobu zapisu żywych, zróżnicowanych gwar33.

Deskrypcja
Postępy kodyfikacji i jakość aktów normatywnych w określonej mierze zależą od stanu opisu standaryzowanego dialektu. Wprawdzie bibliografia dialektu śląskiego zawiera sporą liczbę publikacji, to jednakże nie podzielam opinii o bardzo dobrym stanie badań nad gwarami śląskimi. Zauważmy, że najważniejsze monografie gwar pochodzą z różnych okresów rozwoju lingwistyki, zamykają się w ramach niemal 140. lat, licząc od wydania monografii Lucjana Malinowskiego z 1873 r.34, po monografię Jolanty Tambor z 2006 r.35. Wiąże się to z różnymi ujęciami metodologicznymi i zawartością opisów, a tym samym z możliwościami ich wykorzystania do celów normatywnych. Traktowanie stanu języka jako wartości stałej i bezkrytyczne odwołanie się do materiałów starszych grozi niebezpieczeństwem archaizacji norm36. System gwary opisany w początkach XX w. z reguły w wielu szczegółach odbiega od stanu współczesnego, nie mówiąc już o zmianach w uzusie gwary, który dostosowuje się do zmieniających się stosunków społecznych i kulturowych. Ponadto gros omówień dotyczy fonetyki. Poważne niedostatki stwierdzamy w opisach zjawisk gramatycznych i leksykalnych. Kwestie te były przedmiotem omówień Artura Cze-saka w niedawno wydanej monografii37, toteż fakt ten zwalnia mnie od przytaczania szczegółów.

33 Zob. https://www.wprost.pl/330527/Jak-pisac-po-slasku.
34 Lucjan Malinowski, Beiträge zur slavischen Dialektologie. I. Űber die oppelnsche Mundart, Leipzig 1973.
35 Jolanta Tambor, Mowa Górnoślązaków oraz ich świadomość językowa i etniczna, Katowice 2006.
36 Restytucję mowy przodków głosiła „Danga”. Moim zdaniem nie ma powrotu do minionych etapów rozwo-ju języka bez szkody dla jego komunikatywności. Problem polega też na tym, jaki stan gwary uznać za kanoniczny i czy taki stan da się odtworzyć.
37 Artur Czesak, op. cit., s. 181.

Na jedno zjawisko należy zwrócić krytyczną uwagę, mianowicie na zalew popularnych słowników śląsko-polskich o niskim poziomie merytorycznym, które sporządzane są przez leksykografów amatorów. Szerzy się moda na wydawanie takich słowników. Problem polega na tym, że w tych słownikach podstawowym sposobem definiowania haseł jest synonimizowanie typu: lód – lōd, lukier – luker, jeżyny –ostrężyny, przez co z pola widzenia znikają różnice semantyczne pomiędzy polską leksyką ogólną a śląską gwarową. Tymczasem różnice bywają duże. Por. znaczenia ogólnopolskiego leksemu ogień ze śląskim ȏgiyń.
Lp. Znaczenie Język ogólny Gwara śląska 1. Zjawisko spalania, którego objawem jest płomień, żar X X 2. Palenie w piecu Walencja: zrobić ogień składać ogień X X X X X 3. Ognisko X X 4. Pożar X X 5. Choroba skóry X X 6. Zapał, energia X 7. Strzały z broni palnej X 8. Wypieki na twarzy X 9. Upał, skwar X 10. Piorun X 11. Błysk, blask X

Jak widzimy różnice dotyczą polisemii i łączliwości. Zjawisko synonimizowania w słownikach świadczy o jeszcze jednym zjawisku, mianowicie o postępującej unifikacji semantyki gwarowej z ogólnopolską. Preferowany przez autorów sposób opracowania dowodzi, że nie odczuwają już różnic pomiędzy znaczeniami leksemów gwarowych i znaczeniami leksemów ogólnopolskich. Ma to określone konsekwencje językotwórcze, między innymi preferowanie wyrazów o dużym kontraście formalnym w stosunku do leksemów uznawanych za polskie, stosowanie germanizmów, przywiązywanie dużej uwagi do różnic fonetycznych pomiędzy polszczyzną a etnolektem śląskim.
Nad stanem badań i ich interpretacją można jeszcze wiele dyskutować. Kończąc ów wątek, określę, jakie (moim zdaniem) potrzeby badawcze są najpilniejsze. Opowiadam się za pilnym pod-jęciem prac syntetyzujących opisy właściwości gwar śląskich, których wyniki zmierzać będą do wskazania inwariantów mogących uzyskać status norm kanonicznych, do badania uzusu gwar w różnych środowiskach społecznych, nie tylko wąsko pojętego Górnego Śląska, wreszcie do badań korpusowych, bo tylko dane korpusowe mogą właściwie regulować normę leksykalną.

Kodyfikacja
Proces kodyfikacji języka śląskiego otwarła uchwała dotycząca śląskiej pisowni podjęta w Cieszynie w 2009 r. przez zespół powołany na konferencji „Śląska godka”. Co prawda normuje ona niewielki wycinek ortografii, ale ze społecznego punktu widzenia przyjęcie i ogłoszenie uchwały było wydarzeniem ważnym. Merytoryczna wartość ustaleń bywa przez recenzentów róż-nie oceniania, jednak niektóre z nich zasługują na pozytywną ocenę. Po pozytywów zaliczam za-sady wstępne, które zalecają reformatorskie umiarkowanie. Po pierwsze, cytuję uchwałę: „ zachowanie ortograficznych przyzwyczajeń polskich i – co się z tym wiąże – ograniczenie do minimum nowych liter”. Po drugie, „trzymanie się reguł i zasad – nieszukanie wszelkich wyjątków i archaizmów – jeśli na dużym obszarze Górnego Śląska wymawia się zgodnie z ogólniejszą regułą, a na małych obszarach występują pewne od niej odstępstwa, wybiera się wymowę (a wraz z tym zapis) zgodny z ową ogólną regułą”. Moim zdaniem idea tych zasad powinna przyświecać wszystkim podejmowanym w przyszłości decyzjom normalizacyjnym. Mam też sporo uwag krytycznych, które kodyfikatorzy mogą uwzględnić w kolejnych etapach normowania ortografii.

Do głównych mankamentów uchwalonych unormowań należy daleko idące oparcie pisowni na zasadzie fonetycznej i dopuszczenie do normy licznych wariantów fonetycznych. Z tego względu uchwalonym przepisom trudno przyznać miano jednolitych reguł. W zasadzie podniesiono do rangi normy większość lokalnych wariantów fonetycznych, przez co zaprojektowany system rozpada się na kilka odmian. Przykładowo, pochylone [á] zaleca się zapisywać przez znak ǒ (różnie odczytywany w gwarach dyftongizujących i monoftongicznych), zaś w gwarach monoftongicznych dopuszcza się do użytku, według indywidualnego uznania, znaki o oraz ǒ (trǒwa i tro-wa), a dodatkowo przed spółgłoską nosową można stosować jeszcze inny grafem na oznaczenie pochylonego [á], mianowicie ō (bociōn). Kodyfikatorzy nie wzięli pod uwagę faktu, że ile wariantywność w mówionych formach języka jest praktycznie niezauważalna, to wariantywność w piśmie jest źródłem błędów. Nieważne, kto je popełnia, autorzy czy wydawcy, wariantywność prowokuje błędy. Przykładów mamy sporo, por. niekonsekwentnie zapisane pochylone á w nowo wydanym tekście literackim: „ Ôrǒz uwidziołech zza winkla wyłazić sztyrech ludzi”38. Skoro nie ustala się postaci kanonicznej i dopuszcza się do użytku wszystkie możliwe warianty, to niczego się nie reguluje, a jedynie sankcjonuje uzus gwarowy. Ta sytuacja dotyczy nie tylko samogłosek pochylonych, ale także labializacji, samogłosek nosowych i kilku innych zjawisk. Przy okazji wypomnę, że pominięto problem dyftongicznego [ou] w pozycjach kontynuujących jasne [o], np. kartoufly, touporek, wiouska itp. Dyftong systemowo pojawia się w gwarach zachodnio- i północ-nośląskich (gwary głogóweckie, niemodlińskie, częściowo opolskie, a ponadto dolnośląskie). Przy omawianiu kontynuantów samogłosek pochylonych nie uwzględniono norm określających ich dystrybucję. Dziś można jeszcze polegać na czynnej znajomości gwar, ale odstępstw notuje się coraz więcej, pojawia się też sporo nowych form, toteż wkrótce problem się pogłębi.
Przy ustalaniu zasad pisowni zrezygnowano z zasady morfologicznej, a przynajmniej znacznie ograniczono jej wpływ na postać ortograficzną niektórych form. Przejawem tego jest usunięcie zapisu [ł], będącego wykładnikiem czasu przeszłego, z wygłosowych grup spółgłosko-wych w takich czasownikach, jak: w 1. os. znodech, prziniōsech, prziniōsżech, w 2. os. znodżeś, prziniōsżeś itp. Prowadzi to do dezitegracji tematów fleksyjnych. Dla ludzi znających lokalne gwary sytuacja ta nie ma większego znaczenia, ponieważ formy z uproszczoną grupą spółgłosko-wą stanowią normę uzualną ich mowy. Ale w przyszłości dla uczących się języka śląskiego będą to ewidentne wyjątki, bez wyrażonego wykładnika czasu przeszłego, jakim jest morfem -ł-. Trud-

38 Cytat z wydanych 2017 r. opowiadań Rafała Szymy Leanderka, s. 50.

niej im będzie kojarzyć takie formy z regularnymi paradygmatami czasu przeszłego z -ł- (robiłech, robiłeś). Ukłon w stronę vox populi kazał też kodyfikatorom usankcjonować bezokoliczniki bez –ć w formach typu wlyź, niyś, kraś. Na tle regularnych form godać, czytać, robić itd. niepotrzebnie powiększają one listę ortograficznych wyjątków i wcale nie poświadczają śląskości języka, po-nieważ są regularnymi uproszczeniami grup spółgłoskowych spotykanymi w innych polskich gwarach.
Interesujące są losy uchwały w kolejnych fazach standaryzacji, tj. elaboracji (rozpowszechnienia uchwały), jej akceptacji i implementacji (stosowania w praktyce). Wymowie faktów, które znam, przyznałbym ocenę dostateczną. Zauważmy, że od uchwalenia norm minie niedługo osiem lat. Nie śledzę systematycznie internetowych forów dyskusyjnych, ale na podstawie doryw-czych obserwacji jestem skłonny postawić tezę, że ortografia postów ma nadal charakter anarchiczny, czyli wdrażanie normy posuwa się dość opornie. Pozytywną ocenę wystawiłbym twór-com, a za wzorcową uznaję pisownię w Drachu Szczepana Twardocha. W środowiskach opolskich Ślązaków39 obserwuję słabą znajomość uchwały, nie spotkałem się z praktycznym stosowaniem „zasad cieszyńskich”. Niekorzystnym zjawiskiem są też indywidualne modyfikacje reguł, por. przykładowo pisownię w kilkakrotnie przywoływanym Ślabikorzu ABC autorstwa B. Grynicz i A. Rocznioka. Takie praktyki cofają proces standaryzacji. Do powszechnego stosowania „cieszyńskich” zasad pisowni śląskiej jest jeszcze daleko.
Kolejne propozycje kodyfikacyjne są tworami autorskimi. W 2013 r. Andrzej Roczniok opracował: zasady użycia dużej litery (Srogo buchsztaba), zasady interpunkcji (Interpunkcyjo) oraz zasady użycia liczebników śląskich (Numeralesy), o czym wspominałem już wyżej. Co do merytorycznej strony zasad użycia dużej litery i przestankowania to ogólnie nawiązują one do re-guł pisowni polskiej40. Andrzej Roczniok jest doświadczonym wydawcą i redaktorem tekstów, toteż na obecnym etapie normowania pisowni jego propozycje można uznać za kompetentne. Natomiast co do Numeralesów to w ich oceną mam problem. O terminologii wspominałem już wyżej. W gwarach śląskich przewijają się trzy systemy liczb i liczenia, zwyczaj niemiecki, czeski i polski (obecnie dominujący). Zupełny brak badań nad liczebnikami w gwarach śląskich (dysponujemy jedynie wyrywkowymi danymi) nie pozwala na formułowanie ostatecznych unormowań. Idealnym

39 Mam okazję obserwować środowisko piszących śląskie teksty, pełniąc funkcję jurora w gwarowych konkursach literackich.
40 Nie dokonałem szczegółowych analiz tych propozycji.

wyjściem byłaby monografia o liczebnikach w gwarach śląskich poprzedzająca ich kodyfikację. Propozycje Rocznioka oparte są na indywidualnej kompetencji językowej autora.
Standaryzacja języka śląskiego jest procesem otwartym. Ograniczony ramami referatu nie omówiłem wszystkich zjawisk składających się na ten proces. Poza analizą i oceną znalazły się dość licznie publikowane na Górnym Śląsku ślabikorze (elementarze) i poradniki językowe. Należą one do ważnych form standaryzacji języka. Ogłaszane w nich wzorce poprawnościowe dotyczą z reguły zjawisk szczegółowych, uzupełniających normy ogólne. Odrębnego omówienia wymagają kolejne fazy standaryzacji, od rozpowszechnienia (elaboracji) i akceptacji norm, aż po ich ewaluację (weryfikację) i ewentualną rekonstrukcję. Dopiero te etapy zadecydują o powodzeniu przedsięwzięcia.

Bogusław Wyderka
Über die Standardisierung der schlesischen Sprache

Beim Observieren der Diskussion über die Sprache der Schlesier bekomme ich den Eindruck, dass bei solchen Polemiken, vor allem wenn diese online oder in den Medien vorkommen, das Gespräch immer mit dem Ausdruck „Kodifizierung der schlesischen Rede“ als Schlüsselwort und Ansprache anfängt. Der Ausdruck Kodifizierung wird hier verabsolutiert und oftmals auf verschieden Weise verstanden. Es kommt auch vor, dass sich das Konzept auf alle Aktivitäten im Zusammenhang mit der Standardisierung der Sprache erstreckt, oder, was noch
schlimmer ist, der Umfang des Begriffs wird mit den Regelungen bezüglich der Form des Alphabets und der Grundlage für die Schlesische Rede identifiziert, die nicht der vollständigen Entwicklung der Rechtschreibregeln gleichkommen können. Kodifizierung ist nur eines der Glieder in der Standardisierungskette der Sprache, und letzteres Konzept wird in diesen Diskussionen selten diskutiert. Es sollte auch darauf hingewiesen werden, dass der Begriff der Kodifizierung aufgrund der sozialen Erfahrung und des Wissens auf verschiedene Konnotationen zurückgeführt werden kann, da bei Sprachen mit einer fest etablierten normativen Verordnung wie Polnisch oder Deutsch unterschiedliche Kodifizierungsverfahren angewendet werden und deren Umfang anders ist, als bei der Kodifizierung einer geplanten Sprache. Im ersten Fall besteht der
Zweck der angenommenen Kodifizierungsbeschlüsse darin, die Diskrepanzen, die sich infolge der Sprachentwicklung zwischen der zuvor festgelegten Norm und der aktuellen Sprachreferenz ergeben, zu beseitigen, wobei diese Kodifizierung in der Regel gering ist und lediglich die sozialen Diskussionsteilnehmer auf eine solche Kodifizierung gestoßen sind. Die Planung eines neuen Kodes ist jedoch eine völlig neue Erfahrung, die eine umfangreiche theoretische Vorbereitung erfordert. Auch in der polnischen Sprachwissenschaft bezogen sich theoretische Überlegungen zur Kodifizierung, die im Rahmen der Sprachkultur vorgenommen wurden, zunächst auf diesen engen Normierungsprozess. Das tiefere Interesse an den Themen wurde durch
die Sprachenemanzipation der Kaschuben in den achtziger Jahren des letzten Jahrhunderts und später durch die Schlesier verursacht. Soziolinguisten, vor allem Władysław Lubaś (2009, 2013), sprachen zu diesem Thema. Ebenso wie Slawisten, die an der Entwicklung der Sprachen der ehemaligen jugoslawischen Staaten interessiert sind. In theoretischen Überlegungen beziehen sich
die Forscher auf das Konzept des serbischen Soziolinguisten Milorad Radovanovic 1 (1979), das von Soziolinguisten als {6}

1 M. Radovanović, Sociolingvistika, Beograd 1979.

als vollständigstes Modell des Standardisierungsprozesses von Sprachen anerkannt wird2. Radovanović unterscheidet 10 Stufen der Standardisierung: Auswahl, Beschreibung, Kodifizierung, Ausarbeitung, Akzeptanz, Umsetzung, Erweiterung, Kultivierung, Bewertung, Wiederaufbau. In dieser Arbeit konzentriere ich mich hauptsächlich auf die Stadien der Auswahl,
Beschreibung und Kodifizierung. In der Arbeit einiger Forscher werden diese Glieder als Elemente des Sprachkorpus-Planungsprozesses erwähnt 3 . Die Annahme eines solchen Bezugspunkts wird es uns ermöglichen, den Stand der schlesischen Standardisierung zu bestimmen und den Ort festzulegen, an dem sich die schlesischen Kodifikatoren befinden.

Auf der Stufe der Auswahl trifft die standardisierende Einheit Grundentscheidungen über die Form der zukünftigen Sprache. Sie wählt den Code als Grundlage für die Standardisierung aus, dieser kann Dialekt, Subdialekt, Regionaldialekt oder eine andere Sprachvariation sein. Sie akzeptiert Annahmen bezüglich des Alphabets und der zukünftigen Rechtschreibung. Sie legt die
Kriterien für die Auswahl von Lexika fest, einschließlich der Rolle von Neologismen, der Einstellung zu Anleihen und Internationalismen. Mit anderen Worten, in diesem Stadium werden Entscheidungen über die Grundlage der Einheitlichkeit des Standards, Fragen der grammatikalischen, lexikalischen und syntaktischen Korrektheitskriterien getroffen. Die Diskussion über die Funktionen der zukünftigen Sprache sollte meiner Meinung nach sehr ernst
sein. Wird man auf seine Polyfunktionalität ausgerichtet sein, d.h. sie in Form von stilvollen Variationen in spezifischen Kommunikationssituationen verwenden, oder wird der Standard als die Sprache der allgemeinen Kultursphäre funktionieren, d.h. in der Form einer literarischen
Sprache? 4 . Im Stadium der Sprachplanung werden auch die Barrieren und die Möglichkeit, neue Standards von Nutzern des zukünftigen Standards zu akzeptieren, berücksichtigt. Eine tiefe Verletzung der Rechtschreibgewohnheiten der Benutzer kann der Grund für die Ablehnung der von den Reformern vorgeschlagenen Schreibweisen sein.

Wir sind an der Antwort auf die Frage interessiert – haben die schlesischen Kodifizierer diese Voraussetzungen erfüllt und wenn ja, in welchem Umfang?
Ich werde diese Arbeit mit den allgemeinen Merkmalen der Motivation des Prozesses beginnen. Die Veränderung des staatlichen Systems in Polen um die Wende der 1980er/1990er Jahren ermöglichte das freie Auftauchen nationaler und ethnischer Minderheitengruppen. In Schlesien gab es in diesen Jahren eine bedeutende poli-

2 In polnischer Sprache wurde das Konzept von H. Jaroszewicz in der Monographie Neue normative Tendenzen in den kroatischen und serbischen Standardsprachen, Opole 2004, und R. Bońkowski im Artikel „Stufen der Standardisierung der bosnischen Sprache” diskutiert, „Cyryllo-Methodianische Hefte” Nr. 2, 2013, S. 34-44.
3 Siehe Jaroszewicz, Op. cit., S. 18-21.
4 Kleine literarische Sprachen mit einer geringen Anzahl von Benutzern werden Mikrosprachen genannt. Aufgrund der Anzahl der Benutzer ist es jedoch schwierig, die gleiche Sprachkategorie zu wählen, zum Beispiel
beim Wilamowski-Ethnolekt (er wird von etwa 25 Personen benutzt) und dem schlesischen Ethnolekt. Der schlesische Ethnolekt versucht sich als Regionalsprache zu beschreiben. Es ist jedoch zu beachten, dass der Begriff
derzeit keine sprachliche Bedeutung hat, der Einsatz von politischer und rechtlicher Natur überwiegt hier. Aus sprachlicher Sicht verbindet er keine funktionalen und stilistischen Merkmale der Sprache.

tische und soziale Aktivität der deutschen Minderheit. Eine freie Gelegenheit, die entstehende ethnische/nationale Identität und kulturelle Gemeinschaft auszudrücken, hat sich auch für die Schlesier geöffnet. Zu dieser Zeit manifestierten sich die Bestrebungen der Schlesier, sich um die Idee
der schlesischen Autonomie und der schlesischen Nationalität zu kümmern. Sie nahmen verschiedene Formen an, von wachsendem Interesse an der einheimischen Region, ihrem kulturellen und sprachlichen Erbe bis hin zu gesellschaftspolitischen Aktivitäten. Dies wurde von einer Polarisierung
der Ansichten der Schlesier über die nationale und sprachliche Trennung begleitet, die bis heute andauert. Zu dieser Zeit wurden institutionelle Organisationen gebildet. Im Jahr 1989 wurde die Oberschlesische Union gegründet, 1990 die Schlesische Autonomiebewegung, und einige Jahre
später, 1996, die Vereinigung der Menschen der schlesischen Nationalität. Als Überlagerung dieser Prozesse musste ein Sprachproblem entstehen, da sich die Schlesier schon seit langem der Vielfalt und Spezifik des Funktionierens der einheimischen Mundart bewusst waren, insbesondere im Vergleich mit der Universifikation anderer polnischer Regionaldialekte, die sich mit der polnischen
Generalsprache vereinten. Darüber hinaus zeigte sich auch die nationsschöpferische Kraft der Sprache. Unter den Bedingungen der sozialen und kulturell globalisierten Welt ist Sprache ein Element der Kultur geblieben, das eine gegebene soziale Gruppe von anderen unterscheidet, und im
nationalistischen Diskurs gilt sie als ein grundlegendes Attribut der Nation 5 . Mit anderen Worten, Sprache wird als ein Werkzeug zum Aufbau ethnischer Getrenntheit behandelt. Daher haben wir hier bestimmte Prämissen, die die Entscheidungen von Gruppen motivieren, Aktivitäten zum Nachweis
ihrer sprachlichen Verschiedenheit durchzuführen. Sie laufen auf zwei Arten ab, indem sie die Getrenntheit der Sprache beweisen und die Standardisierung des Ethnolekts postulieren. Mit der Zeit werden sie wie bei den Schlesiern zu den Grundforderungen einer emanzipatorischen Gemeinschaft.
Ähnliche Situationen gelten grundsätzlich für jede emanzipierende ethnische Gruppe, dies zeigt sich an der Formung verschiedener ethnischer Gruppen, so dass die Gründe für die Entstehung der schlesischen Sprachbewegung aus soziolinguistischer Sicht als typisch gelten können.

Behandlungen um die schlesische Sprache sind dem übergreifenden Ziel der schlesischen Emanzipationsbewegungen untergeordnet, was die rechtliche Anerkennung der Schlesier als eigenständiges Ethnos darstellt. Irgendwann wurde der Sprachdiskurs unabhängig und dämpfte, vor allem in den Medien, ihren nationalen Aspekt. Aber das Projekt der Gründung der schlesischen Nationalität ist immer noch gültig und untrennbar mit dem Sprachproblem
verbunden. Wie ich bereits erwähnt habe, sind die Handlungen der Anführer dieser Bewegung zweifach. Auf der einen Seite sehen wir Bemühungen, die Region Schlesien als eigenständige slawische Sprache zu erkennen 6 , auf

5 Siehe zu diesem Thema M. Billig, Banaler Nationalismus, Krakau 2008, S. 70-81; E. Michna, Sprachliche Getrenntheit von kleinen ethnischen Gruppen und ihre Rolle im Prozess des Kampfes für Anerkennung
und Identitätspolitik. Vergleichsanalyse der Situation der Rusin-Karpaten und Schlesier, „AGH Geisteswissenschaften”, Bd. 13/3, 2014, S. 115-130.
6 Ich analysiere die wesentlichen Grundlagen und Methoden der Verbreitung der Idee in dieser Arbeit nicht.

der anderen Seite ist es das hier diskutierte Problem der Kodifizierung. Im Diskurs sind diese Fäden miteinander verflochten und bilden eine explosive ideologische Mischung. Einige Führer der schlesischen Emanzipation dämpfen (was ich oftmals selbst bezeugen konnte) die extremen Ansichten und Aussagen einiger Führer der Bewegung. Dies bringt jedoch nicht die erwarteten
Ergebnisse. Das schlesische Sprachproblem ist zu einem ideologischen Problem geworden, obwohl es nicht notwendigerweise von der Natur der Dinge als solche wahrgenommen werden muss und es auch nicht sollte. Dies entmutigt einen Teil der polnischen öffentlichen Meinung und wissenschaftlichen Gremien, die Bestrebungen der Schlesier zu unterstützen. Im Parlament werden weitere Gesetzentwürfe abgeschafft, die der Sprache von Schlesien den Status einer
Regionalsprache verleihen (2007, 2010, 2012).

Im Hinblick auf das Gesetz über nationale und ethnische Minderheiten und die
Regionalsprache von 2005 müssen Ethnolekte, die den Status einer Regionalsprache anstreben, zwei Bedingungen erfüllen. Vor allem muss es sich von der Amtssprache des Staates unterscheiden, also von der polnischen Sprache. Es kann auch kein Dialekt der Amtssprache des Staates sein. Diese Bedingungen, im Licht der genealogischen Klassifizierung von Sprachen, in
der Sprachenpolitik als Kanon anerkannt, erfüllt der schlesische Ethnolekt nicht. In diesem Kontext stand das Milieu der Befürworter der schlesischen Sprachemanzipation vor einer schwierigen Aufgabe, unabhängig von der Normung, nämlich der Notwendigkeit, die Unterscheidungskraft des schlesischen Ethnolekts gegenüber von Polnisch als slawischer Sprache zu beweisen. Die Getrenntheit des schlesischen Dialekts muss materiell bewiesen sein, was
meiner Meinung nach unmöglich ist, aufgrund der offensichtlichen genetischen Verbindungen zwischen dem schlesischen Dialektsystem und der polnischen Sprache. Außerdem wurde fast ein Jahrhundert lang (vom Beitritt Ostschlesiens zu Polen 1921) die Standardsprache von den schlesischen Dialekten beeinflusst und die ursprünglichen Unterschiede werden immer häufiger miteinander integriert 7 . Die Suche nach Beweisen für die Getrenntheit des schlesischen Dialekts vom Polnisch nimmt eine andere Form an, von Versuchen, wissenschaftliche Hypothesen zu bilden, zu pseudowissenschaftlichen Theorien und Mythen 8, deren Verbreitung im Bereich der Populärkultur nicht schwierig ist, zumal das Internet zum Ort und Werkzeug der Diskussion geworden ist 9 und heutzutage dominiert. Ein Element, das die Diskussionen begleitet, ist auch die
Untergrabung der für die Internetkultur charakteristischen Meinungen der wissenschaftlichen Autoritäten, natürlich jene Meinungen, die den Ansichten der Befürworter sprachlicher Getrenntheit widersprechen (z.B. die Meinungen der Professoren Jan Miodek oder Helena Synowiec). Unter diesen Bedingungen wird die Darstellung der linguistischen Getrenntheit zu einem wichtigen, wenn nicht

7 Ich denke, dass ihr ethnisches Bewusstsein und ihre kulturellen Fakten für die Besonderheit der Schlesier sprechen, also sollten diese Phänomene im Identitätsdiskurs gezeigt werden. Die dialektalen Variationen
der Sprache Schlesiens sind in diesem System zweitrangig.
8 Dies ist normalerweise eine Mischung aus Argumenten mit unterschiedlichem wissenschaftlichen Status.
9 Auch regionale Magazine und Drucke mit lokaler Berichterstattung sind beteiligt.

sogar zu einem grundlegenden Kriterium für die Auswahl kodifizierter Formen. Kurz gesagt, dieses Phänomen wird als „Gebot der Unähnlichkeit” bezeichnet. Unter den Varianten bevorzugt man die Formen, die sich extrem von den polnischen unterscheiden, was angesichts der Notwendigkeit, sich von der systemnahen Sprache zu unterscheiden, einigermaßen verständlich
ist. Das ist es, was viele schlesische Schriftsteller tun, und das ist meiner Meinung nach der Glaube einer großen Anzahl von Autoren von Normungsvorschlägen. Dies zeigte sich besonders bei den ersten Versuchen, die schlesische Schreibweise zu kodifizieren. Ihre Autoren waren Amateur-Linguisten, die bei der Formulierung ihrer Kodifizierungsvorschläge dialektologisches Wissen unterließen und sich auf ihren eigenen sprachlichen Sinn bezogen. Sie präsentierten eigenartige Graphemsätze, die oft von Computertextredakteuren stammen. Die Überzeugung, dass sich das schlesische Graphem von den polnischen unterscheiden müssen, wurde ebenfalls deutlich.
Die auf polnischer Rechtschreibung beruhenden Schreibweisen, die seit Jahren in den Verlagen der schlesischen Volkskunde und der regionalen Literatur verbreitet sind, wurden nicht berücksichtigt. Einige der damaligen Kodifizierungsvorschläge konnten gelesen werden, weil sie in gedruckter Form 10 veröffentlicht wurden, während andere nach der Veröffentlichung der
schlesischen Schreibweise, die ihrerseits 2009 in Teschen veröffentlicht wurde, von Online- Portalen verschwanden.

Kehren wir jedoch zum Problem der Kodifizierung zurück. Bei der Kodifizierung hat die Gruppe der schlesischen Führer unterschiedliche Erwartungen. Sie glauben, dass dies das Prestige der Sprache steigern und ihre Anerkennung als regionale Sprache fördern, die Sprache in die Öffentlichkeit bringen, den Unterricht in Schulen ermöglichen, die Entwicklung der einheimischen Literatur anregen und dem Staat die Verpflichtung zum Schutz einer
Minderheitensprache übertragen wird, und – im Falle einer rechtlichen Anerkennung – in diesen Tätigkeitsbereichen Mittel bereitstellen wird.

Die Zeit der Inflation der Kodifizierungsideen wurde um das Jahr 2007 mit dem
Auftauchen von zwei Organisationen gedämpft, deren Aufgaben im Zusammenhang mit den Arbeiten an der Schlesischen Sprache in ihren Statuten enthalten sind und somit die Diskussionen um diese Probleme leiten. 11. Diese sind: Gesellschaft zur Pflege und Förderung der schlesischen Rede Pro Loquela Silesiana und die Gesellschaft zur Erhaltung der schlesischen Rede „Danga”.
Das Ziel der Gesellschaft Pro Loquela Silesiana ist es, „die schlesische Sprache in ihrer rechtmäßigen Stimme und ihrer Präsenz im öffentlichen Raum von Oberschlesien zu pflegen, Wissen über die schlesische Sprache zu verbreiten, Werke zur Vereinheitlichung der schlesischen Rechtschreibung, Grammatik und des Wortschatzes zu unterstützen und die schlesische Sprache durch

10 Siehe Śląsko godko, herausgegeben von J. Tambor, Katowice 2008.
11 Sie arbeiten unter der Aufsicht der regionalen sozio-politischen Gesellschaften der RAS und der Union Oberschlesien.

Medien und Publikationen, und Unterstützung für Autoren, die die schlesische Sprache verwenden, zu fördern”12. Ähnliches gilt für die „Danga“-Gesellschaft. Ihre Aufgaben werden im Statut der Organisation 13 sorgfältig aufgeführt, darunter unter anderem: „Schutz und Wiederbelebung der traditionellen Rede des oberschlesischen Volkes, ihre Entwicklung als vollwertiges Kommunikationsmittel und ihr Erhalten als lebendige Sprache für künftige
Generationen”; Arbeiten „an der Kodifizierung der schlesischen Rede und an
Schullehrpläne und der Entwicklung von Unterrichtsmethoden für Schlesien, auch für die Interessierten, die es nicht aus dem Haus genommen haben (…). Entwicklung und Verbreitung von Vokabular in den Sprachgebieten, die bisher der „literarischen Sprache” vorbehalten waren (…). Organisation einer Diskussionsplattform und Diskussion in der schlesischen Gemeinschaft über das heutige und zukünftige Sprachgesicht Oberschlesiens”. Wie aus dem Lesen der Statuten hervorgeht, haben beide Organisationen die vollständige Vereinheitlichung der schlesischen Sprache erklärt.
Dieses Problem wurde jedoch nicht explizit gelöst.

Ein bedeutender Schritt in der Geschichte der schlesischen Kodifizierung war die
Organisation derKonferenzen „Schlesische Rede – noch Dialekt oder doch schon Sprache?”. Sie wurde am 30. Juni 2008 in Katowice, im Gebäude des Schlesischen Sejm gehalten 14 . Das Treffen, an dem Vertreter vieler schlesischer Sozialorganisationen und wissenschaftlicher Institutionen teilnahmen, war für den weiteren Verlauf der Ereignisse von großer Bedeutung.

Die Konferenz zeigte die Stärke der sozialen Bewegung für die Anerkennung der
schlesischen Sprache. Es offenbarte die Polarisierung der Positionen in dieser Angelegenheit. Sie fasste die vorherigen Diskussionen zusammen, hauptsächlich rund um die schlesische Schreibweise. Als Ergebnis der Diskussion wurde ein Team15 gegründet, das mit der Kodifizierung der schlesischen Schreibweise und der Fibel (ślabikorz genannt 16 begann.
Sachliche Obhut übernahm Prof. Jolanta Tambor. Sie stellte auch die Grundsätze vor, die die Bestimmung der Buchstaben des Alphabets und die Regeln der Aufzeichnung leiten sollten, die sich aus den phonetischen Verbindungen ergeben, die für die Dialekte von Schlesien spezifisch sind. Nach diesem

12 Ich zitiere § 4 des Statuts, vgl. [http://silesiana.org/statut/.
13 http://www.danga.pl/?page_id=336.
14 Die Konferenz fand unter dem Ehrenpatronat der damaligen stellvertretenden Sprecherin des Senats der Republik Polen statt, der verstorbenen Krystyna Bochenek, des Schlesier Woiwoden, Zygmunt Łukaszczyk, und der
Polnischen Sprachrat, der auf der Konferenz von seinem Ehrenvorsitzenden vertreten wurde, dem verstorbenen Prof. Dr. hab. Walery Pisarek. Die Konferenz wurde vom Institut der Polnischen Sprache der Schlesischen Universität und
der Schlesischen Allianz organisiert, die vom Koordinator der Andrzej-Roczniok-Konferenz repräsentiert wurde.
15 {2} Das Team enthielt: Jan Hahn (Schlesische Allianz), Józef Kulisz (Danga), Bogdan Kallus (Pro- Loquella-Silesiana), Mirosław Syniawa (Pro-Loquella-Silesiana), Andrzej Roczniok (Vereinigung der Menschen der
schlesischen Nationalität).
16 Ein Wort, das in Dialekten des östlichen Teils von Oberschlesien und Teschener Schlesien verwendet wird. Im Wörterbuch der Schlesischen Rede, das vom Staatlichen Institut für Wissenschaft – Schlesisches Institut in Oppeln
herausgegeben wird, gibt es keine Zitate aus den westlichen und nördlichen Schlesischen Mundarten.

Konzept sollte das Alphabet Buchstaben enthalten, die es erlauben, die Laute verschiedener territorialer Varianten der Schlesischen Region korrekt zu lesen und zu identifizieren. Es sollte einfach genug sein, um von Leuten ohne philologische Ausbildung benutzt werden zu können. Die Anhäufung von zusätzlichen diakritischen Zeichen, die das Lesen erschweren, sollte auch
vermieden werden. Nach Ansicht von J. Tambor gab es auch einen Passus, der die Reform von Streitigkeiten moderierte. Ihrer Meinung nach sollte die Art der Aufzeichnung bestimmter Sprachanrufe bestimmt werden, um diejenigen zu befriedigen, die die Trennung des Schlesischen vom allgemeinen Polnisch markieren möchten, aber auch diejenigen, die die Rechtschreibung
nicht unnötig erschweren wollen 17. Ich werde im weiteren Teil dieser Arbeit dazu zurückkommen, um die Auswirkungen und Mängel dieser Kodifizierung zu erörtern.

Dem Thema Rechtschreibung eine so große Bedeutung beizumessen, resultierte aus einem oberflächlichen Blick auf die Sprache. Das umgangssprachliche Denken sieht ihre Spezifität in einer anderen Notation und möglicherweise in lexikalischen Unterschieden. Andere Eigenschaften werden fast gar nicht erläutert18. Prof. Jan Miodek hatte sehr viel Recht, als er in einem Interview
in 2011 sagte: „Die ganze Diskussion über die schlesische Sprache in diesem Schreiben ist peinlich”19{4}], weil einige Vorschläge von Kodifizierern eine solche Definition verdient hatten.

Nach der Entwicklung und Veröffentlichung der sogenannten Teschener
Rechtschreibregeln 20 im Jahr 2009 und der in Sachen Schreibweise darauf basierenden „Oberschlesischen Fibel” (2010), hat das Kodierungsteam keine weiteren Arbeiten unternommen. Individuelle Initiativen erschienen. Im Jahr 2013 entwickelte Andrzej Roczniok die Regeln der Rechtschreibung von Großbuchstaben (Srogo Buchsztaba), Interpunktion (Interpunkcyjo) und
Regeln der Verwendung von Zahlen, von ihm genannt numeralesy 21. Er veröffentlichte sie in der Gedichtsammlung von Ondra Łysohorski 22. Das grundlegende Werkzeug für die Verbreitung bleibt jedoch das Internet 23. Mit der Zeit hat sich das Umfeld von Aktivisten der Kodifizierungsbewegung verändert. Der Verein „Nasz Wspólny Śląski Dom” (zu Deutsch: Unser
gemeinsames Schlesisches Zuhause) begann in Rybnik 24. zu arbeiten und Interesse an den Kodifizierungsarbeiten der Schlesischen Rede zeigt. Im Jahr 2015 bildete sich ein Kodifizierungsteam unter der Leitung von Józef Porwoła aus

17 J. Tambor, Schlesisches Alphabet, (in:) Śląska godka, herausgegeben von J. Tambor, Katowice 2008, S. 53-55.
18 Artur Czesak weist in seiner Monographie Zeitgenössische schlesische Texte auf dem Hintergrund sprachbildender und standardisierender Prozesse des zeitgenössischen Slawoms, Krakau 2015, S. 166, darauf hin.
19 } Siehe http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/384010,jan-miodek-dyskusja-o-jezyku-slaskim-wpismie- jest-zenijaca,id,t.html.
20 „Vorläufige Regeln der schlesischen Rechtschreibung, die auf dem Treffen in Teschen am 10. August 2009 von einem Team für Standardisierung unter der Leitung von Prof. Dr. J. Tambor angenommen wurden”. Sie
werden je nach Umgebung anders gezeichnet, als: „Kanōna szrajbowanio Ślōnskij Godki” (Website der Vereinigung von Menschen Schlesischer Nationalität „Ślabikŏrzowy szrajbōnek” (Schlesische Wikipedia)
21 Aus dem Deutschen: das Numerale, „Bezugsziffer”. Es gab den Begriff Numerale in Dialekten nicht. Das Wörterbuch des schlesischen Dialekts enthält weder den Begriff numerales, noch das Wort Bezugsziffer.
22 Ondra Łysohorski (Erwin Goj Erwin), Aj laszske rzyki płynu do morza a Kanōna ślōnskij godki stan na 18.02.2014, Narodowa Oficyna Śląska, Zabrze 2014-2015.
23Diese Studie kann von der Website der Vereinigung von Menschen Schlesischer Nationalität heruntergeladen werden: http://zlns.ubf.pl/downloads.php

Rybnik, der die Fortsetzung der Kodifizierung der schlesischen Rechtschreibung und Grammatik ankündigte. Ich kenne Art und Umfang dieser Arbeiten nicht im Detail.

Kommen wir zum Problem der Auswahl eines Standardisierungsobjekts und seines Umfangs. Diese in den Diskussionen diskutierten Fragen wurden nicht expressis verbis formuliert und von den Gesetzgebern öffentlich angekündigt. Uns bleiben die Auswirkungen der Interpretation der Fakten. Es gibt gelegentliche Erklärungen, dass jede der Mundarten25 kodifiziert wird. Inzwischen sind die Fakten wie folgt. Standardisierungsarrangements, sei es in Form von Rechtschreibregeln oder spezifischen Lösungen in Sprichwörtern und Leitfäden und zunehmend auch in literarischen Werken, basieren meist auf den Kompetenzen ihrer Autoren. Diese Kompetenzen spiegeln das inter-mundartige System der Städte des Industriegebietes des östlichen Teils von Schlesien wider, das heute allgemein (aber historisch falsch) Oberschlesien genannt
wird26. So entstand das Standardisierungsmuster, weil sich die Sprachemanzipationsbewegung von Anfang an in einem sozial und geografisch begrenzten Raum bis in die oberschlesische Subregion entwickelte. Es unterscheidet sich kulturell und sprachlich von Oppelner Schlesien und Teschener Schlesien, und in der Vergangenheit war es auch in seinem Volumen intern diversifiziert. Der Systemkern des heutigen Inter-Mundart bilden die Toszecko-Gliwice-Dialekte, während in den lexikalischen Ressourcen das Element des städtischen Umweltvokabulars und der professionellen
Jargons sichtbar ist. In den Standardisierungsentscheidungen sind die Zugeständnisse an andere Dialektgruppen, hauptsächlich an diese von Teschen (Cieszyn) und Oppeln (Opole) (aber nicht die Dialekte von Głogówek) gering, sie betreffen die Möglichkeit des unterschiedlichen Lesens bestimmter Buchstaben des Alphabets in Übereinstimmung mit der lokalen Praxis.

In der Auswahlphase wurden einige Entscheidungen ausgelassen, deren Fehlen zur Ausbreitung des Kodifizierungschaos beiträgt. Solche Mängel sollten genannt werden und deren Reparatur sollte behoben werden.

Das normative lexikalische Minimum und die Kriterien der normativen Bewertung von Wörtern (semantisch, ästhetisch und stilistisch) wurden nicht bearbeitet. Die Freiheit des dialektalen Vokabulars war ohne formale Einschränkungen erlaubt, z.B. die Notwendigkeit, die Bedeutung seltener oder lokal verwendeter Wörter zu erklären. Die Umsetzung einer solchen
Empfehlung,

24 Im Internet bin ich auf den Namen Team der schlesischen Sprachkodifikation, im Schlesischen Kolno Kodifikacyje ód Ślōnskij Godki getroffen. Ich weiß nicht, ob es sich auf die Gruppe von J. Porwoła oder eine anderen Gruppe bezieht.
25 In dem oben erwähnten Interview mit Prof. Miodek, sagt die Interviewjournalistin des Blattes „Dziennik Zachodni” Teresa Samik: „Aber sie wollen doch jede Mundart kodifizieren”. Ich weiß nicht, woher dieser Gedanke kommt und wer sein Autor ist. In jedem Fall ist es absurd und verzerrt die Idee der
Standardisierung.
26 Der Begriff Inter-Mundart der schlesischen Konurbation wäre praktisch, aber ich möchte kein weiteres intermittierendes Chaos provozieren, da der Begriff Schlesien-Dąbrowa-Konurbation offiziell verwendet wird.

zumindest in der Phase der Einführung und Erweiterung von Standards, d. H. Ihrer Umsetzung und Konsolidierung, sollte auf den Redaktionen der Herausgeber beruhen. Aufgrund des Fehlens solcher Empfehlungen erschienen in verschiedenen in Schlesien geschriebenen Arten von Texten lokale Besonderheiten, Individualitäten und Worte mit zweifelhafter Ästhetik (hajziel, szczać), sogar in der Fibel, die als Sprachstandard dienen soll. Zum Beispiel, auf den Seiten des Ślabikorz ABC von Barbara Grynicz und Andrzej Roczniok erscheinen Seite an Seite Zweifel, die in formalen Konflikt sind, z.B. Hunde: Hundy (welcher davon ist ein kanonischer Ausdruck?), rybiorz: fisze (das Derivat rybiorz zeigt an, dass die Form ryba in der Sprache vorhanden ist, also
warum nicht fisz und warum nicht fiszer?) 27. Ähnlich finden wir mysteriöse Formen unter Beispielen, die die Rechtschreibregeln mit einem Großbuchstaben (Srogo buchsztaba) von A. Roczniok illustrieren. Im Text über Individualismus, Neologismen und Inkonsistenzen bei der Verwendung von Wörtern, zum Beispiel Insel – Inzel, półainzel – półinzel, mer – Meer, vgl. Japōńske Inzle, aber wyspa Bali, Pōlainzel Hel 28. Indochinowy Pōłinzel; Baltik Mer, Nord Mer, aber Morze Wschodniosyberyjskie. Andere Unstimmigkeiten: Dolno Saksōnia, aber Spodni
Ślōnsk, Gōrny Ślōnsk und Wiyrchny Ślōnsk sowie das azkeptable Oberschlesien kamen auch vor.

Die Entwicklung eines normativen lexikalischen Minimums ist eine dringende
Angelegenheit. Es gibt solide materielle Grundlagen, um dies zu ermöglichen. Das Material stammt aus den Bänden des Schlesischen Dialektwörterbuchs (16 Bände mit den Begriffen für die Buchstaben A-K), sowie die Kartothek dieses Lexikons, das die ganze Lexika umfasst. Kodierer haben somit die Möglichkeit, die Geografie von Wörtern, ihre Bedeutungen und Ausdruckswerte vollständig zu bestimmen, und auf der Basis der Anzahl der Einträge in der Datei auch die
anfängliche Bewertung der Häufigkeit von Wörtern durchzuführen 29. Dies gibt uns die Möglichkeit, Grundvokabular zu wählen. In der Anfangsphase kann die Festlegung einer lexikalischen Mindestauswahl unvollständig sein, sie kann jedoch in Zukunft korrigiert werden. Das Gebot der „linguistischen Getrenntheit” sollte gehemmt werden, weil es zu einer Vermüllung der Sprache mit Neubildungen oder lokalen Besonderheiten führt, die den Schlesiern außerhalb von Oberschlesien (im engeren Sinne des Wortes) unbekannt sind.

27 Die Beispiele stammen aus der Grundschrift von B. Grynicz und A. Roczniok, Ślabikorz ABC. Buch szrajbniōny podug programa piyrwyj klasy podstawówki, Schlesische Allianz, Narodowa Oficyna Śląska, Tarnowskie Góry – Zabrze 2010, S. 47-48.
28{2}] Ich weiß nicht, ob półainzel ein Fehler ist (der Autor verwendet auch die Form pōlinzel), oder ob es eine Analogie zu der vom Autor verwendeten Komposition pōłanocowy ‘północny’ ist.
29 Die Kodifizierer nutzen diese Publikation aus mir unbekannten Gründen nicht. Ich habe kein Argument gefunden, in dem sich der Autor auf den SGŚ bezieht.

Bisher wurde keine Arbeit zur grammatikalischen Terminologie geleistet. Ihr Fehlen behindert die Beschreibung grammatikalischer Phänomene und die Formulierung von Korrektheitsnormen in Schlesien. Da eine solche Terminologie noch nicht verfügbar ist (und auf lexikalische Ressourcen kann nicht Bezug genommen werden), sollten Kodifizierer, solange die Schlesier keinen angemessenen Weg finden, wissenschaftliche Inhalte auszudrücken, ihre
Ergebnisse in polnischer Sprache veröffentlichen, die alle Schlesier kennen. Der Imperativ der „linguistischen Getrenntheit” führt inzwischen zur Formulierung von hybriden Texten, in denen willkürlich festgelegte terminologische Phantasien entstehen. Wir finden Beispiele in den oben erwähnten Numerales, d.h. die Regeln für die Verwendung von schlesischen Zahlen von A.
Roczniok, in denen dialektale Neologismen oder Wörter von außerhalb der Dialekt-Lexikon- Ressource aufzufinden sind. Wir lesen:

„In der schlesischen Sprache gibt es folgende Arten von Zahlen:
– Kardinal – d.d.30{2}] roz, dwa, trzi
– „po raji” (der Reihe nach) – d.d. piyrwy, drugi, trzeci
– „kōnskowe” – d.d. ćwierć (sztwierć), pōł, pōłtora, jedna31 drugo (adjektivische Variation, sollte jedno
drugo sein), trzi sztworte, sztyry piōnte
– kollektive – d.d. dwuch, trzech, sztyrech
– multiplizierte – d.d. podwujny, potrujny
– „niyzmianowane” (ungenaue) – d.d. niywiela, pora, poradziesiōnt, poraset, trocha, dużo, mało
– verschiedene – d.d. dwojaki, trojaki
– multimodale – d.d. trzikroć, dwakroć
– „ze wiela cifrōw” (vielziffrige) – d.d. trzista trzinoście”32

Der Autor war in der Lage, die Terminologie zu internationalisieren, zog es jedoch vor, individuelle Kreationen zu verwenden.

Es ist auch dringend notwendig, eine Kommission zu bilden, die die Standardisierung insbesondere von Makrotoponymen (Namen geographischer Gebiete) regelt, die von den Autoren der schlesischen Texte in irgendeiner Weise an die schlesische Sprache angepasst werden können.
In den oben erwähnten Prinzipien des Gebrauches eines Großbuchstabens gibt ihr Autor, A. Roczniok, schlesische Versionen von geographischen Namen (manchmal zitiert er Dubletten), deren Formen verwundern kann, Antlantykowy Ôcean. Rōw Maryjanowy, Indochinowy Pōłinzel, Przilōndek Pōłanocowy, aber Sroge Przikopy Afrykōńske (da in den Namen der Reihe nach das Adjektivbmodell mit der Endung -owy genutzt wird, warum nicht afrykanowy ?), Republika Silesia und Silezyjo, Ôdra und Ôder, Wojewódzki Park Kultury a Alōnga,

30 Die Abkürzung d.d. = dejmy dyć „zum Beispiel”.
31 Das Numeral jeden, jedna wird wie ein Adjektiv dekliniert, deswegen sollte jedna eher als jako jedno geschrieben werden. Ich weise unten auf die Probleme der Verbreitung von Dauerlauten von geneigten Vokalen hin.
32 {2} Ich zitiere nach der auf der Website der Union der Menschen Deutscher Nationalität veröffentlichten Version http://zlns.ubf.pl/downloads.php?cat_id=5.

Nacyjowy Stadion Ślōnski, Ministerstwo Spraw Wewnyntrznych i Amtōw, Polsko Akademijo Naukōw. Fast komisch klingen die Paraphrasen der Namen Japan und Canada: Japōnia = Land Kirsze na Kwitniyniu, Kanada = Kraj Liścia ȏd Klōna. Solche Texte, wie Srogo buchsztaba, sollten nicht erscheinen. Sie bringen der Kodifizierungsbewegung einen ernsthaften Imageschaden und geben den Kodifizierungsgegnern starke Argumente. Ähnliche Aussagen einiger Kodifizierer sind ebenfalls schädlich. Ein Beispiel ist die Presseberichterstattung mit der Rede des Präsidenten der Gesellschaft „Pro Loquella Silesiana”, Rafał Adamus, mit dem Titel „Wie schreibt man in Schlesien?”, veröffentlicht in der Online-Ausgabe der Wochenzeitschrift „Wprost“. R. Adamus, der über die
Kodifizierung der schlesischen Sprache spricht, leugnet das Wesen der Standardisierung der Sprache, indem er den Prozess der Sprachstandardisierung zur Art und Weise der Aufzeichnung von lebendigen, verschiedenen Mundarten reduziert 33.

Beschreibung
Der Fortschritt der Kodifizierung und die Qualität der normativen Akte hängen zu einem gewissen Grad vom Status der Beschreibung des standardisierten Dialekts ab. Obwohl die Bibliographie des schlesischen Dialekts eine große Anzahl von Publikationen enthält, teile ich nicht die Meinung über den sehr guten Forschungsstand über schlesische Dialekte. Es sei darauf
hingewiesen, dass die wichtigsten Monographien über Mundarten aus verschiedenen Perioden der Sprachentwicklung stammen, innerhalb von fast 140 Jahren eingeschlossen, von der Veröffentlichung der Monographie von Lucjan Malinowski aus dem Jahr 1873 34 bis zu der Monographie von Jolanta Tambor aus dem Jahr 2006 35. Dies hängt mit verschiedenen methodischen Ansätzen und dem Inhalt von Beschreibungen und damit mit den Möglichkeiten ihrer Verwendung für normative Zwecke zusammen. Wenn man den Zustand der Sprache als festen Wert und unkritischen Rückgriff auf ältere Materialien behandelt, drohen archaisierende Normen 36. Das zu Beginn des 20. Jahrhunderts beschriebene Dialektsystem weicht in vielen
Details vom zeitgenössischen Stand ab, ganz zu schweigen von den Veränderungen im Gebrauch der Dialekte, die sich an die sich verändernden sozialen und kulturellen Beziehungen anpassen. Darüber hinaus betreffen die meisten Diskussionen die Phonetik. Wir finden ernsthafte Mängel in
den Beschreibungen der grammatikalischen und lexikalischen Phänomene. Diese Fragen wurden von Artur Czesak in seiner kürzlich veröffentlichten Monographie 37 diskutiert, so dass mich diese Tatsache davon befreit, Details zu zitieren.

33 Siehe https://www.w prost.pl/330527/Jak-pisac-po-slasku .
34 Lucjan Malinowski, Beiträge zur sklavischen Dialektologie. I. Über die Oppelnsche Mundart, Leipzig 1973.
35Jolanta Tambor, Rede der Oberschlesier und ihre sprachliches und ethnisches Bewusstsein, Katowice 2006.
{4}
36Die Restitution der Rede der Vorfahren verkündete „Danga”. Meiner Meinung nach gibt es keine Rückkehr zu den vorherigen Stufen der Sprachentwicklung, ohne deren Kommunikationsfähigkeit zu beeinträchtigen. Das Problem ist auch, welcher Zustand des Dialekts als kanonisch angesehen werden kann und ob ein solcher Zustand reproduziert werden kann.
37 Artur Czesak, op. cit., s. 181.

Man sollte auf ein kritisches Phänomen achten, nämlich die Flut populärer schlesisch-polnischer Wörterbücher mit niedrigem inhaltlichen Niveau, die von Amateur-Lexikographen vorbereitet werden. Die Mode für die Veröffentlichung solcher Wörterbücher wächst. Das Problem ist, dass in
diesen Wörterbüchern die grundlegende Art, Wörter zu definieren, die folgenden Typen zu synonymisieren ist: lód – lōd, lukier – luker, jeżyny – ostrężyny, was die semantischen Unterschiede zwischen polnischen allgemeinen und schlesischen Dialektwörtern verschwinden lässt. Unterdessen können die Unterschiede groß sein. Siehe: die Bedeutung des allpolnischen ogień mit dem Schlesischen ȏgiyń.
Lfd.
Nr.
Bedeutung Allgemeine
Sprache
Schlesische
Mundart
1. Das Phänomen der Verbrennung, deren
Symptom Flamme, Hitze ist
X X
2. Heizen in einem
Valencia-Ofen: Feuer
machen
Beenden eines Beschusses
X
X
X
X
X
3. Lagerfeuer X X
4. Brand X X
5. Hautkrankheit X X
6. Eifer, Energie X
7. Schüsse mit Feuerwaffen X
8. Rote Flecken im Gesicht X
9. Hitze, sengende Hitze X
10. Blitz X
11. Blitz, Schein X
14

Wie wir sehen können, beziehen sich die Unterschiede auf Polysemie und Konnektivität. Das Phänomen der Synonymisierung in den Wörterbüchern zeugt von einem anderen Phänomen, nämlich der fortschreitenden Vereinheitlichung von Dialekten mit der allpolnischen Semantik. Die von den Autoren bevorzugte Methode der Präparation belegt, dass sie keine Unterschiede mehr
zwischen den Bedeutungen dialektbasierter Vorlesungen und den Bedeutungen landesweiter Bibliotheken feststellen. Dies hat gewisse sprachliche Konsequenzen, einschließlich der Bevorzugung von Wörtern mit hohem formalen Kontrast in Bezug auf die als polnisch geltenden Lexeme, die Verwendung von Germanismen, wobei großen Wert auf klangliche Unterschiede
zwischen Polnisch und dem schlesischen Ethnolekt gelegt wird.

Über den Stand der Forschung und ihre Interpretation kann viel diskutiert werden. Wenn ich dieses Thema beende, werde ich feststellen, welche Forschungsbedürfnisse (meiner Meinung nach) am dringendsten sind. Ich plädiere dafür, synthetisierende Arbeiten bezüglich der Beschreibung der Eigenschaften der Schlesischen Rede vorzunehmen, deren Ergebnisse hingegen
die Invarianten identifizieren werden, die den Status von kanonischen Normen erlangen können. Ich bin auch dafür, dass der Gebrauch der Mundarten in verschiedenen sozialen Umgebungen erforscht werden sollten, nicht nur die des enggenommenen Oberschlesien, und schließlich auch für Korpusforschung, weil nur Korpusdaten die lexikalische Norm entsprechend regulieren können.

Kodifizierung
Der Prozess der Kodifizierung der schlesischen Sprache wurde durch die Resolution zur schlesischen Rechtschreibung eingeleitet, die 2009 in Cieszyn von der auf der Konferenz „Śląska godka” eingesetzten Gruppe vorgenommen wurde. Es ist richtig, dass es einen kleinen Teil der Rechtschreibung normalisiert, aber aus sozialer Sicht war die Annahme und Ankündigung der Resolution ein wichtiges Ereignis. Der materielle Wert der Ergebnisse wird manchmal von
Gutachtern beurteilt, aber einige von ihnen verdienen eine positive Bewertung. Positives sind Vorbedingungen, die eine gedämpfte Reformierung empfehlen. Zuallererst zitiere ich die Resolution: „ Erhaltung der Rechtschreibung polnischer Gewohnheiten und – was folgt – Minimierung neuer Buchstaben”. Zweitens, „Befolgung von Regeln und Prinzipien – ohne Ausnahmen und Archaismen zu suchen – wenn in einem großen Gebiet von Oberschlesien nach
einer allgemeineren Regel gesprochen wird, und in kleinen Gebieten es bestimmte Ausnahmen davon gibt, wird die Aussprache (und damit auch die Schreibweise) im Einklang mit dieser allgemeinen Regel gewählt”. Meiner Meinung nach sollte die Idee dieser Prinzipien alle zukünftigen Entscheidungen zur Normung leiten. Ich habe auch eine Menge kritischer Bemerkungen, die Kodifizierer in den nächsten Phasen der Normalisierung der Rechtschreibung
berücksichtigen können.

Die Hauptnachteile der erlassenen Vorschriften sind die weitgehende Schreibweise der Buchstaben auf phonetischer Basis und die Zulassung zahlreicher phonetischer Varianten zum Standard. Aus diesem Grund ist es schwierig, die angenommenen Regeln als einheitliche Regeln zuzulassen. Im Prinzip wurde die Mehrheit der lokalen phonetischen Varianten auf den Rang eines Standards angehoben, was bedeutet, dass das entworfene System in mehrere Varianten unterteilt ist. Zum Beispiel wird empfohlen, dass geneigte [á] durch das Zeichen ǒ zu schreiben (unterschiedlich gelesen in diphthongierenden und monophonen Verbindungen), und monophone Mundarten können nach dem Ermessen des Individuums, die Zeichen o und ǒ (trǒwa und trowa)
verwenden, und zusätzlich zum nasalen Konsonanten kann ein anderes Graphem verwendet werden, um das schräge [á] zu bezeichnen, nämlich ō (bociōn). Die Kodifizierer haben nicht berücksichtigt, dass die Varianz in den gesprochenen Formen der Sprache praktisch nicht wahrnehmbar ist; die Varianz in Texten ist hingegen eine Quelle von Fehlern. Egal wer sie begeht,
Autoren oder Verleger, die Varianz provoziert Fehler. Wir haben viele Beispiele, wo in einem neu erschienenen literarischen Text das schräge á inkonsequent geschrieben sind: „ Ôrǒz uwidziołech zza winkla wyłazić sztyrech ludzi”38. Da keine kanonische Form akzeptiert wurde und somit alle
möglichen Varianten verwendet werden dürfen, ist nichts geregelt, sondern nur vom Gebrauch des Dialekts sanktioniert. Diese Situation gilt nicht nur für geneigte Vokale, sondern auch für Labialisierungen, Nasalvokale und verschiedene andere Phänomene. Übrigens werde ich erwähnen, dass das Problem der Diphthonge [ou] in den fortdauernden Positionen der hellen [o]
weggelassen wurde, z.B. kartoufly, touporek, wiouska usw. Diphtonge erscheinen systemisch in west- und nordschlesischen Dialekten (Dialekte von Głogówek (Oberglogau) -, Niemodlin (Falkenberg)- und teilweise Oppelndialekt sowie Niederschlesische Mundart). Bei der Diskussion von Fortsetzungen von geneigten Vokalen werden die Standards, die ihre Verteilung spezifizieren, nicht beachtet. Heute kann man sich noch auf aktives Wissen der Mundarten verlassen, aber
Abweichungen werden immer mehr bemerkt, es gibt auch viele neue Formen, sodass sich das Problem bald vertiefen wird.

Bei der Festlegung der Rechtschreibregeln wurde das morphologische Prinzip
aufgegeben oder zumindest der Einfluss auf die Schreibweise einiger Formen eingeschränkt. Die Manifestation davon ist die Löschung der [ł] Aufzeichnung, die ein Exponent der Vergangenheitsform ist, von nicht-stimmhaften Konsonantengruppen in solchen Verben wie: in der ersten Person. znodech, prziniōsech, prziniōsżech, in der zweiten Person znodżeś, prziniōsżeś
usw. Dies führt zur Auflösung von Flexionsthemen. Für Menschen, die die lokalen Dialekte kennen, ist diese Situation von geringer Bedeutung, da Formen mit einer vereinfachten Konsonantengruppe die Norm ihrer Rede sind. Aber für die Schüler der schlesischen Sprache werden dies in Zukunft Ausnahmen sein, ohne den ausgedrückten Exponenten der Vergangenheitsform, die der Morphe -ł- ist. Schwie-

38 Zitat aus den in 2017 herausgegebenen Geschichten von Rafał Szyma, Leanderka, S. 50.

riger wird es für sie sein, reguläre Paradigmas des Präteritums mit -ł- zu assoziieren (robiłech, robiłeś). Eine Verneigung in Richtung des vox populi befahl den Kodifizierern auch, die Infinitive ohne -ć in den Formen des Typs, wlyź, niyś, kraś zu sanktionieren. Vor dem Hintergrund regelmäßiger Formen, wie godać, czytać, robić usw., vergrößern sie unnötigerweise die Liste der Rechtschreibausnahmen und bestätigen nicht „Schlesischheit“ der Sprache, weil sie regelmäßige Vereinfachungen von Konsonantengruppen sind, die in anderen polnischen Mundarten gefunden werden.

Interessant ist das Schicksal der Resolution in den nächsten Phasen der Standardisierung, d.h. ihre Ausarbeitung (Verbreitung der Resolution), Akzeptanz und Umsetzung (Anwendung in der Praxis). Der Aussage der Fakten, die ich kenne, würde ich eine ausreichende Note geben. Bemerkenswert ist, dass in Kürze acht Jahre seit der Annahme der Normen vergehen werden. Ich
folge nicht systematisch Online-Diskussionsforen, aber aufgrund gelegentlicher Beobachtungen bin ich geneigt, die These aufzustellen, dass die Post-Rechtschreibung immer noch anarchisch ist, d.h. die Implementierung des Standards ziemlich widerwillig nach vorne schreitet. Ich würde eine
positive Bewertung für die Schöpfer schreiben, und ich betrachte die Schreibweise in Drach von Dr. Szczepan Twardoch als ein Modell. In den Kreisen der Oppelner Schlesier 39 beobachte ich schlechte Kenntnis der Resolution, mir ist die praktische Anwendung der „Teschen-Prinzipien” nicht begegnet. Ein nachteiliges Phänomen sind auch individuelle Modifikationen der Regeln,
vergleiche beispielsweise die mehrfach zitierte Schreibweise des Ślabikorz ABC von B. Grynicz und A. Roczniok. Solche Praktiken machen den Standardisierungsprozess zunichte. Es ist noch weit von einer universellen Verwendung der „Teschen – Prinzipien” der schlesischen Rechtschreibung entfernt.

Weitere Kodifizierungsvorschläge sind Autorenschöpfungen. Im Jahr 2013 hat Andrzej Roczniok die Prinzipien der Verwendung eines Großbuchstabens (Srogo buchsztaba), der Interpunktionsregeln (Interpunkcyjo) und der Regeln für die Verwendung von schlesischen Zahlen (Numeralesy) ausgearbeitet, wie ich oben erwähnt habe. Was die inhaltliche Seite der Regeln für die Verwendung eines Großbuchstabens und der Pausierungen betrifft, beziehen sie sich im
Allgemeinen auf die Regeln der polnischen Schreibweise 40. Andrzej Roczniok ist ein erfahrener Herausgeber und Redakteur von Texten, sodass seine Vorschläge im gegenwärtigen Stadium der Rechtschreibung als kompetent gelten können. Was die Numerales angeht, habe ich ein Problem in ihrer Einschätzung. Ich habe die Terminologie schon oben erwähnt. In schlesischen Dialektengibt es drei Systeme von Zahlen und Zählen, deutsche, tschechische und polnische (heute
dominierende) Formen. Ein völliges Fehlen von Zahlenrecherchen in schlesischen Dialekten (wir haben nur zufällige Daten) erlaubt keine Formulierung von endgültigen Regelungen. Die ideale

39 Ich habe die Möglichkeit, das Milieu der schlesischen Schriftsteller zu beobachten, da ich als Juror in
literarischen Dialektwettbewerben agiere.
40 Ich habe diese Vorschläge nicht detailliert analysiert.

Lösung wäre eine Monographie über Zahlen in den schlesischen Dialekten vor ihrer Kodifizierung. Die Vorschläge von Roczniok basieren auf der individuellen Sprachkompetenz des Autors.

Die Standardisierung der schlesischen Sprache ist ein offener Prozess. Durch den Rahmen des Papiers begrenzt, habe ich nicht alle Phänomene beschrieben, die diesen Prozess bilden.
Neben der Analyse und Bewertung gibt es zahlreiche ślabikorze (Fibeln) und Sprachführer in Oberschlesien. Sie gehören zu wichtigen Formen der Sprachstandardisierung. Die in ihnen beworbenen Korrektheitsmuster betreffen in der Regel spezifische Phänomene, die die allgemeinen Normen ergänzen. Weitere Phasen der Standardisierung erfordern eine getrennte Diskussion, von der Verbreitung (Elaboration) und Akzeptanz der Standards bis zu deren
Bewertung (Verifizierung) und möglicher Rekonstruktion. Erst diese Phasen werden über den Erfolg des Unternehmens entscheiden.