Wzajemne postrzeganie się uczniów

Emilia Strzałek

Auf beiden Seiten der Neiße:
Gegenseitige Wahrnehmung der Schüler
aus der Deutsch-Polnischen Grenzregion
am Beispiel von zwei Schulen der Partnerstädte: Zgorzelec und Görlitz

Po obu stronach Nysy:
Wzajemne postrzeganie się uczniów znad granicy polsko-niemieckiej
na przykładzie szkół z miast partnerskich: Zgorzelca i Görlitz

Nazywam się Emilia Strzałek. Od dziewięciu lat pracuję jako nauczycielka w szkołach ewangelickich w Görlitz. Przez pierwsze siedem lat pracowałam jako wychowawczyni w Wolnej Ewangelickiej Szkole Podstawowej Dietrich Heise w Görlitz. W 2012 zostałam kierowniczką profilu językowego i zastępczynią kierownika szkoły.

W roku 2015 założyliśmy szkołę średnią. Tam uczyłam najpierw polskiego jako języka partnerów, dzisiaj uczę też angielskiego.

Od początku do moich obowiązków należało układanie programu dni wspólnych
lekcji z partnerską szkołą ze Zgorzelca dla klas od drugiej do czwartej. Wyjaśniono mi, że te lekcje odbywają się w klasach 1 – 3 zawsze w piątki, na zmianę w Görlitz i w Zgorzelcu. Klasa czwarta (dzisiaj też piąta i szósta) miała „dzień partnerski” zawsze w środę. Zatem taki dzień spotkania odbywał się co piątek i co trzecią środę, za każdym razem dla innej klasy, czyli każda klasa miała dzień partnerski raz w miesiącu. W pierwszych latach dzieci pracowały w trzech mieszanych grupach, za każdym razem po ok. 40 minut. Były trzy bloki:
najpierw tematyka językowa, potem następowały gry dydaktyczne i zabawy ruchowe. Czasem było trudno znaleźć personel, który mógłby starannie przygotować i zrealizować wszystkie trzy bloki. W poszukiwaniu nowych rozwiązań trafiliśmy na metodę tandemu. Tak więc przydzieliliśmy każdemu uczniowi dziecko-partnera, z którym miał pracować przez cały czas do końca podstawówki. Zredukowaliśmy liczbę bloków do dwóch: blok językowy i blok
gier i zabaw. Przede wszystkim w pierwszym bloku zapowiadaliśmy pracę w tandemach. Teraz dzieci przez godzinę uczyły się od siebie nawzajem języka partnera, co okazało się znacznie bardziej konstruktywne. W ten sposób wszyscy zyskali również możliwość dokładniejszego obserwowania siebie nawzajem.

Do tej pory pracujemy metodą tandemu, zarówno w szkole podstawowej, jak i w
średniej.

Również my, jako nauczyciele, mieliśmy w przypadku pracy w tandemach inne
zadanie, niż przy innych formach lekcji. Mianowicie powstrzymywaliśmy się od wszelkiej ingerencji, dopóki nie zauważyliśmy, że dane dziecko naprawdę nas potrzebuje. Poza tym uczniowie tak się przyzwyczaili do pracy w tandemach, że lubią przebywać ze swoimi szkolnymi partnerami, a także bardzo dobrze się rozumieją. W ten sposób mogłam lepiej obserwować, jak szczegółowo przebiegają te międzyludzkie procesy.

W pierwszym rzędzie rzuciło mi się w oczy, że dzieci z równorzędnych klas są
właściwie na różnym poziomie dojrzałości. Przy tym dzieci ze Zgorzelca były nieco „starsze” od naszych. Wtedy tłumaczyłam to sobie tak, że rocznikiem naprawdę są starsze (polskie dzieci zaczynają edukację szkolną w wieku lat 7, natomiast niemieckie w wieku lat 6), ale przez krótki czas, gdy wiek był ten sam, sytuacja pozostała bez zmian. Można było zauważyć wiele różnic, głównie w ubiorze dzieci. Dzieci ze Zgorzelca znacznie wcześniej wyglądały „młodzieżowo”. Nie można przy tym zapominać, że szkołę, w której pracuję, trudno uważać za reprezentatywną dla wszystkich szkół w strefie nadgranicznej. W drodze do szkoły często widzę dzieci z innych podstawówek, idące do swoich szkół. Są one bardzo podobne do uczniów z partnerskiej szkoły ze Zgorzelca: poczynając od ubioru poprzez komórki w rękach aż do innych gadżetów, takich jak modny plecak zamiast tornistra czy rozmaite zabawki. W naszej ewangelickiej szkole komórki i zabawki elektroniczne są zakazane. Rodzice ubierają dzieci raczej praktycznie: wystarczająco ciepło w zimie i wystarczająco wygodnie w lecie, co umożliwia każdemu odpowiednią ilość ruchu na dużej przerwie.

Również układ przerw u dzieci ze szkoły partnerskiej wygląda inaczej: w Polsce
dzieci w czasie przerw (przecież istnieje dzwonek na przerwę…) zasadniczo wychodzą z klas i zabierają ze sobą drugie śniadanie na korytarz. Tam jedzą i piją, przeważnie na stojąco lub chodząc. Lubią to robić, bo przecież przez większość czasu lekcyjnego siedzą na miejscach. W naszej szkole oficjalnie są tylko dwie przerwy: przerwa na śniadanie i przerwa na wyjście na dwór. Poza tym to nauczyciele decydują, czy dzieciom jest potrzebna dodatkowa przerwa. W czasie przerwy na śniadanie uczniowie pozostają na swoich miejscach, a nauczycielka czyta im głośno, tak, że tworzy się atmosfera spokoju i odprężenia. Przed jedzeniem odmawia się modlitwę, a czasem wspólnie ją śpiewa; od czasu do czasu modlitwę przed jedzeniem odmawia się po polsku. Jeśli więc w dniu wspólnych lekcji jest czas na przerwę, dzieci z Görlitz za każdym razem od nowa przeżywają szok, gdy widzą, że ich partnerzy nie chcą siedzieć spokojnie przy jedzeniu. Wstają, idą do kolegów, chcą wychodzić z klasy…
Ponieważ czas przerwy śniadaniowej nie jest odmierzany dzwonkiem, nie jest niczym niezwykłym, że różne klasy zaczynają i kończą przerwę na śniadanie w różnym czasie, więc hałasy na korytarzu są tym bardziej niewskazane. Zatem pilnujemy, by wszystkie dzieci na śniadanie pozostały w salach (klasa plus sala grupowa), ale zauważamy, że siedzenie na miejscu nie jest przy tym oczywiste. Tak samo się dzieje, gdy jesteśmy w szkole partnerskiej i dzieci ze Zgorzelca wyjątkowo ignorują dzwonek na przerwę, są zapraszane do jedzenia w
innym czasie i na czas jedzenia zostają w sali.

Również inne zachowania dzieci na lekcjach są różne w obu szkołach partnerskich.Tutaj też ważną rolę odgrywa fakt, że nie jesteśmy „typową” szkołą. Nasi uczniowie każdy dzień zaczynają od swobodnej pracy. Praca w parach i w grupach jest częścią zwykłego szkolnego dnia. Zatem większość dzieci dobrze znosi brak spokoju w klasie i mimo to umie skupić się na swojej pracy. Dla naszych partnerów często jest to trudne. Gdy chodzą po klasie ze swoim partnerem w czasie pracy w tandemie, nie umieją ignorować przechodzących obok kolegów. Kiedy widzą, że nauczyciel nie stoi obok nich albo nie patrzy dokładnie na nich, nie widzą powodu do dalszej pracy. Wynika to ze zwykłych w ich szkole form pracy (w większości pracuje cała klasa lub każde dziecko indywidualnie).

Poza różnicami w zachowaniu przy nauce i pracy w ciągu tych lat rzuciły mi się w oczy także inne cechy. Kilka razy w roku polskie dzieci przychodzą do szkoły ubrane odświętnie („na galowo“): to Dzień Nauczyciela 14.10., Dzień Niepodległości 11.11., Dzień Kobiet 08.03., Dzień Konstytucji 03.05. i kilka innych uroczystości, czasami wewnątrzszkolnych, kiedy uczniowie muszą wyglądać inaczej niż zwykle. Oczywiście dzieciom z Wolnej Szkoły Ewangelickiej też to się rzuca w oczy. Z perspektywy nauczyciela to są wspaniałe okazje do
tego, by coś wytłumaczyć dzieciom z Görlitz na temat polskiej kultury i historii. W tych dniach można ją naprawdę przeżywać, dzieci widzą, że wszystkie te historie nie są legendami, lecz do dzisiaj odgrywają ważną rolę w Ŝyciu ludzi po tamtej stronie granicy. Ale to działa „w obu kierunkach”: gdy nasi polscy partnerzy przychodzą do naszej szkoły, często zastają nas w porannym kręgu. Wtedy polskie koleżanki opowiadają swoim uczniom, czym jest szkoła
wyznaniowa i jaką wartość ma u nas codzienna modlitwa.

Aspekt religijny często odgrywa pewną rolę również w dniach partnerskich w Zgorzelcu. Raz zdarzyło się, że mieliśmy omawiać temat jesieni i dzień wspólnych lekcji odbywał się właśnie w Zgorzelcu. Wychowawczyni postanowiła w czasie przygotowań, że „trochę” zmodyfikuje ten temat i wprowadzi aspekty krajoznawcze. Na przykład blok sportowy obracał się wokół tematu Andrzejek… Mianowicie przy każdej grze powtarzałam, że trzeba ją traktować tylko jako zabawę i że nie trzeba nic brać na serio, obojętnie, czy to będą pantofle, stawiane jeden za drugim w kierunku wyjścia, czy też serce, na którym są wypisane wszystkie imiona chłopców/dziewczynek z obu klas, przebijane z tyłu igłą, by w ten sposób trafić na określone imię partnera… A jednak następnego dnia czekało na mnie kilkoro zatroskanych rodziców, którzy uważali, że ich dzieci były zmuszane do grzechu. Nie pomogło tłumaczenie, że obchodzenie Andrzejek należy do polskiego dziedzictwa kulturalnego i było przedstawiane jako część kultury. Co prawda muszę powiedzieć, że nie można uważać sposobu myślenia tych rodziców za reprezentatywny dla rodziców wszystkich dzieci z naszej
szkoły. Akurat oni przywiązują naprawdę dużą wagę do tego, by nie przekazywać dzieciom typowo polskiego „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Przede wszystkim chodzi o rodziny, które mieszkały dłuższy czas w Polsce i wyjątkowo dużo z niej wyniosły. Wytłumaczyłam polskim nauczycielkom, że nigdy więcej nie wolno dokonywać takich zmian.

Gdy przygotowywałam się do tej konferencji, przeprowadziłam ankietę wśród dzieci z obu szkół partnerskich. Najpierw zapytałam dzieci, co im się najbardziej rzuca w oczy u ich partnerów. Dzieci z Görlitz odpowiadały, że ich partnerzy często chodzą po klasie przy jedzeniu, że przy pracy w tandemie nie potrafią się skupić na właściwym partnerze, lecz zawsze próbują się kontaktować z kolegami, że często przynoszą ze sobą niezdrowe jedzenie i że często chorują. Natomiast dzieci ze Zgorzelca zauważały, że ich partnerzy z Görlitz mogliby trochę pilniej pracować na wspólnych lekcjach i ogólnie trochę lepiej się
zachowywać. Rzuca im się w oczy również to, że w naszej szkole nie ma dzwonków na przerwę, że dzieci przynoszą ze sobą zdrowe jedzenie i że klasy są bardzo małe.

Jeśli chodzi o ogólne różnice między Polską a Niemcami, to dzieci pisały, że w Polsce jest taniej, że tam są ładne place zabaw, sushi jest „fantastyczne”, fryzjerzy są super i że opłaca się tankować po tamtej stronie. Co prawda były też wypowiedzi, że dużo Polaków pali papierosy, że polscy kierowcy najczęściej przepuszczają pieszych („to jest fajne!”), że stopnie w szkole są inne, że polskie dzieci ubierają się inaczej, że mają osiem tygodni wakacji i że sygnalizacja świetlna w Polsce ma liczniki. Za ciekawe uznałam takie uwagi dzieci, jak:
„Zgorzelec nie ma Starówki, ale za to kryta ślizgawka jest ekstra”, „Uważam, że nartostrada w Świeradowie jest super!” czy „Według mnie to niedobrze, że nie chcą wpuszczać uchodźców do swojego kraju”. Wypowiedzi dzieci ze Zgorzelca na ten temat brzmiały: „Można szybciej znaleźć pracę”, „Jedzenie w Niemczech jest pyszne!”, „W Niemczech jest czysto!”, „Place zabaw w Niemczech są ładniejsze!”, „Niemcy się śmiesznie ubierają…”. Na temat wyznania („Co rzuca Ci się w oczy u partnerów, jeśli chodzi o religię?“) dzieci z Wolnej Szkoły Ewangelickiej pisały, że dzieci w Polsce idą do Komunii, a poza tym wszędzie
stoją albo wiszą krzyże. Poza tym muszą się spowiadać i modlą się do Maryi. Ale dzieci zauważają też, że dzieci ze Zgorzelca nie modlą się wspólnie przed jedzeniem. Za ciekawe uznałam takie wypowiedzi: „W sprawach duchowych katolicy chodzą do spowiedzi, a ewangelicy rozmawiają z pastorem“, „Mają obraz Maryi w pokoju i papieża w przedpokoju” i „Katolicy mówią, że papież jest przedstawicielem Boga na ziemi”. Dziewczynka z naszej szkoły, która chodziła do polskiego przedszkola i ma też krewnych w Polsce, opowiadała o „lizakach cmentarnych”, które zawsze dostawała razem z innymi dziećmi pod cmentarzem we Wszystkich Świętych. Osobiście nie znam tego zwyczaju. Poza tym któryś z chłopców myślał, że katolicy modlą się do zmarłych. Na moje wyjaśnienie, że nie modlą się do zmarłych, tylko za zmarłych, aby trafili do nieba, inna dziewczynka odpowiedziała „Przecież my też to robimy!”.

Dzieci ze Zgorzelca pisały na ten temat, że im rzuca się w oczy, gdy dzieci z Görlitz modlą się przed jedzeniem. Nabożeństwa, które odbywają się w naszej szkole, też są inne niż te, które dzieci ze Zgorzelca znają ze swoich parafii.
Dla mnie wzajemne postrzeganie siebie przez dzieci jest zawsze fantastycznym i
imponującym obszarem nauki, zarówno w ramach pracy językowej z dziećmi (dziedzina: krajoznawstwo), jak i w odniesieniu do pracy z rodzicami i do koleżanek i kolegów nauczycieli. W dniach partnerskich zadają mi coraz więcej pytań, na przykładzie których dopiero sobie uświadamiam, które aspekty codzienności po drugiej stronie granicy, uważane przeze mnie od dawna za oczywiste, dla innych wcale takie nie są. W najbliższym czasie niestety już nie będę mogła tak intensywnie obserwować tych procesów, ale cieszę się z tego,
że mogłam to robić przez te dziewięć lat.