„Śląsk do myślenia” – wielojęzyczność a filozoficzne rozumienie świata -Schlesien zum Denken

Śląskowi do myślenia

Borys Höller, BA

Szanowni Państwo,

Śląsk, Łużyce, to dla mnie „czeskie wioski”. To niemodne już dzisiaj, niewłaściwe austriackie powiedzenie znaczy tyle, co: bardzo niewiele wiem na ten temat.

Dlatego w zamian chciałbym zaprosić Państwo, Szanowna Publiczności, do sprawdzenia razem ze mną ważności niektórych ogólnych rozważań.

Chciałbym zaproponować następujące myśli:

Wbrew powszechnej opinii niejasna tożsamość może być traktowana jako coś pozytywnego. Niewiedza, gdzie przynależymy, może stanowić nie tyle nieszczęście, co raczej szansę, która zwłaszcza w dzisiejszych czasach powinna być traktowana poważnie.

Właśnie na Śląsku z jego pełną zawirowań historią konstrukcja tożsamości stanowiła i stanowi wyzwanie.

Obce panowanie i jego skutki, oddziałujące po dziś dzień, narzucona wielojęzyczność i podobne uwarunkowania bardzo utrudniają odnalezienie duchowej ojczyzny.

Jeżeli jednak pojmować będziemy te trudności jako szansę na nieco inny rozwój duchowy, to region ten nagle będzie się wyróżniał na tle innych, mniej interesujących okolic.

W rozważaniach tych będę kroczył drogą teorii filozofa Gillesa Deleuze’a, a w większym nawet stopniu Petera Sloterdijka.

My wszyscy, począwszy od małego dziecka, uczymy się specyficznego dialektu idoli naszej jaskini, a więc rodziny, idoli naszego plemienia, to znaczy naszego narodu i regionu, a wreszcie także języka rynku i języka teatru, sceny społecznej i politycznej.

Ci idole, pojęcie zaczerpnięte z Novum Organum Francisa Bacona, nie czynią z nas indywidualistów, lecz istoty grupowe, silnie zakotwiczone w lokalnym sposobie myślenia, w obyczajach i zwyczajach naszej grupy. A czego chce grupa: chce się rozrastać, chce mieć więcej członków, więcej ziemi, więcej bogactw i umiejętności.

Od początku wszechczasów ludzie posyłani byli przez nieznane siły na świat, by pomnażać, zwiększać, stawać się lepszymi, walczyć i zwyciężać. W tym celu wyposażeni jesteśmy w ciało z jego fizycznymi, mentalnymi i emocjonalnymi zdolnościami, których pomnażanie jest także jednym z naszych zadań, ponieważ z zasady jesteśmy atletami, akrobatami, którzy lubują się w wymaganiu od siebie zbyt wiele, sprawdzaniu swych granic, wzroście i sięganiu po niemożliwe.

To wszystko jest nam przyrodzone i dostępne dla każdego człowieka od urodzenia, nawet więcej – wspiera się to i naucza się tego.

Myślenie filozoficzne

Istnieje jednak umiejętność, dla której rozwoju najczęściej brak nam czasu. Za Gillesem Deleuzem i Davidem Humem nazywam ją ‘myśleniem filozoficznym’. Najczęściej nie mamy na nie czasu, a nawet więcej: nie mamy do tego głowy. Dosłownie nie przychodzi nam do głowy, aby w ten sposób myśleć.

Zamiast tego myślimy instynktownie, jeżeli ma to się dziać szybko, wiedzeni emocjami i doświadczeniem, bądź też powoli, gdy mamy czas, z zastanowieniem i niejako naukowo. Jednak rzadko filozoficznie. Popełniamy błędy w myśleniu, mamy uprzedzenia i preferencje, a że te niedoskonałości myślenia są zgodne z teorią ewolucji, wykazała np. bardzo pięknie ewolucyjna teoria poznania.

Rozwijamy kulturę, naukę i sztukę, ale rzadko ten pogląd filozoficzny. Czym jest to filozoficzne myślenie, jak się ono rozwija i co to wszystko ma wspólnego z naszym tematem?

Nie chcę pod tym pojęciem rozumieć wyłącznie filozoficznych teorii, które rozwinęły się na przestrzeni wieków, lecz szczególne zaburzenie myślenia, tak można to nazwać, które wyrzuca nas poza naszą tożsamość grupową, czyni z nas być może kosmopolitów, czasami każe nam być religijnymi, czasami również artystycznymi lub naukowymi, ale przede wszystkim indywidualistami. Nagle konieczne się staje kwestionowanie wyuczonych umiejętności lub całkowite ich zapomnienie. Przyswojone normy i przyzwyczajenia tracą swą samodzielność i od tej pory udajemy się do kognitywnej ziemi niczyjej.

‚Myślenie jest wypadkiem’ – napisał Gilles Deleuze i miał przy tym na myśli dokładnie ten specjalny rodzaj myślenia.

W świetle tego, co powiedziałem, łatwo to zrozumieć: wrodzone myślenie służy przede wszystkim do tego, by istniejącą a priori tożsamość grupową w mniejszym lub większym stopniu przyjmować i przenosić bez jej badania. Tradycje stanowiły dlatego przez dłuższy czas modus vivendi społeczeństw, ponieważ przedstawiały rodzaj procesu kopiowania ważnych dla przeżycia mechanizmów, czy to natury praktycznej, czy też symbolicznej.

Każde wypadnięcie z tego ‚systemu immunologicznego‘, jak określa to Sloterdijk, bądź jego badanie, a więc każda indywidualizacja, przez długi czas było przypadkiem dla szamana bądź księdza, którzy przecież sami są usankcjonowanymi członkami egzystencjalnej ekscentryczności. To znaczy, aby ten, kto wypadł, mógł powrócić na łono rodziny, potrzebny jest pewien wymiar indywidualizmu.

A jeżeli wierzyć wspomnianemu wyżej filozofowi, to właśnie mnisi ćwiczący się w ascezie w swych klauzurach byli pierwszymi, którzy rozwinęli w wielkim stylu indywidualizm w dzisiejszym rozumieniu.

A w jaki sposób myślenie, które stara się być samodzielnym myśleniem, może istnieć poza jedynymi parametrami, które są na początku, a mianowicie parametrami grupy, czymś innym niż permanentnym, wypadkiem. Incipit myślenie filozoficzne.

Czym jest

Jest to myślenie, które za Friedrichem Nietzsche mówi: Nie ku miłości bliźnich i bliskich wzywam was. Wołam ku umiłowaniu dalekich i co najdalszych.

Każda teoria kompleksowych związków, które w dniu dzisiejszym zasługują na to miano, jest przeciwintuicyjna, kontraintuicyjna. Czy w teorii względności lub teorii kwantów w fizyce, czy to w teorii systemów społecznych Niklasa Luhmana, któremu zresztą zawdzięczamy również to poruszające pojęcie fachowe, czyli przeciwintuicję, wydaje się, że czas prostych objaśnień i narracji minął bezpowrotnie.

Myślenie filozoficzne jest także porównywalne z myśleniem oświeconym, które było misją humanizmu jako przeciwwagi dla państwa. Celem wychowania jest przecież z zasady obywatel, posłuszny i przydatny członek wspólnoty, jednak oświeceniu udawało się stale na nowo przekazywać młodym i zdolnym do kształtowania mózgom nowych generacji poprzez dywersyjne curriculum pewną porcję przeciwwiedzy jako wiedzę dywersyjną, właściwą dla inspirowania myślenia filozoficznego.

Czym nie jest

Można by sądzić, że myślenie filozoficzne jest jednoznaczne z oświeconym zachodnim myśleniem i jego walką o demokrację, prawa człowieka i społeczeństwo światowe.

Ale jeżeli weźmie się pod uwagę dzisiejszą walkę kulturową, którą rozgrywa się właśnie np.
w Polsce, to ujawniają się różnice.

Weźmy np. pod uwagę poprawność polityczną: o ile idea równego traktowania wszystkich ludzi jest jak najbardziej pożądana, to łatwo można rozpoznać, jak bardzo otwiera ona nowy front i tworzy przepaść między ludźmi, w której obie strony, niekiedy pełne resentymentów, wzajemnie się denuncjują.

Myślenie filozoficzne w swej najlepszej formie nie jest nowym środkiem walki, który można wykorzystywać do tego, by poczuć się lepiej niż inni, by mówić innym ludziom, jacy powinni być i który przejąć powinien świat.

Nie jest ono skierowane przeciwko tradycji, nie chce za każdą cenę zastępować starego i wstecznego czymś lepszym. Być może dlatego, że rozumie, iż wyrosłe struktury są rezerwuarami ofert tożsamości, których nie można wykarczować w naturalny sposób, nie pozostawiając pustych miejsc, których nie jesteśmy w stanie w prosty sposób ponownie wypełnić.

Demokracja jest dobrym konceptem, ale jeżeli oznacza ona walkę z każdym rozróżnieniem pomiędzy ludźmi, jeżeli staje się środkiem stłumienia wszelkiego wysiłku i związanej z nim nagrody, jeżeli pragnie tylko tego, co możliwe i zapomina przy tym o dążeniu do niemożliwego, to wówczas myślenie demokratyczne nie jest myśleniem filozoficznym.

Demokracja, ochrona środowiska, feminizm, poprawność polityczna, to wszystko są możliwe wysiłki, które myślenie filozoficzne może i chce podejmować, ale nie poprzez nawiązanie walki kulturowej. Jeżeli opłaca się dążenie do celu, to bez tłumienia woli, bez zwyciężania bądź pomnażania, lecz wyłącznie w tym celu, by zdobyć kawałek niemożliwego.

Każdy ludzki wysiłek, który wynika z woli pomnażania, sukcesu i zwycięstwa, z niejako przyrodzonej woli władzy, niesie ze sobą ryzyko bycia skorumpowanym. W każdym czasie można go wykorzystać jako nową broń przeciwko innym ludziom i grupom, w walce o zasoby oraz w ideologicznej walce przekonań, w walce o posiadanie prawa i zachowanie prawa, tych podstawowych instrumentów symbolicznego immunitetu.

Gdy widzimy tryumf naszych przekonań, to jest to mechanizm naszego symbolicznego systemu immunologicznego, który pozwala nam porządkować świat i napełnia nas sensem. Chcemy wszystkich innych przeciągnąć na swoją stronę, ponieważ chcemy rozprzestrzeniać nasz światopogląd, tak samo jak naszą kulturę, nasze dobra i naszych potomków.

I w tej walce o więcej każdy środek jest dla nas właściwy. Jest to istotna różnica w stosunku do myślenia filozoficznego, które potrafi przejrzeć te mechanizmy, ponieważ ustanawia nowy priorytet: indywidualne myślenie, bez bezwarunkowego oglądania się na tradycyjne instrukcje postępowania. Można tutaj sparafrazować bon mot Michela Foucaulta: Zawsze przeciwko czasom, ale z nadzieją na korzyść przyszłych czasów.

Do czego służy?

Nie istnieje żaden pewny środek, w jaki sposób można rozwinąć to specjalne myślenie u ludzi. Gdyby chodziło tylko o wypadki, to wsiadłbym do samochodu i wjechał w ścianę, aby w przypadku przeżycia wysiąść z auta jako filozof.

Ale nasuwa się pytanie: Do czego służy to myślenie, które nie jest takie, jak inne, które indywidualizuje ludzi i przez to osłabia ich wsparcie w grupie?

Czy ludzie nie są najsilniejsi, gdy osadzeni są w specyficznej wspólnocie? Czy cywilizacja nie osiągnęła niesłychanych szczytów, tak że końca jej rozwoju nie można bardziej i lepiej przewidzieć, nawet gdy wieszcze katastrofizmu są coraz głośniejsi?

Tak i nie. Można by argumentować, że urodziliśmy się za późno, aby w dalszym ciągu oddawać się zwykłej mentalności grupowej. Fakt, że Ziemię okrążono i podzielono na bardziej lub mniej ścisłe granice, podsumowano hasłem ‚koniec historii’. I tym samym nasze programy kulturowe, które były zawsze nastawione na wzrost i zwycięstwo, wyszły po części z użycia.

Innych jednak nie mamy, abstrahując od pierwszych prób raczkowania jako społeczeństwo światowe, o którym nikt nie ma pojęcia, jak wyglądałoby poza ONZ.

Przede wszystkim jednak nie wiemy jeszcze tak naprawdę, w jaki sposób ludzie mogą wieść spełnione, to znaczy intensywne życie pod nowym paradygmatem zdobytego świata.

Powoli dostrzegamy, że nie wystarczy wszystkiego zniwelować i w każdej wiosce zainstalować Mccoś. Nie wystarczy, co nie znaczy, że to jest złe. Przekształcić świat w globalną wioskę to jednak za mało, by dać nam stałe schronienie, ponieważ mamy potrzebę różnic, potrzebę własnych struktur, które są dla nas przejrzyste i które zapewniają nam wystarczającą symboliczną i jednocześnie realną ochronę.

Moglibyśmy wykorzystać pozbawiony walki indywidualizm, jaki rozwija myślenie filozoficzne, na przykład do tego, by zainicjować innowacje w myśleniu i działaniu, ponieważ istniejące oferty kuleją coraz bardziej, wlokąc się za niesłychanie nową sytuacją polityczną i cywilizacyjną.

Lub, by wyrazić to w sposób filozoficzny: byłoby pięknie, gdybyśmy znaleźli przydatniejsze instrumenty do „bycia w świecie“, ponieważ właściwie nie mamy nic lepszego do roboty, niż poszukiwanie nowych dróg w sposób zabawowy.

Przejdźmy więc do tych wypadków, które czynią różnicę w myśleniu.

Śląskowi do myślenia

Proszę mi pozwolić na połączenie wreszcie tego, co właśnie powiedziałem, z naszym tematem.

Śląsk, Łużyce, wydają mi się być w szczególny sposób regionem wypadków. Tutaj, tak jak wszędzie, mieszkańcy stworzyli na początek swych specyficznych idoli, swe tradycje. Jednak  w wyniku granicznego położenia tych terenów doszło do trwających stulecia wyłomów w konstrukcji tożsamości, z coraz to nowymi jej dopasowaniami i rekonfiguracjami.

Obce panowanie

Obce panowanie, zmuszenie do funkcjonowania pod obcym reżimem, a także skutki tego wszystkiego, to decentralizujący, permanentny wypadek, to poważny przypadek deterytorializacji, aby użyć tego rozgraniczającego pojęcia Deleuze’a.

Dowiedziałem się, że w tym roku obchodzony jest jubileusz 100-lecia Powstania Śląskiego. Jakkolwiek chciałbym wznieść toast z tej okazji, jakkolwiek naturalna jest walka o prawo do samostanowienia, do własnego rządu, o swobodne używanie własnego języka i praktykowanie własnej religii, to jednak jest to kontynuacja wiecznej wojny i dla naszych tutaj rozważań nie ma to większego znaczenia.

Ponieważ nawet okropieństwa wojny nie są wypadkami, które koniecznie prowadzą do myślenia filozoficznego. To jak wjechać autem w ścianę: traumatyczne przeżycie, które raczej służy temu, by przysporzyć zbyt wiele bólu i tym samym wzmocnić resentyment.

Nie, nasza próba myślenia przesunęłaby na pierwszy plan ból, permanentny wypadek, który powstaje poprzez akceptację nieakceptowalnej sytuacji, zamętu, który przynosi ze sobą przykładowo obce panowanie. Zamiast obstawać przy prawie do własnych idoli, rozpoznalibyśmy, że te przyrodzone wzorce myślenia są po prostu rzeczą następującą: niezbadanymi konstrukcjami ludzkiej natury w walce o przeżycie.

Prawdopodobnie potrzebny jest długi czas, by z resentymentu, że jesteśmy traktowani nie fair, że znaleźliśmy się w niesprawiedliwej sytuacji, dotrzeć do zrozumienia, że stoimy jedynie po stronie przegranych, a w odwrotnym przypadku być może nie postępowalibyśmy dużo inaczej.

Nie chcę przez to jednak promować moralności męczenników, przegranych jako ultima ratio. Ostatni nie mają być pierwszymi, a my nie musimy mutować z wilków w baranki, aby stać się świętymi.

Nas interesuje jedynie niedobrowolny, permanentny wypadek, który może się stać wypadkiem indywidualnego, filozoficznego myślenia. Który rozpoznaje sytuacyjne powiązanie każdego ludzkiego wysiłku i może znaleźć rozwiązanie, które nie pociąga już za sobą tego, co jest takie samo.

Dwujęzyczność

Tak samo, jak utrata samostanowienia, tak i wymuszony tranzyt z jednego języka do drugiego może mieć, a nawet często ma podobne wstrząsające oddziaływanie na nasze rozumienie bycia.

Trwanie w naszym języku ojczystym jest jedną z przyczyn, dla których traktujemy rozkazy idoli naszej ojczyzny jako absolut. Gdy wypowiadamy słowo samochód, to samochód dosłownie wyjeżdża nam z ust, jak zwykli byli mówić antyczni logicy greccy. Na początku słowo było faktycznie samą rzeczą, a my potrzebowaliśmy stuleci, by odkryć ten językowy uniwersalizm jako konstrukcję. Ten wgląd filogenetyczny nie powtarza się jednak automatycznie w każdym człowieku; aby zostać nominalistą, empirykiem, konieczny jest nieludzki wysiłek.

Ten akt siły staje się łatwiejszy, gdy zostajemy zmuszeni do używania innego języka, ponieważ przenosi nas to w inną sferę władzy, władzy, którą każdy język wywiera na otoczenie i ten przymus pomaga nam przez to rozpoznać, w jaki sposób panowanie i język wzajemnie się warunkują, a także, że sam język jest niedoskonałą konstrukcją służącą do dzielenia i rozumienia świata, krótko mówiąc, uświadamiamy sobie, że każdy z nas współpracuje przy języku i w tym zakresie jest twórcą własnej rzeczywistości

Tożsamość, którą tworzą język, dialekt, regionalne różnice językowe, jest bardzo potężną rzeczą
i nie chodzi tutaj o to, by umniejszać znaczenie wrodzenia się w język lub bagatelizowanie pragnienia swobodnego używania własnego języka.

Należy tutaj raczej również upatrywać szansy poznania, że – inaczej niż w przypadku nauki języka obcego – jest się zmuszonym do zrozumienia, że konieczność używania innego języka stanowi akt przemocy i tym samym także poznania, jak bardzo w naszym rozumieniu rzeczywistości jesteśmy zależni od języka.

Podsumowanie

Szanowni Państwo, pragnę przez to powiedzieć, że chciałbym zidentyfikować Śląsk jako region, który od długiego czasu jest bardzo właściwy do tego, by ćwiczyć się w myśleniu filozoficznym, jeżeli się tego chce.

Jako region graniczny ze zmieniającymi się obszarami władztwa, różnorodnymi zasiedleniami
i przesiedleniami, krzyżującymi się krajobrazami językowymi, stałą deterytorializacją i reterytorializacją, specyficznymi dialektami i permanentnymi konstrukcjami nazw i tożsamości ma on właśnie następującą zaletę: ponieważ naiwne samozrozumienie jest czasem trudniejszym, łatwiej można rozpoznać, że ta jedna Ziemia jest sceną, a my wszyscy aktorami zakładającymi wiele kolorowych masek.

Gdy mówię tutaj tak „ryczałtowo” o Śląsku, to jest to naturalnie uproszczenie, nawet nie wiem przecież, gdzie my się tutaj znajdujemy, czy na Dolnym czy Górnym Śląsku, czy też nawet w Górnych Łużycach. Te dla mnie „czeskie wioski” mają jednak jedną rzecz wspólną: chodzi w przenośnym sensie o wioski, a więc o mniejsze jednostki społeczne.

A to, że żyjemy teraz w trzecim tysiącleciu naszej ery i z zachowywania tradycji przestawiliśmy się na innowację, nie oznacza, że mamy inne potrzeby niż nasi przodkowie.

I okazało się, że znajdujemy się w naszym immunologicznym optimum, gdy możemy się czuć swojsko we względnie małych jednostkach.

W tym względzie nawet dla kosmopolity zaletą jest zachowanie bądź przyswojenie sobie, a nawet tylko skonstruowanie śląskiej tożsamości.

Tradycje są ważne również w naszych czasach, nawet jeżeli nie kryją w sobie tej bezwarunkowej konieczności zachowania wiedzy o udanym życiu. Są one w dalszym ciągu wehikułem zdatnym do tego, by wypełnić nasze życie sensem, aby dać nam zajęcie, coś, czym możemy się bawić, co sprawia nam radość. W tym kontekście nie gra roli, czy tradycje te są autentyczne, czy też zrekonstruowane lub też dopiero ostatnio przyswojone.

Ważniejsze jest, by mieć przejrzyste pole gry dla różnorodnych czynności, które składają się na bycie człowiekiem, czy to będzie używanie języka, kulinaria, mentalność itd., aby się identyfikować i nie musieć konkurować z całym światem.

Tradycja jako gra, która sprawia radość, spełnia wartość dodaną dla symbolicznego immunitetu,
a więc dla nadawania sensu, w przeciwieństwie do absolutnej wartości, którą trzeba bronić rękami i pazurami.

Ale uprzedzając pytanie: Dlaczego przykładowo nie wszyscy Łużyczanie są filozofami, jeżeli region ten tak bardzo się nadaje do myślenia filozoficznego? Cóż, właśnie dlatego, że myślenie filozoficzne jest wypadkiem, a my najczęściej preferujemy życie bezwypadkowe, nawet, jeżeli oznacza to posiadanie uprzedzeń, dzielenie stronniczości naszych współobywateli i prowadzenie wojny.

Szanowni Państwo, cieszy mnie, że mogłem odwiedzić ten niezwykły region, ponieważ podróże podobno kształcą – takie jest przynajmniej motto nicponia z noweli: Z życia nicponia autorstwa Josepha von Eichendorffa, niemieckojęzycznego Ślązaka.

Pierdolniem po kielonku!

Sehr geehrte Damen und Herren,

Schlesien ist für mich ein böhmisches Dorf. Diese aus der Mode gekommene, österreichische Redewendung will besagen: ich weiß herzlich wenig darüber.

Deswegen wollte ich Sie, sehr geehrtes Publikum, stattdessen einladen, einige allgemeinere Überlegungen gemeinsam mit mir auf ihre Gültigkeit zu überprüfen.

Ich möchte folgende Gedanken proponieren:

Entgegen der landesüblichen Meinung kann eine unklare Identität als etwas Positives betrachtet werden. Nicht zu wissen wohin man gehört ist so gesehen nicht nur ein Unglück, sondern eine Chance, die gerade in unserer Zeit ernst genommen werden sollte.

Gerade in Schlesien, mit seiner turbulenten Geschichte, war und ist die Identitätskonstruktion eine Herausforderung.

Fremdherrschaft und ihre bis heute nachwirkenden Folgen, aufgezwungene Mehrsprachigkeit und dergleichen machen es besonders schwierig sich geistig zu beheimaten.

Wenn wir aber diese Schwierigkeiten als eine Chance für eine etwas andere geistige Entwicklung begreifen, dann wird diese Region plötzlich ausgezeichnet unter den vielleicht weniger interessanten Regionen.

Ich folge in diesen Überlegungen den Theorien der Philosophen Gilles Deleuze, aber mehr noch Peter Sloterdijk.

(Unabhängig von unserem Geburtsort kommen Menschen mit einer relativ ähnlichen Ausstattung auf diese unsere einzige Erde. Wir waren, um einen Neologismus des Sloterdijk zu verwenden, Monogeisten, bevor wir Monotheisten geworden sind, Bewohner dieser einzigen Geia, dieser Erdkugel und bei allen Unterschieden unter uns, sind wir doch erstaunlich ähnlich.)

Wir alle erlernen von Kindesbeinen an den spezifischen Dialekt der Idole unserer Höhle, also der Familie, der Idole unseres Stammes, d.h. unseres Volkes und der Region, und schließlich auch die des Theaters, der sozialen und politischen Bühne.

Diese Idole machen uns nicht zu Individuen sondern zu Gruppenwesen, die fest verankert sind in der lokalen Denkweise, in den Bräuchen und Gepflogenheiten unserer Gruppe. Und was will die Gruppe: sie will mehr werden, mehr an Mitgliedern, an Land, Reichtümern und Fähigkeiten.

Von Anbeginn der Zeiten sind Menschen von unbekannten Kräften in die Welt ausgesandt um zu mehren, zu steigern, besser zu werden, zu kämpfen und zu siegen. Dazu sind wir mit einem Körper ausgestattet mit seinen physischen, mentalen und emotionalen Fähigkeiten, deren Steigerung auch eine unserer Aufgaben ist, denn wir sind doch im Grunde Athleten, Akrobaten die es lieben sich zu überfordern, an ihre Grenzen zu gehen, zu wachsen und das Unmögliche möglich zu machen.

Das alles ist uns angeboren und jedem Menschen von Geburt an zugänglich, ja mehr noch, es wird gefordert und gelehrt.

Das philosophische Denken

Es gibt aber eine Fähigkeit, für deren Entfaltung uns meistens keinen Zeit bleibt. Ich nenne es mit Gilles Deleuze und David Hume das ‘Philosophische Denken’. Wir haben dafür meistens keine Zeit, aber mehr noch: keinen Sinn. Es fällt uns buchstäblich nicht in den Sinn, auf diese Weise zu Denken.

Anstatt dessen denken wir instinktiv wenn es schnell gehen soll, geleitet durch Emotion und Erfahrung, oder langsam, überlegt und gleichsam wissenschaftlich. Aber nur selten philosophisch. Wir machen Denkfehler, haben Vorurteile und Biase, und dass diese Unvollkommenheiten des Denkens mit der Evolutionstheorie vereinbar sind, wurde z.B. sehr schön durch die Evolutionäre Erkenntnistheorie aufgezeigt.

Wir entwickeln Kultur, Wissenschaft und Kunst, aber selten diese philosophische Anschauung.

Was ist nun dieses philosophische Denken, wie entwickelt es sich und was hat das alles mit unserem Thema zu tun?

Darunter will ich nicht alleine die philosophischen Theorien verstehen wie sie sich im Laufe der Jahrhunderte entwickelt haben, sondern eine besondere gleichsam Störung des Denkens, die uns aus unserer Gruppenidentität herausschleudert, vielleicht zu Kosmopoliten macht, manches mal religiös werden lässt, manches mal auch künstlerisch oder wissenschaftlich, aber und vor allem individuell. Plötzlich wird es notwendig die angelernten Fähigkeiten in Frage zu stellen oder gar zu verlernen.

‚Denken ist ein Unfall’ hat der Gilles Deleuze geschrieben, und hat genau diese spezielle Art des Denkens gemeint.

Das ist im Licht des gesagten leicht zu verstehen: das angeborene Denken dient vor allem dazu, eine a priori vorhandene Gruppenidentität unhinterfragt anzunehmen und weiterzutragen. Traditionen waren deshalb die längste Zeit der Modus Vivendi der Gesellschaften, weil sie eine Art Kopiervorgang der überlebenswichtigen Mechanismen, seien sie praktischer oder symbolischer Natur, dargestellt haben.

Jedes Herausfallen aus, oder Hinterfragen dieses ‚Immunsystems’, wie Sloterdijk das bezeichnet, also jede Individuation, war ein Fall für den Schamanen oder Priester, die ja selbst sanktionierte Mitglieder der existenziellen Exzentrizität sind. D.h. um die Herausgefallenen in den Schoß der Familie zurückzuführen braucht man selbst ein gewisses Ausmaß an Individualität.

Nota bene, wenn man dem oben erwähnten Philosophen glauben schenken kann, waren es genau die Übungen die Mönche in ihren Klausuren praktizierten, die Individualität, im heutigen Sinne verstanden, erstmals im großen Stil entwickelten.

Und wie kann ein Denken, das sich versucht zu denken, jenseits der einzigen Parameter die es gibt, denen der Gruppe, etwas anderes sein als ein permanenter Unfall. Incipit philosophisches Denken.

Was es ist

Es ist das Denken das mit Nietzsche sagt: Zur Nächstenliebe rate ich euch nicht. Ich rate euch zur Fernstenliebe.

Jede Theorie komplexer Zusammenhänge die heutzutage ihre Namen verdient ist gegen-intuitiv, kontra-intuitiv. Sei es in der Physik die Relativitäts- oder Quantentheorie, sei es Niklas Luhman’s Theorie sozialer Systeme, dem wir übrigens auch diesen anrührenden Fachbegriff, Gegenintuition, verdanken, es scheint die Zeit der einfachen Erklärungen und Erzählungen endgültig abgelaufen zu sein.

Das philosophische Denken ist auch vergleichbar dem aufgeklärten Denken welches der Humanismus, als Gegenagentur zum Staate, in eigener Mission im Sinn hatte. Die Erziehung hat ja prinzipiell den Staatsbürger zum Ziel, ein gehorsames und nützliches Mitglied der Gemeinschaft, doch gelang es der Aufklärung immer wieder durch ein subversives Curriculum eine Portion Gegenwissen, also subversives Wissen, welches geeignet war zum philosophischen Denken anzuregen, den jungen und formbaren Gehirnen der neuen Generationen zu verabreichen.

Was es nicht ist

Man möchte meinen das philosophische Denken ist gleichzusetzen mit dem aufgeklärten westlichen Denken und seinem Kampf für Demokratie, Menschenrechte und eine Weltgesellschaft.

Aber wenn man den heutigen Kulturkampf betrachtet, wie er z.B. gerade in Polen ausgetragen wird, dann erkennt man Unterschiede.

Nehmen wir z.B. die Political Correctness: so sehr die Idee begrüssenswert ist, dass man alle Menschen gleich behandelt, kann doch leicht erkannt werden, wie sehr es eine neue Front eröffnet und eine Kluft zwischen die Menschen schlägt, in der beide Seiten sich voller Ressentiment gegenseitig denunzieren.

Das philosophische Denken ist in seiner besten Ausprägung kein neues Kampfmittel, dass dazu verwendet werden kann sich besser als andere zu fühlen, anderen Menschen zu sagen wie sie sein sollen und das die Welt übernehmen will.

Es ist nicht gegen Tradition, es will nicht um jeden Preis das Alte und Rückständige durch etwas Besseres ersetzen. Vielleicht weil es verstehen will, dass gewachsene Strukturen Reservoirs an Identitätsangeboten sind, die nicht ohne weiteres ausgehoben werden können, ohne Leerstellen zu hinterlassen, die wir nicht so einfach wieder zu füllen imstande wären.

Demokratie ist ein gutes Konzept, aber wenn es den Kampf gegen jede Unterscheidung zwischen Menschen bedeutet, wenn es zu einem Mittel der Unterdrückung jeglicher Anstrengung und damit verbundener Belohnungen wird, dann ist so ein demokratisches Denken nicht ein philosophisches.

Demokratie, Umweltschutz, Feminismus, Political Correctness, das sind alles mögliche Anstrengungen die das philosophische Denken unternehmen kann und will, aber nicht indem es einen Kulturkampf entfacht. Wenn es sich lohnt ein Ziel zu verfolgen, dann ohne den Willen zu unterdrücken, zu siegen, oder mehr zu werden, sondern allein um ein Stück Unmöglichkeit zu erobern.

Jede menschliche Anstrengung, wenn sie aus dem Willen zur Vermehrung, zum Erfolg und Sieg entspringt, zu diesem gleichsam angeborenen Willen zur Macht, ist immer in Gefahr korrumpiert zu werden. Jederzeit kann es als eine neue Waffe gegen andere Menschen und Gruppen eingesetzt werden, im Kampf um Ressourcen sowie im ideologischen Kampf der Überzeugungen, im Kampf ums Recht-Haben und Recht-Behalten.

Unsere Überzeugungen triumphieren zu sehen ist ein Mechanismus unseres symbolischen Immunsystems, das uns die Welt ordnen lässt und mit Sinn erfüllt. Wir wollen alle Anderen auf unsere Seite bringen weil wir auch unsere Weltsicht verbreiten wollen, genauso wie unsere Kultur, unsere Güter und unsere Nachkommen.

Und in diesem Kampf um mehr ist uns jedes Mittel recht. Das ist der entscheidende Unterschied zum philosophischen Denken, welches diese Mechanismen durchschaut, da es eine neue Priorität in Stellung bringt: individuell zu denken, ohne unbedingte Rücksicht auf überkommene Handlungsanleitungen. Es ist, wenn man das Bonmot von Michel Foucault benutzen will: Immer gegen die Zeit, aber hoffentlich für eine kommende Zeit.

Wozu ist es?

Letztlich gibt es kein sicheres Mittel, wie man dieses spezielle Denken in Menschen entwickeln kann. Wenn es nur um Unfälle ginge, dann würde ich mich ins Auto setzen und gegen eine Wand fahren, um, im Falle des Überlebens, als Philosoph auszusteigen.

Aber es stellt sich die Frage: wozu dieses Denken, das aus der Art schlägt, das die Menschen individuiert und dadurch ihren Rückhalt in der Gruppe schwächt?

Sind Menschen nicht am stärksten, wenn sie in einer spezifischen Gemeinde eingebettet sind? Hat nicht die Zivilisation eine unerhörte Höhe erreicht ohne das ein Ende der Entwicklung zu immer noch mehr und besser abzusehen wäre, selbst wenn die Nachrichtensprecher des Katastrophismus immer lauter werden?

Ja und nein. Man könnte argumentieren, dass wir zu spät geboren sind, um weiterhin einer einfachen Gruppenmentalität zu frönen. Dass die Erde umrundet und in mehr oder weniger starre Grenzen unterteilt ist, wurde mit dem Schlagwort vom ‚Ende der Geschichte’ subsumiert.

Und damit scheinen unsere kulturellen Programme, die immer auf Wachstum und Sieg ausgelegt waren, zum Teil obsolet zu sein.

Andere aber haben wir nicht, von ersten Gehversuchen betreffend einer Weltgesellschaft abgesehen, von der noch niemand weiß wie sie jenseits der UNO ausschauen könnte.

Vor allem aber wissen wir noch gar nicht so recht, wie Menschen unter dem neuen Paradigma ein erfülltes und das heißt intensives Leben führen können.

Wir erkennen langsam, dass es nicht ausreicht, alles zu nivellieren und in jedem Dorf ein McIrgendwas zu installieren. Es reicht nicht aus, heisst nicht dass es schlecht ist. Aus der Welt ein globales Dorf zu machen ist aber zu wenig um uns auf Dauer zu beherbergen, weil wir ein Bedürfnis nach Unterschieden haben, nach eigenen Strukturen die wir überschauen können und die uns genügend symbolischen wie realen Schutz gewähren.

Wir könnten eine kampflose Individualität wie sie das philosophische Denken entwickelt beispielsweise benutzen um Innovationen in diesen Richtungen zu initiieren, da die bestehenden Angebote hinter der unerhört neuen politischen und zivilisatorischen Situation immer stärker hinterherhinken.

Oder, um es philosophisch zu sagen: es wäre schön könnten wir besser geeignete Instrumente für das In-der-Welt-sein finden, denn wir sind des Kampfes aller gegen alle müde und haben eigentlich nichts besseres zu tun als spielerisch neue Wege zu erfinden.

Kommen wir also zu diesen Unfällen, die einen Unterschied im Denken machen können.

Schlesien zum Denken

Lassen sie mich dazu das eben gesagte endlich mit unserem Thema verbinden.

Schlesien scheint mir in besonderer Weise eine Region der Unfälle zu sein. Hier, wie überall sonst, haben die Einwohner zunächst ihre spezifischen Idole, ihre Traditionen herausgebildet. Doch durch seine Grenzlage ist es zu vielfachen, Jahrhunderte langen Brüchen in der Identitätskonstruktion gekommen, mit immer neuen Anpassungen und Rekonfigurationen derselben.

Fremdherrschaft

Fremdherrschaft, das gezwungen sein und funktionieren unter einem fremden Regime, und ihre Nachwirkungen, das ist ein dezentrierender, permanenter Unfall, es ist ein Ernstfall der Deterritorialisierung, um den sperrigen Begriff von Deleuze zu verwenden.

Ich habe erfahren, dass heuer der schlesische Aufstand das 100 jährige Jubiläum feiert. So sehr ich hier das Glas erheben will um darauf anzustoßen, so sehr es selbstverständlich ist für das Recht auf Selbstbestimmung zu kämpfen, für die Selbstregierung, für das freie Ausüben seiner Sprache und Religion, so ist es doch die Fortsetzung des ewigen Krieges und für unsere Überlegungen hier nicht weiter bedeutend.

Denn auch die Schrecken des Krieges sind nicht die Unfälle die notwendig zum philosophischen Denken führen. Es ist wie mit dem Auto gegen die Wand: ein Trauma, das eher geeignet ist zu viel Schmerz zu entfachen und dadurch das Ressentiment zu stärken.

Nein, unser Denkversuch würde den Schmerz, den permanenten Unfall ins Licht rücken, der durch das Bejahen einer unbejahbaren Situation entsteht, einer Verwirrung wie sie beispielsweise eine Fremdherrschaft mit sich bringt. Anstatt für das Recht auf seine Idole zu beharren würde es erkennen, dass diese angeborenen Denkmuster einfach nur das sind: unhinterfragte Konstruktionen der menschlichen Natur im Überlebenskampf.

Es bedarf dazu wahrscheinlich einer langen Zeit, in der man vom Ressentiment, unfair behandelt zu werden, sich in einer ungerechten Situation zu befinden, zum Erkennen übergeht, dass man nur auf einer Verliererseite steht und im umgekehrten Fall vielleicht nicht viel anders gehandelt hätte.

Damit will ich aber nicht eine Moral der Dulder, der Verlierer als Ultima Ratio propagieren. Die Letzten sollen nicht die Ersten werden, und es müssen wir nicht von Wölfen erst zu Lämmern mutieren um heilig zu werden.

Mich interessiert nur der unfreiwillige, permanente Unfall der zum Unfall eines individuellen, eines philosophischen Denkens werden kann der die Situationsgebundenheit aller menschlichen Anstrengung erkennt und eine Lösung finden kann die nicht Mehr vom Gleichen nach sich zieht.

Zweisprachigkeit

So wie der Verlust der Selbstbestimmung, kann, und ist oft damit verbunden, ein erzwungener Transit von einer Sprache zur anderen eine ähnliche Auswirkung auf unser Seinsverständnis haben.

Das Ruhen in unsere Muttersprache ist einer der Gründe warum wir die Befehle der idole unserer Heimat als absolut setzen. Wenn wir das Wort Wagen sagen, fährt uns buchstäblich ein Wagen aus dem Mund, beliebten die antiken griechischen Logiker zu sagen. Zunächst war das Wort tatsächlich die Sache selbst, und wir haben Jahrhunderte gebraucht um diesen Universalismus als eine Konstruktion zu entdecken. Doch diese phylogenetische Einsicht wird nicht automatisch in jedem einzelnen Menschen wiederholt; um Nominalist zu werden, Empiriker, ist eine unmenschliche Anstrengung nötig.

Dieser Kraftakt wird erleichtert wenn wir gezwungen werden eine andere Sprache zu verwenden, denn es befördert uns in eine andere Sphäre der Macht, die macht die jede Sprache auf ihre Umgebung ausübt und hilft uns dadurch zu erkennen, wie Herrschaft und Sprache sich gegenseitig bedingen, unddass die Sprache selbst eine unvollkommene Konstruktion ist um die Welt einzuteilen und zu verstehen, kurz, wir werden uns bewusst dass jeder von uns an der Sprache mitarbeitet und insofern der Schöpfer unserer Wirklichkeit ist und nicht nur umgekehrt.

Die Identität, die eine Sprache, ein Dialekt, ein regionaler Sprachunterschied herstellt ist eine sehr mächtige Sache und es geht hier nicht darum, die Eingeborenheit in eine Sprache in seiner Wichtigkeit herunterzumachen, oder den Wunsch die eigenen Sprache frei ausüben zu können zu bagatellisieren.

Vielmehr ist auch hier wieder eine Chance zu erkennen, wenn man, anders als das Lernen einer Fremdsprache, gezwungen wird zu erkennen wie sehr das Umgehen-Müssen mit einer anderen Sprache eine Gewaltausübung ist, und damit auch zu erkennen, wie sehr wir doch in unserem Wirklichkeitsverständnis von Sprache abhängig sind.

Meine Damen und Herren, was ich damit sagen will ist, dass ich Schlesien als eine Gegend identifizieren will die sich seit langer Zeit sehr gut dazu eignet, sich im philosophischen Denken zu üben, wenn man es will.

Als Grenzregion mit wechselnden Herrschaftsbereichen, vielfältigen Be- und Umsiedelungen, sich überschneidenen Sprachlandschaften, ständigen De- und Reterrritorialisierungen, spezifischen Dialekten und permanenten Konstruktionen von Namen und Identitäten hat es eben diesen Vorteil: weil man eine schwierigere Zeit hat mit dem naiven Selbstverständnis, es leichter erkennen zu lassen, dass diese eine Erde eine Bühne ist und wir als Monogeisten alle Schauspieler sind mit einer Anzahl bunter Masken.

Einige Konsequenzen des philosophischen Denkens in der Betrachtung Schlesiens und seiner Stellung in der Welt heute.

Zum Abschluss dieser Betrachtung würde ich sie gerne einladen, einen praktischen philosophischen Denkversuch mit mir zu wagen, in welchem wir die Kosequenzen des hier gesagten anhand dreier politischer oder kultureller Perspektiven erproben.

Die erste Perspektive ist Schlesien. Das diesjährige Thema dieses Symposions ist ja die Möglichkeit der Bedingung einer schlesischen Identität.

Ich will diese Bedingung mit vollem Herzen bejahen und einige Worte über den Sinn einer regionalen Identität sagen.

Als nächste Perspektive will ich die Nation als überregionales Behältnis unseres Sicherheitsbedürfnisses betrachtet und inwiefern es Menschen bislang geglückt ist diesen Behälter zu konstruieren und in Schuss zu halten.

Schliesslich bietet sich, auch angesichts des kommenden Wahlkampfes die Perspektive Europas an und der schwierigen Situation in denen sich die Menschen in ihren Mitgliedsstaaten hinsichtlich ihrer Identitätskonstruktion befinden.

Schlesien

Wenn ich so pauschal hier von Schlesien ist das natürlich eine Vereinfachung, weiss ich doch gar nicht wo wir uns hier befinden, ob in Unter- oder Oberschlesien, oder gar in der Oberlausitz. Diese für mich so böhmischen Dörfer haben aber genau das gemeinsam: es handelt sich im übertragenen Sinne um Dörfer, also kleineren gesellschaftlichen Einheiten. Und nur weil wir im dritten jahrtausend unserer Zeitrechnung leben und uns von der Bewahrung der Traditionen auf Innovation umgestellt haben bedeutet es nicht, dass wir andere Bedürfnisse als unsere Vorfahren haben.

Und es hat sich herausgestellt dass wir in unserem immunitären Optimum sind wenn wir uns in relativ kleinen Einheiten heimisch fühlen können.

Insoferne ist es auch für einen Kosmopoliten von Vorteil, sich eine schlesische Identität zu bewahren oder anzueignen, oder auch zu konstruieren.

Traditionen sind auch in unserer Zeit wichtig, auch wenn sie vielleicht nicht mehr diese unbedingte Notwendigkeit des Bewahrens des Wissens um ein gelungenes Leben in sich bergen. Doch sind sie nach wie vor ein geegnetes Vehikel um unser Leben mit Sinn zu erfüllen, um uns eine Bescchäftigung zu geben, etwas womit man spielen kann, das uns Freude schenkt. Es spielt in diesem Zusammenhang keine Rolle ob die Traditionen authentisch sind, oder rekonstruiert, oder erst neuerlich angeeignet.

Wichtiger ist, ein überschaubares Spielfeld für die vielfältigen Tätigkeiten des Menschseins zu haben, sei es die Sprachausübung, die Kulinarik, die Mentalität etc. um sich zu differenzieren und nicht mit der ganzen Welt konkurrieren zu müssen.

Tradition als Spiel welches Freude bereitet, einen Mehrwert für die symbolische Immunität, also für die Sinngebung erfüllt, im Gegensatz zu einem absoluten Wert den es mit Händen und Klauen zu verteidigen gilt.

Wir können eine lokale, eine regionale Identität noch immer sehr gut gebrauchen in einer sogenannten golbalisierten Welt,

Reisen bildet bekanntlich – das Motto des Taugenichts, von Eichendorff, eines weiteren Schlesiers.

pierdolniem po kielonku

chlusniem bo usniem

Lausitz