„Śląsk do myślenia” – wielojęzyczność a filozoficzne rozumienie świata -Schlesien zum Denken

Śląskowi do myślenia

Borys Höller, BA

Szanowni Państwo,

Śląsk, Łużyce, to dla mnie „czeskie wioski”. To niemodne już dzisiaj, niewłaściwe austriackie powiedzenie znaczy tyle, co: bardzo niewiele wiem na ten temat.

Dlatego w zamian chciałbym zaprosić Państwo, Szanowna Publiczności, do sprawdzenia razem ze mną ważności niektórych ogólnych rozważań.

Chciałbym zaproponować następujące myśli:

Wbrew powszechnej opinii niejasna tożsamość może być traktowana jako coś pozytywnego. Niewiedza, gdzie przynależymy, może stanowić nie tyle nieszczęście, co raczej szansę, która zwłaszcza w dzisiejszych czasach powinna być traktowana poważnie.

Właśnie na Śląsku z jego pełną zawirowań historią konstrukcja tożsamości stanowiła i stanowi wyzwanie.

Obce panowanie i jego skutki, oddziałujące po dziś dzień, narzucona wielojęzyczność i podobne uwarunkowania bardzo utrudniają odnalezienie duchowej ojczyzny.

Jeżeli jednak pojmować będziemy te trudności jako szansę na nieco inny rozwój duchowy, to region ten nagle będzie się wyróżniał na tle innych, mniej interesujących okolic.

W rozważaniach tych będę kroczył drogą teorii filozofa Gillesa Deleuze’a, a w większym nawet stopniu Petera Sloterdijka.

My wszyscy, począwszy od małego dziecka, uczymy się specyficznego dialektu idoli naszej jaskini, a więc rodziny, idoli naszego plemienia, to znaczy naszego narodu i regionu, a wreszcie także języka rynku i języka teatru, sceny społecznej i politycznej.

Ci idole, pojęcie zaczerpnięte z Novum Organum Francisa Bacona, nie czynią z nas indywidualistów, lecz istoty grupowe, silnie zakotwiczone w lokalnym sposobie myślenia, w obyczajach i zwyczajach naszej grupy. A czego chce grupa: chce się rozrastać, chce mieć więcej członków, więcej ziemi, więcej bogactw i umiejętności.

Od początku wszechczasów ludzie posyłani byli przez nieznane siły na świat, by pomnażać, zwiększać, stawać się lepszymi, walczyć i zwyciężać. W tym celu wyposażeni jesteśmy w ciało z jego fizycznymi, mentalnymi i emocjonalnymi zdolnościami, których pomnażanie jest także jednym z naszych zadań, ponieważ z zasady jesteśmy atletami, akrobatami, którzy lubują się w wymaganiu od siebie zbyt wiele, sprawdzaniu swych granic, wzroście i sięganiu po niemożliwe.

To wszystko jest nam przyrodzone i dostępne dla każdego człowieka od urodzenia, nawet więcej – wspiera się to i naucza się tego.

Myślenie filozoficzne

Istnieje jednak umiejętność, dla której rozwoju najczęściej brak nam czasu. Za Gillesem Deleuzem i Davidem Humem nazywam ją ‘myśleniem filozoficznym’. Najczęściej nie mamy na nie czasu, a nawet więcej: nie mamy do tego głowy. Dosłownie nie przychodzi nam do głowy, aby w ten sposób myśleć.

Zamiast tego myślimy instynktownie, jeżeli ma to się dziać szybko, wiedzeni emocjami i doświadczeniem, bądź też powoli, gdy mamy czas, z zastanowieniem i niejako naukowo. Jednak rzadko filozoficznie. Popełniamy błędy w myśleniu, mamy uprzedzenia i preferencje, a że te niedoskonałości myślenia są zgodne z teorią ewolucji, wykazała np. bardzo pięknie ewolucyjna teoria poznania.

Rozwijamy kulturę, naukę i sztukę, ale rzadko ten pogląd filozoficzny. Czym jest to filozoficzne myślenie, jak się ono rozwija i co to wszystko ma wspólnego z naszym tematem?

Nie chcę pod tym pojęciem rozumieć wyłącznie filozoficznych teorii, które rozwinęły się na przestrzeni wieków, lecz szczególne zaburzenie myślenia, tak można to nazwać, które wyrzuca nas poza naszą tożsamość grupową, czyni z nas być może kosmopolitów, czasami każe nam być religijnymi, czasami również artystycznymi lub naukowymi, ale przede wszystkim indywidualistami. Nagle konieczne się staje kwestionowanie wyuczonych umiejętności lub całkowite ich zapomnienie. Przyswojone normy i przyzwyczajenia tracą swą samodzielność i od tej pory udajemy się do kognitywnej ziemi niczyjej.

‚Myślenie jest wypadkiem’ – napisał Gilles Deleuze i miał przy tym na myśli dokładnie ten specjalny rodzaj myślenia.

W świetle tego, co powiedziałem, łatwo to zrozumieć: wrodzone myślenie służy przede wszystkim do tego, by istniejącą a priori tożsamość grupową w mniejszym lub większym stopniu przyjmować i przenosić bez jej badania. Tradycje stanowiły dlatego przez dłuższy czas modus vivendi społeczeństw, ponieważ przedstawiały rodzaj procesu kopiowania ważnych dla przeżycia mechanizmów, czy to natury praktycznej, czy też symbolicznej.

Każde wypadnięcie z tego ‚systemu immunologicznego‘, jak określa to Sloterdijk, bądź jego badanie, a więc każda indywidualizacja, przez długi czas było przypadkiem dla szamana bądź księdza, którzy przecież sami są usankcjonowanymi członkami egzystencjalnej ekscentryczności. To znaczy, aby ten, kto wypadł, mógł powrócić na łono rodziny, potrzebny jest pewien wymiar indywidualizmu.

A jeżeli wierzyć wspomnianemu wyżej filozofowi, to właśnie mnisi ćwiczący się w ascezie w swych klauzurach byli pierwszymi, którzy rozwinęli w wielkim stylu indywidualizm w dzisiejszym rozumieniu.

A w jaki sposób myślenie, które stara się być samodzielnym myśleniem, może istnieć poza jedynymi parametrami, które są na początku, a mianowicie parametrami grupy, czymś innym niż permanentnym, wypadkiem. Incipit myślenie filozoficzne.

Czym jest

Jest to myślenie, które za Friedrichem Nietzsche mówi: Nie ku miłości bliźnich i bliskich wzywam was. Wołam ku umiłowaniu dalekich i co najdalszych.

Każda teoria kompleksowych związków, które w dniu dzisiejszym zasługują na to miano, jest przeciwintuicyjna, kontraintuicyjna. Czy w teorii względności lub teorii kwantów w fizyce, czy to w teorii systemów społecznych Niklasa Luhmana, któremu zresztą zawdzięczamy również to poruszające pojęcie fachowe, czyli przeciwintuicję, wydaje się, że czas prostych objaśnień i narracji minął bezpowrotnie.

Myślenie filozoficzne jest także porównywalne z myśleniem oświeconym, które było misją humanizmu jako przeciwwagi dla państwa. Celem wychowania jest przecież z zasady obywatel, posłuszny i przydatny członek wspólnoty, jednak oświeceniu udawało się stale na nowo przekazywać młodym i zdolnym do kształtowania mózgom nowych generacji poprzez dywersyjne curriculum pewną porcję przeciwwiedzy jako wiedzę dywersyjną, właściwą dla inspirowania myślenia filozoficznego.

Czym nie jest

Można by sądzić, że myślenie filozoficzne jest jednoznaczne z oświeconym zachodnim myśleniem i jego walką o demokrację, prawa człowieka i społeczeństwo światowe.

Ale jeżeli weźmie się pod uwagę dzisiejszą walkę kulturową, którą rozgrywa się właśnie np.
w Polsce, to ujawniają się różnice.

Weźmy np. pod uwagę poprawność polityczną: o ile idea równego traktowania wszystkich ludzi jest jak najbardziej pożądana, to łatwo można rozpoznać, jak bardzo otwiera ona nowy front i tworzy przepaść między ludźmi, w której obie strony, niekiedy pełne resentymentów, wzajemnie się denuncjują.

Myślenie filozoficzne w swej najlepszej formie nie jest nowym środkiem walki, który można wykorzystywać do tego, by poczuć się lepiej niż inni, by mówić innym ludziom, jacy powinni być i który przejąć powinien świat.

Nie jest ono skierowane przeciwko tradycji, nie chce za każdą cenę zastępować starego i wstecznego czymś lepszym. Być może dlatego, że rozumie, iż wyrosłe struktury są rezerwuarami ofert tożsamości, których nie można wykarczować w naturalny sposób, nie pozostawiając pustych miejsc, których nie jesteśmy w stanie w prosty sposób ponownie wypełnić.

Demokracja jest dobrym konceptem, ale jeżeli oznacza ona walkę z każdym rozróżnieniem pomiędzy ludźmi, jeżeli staje się środkiem stłumienia wszelkiego wysiłku i związanej z nim nagrody, jeżeli pragnie tylko tego, co możliwe i zapomina przy tym o dążeniu do niemożliwego, to wówczas myślenie demokratyczne nie jest myśleniem filozoficznym.

Demokracja, ochrona środowiska, feminizm, poprawność polityczna, to wszystko są możliwe wysiłki, które myślenie filozoficzne może i chce podejmować, ale nie poprzez nawiązanie walki kulturowej. Jeżeli opłaca się dążenie do celu, to bez tłumienia woli, bez zwyciężania bądź pomnażania, lecz wyłącznie w tym celu, by zdobyć kawałek niemożliwego.

Każdy ludzki wysiłek, który wynika z woli pomnażania, sukcesu i zwycięstwa, z niejako przyrodzonej woli władzy, niesie ze sobą ryzyko bycia skorumpowanym. W każdym czasie można go wykorzystać jako nową broń przeciwko innym ludziom i grupom, w walce o zasoby oraz w ideologicznej walce przekonań, w walce o posiadanie prawa i zachowanie prawa, tych podstawowych instrumentów symbolicznego immunitetu.

Gdy widzimy tryumf naszych przekonań, to jest to mechanizm naszego symbolicznego systemu immunologicznego, który pozwala nam porządkować świat i napełnia nas sensem. Chcemy wszystkich innych przeciągnąć na swoją stronę, ponieważ chcemy rozprzestrzeniać nasz światopogląd, tak samo jak naszą kulturę, nasze dobra i naszych potomków.

I w tej walce o więcej każdy środek jest dla nas właściwy. Jest to istotna różnica w stosunku do myślenia filozoficznego, które potrafi przejrzeć te mechanizmy, ponieważ ustanawia nowy priorytet: indywidualne myślenie, bez bezwarunkowego oglądania się na tradycyjne instrukcje postępowania. Można tutaj sparafrazować bon mot Michela Foucaulta: Zawsze przeciwko czasom, ale z nadzieją na korzyść przyszłych czasów.

Do czego służy?

Nie istnieje żaden pewny środek, w jaki sposób można rozwinąć to specjalne myślenie u ludzi. Gdyby chodziło tylko o wypadki, to wsiadłbym do samochodu i wjechał w ścianę, aby w przypadku przeżycia wysiąść z auta jako filozof.

Ale nasuwa się pytanie: Do czego służy to myślenie, które nie jest takie, jak inne, które indywidualizuje ludzi i przez to osłabia ich wsparcie w grupie?

Czy ludzie nie są najsilniejsi, gdy osadzeni są w specyficznej wspólnocie? Czy cywilizacja nie osiągnęła niesłychanych szczytów, tak że końca jej rozwoju nie można bardziej i lepiej przewidzieć, nawet gdy wieszcze katastrofizmu są coraz głośniejsi?

Tak i nie. Można by argumentować, że urodziliśmy się za późno, aby w dalszym ciągu oddawać się zwykłej mentalności grupowej. Fakt, że Ziemię okrążono i podzielono na bardziej lub mniej ścisłe granice, podsumowano hasłem ‚koniec historii’. I tym samym nasze programy kulturowe, które były zawsze nastawione na wzrost i zwycięstwo, wyszły po części z użycia.

Innych jednak nie mamy, abstrahując od pierwszych prób raczkowania jako społeczeństwo światowe, o którym nikt nie ma pojęcia, jak wyglądałoby poza ONZ.

Przede wszystkim jednak nie wiemy jeszcze tak naprawdę, w jaki sposób ludzie mogą wieść spełnione, to znaczy intensywne życie pod nowym paradygmatem zdobytego świata.

Powoli dostrzegamy, że nie wystarczy wszystkiego zniwelować i w każdej wiosce zainstalować Mccoś. Nie wystarczy, co nie znaczy, że to jest złe. Przekształcić świat w globalną wioskę to jednak za mało, by dać nam stałe schronienie, ponieważ mamy potrzebę różnic, potrzebę własnych struktur, które są dla nas przejrzyste i które zapewniają nam wystarczającą symboliczną i jednocześnie realną ochronę.

Moglibyśmy wykorzystać pozbawiony walki indywidualizm, jaki rozwija myślenie filozoficzne, na przykład do tego, by zainicjować innowacje w myśleniu i działaniu, ponieważ istniejące oferty kuleją coraz bardziej, wlokąc się za niesłychanie nową sytuacją polityczną i cywilizacyjną.

Lub, by wyrazić to w sposób filozoficzny: byłoby pięknie, gdybyśmy znaleźli przydatniejsze instrumenty do „bycia w świecie“, ponieważ właściwie nie mamy nic lepszego do roboty, niż poszukiwanie nowych dróg w sposób zabawowy.

Przejdźmy więc do tych wypadków, które czynią różnicę w myśleniu.

Śląskowi do myślenia

Proszę mi pozwolić na połączenie wreszcie tego, co właśnie powiedziałem, z naszym tematem.

Śląsk, Łużyce, wydają mi się być w szczególny sposób regionem wypadków. Tutaj, tak jak wszędzie, mieszkańcy stworzyli na początek swych specyficznych idoli, swe tradycje. Jednak  w wyniku granicznego położenia tych terenów doszło do trwających stulecia wyłomów w konstrukcji tożsamości, z coraz to nowymi jej dopasowaniami i rekonfiguracjami.

Obce panowanie

Obce panowanie, zmuszenie do funkcjonowania pod obcym reżimem, a także skutki tego wszystkiego, to decentralizujący, permanentny wypadek, to poważny przypadek deterytorializacji, aby użyć tego rozgraniczającego pojęcia Deleuze’a.

Dowiedziałem się, że w tym roku obchodzony jest jubileusz 100-lecia Powstania Śląskiego. Jakkolwiek chciałbym wznieść toast z tej okazji, jakkolwiek naturalna jest walka o prawo do samostanowienia, do własnego rządu, o swobodne używanie własnego języka i praktykowanie własnej religii, to jednak jest to kontynuacja wiecznej wojny i dla naszych tutaj rozważań nie ma to większego znaczenia.

Ponieważ nawet okropieństwa wojny nie są wypadkami, które koniecznie prowadzą do myślenia filozoficznego. To jak wjechać autem w ścianę: traumatyczne przeżycie, które raczej służy temu, by przysporzyć zbyt wiele bólu i tym samym wzmocnić resentyment.

Nie, nasza próba myślenia przesunęłaby na pierwszy plan ból, permanentny wypadek, który powstaje poprzez akceptację nieakceptowalnej sytuacji, zamętu, który przynosi ze sobą przykładowo obce panowanie. Zamiast obstawać przy prawie do własnych idoli, rozpoznalibyśmy, że te przyrodzone wzorce myślenia są po prostu rzeczą następującą: niezbadanymi konstrukcjami ludzkiej natury w walce o przeżycie.

Prawdopodobnie potrzebny jest długi czas, by z resentymentu, że jesteśmy traktowani nie fair, że znaleźliśmy się w niesprawiedliwej sytuacji, dotrzeć do zrozumienia, że stoimy jedynie po stronie przegranych, a w odwrotnym przypadku być może nie postępowalibyśmy dużo inaczej.

Nie chcę przez to jednak promować moralności męczenników, przegranych jako ultima ratio. Ostatni nie mają być pierwszymi, a my nie musimy mutować z wilków w baranki, aby stać się świętymi.

Nas interesuje jedynie niedobrowolny, permanentny wypadek, który może się stać wypadkiem indywidualnego, filozoficznego myślenia. Który rozpoznaje sytuacyjne powiązanie każdego ludzkiego wysiłku i może znaleźć rozwiązanie, które nie pociąga już za sobą tego, co jest takie samo.

Dwujęzyczność

Tak samo, jak utrata samostanowienia, tak i wymuszony tranzyt z jednego języka do drugiego może mieć, a nawet często ma podobne wstrząsające oddziaływanie na nasze rozumienie bycia.

Trwanie w naszym języku ojczystym jest jedną z przyczyn, dla których traktujemy rozkazy idoli naszej ojczyzny jako absolut. Gdy wypowiadamy słowo samochód, to samochód dosłownie wyjeżdża nam z ust, jak zwykli byli mówić antyczni logicy greccy. Na początku słowo było faktycznie samą rzeczą, a my potrzebowaliśmy stuleci, by odkryć ten językowy uniwersalizm jako konstrukcję. Ten wgląd filogenetyczny nie powtarza się jednak automatycznie w każdym człowieku; aby zostać nominalistą, empirykiem, konieczny jest nieludzki wysiłek.

Ten akt siły staje się łatwiejszy, gdy zostajemy zmuszeni do używania innego języka, ponieważ przenosi nas to w inną sferę władzy, władzy, którą każdy język wywiera na otoczenie i ten przymus pomaga nam przez to rozpoznać, w jaki sposób panowanie i język wzajemnie się warunkują, a także, że sam język jest niedoskonałą konstrukcją służącą do dzielenia i rozumienia świata, krótko mówiąc, uświadamiamy sobie, że każdy z nas współpracuje przy języku i w tym zakresie jest twórcą własnej rzeczywistości

Tożsamość, którą tworzą język, dialekt, regionalne różnice językowe, jest bardzo potężną rzeczą
i nie chodzi tutaj o to, by umniejszać znaczenie wrodzenia się w język lub bagatelizowanie pragnienia swobodnego używania własnego języka.

Należy tutaj raczej również upatrywać szansy poznania, że – inaczej niż w przypadku nauki języka obcego – jest się zmuszonym do zrozumienia, że konieczność używania innego języka stanowi akt przemocy i tym samym także poznania, jak bardzo w naszym rozumieniu rzeczywistości jesteśmy zależni od języka.

Podsumowanie

Szanowni Państwo, pragnę przez to powiedzieć, że chciałbym zidentyfikować Śląsk jako region, który od długiego czasu jest bardzo właściwy do tego, by ćwiczyć się w myśleniu filozoficznym, jeżeli się tego chce.

Jako region graniczny ze zmieniającymi się obszarami władztwa, różnorodnymi zasiedleniami
i przesiedleniami, krzyżującymi się krajobrazami językowymi, stałą deterytorializacją i reterytorializacją, specyficznymi dialektami i permanentnymi konstrukcjami nazw i tożsamości ma on właśnie następującą zaletę: ponieważ naiwne samozrozumienie jest czasem trudniejszym, łatwiej można rozpoznać, że ta jedna Ziemia jest sceną, a my wszyscy aktorami zakładającymi wiele kolorowych masek.

Gdy mówię tutaj tak „ryczałtowo” o Śląsku, to jest to naturalnie uproszczenie, nawet nie wiem przecież, gdzie my się tutaj znajdujemy, czy na Dolnym czy Górnym Śląsku, czy też nawet w Górnych Łużycach. Te dla mnie „czeskie wioski” mają jednak jedną rzecz wspólną: chodzi w przenośnym sensie o wioski, a więc o mniejsze jednostki społeczne.

A to, że żyjemy teraz w trzecim tysiącleciu naszej ery i z zachowywania tradycji przestawiliśmy się na innowację, nie oznacza, że mamy inne potrzeby niż nasi przodkowie.

I okazało się, że znajdujemy się w naszym immunologicznym optimum, gdy możemy się czuć swojsko we względnie małych jednostkach.

W tym względzie nawet dla kosmopolity zaletą jest zachowanie bądź przyswojenie sobie, a nawet tylko skonstruowanie śląskiej tożsamości.

Tradycje są ważne również w naszych czasach, nawet jeżeli nie kryją w sobie tej bezwarunkowej konieczności zachowania wiedzy o udanym życiu. Są one w dalszym ciągu wehikułem zdatnym do tego, by wypełnić nasze życie sensem, aby dać nam zajęcie, coś, czym możemy się bawić, co sprawia nam radość. W tym kontekście nie gra roli, czy tradycje te są autentyczne, czy też zrekonstruowane lub też dopiero ostatnio przyswojone.

Ważniejsze jest, by mieć przejrzyste pole gry dla różnorodnych czynności, które składają się na bycie człowiekiem, czy to będzie używanie języka, kulinaria, mentalność itd., aby się identyfikować i nie musieć konkurować z całym światem.

Tradycja jako gra, która sprawia radość, spełnia wartość dodaną dla symbolicznego immunitetu,
a więc dla nadawania sensu, w przeciwieństwie do absolutnej wartości, którą trzeba bronić rękami i pazurami.

Ale uprzedzając pytanie: Dlaczego przykładowo nie wszyscy Łużyczanie są filozofami, jeżeli region ten tak bardzo się nadaje do myślenia filozoficznego? Cóż, właśnie dlatego, że myślenie filozoficzne jest wypadkiem, a my najczęściej preferujemy życie bezwypadkowe, nawet, jeżeli oznacza to posiadanie uprzedzeń, dzielenie stronniczości naszych współobywateli i prowadzenie wojny.

Szanowni Państwo, cieszy mnie, że mogłem odwiedzić ten niezwykły region, ponieważ podróże podobno kształcą – takie jest przynajmniej motto nicponia z noweli: Z życia nicponia autorstwa Josepha von Eichendorffa, niemieckojęzycznego Ślązaka.

Pierdolniem po kielonku!

Sehr geehrte Damen und Herren,

Schlesien ist für mich ein böhmisches Dorf. Diese aus der Mode gekommene, österreichische Redewendung will besagen: ich weiß herzlich wenig darüber.

Deswegen wollte ich Sie, sehr geehrtes Publikum, stattdessen einladen, einige allgemeinere Überlegungen gemeinsam mit mir auf ihre Gültigkeit zu überprüfen.

Ich möchte folgende Gedanken proponieren:

Entgegen der landesüblichen Meinung kann eine unklare Identität als etwas Positives betrachtet werden. Nicht zu wissen wohin man gehört ist so gesehen nicht nur ein Unglück, sondern eine Chance, die gerade in unserer Zeit ernst genommen werden sollte.

Gerade in Schlesien, mit seiner turbulenten Geschichte, war und ist die Identitätskonstruktion eine Herausforderung.

Fremdherrschaft und ihre bis heute nachwirkenden Folgen, aufgezwungene Mehrsprachigkeit und dergleichen machen es besonders schwierig sich geistig zu beheimaten.

Wenn wir aber diese Schwierigkeiten als eine Chance für eine etwas andere geistige Entwicklung begreifen, dann wird diese Region plötzlich ausgezeichnet unter den vielleicht weniger interessanten Regionen.

Ich folge in diesen Überlegungen den Theorien der Philosophen Gilles Deleuze, aber mehr noch Peter Sloterdijk.

(Unabhängig von unserem Geburtsort kommen Menschen mit einer relativ ähnlichen Ausstattung auf diese unsere einzige Erde. Wir waren, um einen Neologismus des Sloterdijk zu verwenden, Monogeisten, bevor wir Monotheisten geworden sind, Bewohner dieser einzigen Geia, dieser Erdkugel und bei allen Unterschieden unter uns, sind wir doch erstaunlich ähnlich.)

Wir alle erlernen von Kindesbeinen an den spezifischen Dialekt der Idole unserer Höhle, also der Familie, der Idole unseres Stammes, d.h. unseres Volkes und der Region, und schließlich auch die des Theaters, der sozialen und politischen Bühne.

Diese Idole machen uns nicht zu Individuen sondern zu Gruppenwesen, die fest verankert sind in der lokalen Denkweise, in den Bräuchen und Gepflogenheiten unserer Gruppe. Und was will die Gruppe: sie will mehr werden, mehr an Mitgliedern, an Land, Reichtümern und Fähigkeiten.

Von Anbeginn der Zeiten sind Menschen von unbekannten Kräften in die Welt ausgesandt um zu mehren, zu steigern, besser zu werden, zu kämpfen und zu siegen. Dazu sind wir mit einem Körper ausgestattet mit seinen physischen, mentalen und emotionalen Fähigkeiten, deren Steigerung auch eine unserer Aufgaben ist, denn wir sind doch im Grunde Athleten, Akrobaten die es lieben sich zu überfordern, an ihre Grenzen zu gehen, zu wachsen und das Unmögliche möglich zu machen.

Das alles ist uns angeboren und jedem Menschen von Geburt an zugänglich, ja mehr noch, es wird gefordert und gelehrt.

Das philosophische Denken

Es gibt aber eine Fähigkeit, für deren Entfaltung uns meistens keinen Zeit bleibt. Ich nenne es mit Gilles Deleuze und David Hume das ‘Philosophische Denken’. Wir haben dafür meistens keine Zeit, aber mehr noch: keinen Sinn. Es fällt uns buchstäblich nicht in den Sinn, auf diese Weise zu Denken.

Anstatt dessen denken wir instinktiv wenn es schnell gehen soll, geleitet durch Emotion und Erfahrung, oder langsam, überlegt und gleichsam wissenschaftlich. Aber nur selten philosophisch. Wir machen Denkfehler, haben Vorurteile und Biase, und dass diese Unvollkommenheiten des Denkens mit der Evolutionstheorie vereinbar sind, wurde z.B. sehr schön durch die Evolutionäre Erkenntnistheorie aufgezeigt.

Wir entwickeln Kultur, Wissenschaft und Kunst, aber selten diese philosophische Anschauung.

Was ist nun dieses philosophische Denken, wie entwickelt es sich und was hat das alles mit unserem Thema zu tun?

Darunter will ich nicht alleine die philosophischen Theorien verstehen wie sie sich im Laufe der Jahrhunderte entwickelt haben, sondern eine besondere gleichsam Störung des Denkens, die uns aus unserer Gruppenidentität herausschleudert, vielleicht zu Kosmopoliten macht, manches mal religiös werden lässt, manches mal auch künstlerisch oder wissenschaftlich, aber und vor allem individuell. Plötzlich wird es notwendig die angelernten Fähigkeiten in Frage zu stellen oder gar zu verlernen.

‚Denken ist ein Unfall’ hat der Gilles Deleuze geschrieben, und hat genau diese spezielle Art des Denkens gemeint.

Das ist im Licht des gesagten leicht zu verstehen: das angeborene Denken dient vor allem dazu, eine a priori vorhandene Gruppenidentität unhinterfragt anzunehmen und weiterzutragen. Traditionen waren deshalb die längste Zeit der Modus Vivendi der Gesellschaften, weil sie eine Art Kopiervorgang der überlebenswichtigen Mechanismen, seien sie praktischer oder symbolischer Natur, dargestellt haben.

Jedes Herausfallen aus, oder Hinterfragen dieses ‚Immunsystems’, wie Sloterdijk das bezeichnet, also jede Individuation, war ein Fall für den Schamanen oder Priester, die ja selbst sanktionierte Mitglieder der existenziellen Exzentrizität sind. D.h. um die Herausgefallenen in den Schoß der Familie zurückzuführen braucht man selbst ein gewisses Ausmaß an Individualität.

Nota bene, wenn man dem oben erwähnten Philosophen glauben schenken kann, waren es genau die Übungen die Mönche in ihren Klausuren praktizierten, die Individualität, im heutigen Sinne verstanden, erstmals im großen Stil entwickelten.

Und wie kann ein Denken, das sich versucht zu denken, jenseits der einzigen Parameter die es gibt, denen der Gruppe, etwas anderes sein als ein permanenter Unfall. Incipit philosophisches Denken.

Was es ist

Es ist das Denken das mit Nietzsche sagt: Zur Nächstenliebe rate ich euch nicht. Ich rate euch zur Fernstenliebe.

Jede Theorie komplexer Zusammenhänge die heutzutage ihre Namen verdient ist gegen-intuitiv, kontra-intuitiv. Sei es in der Physik die Relativitäts- oder Quantentheorie, sei es Niklas Luhman’s Theorie sozialer Systeme, dem wir übrigens auch diesen anrührenden Fachbegriff, Gegenintuition, verdanken, es scheint die Zeit der einfachen Erklärungen und Erzählungen endgültig abgelaufen zu sein.

Das philosophische Denken ist auch vergleichbar dem aufgeklärten Denken welches der Humanismus, als Gegenagentur zum Staate, in eigener Mission im Sinn hatte. Die Erziehung hat ja prinzipiell den Staatsbürger zum Ziel, ein gehorsames und nützliches Mitglied der Gemeinschaft, doch gelang es der Aufklärung immer wieder durch ein subversives Curriculum eine Portion Gegenwissen, also subversives Wissen, welches geeignet war zum philosophischen Denken anzuregen, den jungen und formbaren Gehirnen der neuen Generationen zu verabreichen.

Was es nicht ist

Man möchte meinen das philosophische Denken ist gleichzusetzen mit dem aufgeklärten westlichen Denken und seinem Kampf für Demokratie, Menschenrechte und eine Weltgesellschaft.

Aber wenn man den heutigen Kulturkampf betrachtet, wie er z.B. gerade in Polen ausgetragen wird, dann erkennt man Unterschiede.

Nehmen wir z.B. die Political Correctness: so sehr die Idee begrüssenswert ist, dass man alle Menschen gleich behandelt, kann doch leicht erkannt werden, wie sehr es eine neue Front eröffnet und eine Kluft zwischen die Menschen schlägt, in der beide Seiten sich voller Ressentiment gegenseitig denunzieren.

Das philosophische Denken ist in seiner besten Ausprägung kein neues Kampfmittel, dass dazu verwendet werden kann sich besser als andere zu fühlen, anderen Menschen zu sagen wie sie sein sollen und das die Welt übernehmen will.

Es ist nicht gegen Tradition, es will nicht um jeden Preis das Alte und Rückständige durch etwas Besseres ersetzen. Vielleicht weil es verstehen will, dass gewachsene Strukturen Reservoirs an Identitätsangeboten sind, die nicht ohne weiteres ausgehoben werden können, ohne Leerstellen zu hinterlassen, die wir nicht so einfach wieder zu füllen imstande wären.

Demokratie ist ein gutes Konzept, aber wenn es den Kampf gegen jede Unterscheidung zwischen Menschen bedeutet, wenn es zu einem Mittel der Unterdrückung jeglicher Anstrengung und damit verbundener Belohnungen wird, dann ist so ein demokratisches Denken nicht ein philosophisches.

Demokratie, Umweltschutz, Feminismus, Political Correctness, das sind alles mögliche Anstrengungen die das philosophische Denken unternehmen kann und will, aber nicht indem es einen Kulturkampf entfacht. Wenn es sich lohnt ein Ziel zu verfolgen, dann ohne den Willen zu unterdrücken, zu siegen, oder mehr zu werden, sondern allein um ein Stück Unmöglichkeit zu erobern.

Jede menschliche Anstrengung, wenn sie aus dem Willen zur Vermehrung, zum Erfolg und Sieg entspringt, zu diesem gleichsam angeborenen Willen zur Macht, ist immer in Gefahr korrumpiert zu werden. Jederzeit kann es als eine neue Waffe gegen andere Menschen und Gruppen eingesetzt werden, im Kampf um Ressourcen sowie im ideologischen Kampf der Überzeugungen, im Kampf ums Recht-Haben und Recht-Behalten.

Unsere Überzeugungen triumphieren zu sehen ist ein Mechanismus unseres symbolischen Immunsystems, das uns die Welt ordnen lässt und mit Sinn erfüllt. Wir wollen alle Anderen auf unsere Seite bringen weil wir auch unsere Weltsicht verbreiten wollen, genauso wie unsere Kultur, unsere Güter und unsere Nachkommen.

Und in diesem Kampf um mehr ist uns jedes Mittel recht. Das ist der entscheidende Unterschied zum philosophischen Denken, welches diese Mechanismen durchschaut, da es eine neue Priorität in Stellung bringt: individuell zu denken, ohne unbedingte Rücksicht auf überkommene Handlungsanleitungen. Es ist, wenn man das Bonmot von Michel Foucault benutzen will: Immer gegen die Zeit, aber hoffentlich für eine kommende Zeit.

Wozu ist es?

Letztlich gibt es kein sicheres Mittel, wie man dieses spezielle Denken in Menschen entwickeln kann. Wenn es nur um Unfälle ginge, dann würde ich mich ins Auto setzen und gegen eine Wand fahren, um, im Falle des Überlebens, als Philosoph auszusteigen.

Aber es stellt sich die Frage: wozu dieses Denken, das aus der Art schlägt, das die Menschen individuiert und dadurch ihren Rückhalt in der Gruppe schwächt?

Sind Menschen nicht am stärksten, wenn sie in einer spezifischen Gemeinde eingebettet sind? Hat nicht die Zivilisation eine unerhörte Höhe erreicht ohne das ein Ende der Entwicklung zu immer noch mehr und besser abzusehen wäre, selbst wenn die Nachrichtensprecher des Katastrophismus immer lauter werden?

Ja und nein. Man könnte argumentieren, dass wir zu spät geboren sind, um weiterhin einer einfachen Gruppenmentalität zu frönen. Dass die Erde umrundet und in mehr oder weniger starre Grenzen unterteilt ist, wurde mit dem Schlagwort vom ‚Ende der Geschichte’ subsumiert.

Und damit scheinen unsere kulturellen Programme, die immer auf Wachstum und Sieg ausgelegt waren, zum Teil obsolet zu sein.

Andere aber haben wir nicht, von ersten Gehversuchen betreffend einer Weltgesellschaft abgesehen, von der noch niemand weiß wie sie jenseits der UNO ausschauen könnte.

Vor allem aber wissen wir noch gar nicht so recht, wie Menschen unter dem neuen Paradigma ein erfülltes und das heißt intensives Leben führen können.

Wir erkennen langsam, dass es nicht ausreicht, alles zu nivellieren und in jedem Dorf ein McIrgendwas zu installieren. Es reicht nicht aus, heisst nicht dass es schlecht ist. Aus der Welt ein globales Dorf zu machen ist aber zu wenig um uns auf Dauer zu beherbergen, weil wir ein Bedürfnis nach Unterschieden haben, nach eigenen Strukturen die wir überschauen können und die uns genügend symbolischen wie realen Schutz gewähren.

Wir könnten eine kampflose Individualität wie sie das philosophische Denken entwickelt beispielsweise benutzen um Innovationen in diesen Richtungen zu initiieren, da die bestehenden Angebote hinter der unerhört neuen politischen und zivilisatorischen Situation immer stärker hinterherhinken.

Oder, um es philosophisch zu sagen: es wäre schön könnten wir besser geeignete Instrumente für das In-der-Welt-sein finden, denn wir sind des Kampfes aller gegen alle müde und haben eigentlich nichts besseres zu tun als spielerisch neue Wege zu erfinden.

Kommen wir also zu diesen Unfällen, die einen Unterschied im Denken machen können.

Schlesien zum Denken

Lassen sie mich dazu das eben gesagte endlich mit unserem Thema verbinden.

Schlesien scheint mir in besonderer Weise eine Region der Unfälle zu sein. Hier, wie überall sonst, haben die Einwohner zunächst ihre spezifischen Idole, ihre Traditionen herausgebildet. Doch durch seine Grenzlage ist es zu vielfachen, Jahrhunderte langen Brüchen in der Identitätskonstruktion gekommen, mit immer neuen Anpassungen und Rekonfigurationen derselben.

Fremdherrschaft

Fremdherrschaft, das gezwungen sein und funktionieren unter einem fremden Regime, und ihre Nachwirkungen, das ist ein dezentrierender, permanenter Unfall, es ist ein Ernstfall der Deterritorialisierung, um den sperrigen Begriff von Deleuze zu verwenden.

Ich habe erfahren, dass heuer der schlesische Aufstand das 100 jährige Jubiläum feiert. So sehr ich hier das Glas erheben will um darauf anzustoßen, so sehr es selbstverständlich ist für das Recht auf Selbstbestimmung zu kämpfen, für die Selbstregierung, für das freie Ausüben seiner Sprache und Religion, so ist es doch die Fortsetzung des ewigen Krieges und für unsere Überlegungen hier nicht weiter bedeutend.

Denn auch die Schrecken des Krieges sind nicht die Unfälle die notwendig zum philosophischen Denken führen. Es ist wie mit dem Auto gegen die Wand: ein Trauma, das eher geeignet ist zu viel Schmerz zu entfachen und dadurch das Ressentiment zu stärken.

Nein, unser Denkversuch würde den Schmerz, den permanenten Unfall ins Licht rücken, der durch das Bejahen einer unbejahbaren Situation entsteht, einer Verwirrung wie sie beispielsweise eine Fremdherrschaft mit sich bringt. Anstatt für das Recht auf seine Idole zu beharren würde es erkennen, dass diese angeborenen Denkmuster einfach nur das sind: unhinterfragte Konstruktionen der menschlichen Natur im Überlebenskampf.

Es bedarf dazu wahrscheinlich einer langen Zeit, in der man vom Ressentiment, unfair behandelt zu werden, sich in einer ungerechten Situation zu befinden, zum Erkennen übergeht, dass man nur auf einer Verliererseite steht und im umgekehrten Fall vielleicht nicht viel anders gehandelt hätte.

Damit will ich aber nicht eine Moral der Dulder, der Verlierer als Ultima Ratio propagieren. Die Letzten sollen nicht die Ersten werden, und es müssen wir nicht von Wölfen erst zu Lämmern mutieren um heilig zu werden.

Mich interessiert nur der unfreiwillige, permanente Unfall der zum Unfall eines individuellen, eines philosophischen Denkens werden kann der die Situationsgebundenheit aller menschlichen Anstrengung erkennt und eine Lösung finden kann die nicht Mehr vom Gleichen nach sich zieht.

Zweisprachigkeit

So wie der Verlust der Selbstbestimmung, kann, und ist oft damit verbunden, ein erzwungener Transit von einer Sprache zur anderen eine ähnliche Auswirkung auf unser Seinsverständnis haben.

Das Ruhen in unsere Muttersprache ist einer der Gründe warum wir die Befehle der idole unserer Heimat als absolut setzen. Wenn wir das Wort Wagen sagen, fährt uns buchstäblich ein Wagen aus dem Mund, beliebten die antiken griechischen Logiker zu sagen. Zunächst war das Wort tatsächlich die Sache selbst, und wir haben Jahrhunderte gebraucht um diesen Universalismus als eine Konstruktion zu entdecken. Doch diese phylogenetische Einsicht wird nicht automatisch in jedem einzelnen Menschen wiederholt; um Nominalist zu werden, Empiriker, ist eine unmenschliche Anstrengung nötig.

Dieser Kraftakt wird erleichtert wenn wir gezwungen werden eine andere Sprache zu verwenden, denn es befördert uns in eine andere Sphäre der Macht, die macht die jede Sprache auf ihre Umgebung ausübt und hilft uns dadurch zu erkennen, wie Herrschaft und Sprache sich gegenseitig bedingen, unddass die Sprache selbst eine unvollkommene Konstruktion ist um die Welt einzuteilen und zu verstehen, kurz, wir werden uns bewusst dass jeder von uns an der Sprache mitarbeitet und insofern der Schöpfer unserer Wirklichkeit ist und nicht nur umgekehrt.

Die Identität, die eine Sprache, ein Dialekt, ein regionaler Sprachunterschied herstellt ist eine sehr mächtige Sache und es geht hier nicht darum, die Eingeborenheit in eine Sprache in seiner Wichtigkeit herunterzumachen, oder den Wunsch die eigenen Sprache frei ausüben zu können zu bagatellisieren.

Vielmehr ist auch hier wieder eine Chance zu erkennen, wenn man, anders als das Lernen einer Fremdsprache, gezwungen wird zu erkennen wie sehr das Umgehen-Müssen mit einer anderen Sprache eine Gewaltausübung ist, und damit auch zu erkennen, wie sehr wir doch in unserem Wirklichkeitsverständnis von Sprache abhängig sind.

Meine Damen und Herren, was ich damit sagen will ist, dass ich Schlesien als eine Gegend identifizieren will die sich seit langer Zeit sehr gut dazu eignet, sich im philosophischen Denken zu üben, wenn man es will.

Als Grenzregion mit wechselnden Herrschaftsbereichen, vielfältigen Be- und Umsiedelungen, sich überschneidenen Sprachlandschaften, ständigen De- und Reterrritorialisierungen, spezifischen Dialekten und permanenten Konstruktionen von Namen und Identitäten hat es eben diesen Vorteil: weil man eine schwierigere Zeit hat mit dem naiven Selbstverständnis, es leichter erkennen zu lassen, dass diese eine Erde eine Bühne ist und wir als Monogeisten alle Schauspieler sind mit einer Anzahl bunter Masken.

Einige Konsequenzen des philosophischen Denkens in der Betrachtung Schlesiens und seiner Stellung in der Welt heute.

Zum Abschluss dieser Betrachtung würde ich sie gerne einladen, einen praktischen philosophischen Denkversuch mit mir zu wagen, in welchem wir die Kosequenzen des hier gesagten anhand dreier politischer oder kultureller Perspektiven erproben.

Die erste Perspektive ist Schlesien. Das diesjährige Thema dieses Symposions ist ja die Möglichkeit der Bedingung einer schlesischen Identität.

Ich will diese Bedingung mit vollem Herzen bejahen und einige Worte über den Sinn einer regionalen Identität sagen.

Als nächste Perspektive will ich die Nation als überregionales Behältnis unseres Sicherheitsbedürfnisses betrachtet und inwiefern es Menschen bislang geglückt ist diesen Behälter zu konstruieren und in Schuss zu halten.

Schliesslich bietet sich, auch angesichts des kommenden Wahlkampfes die Perspektive Europas an und der schwierigen Situation in denen sich die Menschen in ihren Mitgliedsstaaten hinsichtlich ihrer Identitätskonstruktion befinden.

Schlesien

Wenn ich so pauschal hier von Schlesien ist das natürlich eine Vereinfachung, weiss ich doch gar nicht wo wir uns hier befinden, ob in Unter- oder Oberschlesien, oder gar in der Oberlausitz. Diese für mich so böhmischen Dörfer haben aber genau das gemeinsam: es handelt sich im übertragenen Sinne um Dörfer, also kleineren gesellschaftlichen Einheiten. Und nur weil wir im dritten jahrtausend unserer Zeitrechnung leben und uns von der Bewahrung der Traditionen auf Innovation umgestellt haben bedeutet es nicht, dass wir andere Bedürfnisse als unsere Vorfahren haben.

Und es hat sich herausgestellt dass wir in unserem immunitären Optimum sind wenn wir uns in relativ kleinen Einheiten heimisch fühlen können.

Insoferne ist es auch für einen Kosmopoliten von Vorteil, sich eine schlesische Identität zu bewahren oder anzueignen, oder auch zu konstruieren.

Traditionen sind auch in unserer Zeit wichtig, auch wenn sie vielleicht nicht mehr diese unbedingte Notwendigkeit des Bewahrens des Wissens um ein gelungenes Leben in sich bergen. Doch sind sie nach wie vor ein geegnetes Vehikel um unser Leben mit Sinn zu erfüllen, um uns eine Bescchäftigung zu geben, etwas womit man spielen kann, das uns Freude schenkt. Es spielt in diesem Zusammenhang keine Rolle ob die Traditionen authentisch sind, oder rekonstruiert, oder erst neuerlich angeeignet.

Wichtiger ist, ein überschaubares Spielfeld für die vielfältigen Tätigkeiten des Menschseins zu haben, sei es die Sprachausübung, die Kulinarik, die Mentalität etc. um sich zu differenzieren und nicht mit der ganzen Welt konkurrieren zu müssen.

Tradition als Spiel welches Freude bereitet, einen Mehrwert für die symbolische Immunität, also für die Sinngebung erfüllt, im Gegensatz zu einem absoluten Wert den es mit Händen und Klauen zu verteidigen gilt.

Wir können eine lokale, eine regionale Identität noch immer sehr gut gebrauchen in einer sogenannten golbalisierten Welt,

Reisen bildet bekanntlich – das Motto des Taugenichts, von Eichendorff, eines weiteren Schlesiers.

pierdolniem po kielonku

chlusniem bo usniem

Lausitz

Po slezsku v Sudetii

Ve dnech 18. a 19. března 2017 Hotel Sudetia, Sudetské centrum zdraví a Dům tvůrčí práce v lázních Świeradów-Zdrój pořádaly seminář „Slezsko bez hranic”- setkání pro všechny, kteří mají zájem o dějiny Polska a Evropy. Pozvání organizátorů přijal mimo jiné například biskup senior vratislavské diecéze Evangelické augsburské (luterské) církve v Polsku Ryszard Bogusz, evangeličtí faráři z Dolního Slezska a Těšínska, mezi nimi farář obce v Lubáni Cezary Królewicz a farář obce ve Wisle Waldemar Szajthauer, farář Zbigniew Obracaj z Katowic, ředitel nakladatelství Augustana – farář Jerzy Below, starosta lubánského okresu Walery Czarnecki, vrchní radní církve v Görlitz – paní Margrit Kempgen, četní individuální hosté z Dražďan, Zgorzelce, Görlitz, Lubáně, z okolí Těšína, z Bielska-Bialé, Varšavy a dalších míst v Polsku a Německu i obyvatelé Świeradowa-Zdroje. V zaplněném konferenčním sále vyslechlo vystoupení a diskuze o tématech spojených s malou slezskou vlastí a 500. výročím reformace více než 70 hostů. Obě témata se spojují nejen v historickém kontextu, ale také v souvislosti se stávající činností samosprávních a nevládních institucí a organizací. Jménem Hotelu Sudetia seminář řídil Arkadiusz Lisowski.

Slezsko – zeměpisná krajina, kulturní oblast, malá vlast, region, Dolní, Horní, Opolské, Těšínské, Hornolužické, Opavské – v Evropě je málo regionů s tak bohatou kulturní, náboženskou, etnickou, jazykovou, politickou a hospodářskou historií, regionů, které fascinují svým bohatstvím a rozmanitostí. Otevřenost, tolerance a vzájemná akceptace lidí s odlišným původem, jazykem, náboženstvím i povoláním způsobuje, že Slezsko je pro tolik lidí jejich malou vlastí a že ztvárňuje poselství přeshraniční identity, založené na rozmanitosti. Během konference měli účastníci možnost poznat různé tváře Slezska. Pro Slezany a to jak Poláky, obyvatele Świeradowa, jejichž rodiny byly většinou vyhnány z bývalého území východního Polska, tak i pro Němce, žijící nyní v Německé spolkové republice, to byla příležitost odhalit prvky své identity a pro ostatní zase možnost potkat se s regionem, který oslňuje svou kulturou, mentalitou a překvapuje historií i současností.

V programu byly také přednášky známých představitelů vědy a kultury, různé prezentace, vystoupení souboru etnické rusínské skupiny Łemků, kteří nyní bydlí také ve Slezsku, výstava na bázi mládežnického projektu o vzájemném vnímání Poláků a Němců, historie evangelické církve na Dolním Slezsku, świeradowská premiéra dvoujazyčné divadelní hry „Luther nebyl na Slezsku” a prezentace dědictví boleslavské keramiky (Bunzlau). Nechyběly také zájezdy do Kostela míru ve Svídnici, baziliky v Křešově, manufaktury v Boleslavci a do starodávného města Slezské Lubáně, významného člena Spolku šesti měst, ve kterém se cesty Poláků, Němců a Čechů křížily už před staletími. Tato setkání utvářela v dějinách Evropy neopakovatelnou atmosféru, kterou cítíme dodnes.

Cílem semináře bylo upevňování regionální identity, která i když různorodá, s sebou nese společné rysy. Účast na semináři zástupců různých kruhů a prostředí lze srovnat s kvasem, základem, na kterém vzniká nová kvalita mezilidských vztahů. Historické povědomí je zde hnací silou pro měnící se vzájemné vnímání Poláků, Němců a Čechů, kde každá skupina má svůj přínos do kulturního bohatství Slezska. Takové společenské iniciativy vyvěrající zdola mají svůj význam, protože dorozumění mezi národy, regiony a konfesemi je závislé na individuální percepci zde žijících lidí. Doufáme, že se seminář „Slezsko bez hranic” stane takovou malou cihličkou v budování regionální identity.

 

Ve dnech 16. – 21. března 2018 v Hotelu Sudetia čili Sudetském centru zdraví a Domu tvůrčí práce v lázních Świeradów-Zdrój proběhl seminář „Slezsko bez hranic” – setkání pro každého, kdo má zájem o dějiny Polska a Evropy. Pozvání hlavní organizátorky semináře paní Beaty Gardawské přijali četní hosté, mezi nimi profesoři jazykovědy z Katovic, Opole, Hamburka, starostové Lubáni Arkadiusz Słowiński a Nového Města pod Smrkem v Čechách Pavel Smutný, vrchní rada Konzistoře Evangelické církve Berlína a Branibor Margrit Kempgenová a individuální hosté z Polska, Německa a Česka i obyvatelé Świeradowa-Zdróje. V konferenčním sále Hotelu Sudetia více než 50 lidí poslouchalo příspěvky a diskutovalo o tématech spojených s malou slezskou vlastí a významem dialektů a nářečí pro zachování kulturní identity. Jménem Hotelu Sudetia seminář řídil a zároveň plnil úlohu tlumočníka pan Arkadiusz Lisowski.

V programu, rozděleném do tří tematických bloků, se nacházely přednášky známých osobností z oblasti vědy a kultury, prezentace a diskuse.

Tématické bloky byly věnovány:

  • slezským dialektům a nářečím na slezském území, od Lužice až po Těšínsko, a jejich úloze v utváření národní a kulturní identity;

  • vzájemnému vnímání mládeže ze tří pohraničních regionů Slezska (Görlitz/Zgorzelec, Świeradów-Zdrój/Nové Město pod Smrkem, Cieszyn/Český Těšín) na základě výsledků 700 anket.

  • tradici sklářství v Sudetech.

O dialektech a nářečích Dolního Slezska v první přednášce hovořil pan profesor Friedrich Wilhelm Preuss z Archivu slezských nářečí a dialektů v Sparrieshoop v Německu. V nesmírně bohaté na informace přednášce prof. Preuss prezentoval jazykovou oblast Dolního Slezska před 2. světovou válkou a příklady a zvláštnosti jednotlivých dialektů. Paní profesorka Jolanta Tambor ze Slezské univerzity v Katowicích potom přednesla příspěvek o dialektech a nářečích Horního Slezska. Obě přednášky byly úvodem k dalšímu rozjímání o tom, čím je řeč v souvislosti se zachováním kulturní identity. Příkladem životaschopnosti nářečí byla přednáška o publikacích vydávaných v těšínském nářečí, od pana doktora Józefa Szymeczka z Českého Těšína, dlouholetého předsedy Kongresu Poláků v Čechách. Poslední přednášku prvního dne semináře o nářečích Těšínského Slezska, přednesla jménem vynikajícího badatele kultury na území Záolší v české části Těšínska – profesora Ostravské univerzity pana Daniela Kadłubce, ředitelka Městské knihovny ve Wisle dr. Renata Czyżová.

Druhý den semináře začal návštěvou v Muzeu Gerharta Hauptmanna v Jagniątkowu (Agnetendorf), nositele Nobelovy ceny, který ve své tvorbě používal jeden z dialektů Dolního Slezska z okolí Wałbrzycha. Účastníky semináře v Hauptmanově vile doprovázel velmi zasvěcený místní průvodce. Po návratu se jako první ujal slova profesor Bogusław Wyderka z Opolské univerzity, který hovořil o pokusech kodifikace slezštiny a zamyslel se nad funkci kodifikace v udržení dědictví toho jazyka. O sociolingvistických aspektech slezských dialektů pak hovořil profesor Jan Patrick Zeller z univerzity v Hamburku. V tom samém kontextu byly příkladem živého využití nářečí a jazyků menšin i dvě poslední přednášky druhého dne semináře. Profesor Jan Puczek z Cisownicy z Těšínského Slezska hovořil o vztahu těšínského nářečí a polštiny a Lužičanka, farářka Jadwiga Mahlingová z evangelické obce ve Slepo v Horní Lužici, zase seznámila posluchače s dějinami a dnešním dosahem hornolužičtiny.

Další den poskytl účastníkům semináře možnost poslechnout si příklady původních dialektů a vyprávění o minulosti, současnosti a budoucnosti slezských dialektů a nářečí v provedení pánů Wolfganga Moschka z Sundern-Langscheid, Helmuta Lietsche z Frohburgu u Lipska, Edgara Krause z dolnolužické Chotěbuze (Cottbus), nebo dr. Józefa Szymeczka z Těšínského Záolší a prof. Jana Puczka z Cisownicy.

Dalším tematickým blokem bylo vzájemné vnímání mládeže nad hranicemi Slezska ve třech různých regionech. Autorem a hlavním předkladatelem toho tématu byl Arkadiusz Lisowski. Úvod k výsledkům bádání, provedených v Cieszynie, ve Wisle a v Českém Těšíně, přednesl farář evangelické obce ve Wisle Waldemar Szajthauer, který soustředil svou pozornost na vzájemné stereotypy obyvatel pohraničních míst. Předběžné výsledky výzkumů poskytly odpověď na otázky o tom, čím jsou hranice v představách obyvatel pohraničních regionů a ukázaly na vztah mladých lidí k životu v sousedství jiných národností. Odpovědi se týkaly vybraných aspektů mentality mladých lidí a jejich způsobu života. Cílem výzkumu bylo nejen získání odpovědi na otázku, čím jsou státní hranice ve vědomí obyvatel, ale také získání dodatečných informací pro takové činnosti jaké jsou územní plánování, zajištění dopravní infrastruktury, utváření médií a informačních kanálů, možnosti interakce v kulturním a hospodářském prostoru, a v závěrečném efektu – generování inovačních impulsů.

Aspekty vnímání práce a úlohy jednotlivce ve fungování hospodářství na základě výsledků empirického studia předvedl pan profesor Juliusz Gardawski z Hlavní obchodní vysoké školy ve Varšavě (Szkoła Główna Handlowa). Zajímavé, občas překvapivé výsledky studia se staly základem pro závěrečnou diskuzi, které předcházela prezentace tematické výstavy „Církev je mým domovem – neuvěřitelné” – o vzájemném vnímání žáků, Poláků a Němců, evangelíků a katolíků, o čemž mluvila vrchní rada Konzistoře Margrit Kempgenová.

S tradicemi sklářství v Sudetech posluchače velmi zajímavě seznámila paní profesorka Akademie výtvarných umění v Krakově, Marita Benke-Gajdová. Další den byla přednáška doplněná návštěvou ve dvou sklárnách v Čechách: ve sklárně v Harrachově a ve sklárně Bořka Šípka, architekta a světoznámého designéra, který mimo jiné projektoval vybavení rezidence Václava Havla na Hradčanech.

Cílem semináře bylo upevňování regionální identity, která ačkoli rozmanitá, má společné rysy. Historické vědomí je hnací sílou pro měnící se vzájemné vnímání Poláků, Němců a Čechů, při čemž každá skupina má svůj přínos do kulturního bohatství Slezska.

Doufáme, že se seminář „Slezsko bez hranic” stane takovou malou cihličkou v budování kulturní identity.

Galeria i notatki prasowe

Auf Schlesisch mit Sudetia

Vom 18. bis 19. März 2017 veranstaltete das Hotel Sudetia, das hauseigene Sudetia-Gesundheitszentrum sowie das Haus der Schöpferischen Arbeit ein Seminar mit dem Titel „Unbegrenztes Schlesien” – eine Tagung für jeden, der sich für die Geschichte Polens und Europas interessiert. Der Einladung der Veranstalter folgten unter anderem der Bischof Senior der Diözese Breslau der Evangelischen Kirche Augsburgischen Bekentnisses in Polen, Herr Ryszard Bogusz, Pfarrer aus Niederschlesien, dem Teschener Schlesien, u.a. Pfarrer Cezary Królewicz aus Lauban sowie Pfarrer Waldemar Szajthauer aus Weichsel, Pfarrer Zbigniew Obracaj – Bischofssekretär aus Breslau, Direktor des Verlages Augustana Pfarrer Jerzy Below, der Landrat des Landkreises Lauban Herr Walery Czarnecki, Frau Oberkonsistorialrätin Margrit Kempgen aus Görlitz, zahlreiche Gäste aus Dresden, Lauban, Zgorzelec, Görlitz, Kreis Teschen, Bielitz-Biala, Warschau, Krakau und Bad Flinsberg. Im, bis zum Rand gefüllten Konferenzraum des Hotels Sudetia, über 70 Gäste hörten die Vorträge, sahen sich Präsentationen an sowie beteiligten sich an Diskussionen rund um die kleine Heimat sowie das Jubiläum 500 Jahre der Reformation. Beide Themenbereiche verbindet miteinander der historische Kontext sowie der gegenwärtige Bezug auf die Aktivitäten der lokalen Verwaltungen und Institutionen. Im Auftrag des Hotels Sudetia moderierte das Seminar Arkadiusz Lisowski.

Schlesien – eine geographische Region, ein Kulturgebiet, die kleine Heimat, eine Region, Nieder, Ober, Oppelner, Teschener, Troppauer, Oberlausitzer Schlesien – in Europa gibt es nur wenige Regionen mit einer so vielfältigen kulturellen, konfessionellen, ethnischen, sprachlichen, politischen und wirtschaftlichen Geschichte. Es ist eine Region, die mit ihrer Vielfalt fasziniert.
Die Offenheit, die Toleranz sowie die gegenseitige Akzeptanz von Menschen unterschiedlicher Herkunft, Sprache, Konfession, sowie beruflicher Situation, machen es möglich, dass Schlesien für so viele Menschen eine kleine Heimat geworden ist und es die Botschaft der grenzüberschreitenden Identität verkörpert , welche auf der Vielfalt basiert.
Während des Seminars werden Sie Gelegenheit haben, die verschiedenen Gesichter von Schlesien zu entdecken. Für Schlesier, sowohl Polen, die heute in Bad Flinsberg zu Hause sind, und ihre Familien überwiegend aus den ehemaligen polnischen Ostgebieten vertrieben worden sind, als auch für Deutsche, die zur Zeit in der BRD zerstreut leben, war das Seminar eine Gelegenheit, um die Elemente eigener Identität zu entdecken, und für die Nicht-Schlesier wird es eine Plattform sein, mit dem Ziel, einer Region zu begegnen, die durch ihre Kultur, Mentalität, Geschichte und Gegenwart immer auf’s Neue überrascht.

 

Das Programm beinhaltete Vorträge von prominenten Persönlichkeiten aus der Wissenschaft und Kultur, Präsentationen, einen Auftritt der Lemken-Volksgruppe, eine Ausstellung basierend auf einem Jugendprojekt, welche die gegenseitige Wahrnehmung der Polen und der Deutschen sowie die Geschichte der Evangelischen Kirche in Niederschlesien präsentiert, eine Präsentation des kulturellen Erbes der Bunzlauer Keramikmanufaktur, Exkursionen zur Friedenskirche in Schweidnitz sowie zur Klosterkirche Grüssau, zur Bunzlauer Keramikmanufaktur sowie nach Lauban – zu einer Stadt, wo die Wege der Polen, Deutschen und Tschechen, wie es sich für ein prominentes Mitglied des Sechsstädtebundes gehört, seit Jahrhunderten kreuzen und ein einmaliges Klima schaffen, welches bis heute anhält.

Das Ziel des Seminars war es, die regionale Identität zu stärken, die so vielfältig ist, und jedoch gemeinsame Merkmale aufweist. Die Teilnahme am Seminar so vieler Vertreter unterschiedlicher Strömungen kann mit einem Sauerteig verglichen werden, bzw. einem Fundament, auf dem die neue Qualität der Beziehungen baut. Historisches Bewusstsein spielte hier die Rolle der treibenden Kraft zur Veränderung der gegenseitigen Wahrnehmungen nicht nur zwischen den Schlesiern aus verschiedenen Regionen, sondern auch zwischen den Polen, Deutschen und Tschechen, wobei jede Gruppe zum kulturellen Reichtum Schlesiens beiträgt.

Po śląsku w Sudetii

W dniach 18-19 marca 2017 Hotel Sudetia, czyli Sudeckie Centrum Prozdrowotne oraz Dom Pracy Twórczej w Świeradowie-Zdroju organizowały seminarium pod tytułem „Śląsk bez granic” – spodkanie dla każdego, kto interesuje się historią Polski i Europy. Na zaproszenie organizatorów odpowiedzieli między innymi ksiądz Biskup Senior Diecezji Wrocławskiej Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego (Luterańskiego) w Polsce Ryszard Bogusz, księża pastorzy z Dolnego Śląska, Śląska Cieszyńskiego, w tym proboszcz parafii w Lubaniu, ks. Cezary Królewicz i proboszcz parafii w Wiśle, ks. Waldemar Szajthauer, ks. Obracaj z Wrocławia, dyrektor wydawnictwa Augustana  ks. Jerzy Below, Pan Starosta Powiatu Lubańskiego Walery Czarnecki, Pani Nadradca Konsystorza z Görlitz Margrit Kempgen, licznie przybyli goście indywidualni z Drezna, Zgorzelca, Görlitz, Lubania, okolic Cieszyna, Bielska-Białej, Warszawy i wielu innych miejscowości w Polsce i w Niemczech oraz mieszkańcy Świeradowa-Zdroju. W wypełnionej po brzegi sali konferencyjnej Hotelu Sudetia ponad 70 osób słuchało i dyskutowało na tematy związane z małą ojczyzną śląską oraz 500-leciem Reformacji. Oba tematy wiążą się ze sobą nie tylko w kontekście historycznym, ale również w obliczu współczesnej działalności instytucji i organizacji samorządowych oraz pozarządowych. W imieniu Hotelu Sudetia seminarium poprowadził Arkadiusz Lisowski.

Śląsk – kraina geograficzna, obszar kulturowy, mała ojczyzna, region, Dolny, Górny, Opolski, Cieszyński, Górnołużycki, Opawski – w Europie mało jest regionów o tak bogatej historii kulturowej, konfesyjnej, etnicznej, językowej, politycznej oraz gospodarczej. Regionów, które fascynują swoim bogactwem i różnorodnością.

Otwartość, tolerancja i wzajemna akceptacja ludzi różnego pochodzenia, języka, konfesji, sytuacji zawodowej sprawiają, że Śląsk jest małą ojczyzną dla tak wielu ludzi i uosabia przesłanie ponad granicznej tożsamości bazującej na różnorodności.

W czasie konferencji uczestnicy mieli możliwość poznania różnych twarzy Śląska. Dla Ślązaków, zarówno Polków – gospodarzy Świeradowa, których rodziny były w większości wypędzone z dawnych terenów wschodniej Polski, jak Niemców, żyjących obecnie w Republice Federalnej Niemiec, była to okazja do odkrycia elementów własnej tożsamości, a dla Nie-Ślązaków była to możliwość spotkania z regionem, który porywa swoją kulturą, mentalnością i zaskakuje historią oraz teraźniejszością.

W programie były między innymi wykłady znanych osobistości nauki i kultury dla każdego, prezentacje, występ zespołu grupy etnicznej łemkowskiej, która obecnie zamieszkuje również na Śląsku, wystawa na bazie projektu młodzieżowego prezentująca wzajemne postrzeganie Polaków i Niemców oraz historię Kościoła Ewangelickiego na Dolnym Śląsku, świeradowska premiera dwujęzycznej sztuki teatralnej pod tytułem „Luter nigdy nie był na Śląsku”, prezentacja dziedzictwa ceramiki bolesławieckiej, wycieczki poznawcze do Kościoła Pokoju w Świdnicy, Bazyliki w Krzeszowie,  Manufaktury Bolesławieckiej i Lubania Śląskiego – prastarego miasta, w którym drogi Polaków, Niemców i Czechów, jak przystało na znaczącego uczestnika Związku Sześciu Miast, krzyżowały się już przed wiekami i spotkania te tworzyły niepowtarzalny klimat w historii Europy, który trwa po współczesność.

Celem seminarium było umacnianie tożsamości regionalnej, która tak różnorodna, ma jednak wspólne cechy. Uczestnictwo w seminarium wielu przedstawicieli różnych środowisk można porównać do zaczynu, fundamentu, na którym powstaje nowa jakość stosunków międzyludzkich. Świadomość historyczna jest tutaj kołem napędowym dla zmieniającego się wzajemnego postrzegania Polaków, Niemców i Czechów, z których każda grupa ma wkład do bogactwa kulturowego Śląska.

Takie inicjatywy oddolne są ważne, gdyż porozumienie pomiędzy narodami, regionami oraz konfesjami zależy od indywidualnej percepcji żyjących tutaj ludzi. Mamy nadzieję, że seminarium „Śląsk bez granic” będzie taką małą cegiełką w budowie tożsamości regionalnej.

Po slezsku v Sudetii

Ve dnech 18. a 19. března 2017 Hotel Sudetia, Sudetské centrum zdraví a Dům tvůrčí práce v lázních Świeradów-Zdrój pořádaly seminář „Slezsko bez hranic”- setkání pro všechny, kteří mají zájem o dějiny Polska a Evropy. Pozvání organizátorů přijal mimo jiné například biskup senior vratislavské diecéze Evangelické augsburské (luterské) církve v Polsku Ryszard Bogusz, evangeličtí faráři z Dolního Slezska a Těšínska, mezi nimi farář obce v Lubáni Cezary Królewicz a farář obce ve Wisle Waldemar Szajthauer, farář Zbigniew Obracaj z Katowic, ředitel nakladatelství Augustana – farář Jerzy Below, starosta lubánského okresu Walery Czarnecki, vrchní radní církve v Görlitz – paní Margrit Kempgen, četní individuální hosté z Dražďan, Zgorzelce, Görlitz, Lubáně, z okolí Těšína, z Bielska-Bialé, Varšavy a dalších míst v Polsku a Německu i obyvatelé Świeradowa-Zdroje. V zaplněném konferenčním sále vyslechlo vystoupení a diskuze o tématech spojených s malou slezskou vlastí a 500. výročím reformace více než 70 hostů. Obě témata se spojují nejen v historickém kontextu, ale také v souvislosti se stávající činností samosprávních a nevládních institucí a organizací. Jménem Hotelu Sudetia seminář řídil Arkadiusz Lisowski.

Slezsko – zeměpisná krajina, kulturní oblast, malá vlast, region, Dolní, Horní, Opolské, Těšínské, Hornolužické, Opavské – v Evropě je málo regionů s tak bohatou kulturní, náboženskou, etnickou, jazykovou, politickou a hospodářskou historií, regionů, které fascinují svým bohatstvím a rozmanitostí. Otevřenost, tolerance a vzájemná akceptace lidí s odlišným původem, jazykem, náboženstvím i povoláním způsobuje, že Slezsko je pro tolik lidí jejich malou vlastí a že ztvárňuje poselství přeshraniční identity, založené na rozmanitosti. Během konference měli účastníci možnost poznat různé tváře Slezska. Pro Slezany a to jak Poláky, obyvatele Świeradowa, jejichž rodiny byly většinou vyhnány z bývalého území východního Polska, tak i pro Němce, žijící nyní v Německé spolkové republice, to byla příležitost odhalit prvky své identity a pro ostatní zase možnost potkat se s regionem, který oslňuje svou kulturou, mentalitou a překvapuje historií i současností.

V programu byly také přednášky známých představitelů vědy a kultury, různé prezentace, vystoupení souboru etnické rusínské skupiny Łemků, kteří nyní bydlí také ve Slezsku, výstava na bázi mládežnického projektu o vzájemném vnímání Poláků a Němců, historie evangelické církve na Dolním Slezsku, świeradowská premiéra dvoujazyčné divadelní hry „Luther nebyl na Slezsku” a prezentace dědictví boleslavské keramiky (Bunzlau). Nechyběly také zájezdy do Kostela míru ve Svídnici, baziliky v Křešově, manufaktury v Boleslavci a do starodávného města Slezské Lubáně, významného člena Spolku šesti měst, ve kterém se cesty Poláků, Němců a Čechů křížily už před staletími. Tato setkání utvářela v dějinách Evropy neopakovatelnou atmosféru, kterou cítíme dodnes.

Cílem semináře bylo upevňování regionální identity, která i když různorodá, s sebou nese společné rysy. Účast na semináři zástupců různých kruhů a prostředí lze srovnat s kvasem, základem, na kterém vzniká nová kvalita mezilidských vztahů. Historické povědomí je zde hnací silou pro měnící se vzájemné vnímání Poláků, Němců a Čechů, kde každá skupina má svůj přínos do kulturního bohatství Slezska. Takové společenské iniciativy vyvěrající zdola mají svůj význam, protože dorozumění mezi národy, regiony a konfesemi je závislé na individuální percepci zde žijících lidí. Doufáme, že se seminář „Slezsko bez hranic” stane takovou malou cihličkou v budování regionální identity.

Deutsche Minderheit

Emilia Strzałek
Das Miteinanderteilen des Raumes, der Kultur und der Sprache:
Polen, Schlesier und Deutsche in Oppelner Schlesien

1. Offiziell über die Deutsche Minderheit in Polen (aus: www.wikipedia.de)
Die Deutsche Minderheit in Polen ist eine seit 1991 anerkannte nationale Minderheit in Polen, deren Rechte durch die Verfassung der Republik Polen garantiert sind. Das Siedlungsgebiet dieser Deutschen liegt überwiegend in Oberschlesien zwischen den Städten Opole (deutsch Oppeln, schlesisch Uppeln) und Katowice (deutsch Kattowitz, schlesisch Katowicy). Dort stellen sie in mehreren Gemeinden 20 bis 50 Prozent der Bevölkerung, das Zentrum mit den meisten Angehörigen der Minderheit liegt in der Woiwodschaft Opole. Die
deutsche Sprache ist dort und in der Woiwodschaft Schlesien verbreitet, allerdings ist nirgendwo in Polen Deutsch eine Sprache der Alltagskommunikation. Die überwiegende Haus- oder Familiensprache (Umgangssprache) der deutschen Minderheit in Oberschlesien ist die schlesische Sprache.

Die deutsche Minderheit tritt mit einem Wahlkomitee bei Wahlen an und ist in der Politik und in den Verwaltungen vertreten. In den Gemeinden mit mindestens 20 Prozent deutscher Bevölkerung ist Deutsch zweite Amtssprache und die Ortsnamen werden in Deutsch angegeben.

2. Meine Erfahrungen.
Ich fühle mich nicht kompetent, hier einen Vortrag über die Geschichte und
Gegenwart der Deutschen Minderheit zu halten. Was ich Ihnen erzählen kann, sind meine persönlichen Erlebnisse – als Mitglied der DM. Andererseits hilft mir die räumliche sowie zeitliche Distanz, gewisse Prozesse in Ruhe zu beobachten und einzuschätzen… Hier einige Einblicke in meine Sichtweise der Entwicklung der DM in Oppelner Schlesien. Genauer gesagt, in meinem Heimatort Stubendorf/Izbicko.

Als das Jahr, wo in meinem Bewusstsein die DM tatsächlich anwesend wurde, müsste ich 1990 nennen. Zum ersten mal verbrachte ich damals die Winterferien bei meiner Oma in Stubendorf/Izbicko. Einmal die Woche lud der dortige Pfarrer seine Gemeindemitglieder in den Saal ein, in dem bis dahin der Religionsunterricht stattfand und strahlte auf einem großen
Fernsehapparat den Film „Sissi“ aus. Meine Oma erzählte mir, dass es beim Pfarrer jede Woche einen anderen Film gibt, immer auf Deutsch. Die meisten Zuschauer waren im Alter meiner Oma, doch viele von ihnen brachten tatsächlich ihre Enkel mit.

Es war das Jahr 1991. Herr Kotulla, den alle im Dorf als den Ortaktivisten kannten, ging von Haus zu Haus und sammelte Unterschriften. Er erklärte, dass das für die neue Ordnung wichtig ist, damit die hiesigen Deutschen wieder als solche gelten konnten. So begann es. Bald bekamen wir die Mitgliederausweise der Deutschen Minderheit in Polen.

Im selben Jahr teilte der Pfarrer an einem Sonntag mit, dass alle Kinder, die es
möchten, einmal die Woche (ich glaube, es waren die Donnerstage) in den neuen Raum an der Pfarrei eingeladen werden, um dort deutsche Lieder und Gedichte zu lernen. Natürlich verordnete meine Oma, ich soll hin. Schnell stellte ich fest, dass offensichtlich alle Omas im Dorf dasselbe verordnet hatten. So wurden die „Treffen im Begegnungsraum“ donnerstags neben den Kindergottesdiensten (Schulmessen) an den Mittwochen, zum selbstverständlichen Punkt im Wochenplan der meisten Dorfkinder. Wir bekamen kleine, gelbe Bücher, auf denen „Kinderlieder“ stand. „Alle Vögel sind schon da“, „Der Kuckuck und der Esel“, „Ein Männlein steht im Walde“ – waren nur einige der vielen Lieder, die wir jede Woche sangen.

Dann gab’s die Auftritte. Wir bekamen extra Kleidung dafür: Zuerst rote Kragen und bunte Röcke, dann „richtige“ Trachten: rote, lange Kleider und bunte Schürzen. Auftritte gab es zu jeder Gelegenheit: Oma- und Opatag, Muttertag, Nikolaus, Besuche wichtiger Menschen, Festivitäten in den Nachbardörfern.

Immer bekamen wir was Süßes oder ein kleines Geschenk für unsere Mühen. Im Nachhinein muss ich sagen, dass ich doch froh bin, all diese Lieder und Gedichte mal gelernt zu haben (für die Auftritte mussten wir alle Strophen auswendig kennen…). Als ich angefangen habe, in der Görlitzer Grundschule zu arbeiten, waren besonders Kinderlieder sowie Weihnachtslieder gefragt.

Immer wieder wurden wir zu kleinen Ausflügen eingeladen. Ich erinnere mich
besonders an den Ausflug in das Eulengebirge. Zwar wurde weder unterwegs noch vor Ort irgendetwas von der deutschen Kultur oder der deutschen Sprache erwähnt, doch betont wurde mehrmals, dass dies von der Deutschen Minderheit organisiert wurde. Unser Dorfpfarrer, genau wie die Pfarrer der Nachbargemeinden, kam der Entwicklung entgegen: Schnell gab es auch bei uns im Dorf jede zweite Woche einen Gottesdienst (Hl. Messe) auf Deutsch. Im Oktober wurde jeden Donnerstag die Rosenkranz-Andacht auf Deutsch durchgeführt und im Mai die Maria-Andachten, ebenfalls donnerstags. Überdies lud der Pfarrer alle Interessierten zum Deutschkurs ein, den er selber durchführte. Meine Mutter nahm gerne teil daran, sie sah dort vor allem eine sehr gute Möglichkeit, neue Menschen kennen zu lernen.

Seit Jahren gibt es am 3. Samstag im September eine besondere Pilgerfahrt: Pilgerfahrt der Nationen nach Zlate Hory (Tschechien). Dort treffen sich Gläubige aus Deutschland, Polen und Tschechien und feiern eine dreisprachige Hl. Messe sowie eine dreisprachige Andacht. Man trifft sowohl die Aktivisten verschiedener Organisationen (nicht nur der Deutschen Minderheit), als auch Verwandte und Freunde aus etwas weiter entfernten Pfarrgemeinden (z.B. auch der Woiwodschaft Schlesien).

Was für mich besonders wichtig war und immer noch ist, ist die Tatsache, dass wir an der Schule Deutsch lernen konnten. Für mich galt es ab der 4. Klasse, ansonsten hat man damit schon in Kindergärten angefangen. Das beste an der Sache war aber, dass unsere Deutschlehrer aus Deutschland „importiert wurden“. So unterrichtete uns zuerst Frau Boysen, die zwar zuerst kein Wort Polnisch verstand, aber eine hervorragende Rangehensweise zu uns, Kindern, hatte und uns so auf ihre ganz natürliche Art vieles von der Sprache beibrachte.
Dann gab es noch den Herrn Benz, der ebenfalls aus Deutschland kam und noch langsamer Polnisch lernte, was wieder für und durchaus von Vorteil war.

Eine wichtige Rolle spielte für die Minderheit auch unsere Gräfin. So nannten wir sie: Gräfin Margrit v. Strachwitz wurde 1925 in Stubedorf/Izbicko geboren. Wie viele anderen, musste sie 1944 flüchten und durfte in den 1990er Jahren wieder in die Heimat. Sie kam mehrmals im Jahr zu uns, immer wohnte sie in der Pfarrei. Mit dem Fahrrad besuchte sie zuerst diejenigen in der Gegend, die sie noch von ihrer Zeit im Dorf kannte. Ansonsten nahm sie an den wichtigsten Festivitäten der Gegend teil (700 Jahre von Stubendorf/Izbicko, Eröffnung/Einsegnung des Schlosses Groß Stein/Kamień Śląski…) und kam immer mehr mit den „einfachen“ Dorfbewohnern in Kontakt. So besorgte sie den Älteren Medikamente in Deutschland, den Studierenden die notwendigen Lektüre und den Schulbibliotheken – schöne, bunte Atlanten und Geschichtenbücher, so dass die Schülerinnen und Schüler nebenbei auch
vieles von der deutschen Sprache lernen konnten. Heute ist die Gräfin 92 und kommt nicht mehr zu uns. Immer wieder ruft sie aber an und fragt jedes mal, was sie noch für die Dorfbewohner machen kann.

Anfang der 90er Jahre stand in Oppeln/Opole beim Vizekonsulat jeden Morgen eine lange Schlange. Viele wollten ihre Deutsche Staatsangehörigkeit bewiesen und schriftlich bestätigt haben. Damals machten es Ältere aus Überzeugung und jüngere, um in Deutschland arbeiten zu dürfen. Laut Angaben des Vizekonsulats, wurden in den 90er Jahren gerade dort weltweit die meisten Anträge auf Anerkennung der Deutschen Staatsbürgerschaft gestellt und auch die meisten deutschen Pässe außerhalb Deutschlands ausgestellt. Heute sieht der Alltag der Deutschen Minderheit etwas anders aus.

Kinder können schon im Kindergarten intensiv Deutsch lernen (4 Wochenstunden). In den Schulen, die in den Minderheitengebieten stehen (mind. 20% der Bevölkerung sind Deutsche), wird zwar Englisch als Fremdsprache unterrichtet, doch auch Deutsch im Umfang von 3-6 Wochenstunden. Außerdem gibt es in jeder Bildungsetappe einen jährlichen Kurs der Geschichte und Kultur Deutschlands.

Überdies nutzen viele Ortsgruppen die Angebote des Deutsch-Polnischen Jugendwerks und anderer Organisationen: Nacht der Märchen, Ferienreisen, Jugendbegegnungen… Auch werden Fußballschulen für Kinder gegründet, bei denen Deutsch die Kommunikationssprache ist und, die sehr beliebt sind bei Schulkindern.

Es sind mehrere Schulen entstanden, die von den einzelnen Vereinen der Deutschen Minderheit verwaltet werden, z.B. in Raschau/Raszowa oder Goslawitz/Gosławice. Kommunen/Gemeindeämter (Urzędy Gminy), in denen deutschstämmige Bevölkerung lebt, sind dazu verpflichtet, mindestens eine Person anzustellen, die imstande ist, Interessenten auf Deutsch zu bedienen. Auch die Beschilderung dieser Ämter muss zweisprachig sein.

Nach wie vor gibt es viele Ortschaften mit zweisprachigen Ortsschildern. Anfangs führte das zu zahlreichen Irritationen, denn diejenigen, die noch in ihrer Kindheit ihre Nachbardörfer auf Deutsch genannt hatten, erinnern sich an die Namen der Nazi-Zeit, die heute nicht mehr verwendet werden. So wollten z.B. die Bewohner von Kroschnitz/Krośnica ihr Dorf wieder „Auendorf“ nennen können, was aber nicht so auffallen würde, wie der Name „Hitlersee“ von Turawa. Leider werden diese zweisprachigen Schilder häufig beschädigt,
bemalt oder zugeklebt. Rechtsradikale Bewegungen, die offensichtlich nicht wissen, dass in ganz Europa auf Grenz- oder Minderheitengebieten zweisprachige Ortsschilder stehen (z.B. Deutsch-Sorbisch in der Lausitz), sehen darin eine Gefahr und versuchen, die deutschen Namen zu vernichten. Regelmäßig werden dann von den Straßenverwaltern Wasch-Aktionen
organisiert. Manche lokalen Politiker machen dies aus Eigeninitiative im Wahlkampf.

Es wurden viele Gemeindepartnerschaften geschlossen. Solche Partnerschaften
werden von der EU sehr unterstützt. Gemeinde Stubendorf/Izbicko hat insgesamt vier Partnergemeinden, davon zwei in Deutschland. Diese sind die Lebhaftesten aller Vier. Es werden regelmäßige Besuche absolviert. Nicht nur Beamte, sondern auch Lehrer, Feuerwehrleute, Jugendliche und Fußballer der Partnergemeinden treffen sich immer wieder und tauschen Erfahrungen aus.

Jede Ortsgruppe trifft sich mindestens einmal im Jahr zur Mitgliederversammlung. Vor 25 Jahren kamen in Stubendorf/Izbicko so viele zusammen, dass sie nur schwer in den Begegnungssaal rein passten. Heute hat unsere Ortsgruppe etwas weniger als die Hälfte der Mitgliederzahl von damals. Ältere sterben aus, Jugendliche haben nicht mehr das Bedürfnis, beizutreten. Einerseits brauchen sie den deutschen Pass nicht mehr, um in Deutschland
arbeiten zu dürfen, andererseits, auch wenn sie den Pass haben, fühlen sie sich nicht verpflichtet, der Ortsgruppe beizutreten und sich aktiv zu beteiligen. Man merkt auch bei den Volkszählungen, dass sich die „erste Generation“, also diejenigen, die sich tatsächlich an die „Deutsche Zeit“ erinnern können, als Deutsche eintragen lassen. Bei der zweiten Generation, also bei ihren in den 50er-60er Jahren geborenen Kindern, ist es unterschiedlich, wahrscheinlich durch die von ihnen erlebte Sozialisation in der Volksrepublik Polen. Manche
bezeichnen sich zwar noch als Deutsche, doch viele tragen „Schlesier“ en. Die dritte Generation, also die in den 70er-90er Jahren Geborenen, verstehen sich aus dem selben Grund nur noch selten als Deutsche, obwohl ihnen die Geschichten ihrer Familien bewusst sind.Viele schreiben „Schlesier“ ein, einige auch schon „Polen“.

Nach wie vor gibt es deutsche Messen und Gottesdienste, doch in etwas weniger
Pfarrgemeinden als damals, vor 25 Jahren. Auch die jährliche Pilgerfahrt nach Zlote Hory gibt es immer noch.

Dafür entwickelten junge Menschen das schlesische Modell der zweisprachigen
Erziehung: Viele junge Eltern sprechen mit ihren Kindern konsequent Deutsch, obwohl sie ja geographisch gesehen etwa 300km von Deutschland entfernt sind. Diejenigen, die die Möglichkeit haben, schicken ihren Nachwuchs auf Minderheitenschulen in der Nähe, damit die Sprache noch lebendiger für die Kinder wird.

Vor paar Monaten wurde ich nach Groß Stein/Kamień Śłąski eingeladen, wo mehrere Organisationen der Deutschen Minderheit ein Seminar organisiert hatten. Es ging dabei um die Chancen der Entwicklung einzelner Ortsgruppen, sowie um die Probleme, die man im Alltag trifft. Dort erfuhr ich, dass die Ortsgruppen aus der Wojewodschaft Schlesien etwas andere Schwerpunkte legen. Dort sind explizit die Sprachkurse ein Faktor, warum junge Menschen den Gruppen beitreten, denn für die Mitglieder ist die Teilnahme kostengünstiger.
Die Teilnehmer des Seminars aus Schlesien erzählten, sie spürten keine deutsche Identität. Sie kennen ihre Vergangenheit, lernen aber Deutsch wie eine Fremdsprache.

Identität ist das Thema, das generell für die Deutsche Minderheit in der ganzen Welt aktuell ist. Auf vielen Gebieten kann sich noch kaum jemand an die Zeiten erinnern, als Deutsch die Alltagssprache war. Die Überbleibsel der Deutschen Kultur, meistens modifiziert und der des jeweiligen Landes angepasst, entfernen sich immer mehr von ihrem Ursprung.

In der Gegend um Oppeln gibt es zwar noch einige über 80jährige, die als Kinder in Deutschland lebten und sich gut an das damalige Deutschland erinnern können. Auch für Kinder und Jugendliche gibt es noch Angebote: Studenten können der BJDM (Bund der Jugend der Deutschen Minderheit) beitreten, für Kinder gibt es Samstagsschulen. Die jetzige Eltern/Großelterngeneration, also die der 50-60jährigen, sind gerade etwas verloren. Manche sprachen in ihrer Kindheit Deutsch mit ihren Eltern. Vielen blieb die Sprache aber verborgen,
da die Nachkriegseltern selber Schwierigkeiten erlebt hatten, sich in der neuen Sprachenwelt nach dem II. Weltkrieg zurechtzufinden und wollten es ihren Kindern „ersparen“. So war in vielen Familien Deutsch damals die Sprache der Geheimnisse der Eltern.

Die Situation der Deutschen Minderheit in Polen hängt selbstverständlich auch von der politischen Situation des Landes ab. Wie sich diese weiter entwickelt, kann man heute schwer vorhersehen.

Dzieląc się przestrzenią, kulturą i językiem:
Polacy, Ślązacy i Niemcy na Śląsku Opolskim

1. Oficjalnie o Mniejszości Niemieckiej w Polsce (z: www.wikipedia.de)
Mniejszość Niemiecka w Polsce jest uznaną od roku 1991 mniejszością narodową, której prawa gwarantuje Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej. Tereny, na których mieszkają ci Niemcy, leżą przeważnie na Górnym Śląsku między Opolem (po niemiecku Oppeln, po śląsku Uppeln) a Katowicami (po niemiecku Kattowitz, po śląsku Katowice). Tam w kilku gminach stanowią 20 – 50% mieszkańców, centrum, gdzie zamieszkuje większość członków mniejszości, leży w województwie opolskim. Tam i w województwie śląskim język niemiecki jest rozpowszechniony, co prawda nigdzie w Polsce niemiecki nie jest językiem codziennej komunikacji. Językiem domowym lub rodzinnym (potocznym) mniejszości niemieckiej na Górnym Śląsku jest język śląski.

Mniejszość Niemiecka uczestniczy w wyborach z własnym komitetem wyborczym i jest reprezentowana w polityce i administracjach. W gminach, gdzie ludność niemiecka stanowi co najmniej 20%, niemiecki jest drugim językiem urzędowym i nazwy miejscowości są podawane po niemiecku.

2. Moje doświadczenia.
Nie czuję się kompetentna do wygłaszania tutaj wykładu o historii i współczesności Mniejszości Niemieckiej. Mogę Państwu opowiedzieć tylko o swoich osobistych doświadczeniach jako członkini tej mniejszości. Z drugiej strony dystans przestrzenny i czasowy pomaga mi w spokojnym obserwowaniu i ocenianiu pewnych procesów… Tutaj kilka uwag na temat mojego punktu widzenia rozwoju MN na Śląsku Opolskim. Dokładniej mówiąc, w mojej rodzinnej wsi Izbicko/Stubendorf.
Za rok, w którym MN rzeczywiście stała się obecna w mojej świadomości,
musiałabym uznać 1990 rok. Wtedy po raz pierwszy spędzałam zimowe ferie u babci w Izbicku/Stubendorf.

Raz w tygodniu tamtejszy proboszcz zapraszał swoich parafian do sali, w
której do tego czasu odbywały się lekcje religii i na dużym telewizorze wyświetlił film „Sissi”. Babcia opowiadała mi, że u księdza co tydzień jest inny film, zawsze po niemiecku. Większość widzów była w wieku mojej babci, a wielu z nich rzeczywiście przyprowadzało ze sobą wnuki.
To był rok 1991. Pan Kotulla, którego wszyscy we wsi znali jako lokalnego aktywistę, chodził od domu do domu i zbierał podpisy. Tłumaczył, że dla nowych porządków ważne jest, by tutejszych Niemców można było znowu uważać za Niemców. Tak się zaczęło. Wkrótce dostaliśmy legitymacje członkowskie Mniejszości Niemieckiej w Polsce.
W tym samym roku ksiądz ogłosił pewnej niedzieli, że zaprasza wszystkie chętne
dzieci raz w tygodniu (zdaje mi się, że to był czwartek) do nowej sali parafialnej, aby tam uczyły się niemieckich piosenek i wierszy. Moja babcia oczywiście zarządziła, że ja też muszę. Szybko stwierdziłam, że oczywiście wszystkie babcie we wsi tak przykazały swoim wnukom. W ten sposób czwartkowe „zbiórki w sali spotkań” obok środowych mszy dla dzieci stały się naturalnym punktem tygodniowego planu większości dzieci we wsi. Dostaliśmy małe, żółte książeczki pod tytułem „Piosenki dla dzieci. „Alle Vögel sind schon da“, „Der Kuckuck und der Esel“, „Ein Männlein steht im Walde“ – to tylko niektóre z wielu piosenek, które śpiewaliśmy co tydzień.

Potem zaczęły się występy. Dostaliśmy do tego specjalne stroje: najpierw czerwone kołnierzyki i kolorowe spódniczki, potem „prawdziwe” stroje ludowe: czerwone, długie suknie i kolorowe fartuchy. Występy były przy każdej okazji: Dzień Babci i Dziadka, Dzień Matki, Mikołajki, wizyty ważnych gości, uroczystości w sąsiednich wsiach. Za nasze starania zawsze dostawaliśmy coś słodkiego albo drobny prezent. Z perspektywy czasu muszę powiedzieć, że cieszyłam się, że mogę się nauczyć tych wszystkich piosenek i wierszy (na
występy musieliśmy wszystkie zwrotki umieć na pamięć…). Kiedy zaczynałam pracę w szkole podstawowej w Görlitz, szczególnym powodzeniem cieszyły się piosenki dla dzieci i kolędy.
Co jakiś czas zapraszano nas na wycieczki. Szczególnie pamiętam wycieczkę w Góry Sowie. Co prawda ani po drodze, ani na miejscu nikt nic nie wspominał o niemieckiej kulturze ani o języku niemieckim, ale kilkakrotnie podkreślano, że zorganizowała to Mniejszość Niemiecka.
Nasz wiejski proboszcz, tak samo jak księża z sąsiednich parafii, wyszedł naprzeciw rozwojowi wydarzeń: w naszej wsi też wkrótce zaczęły się co drugi tydzień odprawiać msze po niemiecku. W październiku w kaŜdy czwartek odbywały się nabożeństwa różańcowe, a w maju, też w czwartek, maryjne po niemiecku. Poza tym ksiądz zapraszał wszystkich zainteresowanych na kurs niemieckiego, który sam prowadził. Moja mama chętnie w nim uczestniczyła, widziała w nim przede wszystkim bardzo dobrą okazję do poznania nowych
ludzi.

Od lat w trzecią sobotę września odbywa się szczególna pielgrzymka: Pielgrzymka Narodów do Zlatych Hor w Czechach. Tam spotykają się wierni z Niemiec, Polski i Czech i odprawiają Mszę Św. i nabożeństwo w trzech językach. Spotyka się zarówno aktywistów różnych organizacji (nie tylko Mniejszości Niemieckiej), jak i krewnych i przyjaciół z nieco dalszych parafii (np. także z województwa śląskiego).
Dla mnie szczególnie ważne było i nadal jest to, że mogliśmy w szkole uczyć się
niemieckiego. Mnie dotyczyło to od IV klasy, inni zaczynali juŜ w przedszkolu. A najlepszy był w tym fakt, że nasi nauczyciele niemieckiego byli „importowani” z Niemiec. Najpierw uczyła nas pani Boysen, która co prawda z początku nie rozumiała ani słowa po polsku, ale miała fantastyczne podejście do dzieci i w zupełnie naturalny sposób wiele nas nauczyła. Potem był jeszcze pan Benz, też pochodzący z Niemiec, który jeszcze wolniej uczył się polskiego, co znowu było z korzyścią dla nas.

Ważną rolę odgrywała też dla mniejszości nasza hrabina. Tak ją nazywaliśmy: hrabina Margrit von Strachwitz urodziła się w Izbicku w roku 1925. Jak wielu innych, w roku 1944 musiała uciekać i w latach 90. mogła przyjechać z powrotem w rodzinne strony. Przyjeżdżała do nas kilka razy w roku, zawsze mieszkała na plebanii. Najpierw jeździła rowerem do tych ludzi w okolicy, których znała jeszcze w czasach, gdy mieszkała w naszej wsi. Poza tym uczestniczyła w najważniejszych uroczystościach w okolicy (700 lat Izbicka, otwarcie/poświęcenie zamku w Kamieniu Śląskim…) i miała coraz więcej kontaktu ze „zwykłymi” mieszkańcami wsi. Na przykład starszym ludziom sprowadzała leki z Niemiec, studentom potrzebne lektury, a dla bibliotek szkolnych – piękne, kolorowe atlasy i książki historyczne, tak że uczniowie mogli też mimochodem uczyć się niemieckiego. Dzisiaj hrabina ma 92 lata i już do nas nie przyjeżdża. Ale co jakiś czas dzwoni i za każdym razem pyta, co jeszcze może zrobić dla mieszkańców wsi.

Na początku lat 90. w Opolu pod filią konsulatu co rano stała długa kolejka. Wiele
osób chciało udowodnić obywatelstwo niemieckie i mieć je potwierdzone na piśmie. Starsi robili to wtedy z przekonania, a młodsi po to, by móc pracować w Niemczech. Zgodnie z danymi z filii konsulatu w latach 90. właśnie tam złożono najwięcej na świecie wniosków o uznanie obywatelstwa niemieckiego i tam też wydano najwięcej niemieckich paszportów poza granicami Niemiec.

Dzisiaj codzienność Mniejszości Niemieckiej wygląda nieco inaczej.
Dzieci mogą zaczynać intensywną naukę niemieckiego już w przedszkolu (4 godziny w tygodniu). W szkołach, znajdujących się na terenach mniejszości (gdzie co najmniej 20% ludności to Niemcy), dzieci uczą się co prawda języka angielskiego jako obcego, ale i niemieckiego w wymiarze 3 – 6 godzin tygodniowo. Poza tym na każdym etapie edukacji jest roczny kurs historii i kultury Niemiec. Poza tym wiele grup lokalnych korzysta z ofert niemiecko-polskiej wymiany młodzieżowej i z ofert innych organizacji: noc bajek, wyjazdy wakacyjne, spotkania młodzieży… Zakłada się też szkoły piłkarskie dla dzieci, w których językiem komunikacji jest niemiecki, bardzo lubiane przez uczniów.
Powstało kilka szkół, zarządzanych przez poszczególne kluby Mniejszości
Niemieckiej, np. w Raszowej czy Gosławicach.
Urzędy gmin, w których żyje ludność pochodzenia niemieckiego, są zobowiązane do zatrudnienia przynajmniej jednej osoby, która jest w stanie obsługiwać interesantów po niemiecku. Napisy w tych urzędach też muszą być dwujęzyczne.

Nadal jest wiele miejscowości z dwujęzycznymi nazwami na tablicach. Początkowo prowadziło to do częstych irytacji, bo ci, którzy jeszcze w dzieciństwie używali niemieckich nazw sąsiednich wsi, przypominali sobie nazwy z czasów nazizmu, których dzisiaj już się nie używa. Tak na przykład mieszkańcy Krośnicy chcieli, by ich wieś znów nazywała się Auendorf, ale to jeszcze nie rzucałoby się tak w oczy, jak nazwa „Hitlersee” (Jezioro Turawskie). Niestety te dwujęzyczne tablice często ktoś uszkadza, zamalowuje czy zakleja. Ruchy skrajnej prawicy, które oczywiście nie wiedzą, że w całej Europie na terenach przygranicznych czy tam, gdzie mieszkają mniejszości tablice z nazwami miejscowości są dwujęzyczne (na Łużycach też), widzą w tym zagrożenie i próbują niszczyć niemieckie nazwy. Wtedy administratorzy dróg regularnie organizują akcje czyszczenia. Niektórzy lokalni politycy robią to z własnej inicjatywy w czasie kampanii wyborczych.

Zawarto wiele umów partnerstwa między gminami. UE bardzo popiera takie
partnerstwo. Gmina Izbicko ma łącznie cztery gminy partnerskie, w tym dwie w Niemczech. Są one najbardziej ożywione ze wszystkich czterech. Regularnie odwiedzają się nawzajem. Nie tylko urzędnicy, ale i nauczyciele, strażacy, młodzież i piłkarze z gmin partnerskich ciągle się spotykają i wymieniają doświadczenia. Każda grupa lokalna spotyka się przynajmniej raz w roku na zebraniu członkowskim. 25 lat temu w Izbicku zebrało się tyle osób, że ledwo się pomieścili w sali spotkań. Dzisiaj nasza grupa lokalna ma trochę mniej niż połowę ówczesnych członków. Starsi umierają, młodzież nie ma już potrzeby przyłączania się. Z jednej strony już nie potrzebują niemieckiego paszportu, aby móc pracować w Niemczech, z drugiej strony jeśli nawet mają paszport, to nie czują się zobowiązani do wstąpienia do grupy lokalnej i czynnego uczestnictwa. Także przy spisach ludności zauważa się, że „pierwsze pokolenie”, czyli ci,
którzy rzeczywiście mogą pamiętać, jak było „za Niemca”, podaje narodowość niemiecką. W drugim pokoleniu, czyli wśród ich dzieci, urodzonych w latach 50. i 60. różnie z tym jest, prawdopodobnie na skutek przeżytej przez nich socjalizacji w PRL. Co prawda niektórzy jeszcze nazywają sami siebie Niemcami, ale wielu podaje „Ślązak”. Trzecie pokolenie, czyli urodzeni w latach 70. – 90. z tego samego powodu już rzadko uważa siebie za Niemców, chociaż historia ich rodzin jest im znana. Wielu wpisuje „Ślązak”, a niektórzy nawet „Polak”.
Nadal są msze i nabożeństwa po niemiecku, ale w nieco mniejszej ilości parafii niż wtedy, 25 lat temu. Wciąż jeszcze odbywa się teŜ doroczna pielgrzymka do Zlatych Hor.

Za to młodzi ludzie rozwinęli śląski model dwujęzycznego wychowania: wielu
młodych rodziców konsekwentnie rozmawia z dziećmi po niemiecku, chociaż geograficznie mieszkają w odległości ok. 300 km od Niemiec. Ci, którzy mają taką możliwość, posyłają potomstwo do pobliskich szkół dla mniejszości, aby język stał się dla dzieci jeszcze bardziej żywy.

Parę miesięcy temu zaproszono mnie do Kamienia Śląskiego, gdzie kilka organizacji Mniejszości Niemieckiej zorganizowało seminarium. Chodziło przy tym o szanse rozwoju poszczególnych grup lokalnych i o problemy, spotykane w życiu codziennym. Tam dowiedziałam się, że grupy lokalne z województwa śląskiego kładą nacisk na nieco inne rzeczy. Tam kurs językowy jest explicite powodem wstępowania młodych ludzi do tych grup, gdyż mają na uczestnictwo w nich zniżki członkowskie. Uczestnicy seminarium ze Śląska opowiadali, że nie czują tożsamości niemieckiej. Znają swoją przeszłość, ale uczą się niemieckiego jako języka obcego. Tożsamość to temat ogólnie aktualny dla mniejszości niemieckiej na całym świecie. Na wielu terenach już mało kto pamięta czasy, gdy niemiecki był językiem codzienności. Pozostałości niemieckiej kultury, najczęściej zmodyfikowane i dopasowane do kultury danego kraju, coraz bardziej oddalają się od swojego źródła.
W okolicach Opola jest jeszcze co prawda trochę ludzi po osiemdziesiątce, którzy jako dzieci mieszkali w Niemczech i dobrze pamiętają ówczesne Niemcy. Dla dzieci i młodzieży też jeszcze są oferty: studenci mogą zapisać się do BJDM (Związek Młodzieży Mniejszości Niemieckiej), dla dzieci są szkoły sobotnie. Obecne pokolenie rodziców/dziadków, czyli 50-60-latkowie coś straciło. Niektórzy w dzieciństwie rozmawiali z rodzicami po niemiecku. Ale dla wielu ten język pozostał nieznany, gdyż powojenni rodzice sami przeżywali trudności w
odnalezieniu się po II wojnie światowej w nowym świecie językowym i chcieli tego„oszczędzić” swoim dzieciom. Wtedy w wielu rodzinach niemiecki był językiem tajemnic rodziców.

Sytuacja Mniejszości Niemieckiej w Polsce zależy oczywiście też od sytuacji
politycznej w kraju. Jak ta sytuacja się dalej rozwinie, trudno dzisiaj przewidzieć.

Wzajemne postrzeganie się uczniów

Emilia Strzałek

Auf beiden Seiten der Neiße:
Gegenseitige Wahrnehmung der Schüler
aus der Deutsch-Polnischen Grenzregion
am Beispiel von zwei Schulen der Partnerstädte: Zgorzelec und Görlitz

Po obu stronach Nysy:
Wzajemne postrzeganie się uczniów znad granicy polsko-niemieckiej
na przykładzie szkół z miast partnerskich: Zgorzelca i Görlitz

Nazywam się Emilia Strzałek. Od dziewięciu lat pracuję jako nauczycielka w szkołach ewangelickich w Görlitz. Przez pierwsze siedem lat pracowałam jako wychowawczyni w Wolnej Ewangelickiej Szkole Podstawowej Dietrich Heise w Görlitz. W 2012 zostałam kierowniczką profilu językowego i zastępczynią kierownika szkoły.

W roku 2015 założyliśmy szkołę średnią. Tam uczyłam najpierw polskiego jako języka partnerów, dzisiaj uczę też angielskiego.

Od początku do moich obowiązków należało układanie programu dni wspólnych
lekcji z partnerską szkołą ze Zgorzelca dla klas od drugiej do czwartej. Wyjaśniono mi, że te lekcje odbywają się w klasach 1 – 3 zawsze w piątki, na zmianę w Görlitz i w Zgorzelcu. Klasa czwarta (dzisiaj też piąta i szósta) miała „dzień partnerski” zawsze w środę. Zatem taki dzień spotkania odbywał się co piątek i co trzecią środę, za każdym razem dla innej klasy, czyli każda klasa miała dzień partnerski raz w miesiącu. W pierwszych latach dzieci pracowały w trzech mieszanych grupach, za każdym razem po ok. 40 minut. Były trzy bloki:
najpierw tematyka językowa, potem następowały gry dydaktyczne i zabawy ruchowe. Czasem było trudno znaleźć personel, który mógłby starannie przygotować i zrealizować wszystkie trzy bloki. W poszukiwaniu nowych rozwiązań trafiliśmy na metodę tandemu. Tak więc przydzieliliśmy każdemu uczniowi dziecko-partnera, z którym miał pracować przez cały czas do końca podstawówki. Zredukowaliśmy liczbę bloków do dwóch: blok językowy i blok
gier i zabaw. Przede wszystkim w pierwszym bloku zapowiadaliśmy pracę w tandemach. Teraz dzieci przez godzinę uczyły się od siebie nawzajem języka partnera, co okazało się znacznie bardziej konstruktywne. W ten sposób wszyscy zyskali również możliwość dokładniejszego obserwowania siebie nawzajem.

Do tej pory pracujemy metodą tandemu, zarówno w szkole podstawowej, jak i w
średniej.

Również my, jako nauczyciele, mieliśmy w przypadku pracy w tandemach inne
zadanie, niż przy innych formach lekcji. Mianowicie powstrzymywaliśmy się od wszelkiej ingerencji, dopóki nie zauważyliśmy, że dane dziecko naprawdę nas potrzebuje. Poza tym uczniowie tak się przyzwyczaili do pracy w tandemach, że lubią przebywać ze swoimi szkolnymi partnerami, a także bardzo dobrze się rozumieją. W ten sposób mogłam lepiej obserwować, jak szczegółowo przebiegają te międzyludzkie procesy.

W pierwszym rzędzie rzuciło mi się w oczy, że dzieci z równorzędnych klas są
właściwie na różnym poziomie dojrzałości. Przy tym dzieci ze Zgorzelca były nieco „starsze” od naszych. Wtedy tłumaczyłam to sobie tak, że rocznikiem naprawdę są starsze (polskie dzieci zaczynają edukację szkolną w wieku lat 7, natomiast niemieckie w wieku lat 6), ale przez krótki czas, gdy wiek był ten sam, sytuacja pozostała bez zmian. Można było zauważyć wiele różnic, głównie w ubiorze dzieci. Dzieci ze Zgorzelca znacznie wcześniej wyglądały „młodzieżowo”. Nie można przy tym zapominać, że szkołę, w której pracuję, trudno uważać za reprezentatywną dla wszystkich szkół w strefie nadgranicznej. W drodze do szkoły często widzę dzieci z innych podstawówek, idące do swoich szkół. Są one bardzo podobne do uczniów z partnerskiej szkoły ze Zgorzelca: poczynając od ubioru poprzez komórki w rękach aż do innych gadżetów, takich jak modny plecak zamiast tornistra czy rozmaite zabawki. W naszej ewangelickiej szkole komórki i zabawki elektroniczne są zakazane. Rodzice ubierają dzieci raczej praktycznie: wystarczająco ciepło w zimie i wystarczająco wygodnie w lecie, co umożliwia każdemu odpowiednią ilość ruchu na dużej przerwie.

Również układ przerw u dzieci ze szkoły partnerskiej wygląda inaczej: w Polsce
dzieci w czasie przerw (przecież istnieje dzwonek na przerwę…) zasadniczo wychodzą z klas i zabierają ze sobą drugie śniadanie na korytarz. Tam jedzą i piją, przeważnie na stojąco lub chodząc. Lubią to robić, bo przecież przez większość czasu lekcyjnego siedzą na miejscach. W naszej szkole oficjalnie są tylko dwie przerwy: przerwa na śniadanie i przerwa na wyjście na dwór. Poza tym to nauczyciele decydują, czy dzieciom jest potrzebna dodatkowa przerwa. W czasie przerwy na śniadanie uczniowie pozostają na swoich miejscach, a nauczycielka czyta im głośno, tak, że tworzy się atmosfera spokoju i odprężenia. Przed jedzeniem odmawia się modlitwę, a czasem wspólnie ją śpiewa; od czasu do czasu modlitwę przed jedzeniem odmawia się po polsku. Jeśli więc w dniu wspólnych lekcji jest czas na przerwę, dzieci z Görlitz za każdym razem od nowa przeżywają szok, gdy widzą, że ich partnerzy nie chcą siedzieć spokojnie przy jedzeniu. Wstają, idą do kolegów, chcą wychodzić z klasy…
Ponieważ czas przerwy śniadaniowej nie jest odmierzany dzwonkiem, nie jest niczym niezwykłym, że różne klasy zaczynają i kończą przerwę na śniadanie w różnym czasie, więc hałasy na korytarzu są tym bardziej niewskazane. Zatem pilnujemy, by wszystkie dzieci na śniadanie pozostały w salach (klasa plus sala grupowa), ale zauważamy, że siedzenie na miejscu nie jest przy tym oczywiste. Tak samo się dzieje, gdy jesteśmy w szkole partnerskiej i dzieci ze Zgorzelca wyjątkowo ignorują dzwonek na przerwę, są zapraszane do jedzenia w
innym czasie i na czas jedzenia zostają w sali.

Również inne zachowania dzieci na lekcjach są różne w obu szkołach partnerskich.Tutaj też ważną rolę odgrywa fakt, że nie jesteśmy „typową” szkołą. Nasi uczniowie każdy dzień zaczynają od swobodnej pracy. Praca w parach i w grupach jest częścią zwykłego szkolnego dnia. Zatem większość dzieci dobrze znosi brak spokoju w klasie i mimo to umie skupić się na swojej pracy. Dla naszych partnerów często jest to trudne. Gdy chodzą po klasie ze swoim partnerem w czasie pracy w tandemie, nie umieją ignorować przechodzących obok kolegów. Kiedy widzą, że nauczyciel nie stoi obok nich albo nie patrzy dokładnie na nich, nie widzą powodu do dalszej pracy. Wynika to ze zwykłych w ich szkole form pracy (w większości pracuje cała klasa lub każde dziecko indywidualnie).

Poza różnicami w zachowaniu przy nauce i pracy w ciągu tych lat rzuciły mi się w oczy także inne cechy. Kilka razy w roku polskie dzieci przychodzą do szkoły ubrane odświętnie („na galowo“): to Dzień Nauczyciela 14.10., Dzień Niepodległości 11.11., Dzień Kobiet 08.03., Dzień Konstytucji 03.05. i kilka innych uroczystości, czasami wewnątrzszkolnych, kiedy uczniowie muszą wyglądać inaczej niż zwykle. Oczywiście dzieciom z Wolnej Szkoły Ewangelickiej też to się rzuca w oczy. Z perspektywy nauczyciela to są wspaniałe okazje do
tego, by coś wytłumaczyć dzieciom z Görlitz na temat polskiej kultury i historii. W tych dniach można ją naprawdę przeżywać, dzieci widzą, że wszystkie te historie nie są legendami, lecz do dzisiaj odgrywają ważną rolę w Ŝyciu ludzi po tamtej stronie granicy. Ale to działa „w obu kierunkach”: gdy nasi polscy partnerzy przychodzą do naszej szkoły, często zastają nas w porannym kręgu. Wtedy polskie koleżanki opowiadają swoim uczniom, czym jest szkoła
wyznaniowa i jaką wartość ma u nas codzienna modlitwa.

Aspekt religijny często odgrywa pewną rolę również w dniach partnerskich w Zgorzelcu. Raz zdarzyło się, że mieliśmy omawiać temat jesieni i dzień wspólnych lekcji odbywał się właśnie w Zgorzelcu. Wychowawczyni postanowiła w czasie przygotowań, że „trochę” zmodyfikuje ten temat i wprowadzi aspekty krajoznawcze. Na przykład blok sportowy obracał się wokół tematu Andrzejek… Mianowicie przy każdej grze powtarzałam, że trzeba ją traktować tylko jako zabawę i że nie trzeba nic brać na serio, obojętnie, czy to będą pantofle, stawiane jeden za drugim w kierunku wyjścia, czy też serce, na którym są wypisane wszystkie imiona chłopców/dziewczynek z obu klas, przebijane z tyłu igłą, by w ten sposób trafić na określone imię partnera… A jednak następnego dnia czekało na mnie kilkoro zatroskanych rodziców, którzy uważali, że ich dzieci były zmuszane do grzechu. Nie pomogło tłumaczenie, że obchodzenie Andrzejek należy do polskiego dziedzictwa kulturalnego i było przedstawiane jako część kultury. Co prawda muszę powiedzieć, że nie można uważać sposobu myślenia tych rodziców za reprezentatywny dla rodziców wszystkich dzieci z naszej
szkoły. Akurat oni przywiązują naprawdę dużą wagę do tego, by nie przekazywać dzieciom typowo polskiego „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”. Przede wszystkim chodzi o rodziny, które mieszkały dłuższy czas w Polsce i wyjątkowo dużo z niej wyniosły. Wytłumaczyłam polskim nauczycielkom, że nigdy więcej nie wolno dokonywać takich zmian.

Gdy przygotowywałam się do tej konferencji, przeprowadziłam ankietę wśród dzieci z obu szkół partnerskich. Najpierw zapytałam dzieci, co im się najbardziej rzuca w oczy u ich partnerów. Dzieci z Görlitz odpowiadały, że ich partnerzy często chodzą po klasie przy jedzeniu, że przy pracy w tandemie nie potrafią się skupić na właściwym partnerze, lecz zawsze próbują się kontaktować z kolegami, że często przynoszą ze sobą niezdrowe jedzenie i że często chorują. Natomiast dzieci ze Zgorzelca zauważały, że ich partnerzy z Görlitz mogliby trochę pilniej pracować na wspólnych lekcjach i ogólnie trochę lepiej się
zachowywać. Rzuca im się w oczy również to, że w naszej szkole nie ma dzwonków na przerwę, że dzieci przynoszą ze sobą zdrowe jedzenie i że klasy są bardzo małe.

Jeśli chodzi o ogólne różnice między Polską a Niemcami, to dzieci pisały, że w Polsce jest taniej, że tam są ładne place zabaw, sushi jest „fantastyczne”, fryzjerzy są super i że opłaca się tankować po tamtej stronie. Co prawda były też wypowiedzi, że dużo Polaków pali papierosy, że polscy kierowcy najczęściej przepuszczają pieszych („to jest fajne!”), że stopnie w szkole są inne, że polskie dzieci ubierają się inaczej, że mają osiem tygodni wakacji i że sygnalizacja świetlna w Polsce ma liczniki. Za ciekawe uznałam takie uwagi dzieci, jak:
„Zgorzelec nie ma Starówki, ale za to kryta ślizgawka jest ekstra”, „Uważam, że nartostrada w Świeradowie jest super!” czy „Według mnie to niedobrze, że nie chcą wpuszczać uchodźców do swojego kraju”. Wypowiedzi dzieci ze Zgorzelca na ten temat brzmiały: „Można szybciej znaleźć pracę”, „Jedzenie w Niemczech jest pyszne!”, „W Niemczech jest czysto!”, „Place zabaw w Niemczech są ładniejsze!”, „Niemcy się śmiesznie ubierają…”. Na temat wyznania („Co rzuca Ci się w oczy u partnerów, jeśli chodzi o religię?“) dzieci z Wolnej Szkoły Ewangelickiej pisały, że dzieci w Polsce idą do Komunii, a poza tym wszędzie
stoją albo wiszą krzyże. Poza tym muszą się spowiadać i modlą się do Maryi. Ale dzieci zauważają też, że dzieci ze Zgorzelca nie modlą się wspólnie przed jedzeniem. Za ciekawe uznałam takie wypowiedzi: „W sprawach duchowych katolicy chodzą do spowiedzi, a ewangelicy rozmawiają z pastorem“, „Mają obraz Maryi w pokoju i papieża w przedpokoju” i „Katolicy mówią, że papież jest przedstawicielem Boga na ziemi”. Dziewczynka z naszej szkoły, która chodziła do polskiego przedszkola i ma też krewnych w Polsce, opowiadała o „lizakach cmentarnych”, które zawsze dostawała razem z innymi dziećmi pod cmentarzem we Wszystkich Świętych. Osobiście nie znam tego zwyczaju. Poza tym któryś z chłopców myślał, że katolicy modlą się do zmarłych. Na moje wyjaśnienie, że nie modlą się do zmarłych, tylko za zmarłych, aby trafili do nieba, inna dziewczynka odpowiedziała „Przecież my też to robimy!”.

Dzieci ze Zgorzelca pisały na ten temat, że im rzuca się w oczy, gdy dzieci z Görlitz modlą się przed jedzeniem. Nabożeństwa, które odbywają się w naszej szkole, też są inne niż te, które dzieci ze Zgorzelca znają ze swoich parafii.
Dla mnie wzajemne postrzeganie siebie przez dzieci jest zawsze fantastycznym i
imponującym obszarem nauki, zarówno w ramach pracy językowej z dziećmi (dziedzina: krajoznawstwo), jak i w odniesieniu do pracy z rodzicami i do koleżanek i kolegów nauczycieli. W dniach partnerskich zadają mi coraz więcej pytań, na przykładzie których dopiero sobie uświadamiam, które aspekty codzienności po drugiej stronie granicy, uważane przeze mnie od dawna za oczywiste, dla innych wcale takie nie są. W najbliższym czasie niestety już nie będę mogła tak intensywnie obserwować tych procesów, ale cieszę się z tego,
że mogłam to robić przez te dziewięć lat.

Dzierży jak luterska wiara kole Cieszyna

Jan Puczek
Dzierży jak luterska wiara kole Cieszyna

Prelekcja na seminarium „Śląsk bez granic”

Świeradów Zdrój – Hotel SUDETIA, 18 marca 2017 r.

Szanowni Państwo,
Dziękuję za zaproszenie na tak ciekawe seminarium. Trudny to dla mnie do spełnienia zaszczyt. Moja prelekcja będzie miała charakter popularyzatorski, informacyjny, stąd jej skrótowa i uproszczona treść.

Śląsk, łacińskie Silesia, niemieckie Schlesien, czeskie Šlesko – to kraina geograficzno-historyczna położona w środkowym i górnym dorzeczu Odry oraz górnym biegu Wisły, na odcinku około 50 km od jej źródeł. *
Granice Śląska to: Sudety i Brama Morawska, Karpaty Zachodnie – Beskid Śląski, wododział Odry i Warty. Powierzchnia Śląska, wliczając również część należącą do Republiki Czeskiej, to około 40 000 km2.
Na temat pochodzenia nazwy Śląsk istnieją trzy hipotezy:
– polscy językoznawcy łączą ją z nazwą rzeki Ślęza lub góry Ślęża, które to nazwy mogli przyjąć przybyli na ten obszar w VI i VII wieku Słowianie;
– inna hipoteza wskazuje na nazwę ślęg, która miała określać wilgoć, miejsca podmokłe, mokradła zamieszkiwane przez tubylczą ludność;
– niemieccy lingwiści łączą pochodzenie nazwy Śląska z plemieniem Silingów, które wymienia rzymski geograf Klaudiusz Ptolemeusz w II w.n.e., jako zamieszkujących ziemie obecnego Dolnego Śląska. Niemieccy badacze uważają, że rdzeń sil- oraz rdzenie śle-, sle-, šle- są ze sobą związane, a badacze polscy temu zaprzeczają.

Historia. W II w.n.e. Klaudiusz Ptolemeusz, w wielotomowym dziele p.t. Geografia, opisując plemiona żyjące na ziemiach na północ od Dunaju po Morze Bałtyckie, na obszarze dzisiejszego Dolnego Śląska wymienia Silingów. Wymienia też Budorgis, łączony z Brzegiem oraz Calisię – niedaleki Śląska Kalisz. Silingowie wraz z innymi plemionami – Wandalami – w V w. uczestniczyli w ekspansji na cesarstwo rzymskie, przekroczyli Ren, odnosili zwycięstwa i porażki, przekroczyli Pireneje, plądrowali rzymską Hiszpanię, a potem nawet przeprawili się do Afryki.
W VI – VII wieku na tereny obecnej Polski i dalej na zachód przybyli Słowianie.
Kolejne źródło pisane o Śląsku to anonimowy mnich z Ratyzbony zwany Geografem Bawarskim, który w Opisie grodów i ziem z północnej strony Dunaju, około 845 r. n.e., wymienia 58 plemion, podając przy nich ilość posiadanych przez nie grodów. Wśród nich wymienione są plemiona
zidentyfikowane jako śląskie. Byli to:
– Besunzane – Bieżunczanie (nad Nysą Łużycką, Zgorzelec) – posiadający 2 grody
– Sleenzane – Ślężanie (okolice góry Ślęży, rzeki Ślęzy po Wrocław) – 5 grodów;
– Opolini – Opolanie (nad Odrą, okolice Opola) – 20 grodów;
– Dadosesani – Dziadoszanie (nad Bobrem, okolice Szprotawy, Głogowa) – 20 grodów;
– Golensizi – Golęszyce (obecny Śląsk Cieszyński po Opawę) – 5 grodów.
W 966 r. nastąpił chrzest władcy Polan, Mieszka I, stopniowa chrystianizacja ziem, w tym Śląska przyłączonego do Polski, która objęła w przybliżeniu jej obecny obszar bez części północno-wschodniej, zamieszkałej przez plemię Prusów. Najstarszy zapis o chrzcie Mieszka to Kronika Thietmara z XI wieku, nie podająca jednak roku chrztu. Kolejne półtora wieku po Mieszku I to niespokojne dla Królestwa Polskiego czasy. W 1138 r., po wejściu w życie testamentu króla
polskiego Bolesława Krzywoustego, Polska została podzielona pomiędzy czterech jego synów, przy czym tzw. dzielnicę senioralną, która była dzielnicą środkową, otrzymał najstarszy syn, Władysław, wraz ze Śląskiem. Testament Bolesława Krzywoustego nie przewidywał możliwości dalszego podziału dzielnic Polski, ale stało się inaczej. Rozpoczęty podział przez kolejnych książąt z rodu
Piastów był kontynuowany, co może najbardziej widoczne jest na przykładzie Śląska, na którym ostatecznie zaistniało aż kilkanaście (14 lub 17) udzielnych księstw, a wśród nich od 1290 r. Księstwo Cieszyńskie.

Od roku 1327 r. przez dwa wieki Śląsk był pod panowaniem czeskim. W 1526
r. w bitwie z Turkami pod Mohaczem na Węgrzech zginął Ludwik z rodu Jagiellonów, król Czech i Węgier. Bezpotomna śmierć Ludwika, wcześniej adoptowanego przez cesarza Maksymiliana I, spowodowała włączenie królestwa Czech wraz ze Śląskiem do korony Habsburgów. Pod panowaniem austriackim Śląsk był przez kolejne dwa wieki, do 1742 roku, kiedy to po wojnach śląskich 7/8 jego obszaru przeszło pod panowanie Prus króla Fryderyka II Wielkiego. Fragment południowy Śląska pozostał przy Austrii. Ten stan utrzymał się kolejne dwa wieki, a co było potem (1945 r.), to młodsi z obecnych znają z historii najnowszej, a starsi, moi rówieśnicy, pamiętają ze swego dzieciństwa.
Śląsk Cieszyński, to tylko około 2 200 do 2 500 km2, to ziemia pogranicza trzech obecnie państw, pogranicze narodowości – Polaków, Czechów i Słowaków, a w przeszłości także Niemców, Austriaków. Również pogranicza kultur – języków, a także wyznań religijnych. Wszystkie te czynniki wpływały na kształt i rozwój kultury Śląska Cieszyńskiego w odróżnieniu od stosunkowo homogenicznej kultury katolickich w większości rdzennych ziem Polski.
Reformacja, której 500-lecie w tym roku obchodzimy zmieniła Kościół i Europę przez:
– reformę doktrynalną i nową organizację życia kościelnego,
– nowy system edukacji,
– nowe zasady wzajemnych stosunków między władzą kościelną a świecką.
We wszystkich tych zmianach trudno przecenić rolę edukacji oraz wynalazku druku i jego upowszechnienia, bez którego nowe idee, nie tylko religijne, nie mogłyby się szerzyć i zmieniać świat.

Dla mnie, również jako pedagoga, szczególnie interesująca i ważna jest edukacja. I tu pragnąłbym przypomnieć postać Filipa, nazwisko rodowe Schwartzerd,
Melanchtona. Ten geniusz renesansu, praeceptor Germaniae (nauczyciel Niemiec), studia na uniwersytecie w Heidelbergu w zakresie filologii i filozofii ukończył w wieku 17 lat. Jako wybitny grecysta w 1518 r. w wieku 21 lat powołany został na stanowisko profesora w Wittenberdze, gdzie 1 września tegoż roku wygłosił wykład inauguracyjny O konieczności nadania studiom młodzieży zupełnie nowego kształtu. W 1523 roku, mając zaledwie 26 lat, wybrany został rektorem uniwersytetu w Wittenberdze, zreformował studia, doradzał też w sprawach podobnych reform na innych uniwersytetach. Szczególne znaczenie dla upowszechnienia i podniesienia poziomu
nauczania w szkołach elementarnych i szkołach łacińskich (te ostatnie moŜna potraktować jako gimnazja), miał wypracowany przez Melanchtona porządek szkolny (Schulordnung), będący częścią szerszych porządków kościelnych, z którego skorzystało około 50 miast.

Reformacja szybko szerzyła się na sąsiednim Śląsku, który wraz z Czechami od 1526 r. należał do korony Habsburgów. Wśród miast jednym z pierwszych był Wrocław, a „Porządek szkolny” reformujący nauczanie, wydany tam został w 1528 r. Sądzę, że mogą być interesujące fragmenty uznanego za wzorcowy porządku szkolnego opracowanego w 1546 r. przez rektora gimnazjum w Złotoryi (Goldberg) Valentina Trotzendorfa.

Skoro stałeś się członkiem naszego bractwa, to zachowuj także nasze prawa.
Szlachcic składa swe przywileje szlacheckie…
Kary będą wymierzane według ważkości wykroczenia…
Kary pieniężne powinny być całkowicie zniesione, gdyż stanowią w większym stopniu karę dla
rodziców niż dla dzieci.
Szkoły nie wolno opuszczać bez ważnej przyczyny…
Każdy powinien posługiwać się własnymi a nie cudzymi książkami…
Nie należy nosić zbyt krótkich, ani zbyt długich szat…
Nie wolno chodzić z nieuczesanymi włosami i nieumytymi rękami…
Należy wstrzymać się od miłości…
W lecie nie wolno kąpać się w zimnej wodzie…

W Cieszynie Reformacja obejmowała stopniowo sprzyjającego jej władcę, jego dwór, parafie, mieszczan i dotarła też na wieś. Cesarz Ferdynand I (1526-1563), był wrogiem Reformacji i tępił ją, ale księstwa śląskie posiadały znaczną autonomię. Książę cieszyński Wacław III Adam po osiągnięciu w roku 1545 pełnoletności obejmuje władzę, przyjmuje wyznanie augsburskie i ten rok
uznaje się za datę objęcia Reformacją całego Księstwa Cieszyńskiego. Nie objęła ona przymusowo całej ludności Księstwa, a o prześladowaniach z tego powodu brak jakichkolwiek dokumentów.
Książę wydawał rozporządzenia w sprawie kościołów, szkół, opuszczonych klasztorów i dóbr klasztornych. Porządek kościelny z 1568 r. książę Wacław Adam wydał w 1578 r., a uzupełniony i poszerzony o porządek szkolny, wydany został drukiem w języku czeskim po śmierci księcia w 1584 r. Sprawy szkół przedstawione zostały w jego XIV rozdziale Wizytacja szkoły:

Ażeby także w przyszłości szkołami należycie się kierowało, … winni nasi kaznodzieje wszyscy razem i każdy z osobna z wielką sumiennością i pilnością zająć się szkołami, wspólnie z Radą obsadzać je dzielnymi osobami (…) i corocznie dwa razy (…) odbywać egzamin w obecności wyżej wspomnianych proboszczów jak również burmistrza (…) tym, którzy na egzaminie wyróżniają się z pośród innych dać jako upominek – grosz; (…) gdy zaś między nimi znajdzie się taki, który by nie
chciał być skory do nauki i karności, ani posłuszeństwa, ażeby innych nie pobudzał do podobnej niecnoty, jeśli (…) nie chciał poprawić swego życia (…) nie należy go w szkole cierpieć.(…)

Powołano przy parafiach około 50 szkół. Działały one do czasu rozpoczęcia wzmożonej kontrreformacji. Nauczanie, a przede wszystkim umiejętność czytania, język ludu w obrządkach religijnych, kazania tak różne od ich dotychczasowych, często obłudnych i kłamliwych treści, bogactwo i piękno setek pieśni dały nieznane dotąd poznanie i przeżycia. Biblia nie była powszechna, bo była droga w nabyciu i nie było jej w języku polskim. Ale mogły być jej drukowane fragmenty, czy tak jak u waldensów w XII wieku, rozpowszechniane również w rękopisach. Na Śląsku Cieszyńskim obecne były biblie czeskie, w języku bliskim ówczesnej polszczyźnie. Biblie te zachowały się mimo upływu prawie pięciu wieków i niszczenia przez kontrreformację wszelkich heretyckich książek.

Przykłady:
– w górskiej wsi Istebna odkryta została Biblia Wenecka z 1507 roku,
– w innej górskiej wiosce – Biblia Melantricha z 1578 roku,
– kilka egzemplarzy Biblii kralickiej z różnych jej wydań,
– a także w mojej wsi Cisownica – polska Biblia Gdańska z pierwszego jej wydania w 1632 roku.
Szczególnie popularne były kancjonały. Na pierwszym miejscu był czeski kancjonał Cithara sanctorum (Harfa świętych) księdza Jerzego Trzanowskiego, wydany w Lewoczy (Słowacja) w 1637 r., zawierający ponad 400 pieśni, a w dalszych wydaniach nawet dwukrotnie więcej. Ukazało się co najmniej 215 jego wydań! Śpiewano z niego ponad dwa i pół wieku, a w kościele nieco konserwatywnej Wisły jeszcze po I wojnie światowej. Na nabożeństwach domowych czytano kazania z Postylli chrześcijańskiej księdza Samuela Dambrowskiego, której pierwsze wydanie (zachowany egzemplarz we wsi Goleszów), ukazało się w 1620 roku w Toruniu. Ukazało się 15 jej edycji. Były też inne postylle.

Jak na tle powszechnej Reformacji w większości księstw Śląska przedstawiała się Reformacja i oświata w sąsiednim Królestwie Polskim?
Cytuję współczesnego uczonego prof. Wacława Urbana:
„Wyjątkiem na skalę ogólnopolską było i jest – zamieszkałe w większości przez Polaków – Cieszyńskie. Tylko przez dwa pokolenia miało Cieszyńskie ewangelickie rządy, a mimo to hasła
luteranizmu zakotwiczyły tu bardzo głęboko, zwłaszcza wśród stanów niższych. …

A jak było w Królestwie Polskim? – cytuję dalej:
Antyobrzędowość i biblicyzm ewangelików odstręczały chyba od niego analfabecki raczej i kochający się w pięknych gestach naród, jakim byli Polacy. …(podkr. moje) Poziom oświaty był w obozie reformacji wyższy…

W województwie krakowskim w latach 1600-1620 wśród szlachty ariańskiej piśmiennych było 97% mężczyzn i 80 % kobiet, wśród kalwinów – 95% mężczyzn i 70% kobiet, katoliccy zaś szlachcice umieli się podpisać tylko w 80%, a
szlachcianki w 50%. (podkr. moje)
Wacław Urban – Epizod reformacyjny

Stan chłopski w Królestwie Polskim pogrążony był w analfabetyzmie. Pismo Święte istniało dla niego jako tzw. Biblia pauperum – seria obrazów w kościołach, przedstawiająca sceny biblijne. Znamiennym może być fakt, że w Królewcu (Königsberg) księcia Albrechta Hohenzolerna wydano więcej polskich książek, w tym pierwsze tłumaczenie Nowego Testamentu na język polski, niż w całym Królestwie Polskim w XVI w. Dwa największe polskie dzieła naukowe tego czasu wydane zostały, po łacinie, również za granicą.

Czego w Polsce w dobie Reformacji zabrakło i nie zrealizowano do końca I
Rzeczypospolitej, to jest do jej zniknięcia z mapy Europy w 1795 roku? Może właśnie między innymi powszechnego nauczania, porządków szkolnych, bo bogata szlachta, magnaci dbali o wykształcenie swoich dzieci, którą to edukację wraz z kontrreformacją opanował jednak całkowicie zakon jezuitów.

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie…
napisał magnat Jan Zamojski w akcie fundacyjnym jego Akademii Zamojskiej w 1600 roku. Dziś wiemy, że sentencję tę należy raczej odwrócić, bo to państwo decyduje o kształcie chowania młodzieży.

Wychowany w protestantyzmie kolejny cieszyński książę Adam Wacław, licząc na łaski cesarskie, przeszedł w 1611 r. na katolicyzm i rozpoczął walkę z kościołem ewangelickim w duchu kontrreformacji. W 1653 r. kończy się dynastia Piastów cieszyńskich, wywodząca się od pierwszych królów Polski. Księstwo staje się koronną własnością cesarza i jest to początek gwałtownej kontrreformacji. Cesarz z całą bezwzględnością stosował przyjętą pokojem augsburskim (1555 r.) zasadę cuius regio eius religio (czyj kraj, tego religia). Ewangelikom odebrano wszystkie kościoły, zamknięto szkoły, zabroniono nabożeństw itd. Po pół wieku
kontrreformacji w Cieszynie tylko trzy starsze kobiety przyznawały się do ewangelicyzmu.

Pokój westfalski 1648 r. i tzw. kościoły pokoju to temat oddzielny, nie związany ze Śląskiem Cieszyńskim.

Świadomi swej wiary ewangelicy bronili jej. W górach Księstwa Cieszyńskiego represje nie były tak skuteczne. Zachowane, pieczołowicie utrzymywane w ukryciu święte dla ewangelików księgi, służyły nie tylko podtrzymywaniu świadomej wiary, ale i potajemnej nauce czytania i pisania dzieci prowadzonej głównie przez matki. W górskich ostępach gromadzili się na nabożeństwa, śpiewali, słuchali kazań, przyjmowali komunię świętą pod dwoma postaciami od
wędrownych kaznodziejów przybywających z węgierskiej, pobliskiej Słowacji, zaopatrywali się w ewangelickie księgi, zwłaszcza kancjonały. Znane i popularne były też niektóre pieśni polskie, że wymienię przykładowo hymn Jana Kochanowskiego (1530-1584), jednego z najwybitniejszych poetów europejskiego renesansu, Czego chcesz od nas, Panie, oraz jego poetyckie tłumaczenie
psalmu 91, pieśń Kto się w opiekę. Zachowały się miejsca zwane dziś leśnymi kościołami, w których odbywały się, chyba nie tajne, ale nielegalne nabożeństwa. Upamiętnionych jest 8 takich miejsc, z których najbardziej popularny jest tzw. Kamień pod górą Równica w Ustroniu. Pewne znaczenie miały również tzw. nabożeństwa domowe, które mogły się odbywać w domach ewangelików wolnych panów czyli szlachty.

Zmiany przyniosła, niestety, dopiero wojna. Tzw. wojna północna (1700-1721), w której w pierwszej fazie Szwedzi pod dowództwem króla Karola XII pokonali Danię, Rosję, Prusy i Saksonię zakończyła się (1706 r.) podpisaniem pokoju w Altranstädt, między królem Polski i jednocześnie elektorem Saksonii Augustem II Mocnym, a królem Szwecji Karolem XII. Król ten wystąpił w obronie ewangelików na Śląsku, a uczestnicząca w podpisaniu tego pokoju, jako
gwarant Austria, zobowiązała się m.in. do zwrotu ewangelikom 121 kościołów odebranych im na Śląsku po pokoju westfalskim 1648 r. Nie objęło to Księstwa Cieszyńskiego. W wyniku dalszej jeszcze umowy, zwanej recesem egzekucyjnym, ogłoszonej 27 stycznia 1709 roku we Wrocławiu, zezwolono ewangelikom na wybudowanie na Śląsku 6 nowych kościołów łaski (Gnadenkirchen) cesarza Józefa I, w Żaganiu, Kożuchowie, Jeleniej Górze, Kamiennej Górze, Miliczu i Cieszynie.W posiadaniu ewangelików obecnie jest tylko kościół Jezusowy w Cieszynie.

W tym samym 1709 r. w Cieszynie zostało wyznaczone za murami obronnymi miejsce dla nowego kościoła i przystąpiono do jego budowy. W tym też roku otwarto szkołę, bo ewangelicy kiedy otrzymywali zgodę na budowę kościoła, to najpierw budowali szkoły. Budowa kościoła łaski trwała 14 lat, a nabożeństwa w tym czasie odbywały się w drewnianym kościółku, wokół którego budowano mury potężnej nawy. Kościół Jezusowy w Cieszynie jest największym kościołem
ewangelickim w Polsce i środkowej Europie.

Wkrótce też wybudowano obok kościoła drewniany, dwupiętrowy budynek z ośmioma salami lekcyjnymi dla szkoły, który, niestety, kilka lat później spłonął, ale w jego miejsce zbudowano nowy, murowany, piętrowy budynek szkolny, największy wówczas budynek użyteczności publicznej w Cieszynie. W nim miało siedzibę gimnazjum ewangelickie, szkoła o bardzo wysokim poziomie nauczania, która obok istniejącego w Cieszynie gimnazjum katolickiego, przyczyniła się do powstania określenia Cieszyna jako lux ex Silesia – światło ze Śląska.
Gimnazjum to istniało 145 lat, a dziś, o czym miło mi tu poinformować, znajduje się w nim najbardziej popularne w Cieszynie ewangelickie przedszkole. I jeszcze jedno: w tym przedszkolu rezerwowane są miejsca nawet dla dzieci rosnących jeszcze w brzuszkach swoim mam.

Ilości ujawniających się ewangelików, formalnie dotychczas katolików, mimo licznych szykan, przerastały najśmielsze oczekiwania. Parafia, jedyna w promieniu około 40-50 km, liczyła ponad 40 000 wiernych. W niedziele, mimo że kościół mieścił 3000 miejsc siedzących, odbywały się po trzy, zawsze z komunią nabożeństwa. Kontrreformacja jednak trwała. Zwierzchnictwo nad
kościołem cieszyńskim sprawowała rada, w skład której wchodzili: pastor oraz trzech katolickich urzędników! Nabożeństwa o charakterze publicznym były zabronione. Nie wolno było tworzyć nowych szkół, a pokątne nauczanie było zabronione. Książki ewangelickie, poza kancjonałami, były odbierane i palone. Prowadzenie metryk i opłaty za nie mieli proboszczowie katoliccy itd.
Mimo tego ewangelicyzm umacniał się, pojawił się pietyzm, o który oskarżono pięciu księży kościoła w Cieszynie, którzy musieli opuścić Księstwo Cieszyńskie. Przykładem kary może być chłop Jakub Galacz, który za wydanie własnym nakładem 2 200 egzemplarzy Małego Katechizmu Marcina Lutra został ukarany finansowo, a także był więziony w żelaznej klatce na rynku w
Cieszynie. Może wtedy powstało powiedzenie:

Dzierży jak lutersko wiara kole Cieszyna
oraz
Twardy jak luter spod Cieszyna.

Następstwem utrzymującej się kontrreformacji były ucieczki ewangelików poza granice Księstwa, zwłaszcza po zaborze 7/8 Śląska przez tolerancyjne Prusy, kiedy to kilkuset ewangelików nielegalnie opuściło Księstwo Cieszyńskie.
Ucieczką, która była ewenementem na skalę międzynarodową była ucieczka z pogranicza Księstwa Cieszyńskiego całej wsi Kozy. 303 osoby, 64 rodziny wyznania kalwińskiego pod osłoną nocy, na wozach, eskortowane przez nielegalnie przybyłych 70. pruskich huzarów opuściło wieś. Pikantnym szczegółem tej ucieczki była pozostawiona we wsi, stara koza, „bo nie zniosłaby trudów ucieczki”. Uciekinierzy, znakomici tkacze, z pomocą księcia Pszczyny Fryderyka Erdmanna von Anhalt-Cöthen, założyli wieś, którą z wdzięczności nazwali Anhalt; w Polsce to Hołdunów. Dziś jest tam parafia ewangelicko-augsburska. Być może ucieczki też przyczyniły się do wydania przez
antyklerykalnego cesarza Józefa II w 1781 r. patentu tolerancyjnego.

Patent tolerancyjny, wydany 13 X 1781 roku zmienił sytuację ewangelików we wszystkich ziemiach Austrii. Zaistniała wolność wyznania, a 100 rodzin mających własne domy lub 500 dusz mogło uzyskać zgodę na budowę kościoła i prowadzenie szkoły.  W ciągu kilku lat w Księstwie Cieszyńskim zbudowanych zostało 11 nowych kościołów, a w każdej parafii uruchomiono po kilka szkół. Jednak nadal nie było równych praw. Ewangelicy na przykład nadal nie posiadali prawa prowadzenia urzędowych ksiąg metrykalnych.

Wiek XIX to czas intensywnego rozwoju Śląska Cieszyńskiego. Wybudowano tu kilka hut żelaza, zaczęto wydobywać węgiel kamienny, rozwinął się przemysł włókienniczy, wybudowano linie kolei żelaznej i drogi. Dzięki przemysłowi Śląsk Cieszyński stał się najbogatszą krainą Austrii. Po wydaniu patentu protestanckiego (8 IV 1861) przez cesarza Franciszka Józefa wszystkie Kościoły zostały równouprawnione. Parafia ewangelicka dla swojego gimnazjum wybudowała (1869 r.) okazały gmach w stylu neogotyckim oraz alumnat. Gimnazjum ewangelickie zostało przejęte na etat państwowy, jako Cesarsko-królewskie Albrechtsgimnazjum, szkoła bez ograniczeń religijnych. Podobne zmiany nastąpiły w szkołach ludowych, dotychczas katolickich lub ewangelickich.

W drugiej połowie XIX w. ewangelicy jak i katolicy Śląska Cieszyńskiego wykazali wielką aktywność wydawniczą, jak również w tworzeniu i działalności różnych organizacji świeckich, narodowościowych, kulturalnych, zawodowych, turystycznych, sportowych, walki z alkoholizmem i innych. Nowe problemy, jakie się pojawiły, miały charakter przede wszystkim narodowościowy.
Śląsk Cieszyński był w zdecydowanej większości polskojęzyczny. Ewangelicy bardziej zwracali się w kierunku polskości. Wśród katolików sprawy te były może zrównoważone. Ale istniała też bardzo silna i bogata, w zasadzie rządząca mniejszość niemiecka, w miastach stanowiąca większość, oraz mniejszość żydowska, przeważnie niemieckojęzyczna. Ludność czeskojęzyczna
stanowiła większość tylko w miejscowościach na zachodnim pograniczu. Konflikty społeczne, polityczne czy narodowościowe nie miały wówczas większego znaczenia do czasu końca I wojny światowej i rozpadu Austro-Węgier. Natomiast konflikt narodowościowy, czesko-polski, wywołał wojnę w styczniu 1919 r. i doprowadził do podziału Śląska Cieszyńskiego w 1920 r.

Wielkim osiągnięciem ewangelików końcowego dziesięciolecia XIX w. było wybudowanie w Cieszynie jednego z najlepszych w całej Austrii, ogólnodostępnego szpitala. Szczególne zasługi w tym dziele miał proboszcz kościoła ewangelickiego w Cieszynie ks. dr Theodor Haase. Ten wybitny teolog, humanista, społecznik, ceniony przez społeczeństwo był posłem do parlamentu
austriackiego. Niechętny dla polskości, był otwarty i tolerancyjny, wydawał dla ewangelików polskie książki. Mężem jego córki Sary został bardzo świadomy swojej polskości Jan Bujak, specjalista bankowości, góral z bardzo ludowej i polskiej Wisły, który wspierał swoją rodzinną parafię w Wiśle, przekazał jej ponad 100 polskich i różnojęzycznych książek, w tym Nowy Testament w tłumaczeniu Erazma z Rotterdamu, wydanie z 1526 r. Pomnik Theodora Haasego,
usunięty z terenu szpitala, przechowany w kościele ewangelickim, w ostatnich latach wrócił na godne miejsce.

O głębokiej, skierowanej ku pietyzmowi wierze, może świadczyć górska wieś Ligotka Kameralna. Może właśnie dlatego w tej wsi, w lecie 1914 r. odbył się światowy zjazd aktywu powstałej w 1844 r. organizacji YMCA – Young Mens Christian Association (Związek Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej). Uczestniczyli w nim przedstawiciele z 15 krajów, w tym z Indii i Kanady. W nocy z 31 października na 1 listopada 1918 r. grupa oficerów Polaków ze stacjonujących
w Cieszynie wojsk austriackich, przy udziale zaprzysiężonych żołnierzy Polaków, dokonała wojskowego, bezkrwawego zamachu stanu, przejęła władzę i przekazała ją istniejącej już legalnie, ale tylko formalnie, Radzie Narodowej Księstwa Cieszyńskiego. Była to pierwsza całkowicie suwerenna władza polska na ziemiach tworzącej się po 123. latach zaborów Polski. Dobrze zorganizowany kościół ewangelicko-augsburski na Śląsku Cieszyńskim zgłosił przystąpienie do
tworzącego się Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w Polsce. W okresie międzywojennym istniało w Polsce kilka Kościołów ewangelickich.

Tu chciałbym zwrócić uwagę na fakt, że w życiu jednego pokolenia, w latach 1918-1945, Śląsk Cieszyński sześciokrotnie zmieniał przynależność państwową. W 1918 należał do Austrii, po wspomnianym przewrocie wojskowym do Polski. Następnie w większej części do Czech, by po układzie monachijskim 1938 r. wrócić do Polski. Po wybuchu II wojny światowej cały polski Śląsk włączony został do Rzeszy (Reich), a w 1945 roku przywrócony został stan sprzed 1938 roku.

Po II wojnie światowej działalność Kościoła rzymsko-katolickiego jak i pozostałych Kościołów była w Polsce w różnym stopniu ograniczana. W przypadku naszego Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego bolesną sprawą był sposób, w jaki byli traktowani ewangelicy – polskojęzyczna, autochtoniczna ludność na Mazurach, która po 1956 roku w większości wyjechała do Niemiec Zachodnich. Zmiany po 1989 r. są znane, ale wiemy, że w sprawach Kościołów
pojawiły się nowe problemy, które nie są przedmiotem naszych tu rozważań.

Chciałbym podać kilka informacji o charakterze statystycznym. Kościół Ewangelicko- Augsburski w Polsce liczy obecnie około 75 000 wiernych, co stanowi zaledwie około 0,2% ludności Polski. Obszar państwa podzielony jest na 6 diecezji. W Diecezji Cieszyńskiej, najmniejszej obszarowo (około 1 300 km2) , mieszka połowa polskich ewangelików, stanowiąc około 7% ogółu jej ludności. W 3 miastach – gminach ewangelicy stanowią bezwzględną większość mieszkańców, a miejscowe samorządy mają przewagę ewangelików. Diecezja Cieszyńska
podzielona jest na 22 parafie, które posiadają 24 filiały. Aktywność ewangelików cieszyńskich na gruncie życia kościelnego jest dość wysoka, chociaż, jak się uważa, niższa niż w diasporze.

Ponieważ zwracałem tu wielokrotnie uwagę na sprawy edukacji z przyjemnością tu podam, że reaktywowane w 1991 r. Towarzystwo Ewangelickie w Cieszynie, dzięki bardzo dużej pomocy zagranicznej, zwłaszcza Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej (Stiftung für deutsch-polnische Zusammenarbeit), a także Barbara Schadeberg Stiftung w Bielefeld, kilku parafii i gimnazjów ewangelickich w Niemczech, mogło przeprowadzić wielki remont odzyskanego od państwa budynku w stanie ruiny i otworzyć w nim liceum o prawach publicznych. Obecnie Towarzystwo prowadzi przedszkole, szkołę podstawową, gimnazjum i liceum, do których uczęszcza około 600 młodzieży i zatrudnia ponad 70 nauczycieli. Liceum w rankingu prestiżowego tygodnika
„Perspektywy” należy do najlepszych w Polsce, a wśród 500 sklasyfikowanych liceów zajmowało w ostatnich latach nawet 10 i 11 miejsce.

Czy ewangelicka społeczność Śląska Cieszyńskiego różni się w porównaniu z katolickim społeczeństwem polskim?

Zacznę od zacytowania słów starej pieśni z ewangelickiego kancjonału:

Kto da swym dziatkom dobre wychowanie,
To lepiej niżby zbierał skarby na nie…
Nauka klejnot, nauka skarb drogi,
Tego nie wydrze nieprzyjaciel srogi…
Uczony człowiek z książęty zasiada,
Kto nic nie umie temu wszędy biada…

Dalej zacytuję kilku wybitnych uczonych polskich (katolików), którzy zapisali swoje uwagi o Śląsku Cieszyńskim:

Stanisław Staszic w 1790 r.:
… „we wszystkich wsiach widziałem szkółki i dzieci spieszące do nich nawet ćwierć mili.”

Ludwik Zejszner o góralach w Wiśle w 1849 r.:
… „mają wiele rzeczywistego wykształcenia, we wszystkich dolinach umieją czytać, a wiele z nich pisze wyraźnie.”

Lucjan Malinowski w 1869 r.:
…”Wieśniacy, tak dolacy, jak i górale, chętnie oddają synów do szkół i nie masz wsi, która corocznie nie wysyła dziesięciu i więcej chłopców na naukę do gimnazjów cieszyńskich.”
Był zdumiony tym, że w górskim Jabłonkowie mieszkańcy mówili trzema językami: polskim, niemieckim i słowackim.

Zacytuję też współczesnych:

Kazimierz Kutz, wybitny reżyser filmowy o Śląsku Cieszyńskim:
… „ten najlepszy kawałek Śląska.”

Ludwik Stomma, etnolog, profesor paryskiej Sorbony:
„Cóż takiego jest w tym maleńkim Śląsku Cieszyńskim, że wydaje tylu tuzów”
Z publikacji wydawnictwa Peregrinus cracoviensis, 1996 r.

Grzegorz Grabowski – Ewangelicy na Śląsku Cieszyńskim:
Występuje wyraźna korelacja między stopniem zamożności a zasięgiem występowania protestantów; ich lepsza pozycja materialna to wynik ogólnej sprężystości i większej aktywności.

Uzupełniając ostatni cytat dodałbym, że to wynikający z wychowania protestancki etos pracy i, powtarzając za Maxem Weberem, etyka protestancka, ukształtowały nieco inny od reszty Polski Śląsk Cieszyński, ten najpiękniejszy kraik świata – jak napisał wybitny humanista Paweł Hulka- Laskowski.

Wpływ protestantyzmu – Der Einfluss des Protestantismus

Arkadiusz Lisowski
Wpływ protestantyzmu na różne dziedziny  życia kulturalnego na Śląsku i w Polsce na przestrzeni wieków.

(1)
W tym roku obchodzimy wspaniały jubileusz Kościołów protestanckich, którym jest pamiątka 500-lecia Reformacji. (1) W swoim krótkim wystąpieniu pragnę jedynie ograniczyć się do wybranych elementów dotyczących wpływu protestantyzmu na architekturę i sztukę kościelną, literaturę i język narodowy, edukację oraz kulturę muzyczną. Elementy te to tylko przykłady wkładu nowych prądów duchowych, myślowych i budujących na nich prądów kulturowych. Nie jesteśmy w stanie w ramach tego seminarium przeanalizować bogactwa kulturowego, jakie po sobie pozostawiła Reformacja (2), bogactwa, które podobnie do zdania, że Kościół powinien stale się reformować, przez wieki stawało się aktualnym wyrazem wdzięczności Bogu i wierności Jego Słowu, a w
kulturze znajdowało właśnie odzwierciedlenie dla obu jakże ważnych treści codzienności wyznaniowej.

(2)
Twórczy wkład protestantów w różne dziedziny życia kulturalnego na Śląsku i w Polsce daje swój wyraz w formach współbudujących liturgię oraz współtworzących znaczące przemiany w kulturalnym dziedzictwie tych ziem.
Protestantyzm ze swoim źródłem treściowym w postulowanej i wdrażanej reformie Kościoła zaistniał w dobie humanizmu, renesansu oraz nowych odkryć geograficznych czy naukowych. Przełożyło się to również na jego oddziaływania w sferze kulturowej. Poglądy głoszone przez doktora Marcina Lutra są jego siłą wiodącą. Najwcześniej luteranizm przybył na Śląsk (3), a następnie przez polskie ziemie zachodnie i północne dotarł na cały kraj oraz Litwę. Kalwinizm przyjął się najwcześniej w Małopolsce i na Litwie, zaś Bracia Czescy na Wielkopolsce i Śląsku Cieszyńskim. Reformatorzy postrzegali swoje zadanie głównie na przeprowadzeniu zmian doktrynalnych. Szczególnie dotyczyło to nauki o usprawiedliwieniu. Dotychczasowe formy kultu musiały treściowo zostać zastąpione przez nowe. Wpłynęło to znacznie na kulturę wyrażającą się w kulturze i sztuce kościelnej i nie tylko.

(3)
W ewangelickiej architekturze i sztuce zauważamy kilka okresów.
Same budynki sakralne i ich rola były przez reformatorów traktowane różnie. Zwingli (4.1) i jego zwolennicy uważali na przykład, że specjalne miejsca kultu nie są nieodzowne, gdyż sednem liturgii jest głoszenie słowa Bożego. Budynki kościelne tracą więc charakter sakralny. Zurychski reformator (4.2) kojarzony jest z, można by rzec, bardzo prostą formą pobożności w perspektywie
roli architektury i sztuki kościelnej. Natomiast Kalwin (5) widział potrzebę specjalnego miejsca kultu, choć pozbawionego wszelkich okazałych i kosztownych ozdób.

(4)
Początkowo podobne poglądy reprezentował Marcin Luter. Można je opisać w sposób prosty i bezpośredni: istnienie kościołów (6) jako budowli sakralnych nie jest niezbędne dla celów ewangelickiego nabożeństwa. W dobie przejmowania kościołów katolickich na potrzeby nowej nauki doktrynalnej oraz konstytuowania się nowych struktur sama forma architektoniczna nie miała
pierwszorzędnej roli. Zdarzało się zachowywanie dotychczasowych elementów, gdyż budynki kościelne służyły często zwolennikom nowej nauki, jak i dotychczasowej tradycji (sytuacja taka do dziś zachowała się w dwunawowym kościele w Budziszynie (7.1) na Łużycach, gdzie jedna nawa służy katolikom(7.2), a druga ewangelikom(7.3) (7.4)), a samo przejmowanie kościołów na Śląsku
niemal wszędzie miało charakter pokojowy.

(5)
Po roku 1648 i tzw. pokoju westfalskim na Śląsku ewangelicy uzyskali limit na wybudowanie trzech kościołów w Świdnicy (8.1)(8.2), Jaworze (9) i Głogowie (10). Były to tzw. „kościoły pokoju” i pozbawione były cech architektonicznych typowych dla budowli sakralnych. Musiały stać za murami miast (na odległość strzału armatniego), miały być zbudowane z materiałów nietrwałych bez wież i dzwonów. Budowa tych świątyń nie miała przekraczać jednego roku. Twórcą
zachowanych kościołów pokoju w Świdnicy i Jaworze był architekt wojskowy z Wrocławia – Albrecht von Sabisch (11). Za prototyp ich uważa się hugenocką świątynię w Charenton pod Paryżem (12). Panowanie katolickich Habsburgów mocno ograniczyło budownictwo sakralne na Śląsku. Za to większe możliwości były w Polsce i na Litwie z uwagi na dużą tolerancję. Stąd na pograniczu, na terenie śląskich księstw protestanckich, jak i w przygranicznych rejonach Saksonii, Brandenburgii oraz Polski powstają tzw. kościoły ucieczkowe bądź graniczne. Kościołów ucieczkowych było na Śląsku około 110, wśród których warto wymienić zachowane do dziś w Krzywej (13) koło Bolesławca, Twardocicach (14), Pielgrzymce (15), Proboszczowie (16), Nowej Wsi Grodziskiej (17) koło Złotoryi i w Lubaniu Śląskim (18). Z kościołów granicznych warto
wymienić, m.in. w Giebułtowie (19) koło Mirska, czy w Biedrzychowicach (20) koło Lubania Śląskiego. Sytuacja śląskich protestantów zmieniła się po 1707 roku i interwencji szwedzkiej oraz na mocy ugody altransztadzkiej zbudowano sześć kościołów łaski w Żaganiu (20.1), Kożuchowie (20.2), Jeleniej Górze (20.3), Miliczu (20.4), Cieszynie (20.5) i Kamiennej Górze (20.6), z który kościołem ewangelickim do dziś jest cieszyński kościół łaski, a jeszcze bardziej po aneksji Śląska przez Prusy w 1740 roku. Znoszone zostały ograniczenia w budownictwie protestanckim.

(6)
Wznoszono tzw. domy modlitwy (21), które były skromne, często drewniane i bezwieżowe. Wnętrza wyposażano bardzo skromnie, aby dać wyraz koncentracji podczas wspólnych spotkań na tym co istotne i biblijne, czyli nauce o usprawiedliwieniu i byciu wiernym zasadom Lutra, takim jak na przykład tylko Słowo, tylko Chrystus, czy tylko Łaska. Forma była podporządkowana względom
użytkowym. Na fakt ten wpływ miały w znacznym stopniu idee pietyzmu (22), a zwłaszcza jego radykalnej odmiany – herrnhutyzmu (23). Wspólnot takich było na Śląsku kilka, na przykład w Piławie Górnej (24), Nowej Soli (25), Godnowie (26) koło Milicza i Pawłowiczkach (27) na Opolszczyźnie. Do 1752 roku na Śląsku powstały 164 domu modlitwy, z których większość już dzisiaj nie istnieje.
Od drugiej połowy XVIII wieku budowane są już kościoły bardziej okazałe z regułami sztuki barokowej o dużej wartości zabytkowej. Spośród nich wymienić należy kościół Zbawiciela (28) w Cieplicach Śląskich, kościół Opatrzności Bożej (29) we Wrocławiu oraz kościół Zofii (30) w Pokoju. Wymienione obiekty do dziś pozostały w posiadaniu ewangelików.

(7)
Okresem największego rozwoju w architekturze i sztuce ewangelickiej na Śląsku i ziemiach polskich były wiek XIX i pierwsza połowa wieku wieku XX.
Budowle upodobniały się do stylów neoromańskiego, neobarokowego, a najwięcej do neogotyckiego. Z wielu względów wyjątkowa jest historia kościoła ewangelickiego Wang (31) w Karpaczu, który to pierwotnie został wzniesiony w południowej Norwegii w XII wieku w miejscowości Vang nad jeziorem o tej samej nazwie. Na początku XIX wieku kościół sprzedano za 427 marek norweskiemu malarzowi Johannowi Christianovi Dahlowi, od którego kościół odkupił król pruski Fryderyk Wilhelm IV, który na prośbę hrabiny Joanny Julianny Fryderyki von Reden, ofiarował kościół mieszkańcom karkonoskiej miejscowości.

(8)
W budowlach nurtu protestanckiego eksponuje się głównie ołtarz, ambonę i chrzcielnicę. Wyraźnie zmniejszone zostało oddziaływanie rzeźby i malarstwa, których rola jako przedmioty kultu została diametralnie zreformowana. Formy obie traktuje się tutaj jako wspomaganie dydaktyczne. Ich rola jest komemoratywna. Uproszczenie liturgii, brak kultów świętych i maryjnego sprawiają, że zmienia się wyposażenie świątyń. W malarstwie dominują wątki eschatologiczne (32), wyobrażenia pasyjne (33), sceny ukrzyżowania i Ostatniej Wieczerzy (34). Spotyka się również motywy Chrztu w Jordanie (35) i Chrystusa wśród dzieci (36). W malarstwie użytkowym pojawiają się portrety proboszczów i reformatorów. Niosący przez Reformację wymiar indywidualnego doświadczenia duchowego i powszechnej introspektywności znalazł wyraz w niedopowiedzeniu, czy wymowie milczenia. Wynika on ze świadomości, że w obrazie nie da się wyrazić tego, co jest przeżyciem najgłębszym, dotykającym transcendencji.

(9)
Cechą współczesnych obiektów wznoszonych na potrzeby zborów protestanckich jest pełne zestrojenie przestrzeni i bryły z otoczeniem, które nie jest pozbawione odniesień symbolicznych. Przykładem mogą być kościoły w Jastrzębiu-Zdroju (37), Puńcowie (38) koło Cieszyna i Bażanowicach (39) koło Cieszyna.
Po II wojnie światowej większość świątyń protestanckich uległa zniszczeniu lub została przejęta przez Kościół katolicki. Pomimo, że zarówno architektura, jak i sztuka ogranicza się w dużym uproszczeniu określeniowym
do potrzeb sakralnych, spory jest jej udział w budowie świeckich obiektów rozsianych po Śląsku i całej Polsce. Warto zauważyć przy okazji tej krótkiej i bardzo ograniczonej prezentacji, że Ślązacy ewangelicy mieli swój udział w budowie świeckich pomników architektury. Przykładem może tutaj
być Gotthard Langhans (40.1) (40.2) (40.3), który w latach 1789-1791 wybudował w Berlinie słynną Bramę Brandenburską (40.4).

(10)
Znawcy powyższego zagadnienia zgodnie zauważają, że kultura umysłowa protestantyzmu była bardziej literacka aniżeli plastyczna. W okresie Reformacji powstała nowa teoria przekładu tekstów. Teksty teologiczne, w przeciwieństwie do swobodnej translatoryki literatury pięknej, musiały być tłumaczone ściśle.
Ożywienie piśmiennictwa dynamizuje życie kulturalne w Europie w XVI wieku. Jednym z najważniejszych celów protestantyzmu było poznanie na nowo lub nauka Słowa Bożego. Chodziło o to, aby ludzie mogli samodzielnie czytać i poznawać Biblię. Nie było dotąd tłumaczenia całej Biblii. Dokonał tego doktor Marcin Luter (41) i wprowadził jej użycie w języku narodowym
podczas nabożeństw. Tłumaczenie to miało ogromny wpływ na rozwój narodowego języka niemieckiego. W jego ślady poszli inni tłumacze Pisma Świętego. W Krakowie w roku 1561 ukazała się Biblia w języku polskim w tłumaczeniu Marcina Leopolity, w oficynie Mikołaja Scharffenberga, który pochodził z Lubomierza na Dolnym Śląsku. Najstarsze protestanckie
wydanie Biblii w języku polskim pochodzi z 1563 roku. Jedną z największych oficyn, wydających druki protestanckie w języku polskim była aż do XIX wieku oficyna w Brzegu. Drukowano tam także dzieła polskich pastorów ze Śląska Cieszyńskiego oraz przekłady takich twórców, jak Rej czy Kochanowski. Oprócz niej dużą rolę odgrywały drukarnie we Wrocławiu i Oleśnicy.

(11)
Biblia stawała się łatwiej dostępna. Oprócz niej wydawano zbiory pieśni kościelnych, czyli kancjonały, które to potwierdzają, że w nabożeństwach ewangelickich wszystkich konfesji pieśni zboru mają ważną rolę w liturgii. Pieśni ewangelickie oparte są zawsze na motywach biblijnych. Wśród najwybitniejszych twórców pieśni ewangelickich jest Ślązak Jan Scheffler, znany jako Angelus Silesius (42). W 1673 wydano w Brzegu Kancjonał Polski. Rozpowszechnione zostały także postylle, katechizmy, modlitewniki, wyznania wiary, agendy oraz dialogi i dramaty religijne. Protestanckie piśmiennictwo polskie zaczęło rozwijać się intensywnie na północno-wschodnim
Śląsku, Prusach Królewskich i w Wielkopolsce. Zapotrzebowanie na piśmiennictwo w języku polskim powodowało wzrost ilości drukarni i wydawnictw. Rozpowszechnianie się języka ojczystego przyczyniało się do pobudzenia świadomości narodowej. Wpływy polskiej literatury zaznaczyły się w śląskim piśmiennictwie XVIII wieku. Przykładem może być tutaj zbiór wierszy religijnych Hymny moje domowe Piotra Wacheniusa – poety ze Strzelc Opolskim. Napisał on też dwie rozprawy polemiczne propagujące wyznanie kalwińskie.
Wachenius nawiązywał do Jana Kochanowskiego i jego hymnu Czego chcesz od nas Panie za Twe hojne dary. Odwoływał się też do Mikołaja Reja. Do Psałterza Dawidowego Jana Kochanowskiego odwoływał się także w XVII wieku prozaik śląski Adam Gdacjusz (43), pochodzący z Kluczborka, zwany „śląskim Rejem”. Był autorem m.in. Postylli dla ludu, tzw. Gdacjuszki. Przykład Gdacjusza
potwierdza autopostrzeganie wspólnoty etnicznej tej części Śląska z Polską.

(12)
W zakresie edukacji, dotychczasowy monopol Kościoła katolickiego powodował jej uwstecznienie. Tradycyjne szkoły parafialne i katedralne przeżywały nie tylko kryzys finansowy, ale i pedagogiczny. Nie nadążały za nowymi wyzwaniami.
Szkolnictwo protestanckie zaczęło się cieszyć dużym uznaniem, szczególnie w zakresie nauk ścisłych i przyrodniczych, w których kładziono duży nacisk na język ojczysty. Gimnazja luterańskie na Śląsku, w Gdańsku, Toruniu, czy Elblągu były znane z ich wysokiego poziomu. Przy szkołach znajdowały się często drukarnie wydające podręczniki, słowniki oraz dzieła wyznaniowe.
Wyjątkową postacią protestantyzmu na ziemiach polskich był Jan Amos Komensky z Braci Czeskich. Był nie tylko pierwszym biskupem Braci Czeskich, ale i wybitnym pedagogiem, który przerastał swoją epokę. Jego osiągnięcia pedagogiczne mają ogromne znaczenie i dzisiaj.

(13)
To, nowoczesne podejście do nauki i jej przekazywania przez protestantów wywarło poważne i korzystne zmiany w szkolnictwie w wielu krajach, w tym na Śląsku i w Polsce. Poza piśmiennictwem i edukacją również muzyka i poezja spełniały ważną rolę w religijności protestanckiej, a zwłaszcza luterańskiej. Miało to związek ze stosunkiem samego Marcina Lutra do tej dziedziny kultury. Doceniał on znaczenie i rolę muzyki w życiu kościelnym i samej liturgii.
Osobiście był autorem pieśni i hymnów religijnych. Często je osobiście wykonywał. Spośród pieśni, których autorstwo przypisywane jest doktorowi Marcinowi Lutrowi, wiele do dziś śpiewanych jest w przekładach na różne języki, także i na polski. Najbardziej znane z nich to hymn Warownym grodem jest nasz Bóg i pieśń pokutna Z głębokiej nędzy. Pieśni najwybitniejszych
twórców ewangelickich, takich jak Paul Gerhard i Angelus Silesius tłumaczone były na różne języki, a ewangelicy polscy mają również w tej dziedzinie wkład nie tylko na swoich ziemiach, ale i w Europie, jak choćby znana pieśń z XVII wieku Jezu mój krasny. Duże zasługi poło zył Jerzy Trzanowski (44) działąjący na Śląsku Cieszyńskim i Słowacji, zwany śląskim Lutrem. Melodie ewangelickich pieśni zapożyczone były najczęściej z pieśni katolickich, ale także pieśni husytów,
waldensów, a nawet świeckich pieśni ludowych. Protestantyzm nie tylko w Niemczech, ale i w Polsce wydał wielu wspaniałych kompozytorów, jak choćby Jan Sebastian Bach, Georg Friedrich Händel czy Mikołaj Gomółka.

(14)
Potrzeby działalności muzycznej przyczyniały się do rozwoju dobrej klasy instrumentów, nie tylko organowych. Duży jest również ich udział w propagowaniu takich form muzycznych jak koncerty. Taka forma bliskości z ludźmi przetrwała do dzisiaj. W świątyniach ewangelickich często odbywają
się ogólnodostępne koncerty muzyczno-wokalne, nie tylko organowe, które cieszą się dużą popularnością z uwagi na ciekawy repertuar i kunsztowne wykonanie. Wiele śląskich świątyń ewangelickich posiada dobrej klasy instrumenty organowe. Szczególną pozycję na Śląsku Opolskim zdobyły sobie koncerty w kościele ewangelickim w Kluczborku, w ramach odbywających się od 1986 roku Kluczborskich Wieczorów Muzycznych. Koncerty odbywają się także w kościołach ewangelickich we Wrocławiu, Świdnicy, Jaworze, Katowicach, Zielonej Górze, Karpaczu.
Na koniec chciałbym podkreślić duży wpływ kultury protestanckiej na kształtowanie integracji pogranicza niemiecko-polsko-czeskiego w perspektywie historycznej oraz teraźniejszej. Fakt ten napawa optymizmem w stosunku do kształtowania się nowej rzeczywistości, w której uprzedzenia i wrogość nie dominują.

Bibliografia:
1. Dannenberg, L.-A., Donath, M.: Dziedzictwo Lutra. Reichenbach 2016.
2. Dola, K.: Dzieje Kościoła na Śląsku. Opole 1996.
3. Gumuła, U.: Zapomniane tradycje kulturowe Górnego Śląska. W: Myśl Protestancka 2/1997.
4. Harasimowicz, J.: Ewangelicka architektura i sztuka na ziemiach polskich. W: Below, J., Legendź, M. (red.): Świadectwo wiary i życia. Bielsko-Biała 2004.
5. Harasimowicz, J.: Rola sztuki w doktrynie i praktyce kultowej Reformacji. W: Euhemer –Przegląd Religioznawczy 4/ 1980.
6. Hławiczka, K.: Wkład protestantyzmu do polskiej kultury muzycznej. W: Wojak, T. (red.): Udział ewangelików śląskich w polskim życiu kulturalnym. Warszawa 1974.
7. Hutter-Wolandt, U.: Tradition und Glaube. Dortmund 1995.
8. Jaskóła, P.: Protestantyzm w kulturze Śląska. W: Roczniki Teologii Ekumenicznej 3 (58)/2011.
9. Kumor, B.: Historia Kościoła V: Czasy nowożytne. Rozłam w chrześcijaństwie zachodnim. Lublin 1984.
10. Mała encyklopedia muzyki. Warszawa 1981.
11. Popiołek, K.: Historia Śląska. Katowice 1967.
12. Schwarz, E.: Schlesien – Versinkende Erinnerung oder verpflichtendes Erbe? W: Jahrbuchfür Schlesische Kirchengeschichte 42/ 1963.
13. Snoeijer, P.: Początki Reformacji w Polsce oraz wpływ Reformacji na kulturę polską. W: Wykład: Reformacja w Polsce. Biuletyn Augustinus Fundacji In de Rechte Straat. Zgorzelec 2014.
14. Szczepankiewicz-Battek, J.: Protestantyzm na Śląsku. Wrocław 1996.
15. Tazbir, J.: Mniejszości wyznaniowe w Polsce. Polak jako katolik raczej kłopotliwy. W: Silva Rerum Historicarum. Warszawa 2002.
16. Zeler, B.: Literatura ewangelicka. W: Świadectwo wiary i życia. Kościół luterański w Polsce wczoraj i dziś. Bielsko-Biała 2004.

Arkadiusz Lisowski
Der Einfluss des Protestantismus in verschiedenen Bereichen des kulturellen Lebens in Schlesien und Polen im Laufe der Jahrhunderte.

In diesem Jahr feiern wir das große Jubiläum der protestantischen Kirchen, die eine Erinnerung an den 500. Jahrestag der Reformation ist. (1) In meiner kurzen Präsentation, möchte ich mich nur auf ausgewählte Elemente und die Auswirkungen des Protestantismus auf Kirchenarchitektur, Kunst, Literatur und Landessprache , Bildung und Musikkultur beschränken. Diese Elemente sind nur Beispiele für den Beitrag der neuen geistigen Strömungen und Gedanken
und auf die kulturellen Trends. Wir können im Rahmen des Seminars den kulturellen Reichtum nicht analysieren, welchen die Reformation hinterlassen hat (2), einen Reichtum, der ähnlich dem Satz, dass die Kirche sich ständig reformieren lassen soll, über Jahrhunderte zum aktuellen Ausdruck der Dankbarkeit gegenüber Gott und der Treue zu seinem Wort geworden ist. In der
Kultur finden diese Merkmale eine Wiedergabe, und spiegeln sich im konfessionellen Leben wieder.

Der kreative Beitrag der Protestanten in verschiedene Bereiche des kulturellen Lebens in Schlesien und in Polen gibt seinen Ausdruck in Formen, welche die Liturgie mitgestaltet haben und wesentliche Veränderungen im kulturellen Erbe dieser Regionen eingeleitet haben. Den Protestantismus mit seiner inhaltlichen Quelle in der postulierten und implementierten Reform der Kirche, gab es in der Zeit des Humanismus, Renaissance, der neuen geographischen Entdeckungen und Forschung. Dies erklärt gut seine Auswirkungen auf den kulturellen Bereich. Die Ansichten geäußert von Dr. Martin Luther sind seine treibende Kraft. Zuerst kamen die neuen Gedanken nach Schlesien (3), gefolgt von den polnischen West- und Nordregionen und erreichten dann das ganze Land und Litauen. Calvinismus kam am frühesten nach Kleinpolen und Litauen und die Leheren der Tschechischen Brüder nach Teschener Schlesien und Großpolen. Die Reformatoren sahen ihre Aufgabe in erster Linie in der Änderung der
Kirchenlehre. Besonders ging es um die Rechtfertigungslehre. Die bestehenden Formen des Gottesdienstes wurden in Bezug auf ihre Inhalte durch neue ersetzt. Dies wirkte sich auf die kulturellen Ausdrucksformen in der Kultur und Kunst der Kirche und darüber hinaus.

In der evangelischen Architektur und Kunst gibt es einige Perioden.
Selbst die Sakralbauten und ihre Rolle wurden von den Reformatoren unterschiedlich behandelt. Zwingli (4.1) und seine Anhänger glaubten, zum Beispiel, dass die besonderen Orte der Anbetung nicht unbedingt notwendig sind, da den Inhalt der Liturgie eine Verkündigung des Wortes Gottes
ausmacht. Kirchenbauten verlieren so den sakralen Charakter. Der Züricher Reformer (4.2) wird, sozusagen, mit einer sehr einfachen Form der Frömmigkeit aus der Perspektive der Rolle der Architektur und der sakralen Kunst assoziiert.
Während Calvin (5) die Notwendigkeit für einen besonderen Ort der Anbetung sah, obwohl er frei von irgendwelchem großen und teuren Schmuck bleiben sollte.

Zunächst ähnliche Ansichten hat Martin Luther vertreten. Diese kann man einfach und direkt beschreiben: die Existenz von Kirchen (6) als religiösen Gebäuden ist nicht für die Zwecke des evangelischen Gottesdienstes notwendig. Im Zeitalter der, für die neue Lehre und die Konstitution der neuen Strukturen wichtiger Ereignisse, hatte die architektonische Form der Kirchen keine
vorrangige Rolle mehr. Manchmal wurden bestehende Elemente erhalten, weil Kirchengebäuden oft von Anhängern der neuen Lehre sowie der bestehenden Traditionen besucht wurden (eine solche Situation finden wir in der erhaltenen Kirche mit doppeltem Kirchenschiff in Bautzen (7.1) in der Lausitz, wo ein Kirchenschiff den Katholiken (7.2) und das andere den Protestanten (7.3) (7.4)
dient), und die Übernahme der Kirchen in Schlesien war in der Regel fast überall friedlich.

Nach 1648 und dem sogenannten Westfälischen Frieden bekamen die Protestanten in Schlesien ein Limit für den Bau von drei Kirchen in Schweidnitz (8.1) (8.2) Jauer (9) und Glogau (10). Diese wurden „Friedenskirchen” genannt und wurden der architektonischen Besonderheiten, welche typisch für religiöse Gebäude waren, beraubt. Sie hatten ausserhalb der Stadtmauern (der Abstand eines Kanonenschusses) zu stehen, und wurden aus unhaltbaren Baustoffen, ohne Türme und Glocken gebaut. Der Bau dieser Gotteshäuser durfte ein Jahr nicht überschreiten. Der Architekt der Friedenskirchen in Schweidnitz und Jauer war der Militärarchitekt von Breslau – Albrecht von Säbisch (11). Als Prototyp betrachtet man den Hugenotten Tempel in Charenton in der Nähe von Paris (12). Die Herrschaft der katholischen Habsburger hat den evangelischen Sakralbau in
Schlesien stark eingeschränkt. Aber umso mehr Möglichkeiten boten sich in Polen und Litauen aufgrund der großen Toleranz. Deshalb in den Grenzregionen der schlesischen protestantischen Fürstentümer, und in den Grenzregionen von Sachsen, Brandenburg und Polen entstanden sogennante Zufluchtskirchen bzw. Grenzkirchen. Es gab in Schlesien etwa 110 Zufluchtskirchen, unter denen erwähnenswerte und bis heute erhaltene (13) in Kreibau in der Nähe von Bunzlau, in Harpersdorf (14) Pilgramsdorf (15), Probsthain (16), Nowa Wieś Grodziska (17) in der Nähe von Goldberg und Lauban in Schlesien ( 18). Von den Grenzkirchen sind unter anderem folgende erwähnenswert in Göppersdorf (19) in der Nähe von Friedeberg sowie in Friedersdorf am Queis (20) in der Nähe von Lauban. Die Situation der schlesischen Protestanten änderte sich nach dem
Jahr 1707 und der schwedischen Intervention, sowie nach der Altranstädter Konvention von 1707, als durch die Gnade Kaiser Josephs I. in den von ihm als (katholischem) Landesherrn regierten schlesischen Landesteilen sechs evangelische Gnadenkirchen (Sagan (20.1), Freystadt (20.2), Hirschberg (20.3), Militsch (20.4), Teschen (20.5) und in Landeshut (20.6) errichtet werden durften,
und noch mehr nach der Eingliederung Schlesiens in Preußen im Jahre 1740. Die Einschränkungen im evangelischen Kirchenbau wurden aufgehoben.

Errichtet wurden so genannte Bethäuser (21), die bescheiden waren, oft aus Holz und turmlos. Die Interiors waren sehr bescheiden ausgestattet, um während der gemeinsamen Andachten das auszudrücken, was wichtig und biblisch ist, nämlich die Lehre von der Rechtfertigung und die, von Luther formulierten Prinzipien, wie zum Beispiel allein durch die Schrift, allein Christus, allein
durch Gnade. Die Form wurde dem Utilitarismus untergeordnet. Diese Tatsache wurde im Wesentlichen durch die Idee des Pietismus (22), insbesondere ihres radikalen Zweigs – der Herrnhuter Brüdergemeine (23) beeinflusst. Solche Gemeinden existierten zum Beispiel in Gnadenfrei (24), Neusalz an der Oder (25), Gnadenberg (26) nahe Militsch und Pawlowitz (27) in Oppelner Schlesien. Bis 1752 wurden in Schlesien 164 Bethäuser gebaut, von denen die meisten
heute nicht mehr existieren. Seit der zweiten Hälfte des achtzehnten Jahrhunderts, baute man bereits beeindruckende Kirchen mit Einflüssen der barocken Kunst mit einem hohen historischen Wert. Unter ihnen befinden sich die Erlöserkirche (28) in Bad Warmbrunn, die Hofkirche (29) in Breslau
und die Sophienkirche (30) in Carlsruhe in Oberschlesien. Alle diese Objekte gehören den Gemeinden der polnischen Evangelisch-Augsburgischen Kirche.

Die Zeit der größten Entwicklung in der evangelischen Architektur und Kunst in Schlesien und in Polen war das neunzehnte Jahrhundert und die erste Hälfte des zwanzigsten Jahrhunderts. Die Architektur der Kirchengebäude knüpfte an Neuromanik, Neobarock, und in den meisten Fällen an die Neugotik. In vielerlei Hinsicht einzigartig ist die Geschichte der evangelischen Kirche Wang (31) in Krummhübel, die ursprünglich in Südnorwegen im zwölften Jahrhundert im Ort Vang am See mit dem gleichen Namen errichtet wurde. Zu Beginn des neunzehnten Jahrhunderts wurde die Kirche für 427 Marken an den norwegischen Maler Johann Christian Dahl verkauft, und von ihm erwarb die Kirche der preußische König Friedrich Wilhelm IV, der auf Wunsch der Gräfin Johanna Juliana Friederike von Reden, die Kirche an die Bewohner des Orten im Riesengebirge übergab.

In den Bauwerken der evangelischen Bautradition konzentriert sich die Aufmerksamkeit des Betrachtenden in erster Linie auf drei Elemente, den Altar, die Kanzel und den Taufbecken. Ganz klar wurde die Rolle der Malerei und der Bildhauerei reduziert, deren Funktion als Objekte der Anbetung radikal reformiert wurde. Beide Formen werden hier als Unterstützung für die Didaktik
und die Lehre behandelt. Sie dienen als Beispiele. Die Vereinfachung der Liturgie, das Fehlen des Heiligenkultes sowie der Marienverehrung, leiten Änderungen an der Innenausstattung der Kirchen ein. In der Malerei dominieren eschatologische Themen (32), Passionvorstellungen (33), Szenen der
Kreuzigung und das Abendmahl Jesu (34). Es kommen auch Motive, wie die Taufe im Jordan (35) und Christus bei Kindern (36) vor. In der utilitaristischen Malerei überwiegen Porträts von Pastoren und Reformern. Die, für die Reformation typische Dimension der individuellen Erfahrung und Wahrnehmung sowie der geistigen und universellen Selbstbeobachtung fand ihren Ausdruck in der
Anspielung, oder dem Verschweigen. Diese Dimension ergibt sich daraus, dass Bilder nicht ausdrücken können, was die tiefste Erfahrung ausmacht, die Transzendenz.

Als Merkmal der modernen Gebäuden, welche den evangelischen Gemeinden dienen, kann eine gewisse Harmonie zwischen dem Raum und dem Projekt genannt werden, die nicht frei von symbolischen Referenzen ist. Beispiele dafür sind Kirchen in Bad Königsdorff-Jastrzemb (37), Punzau (38) bei Teschen und Bazanowitz (39) bei Teschen. Nach dem Zweiten Weltkrieg wurden die meisten evangelischen Kirchen zerstört oder durch die katholische Kirche übernommen.
Obwohl sowohl die Architektur als auch die Kunst sich in der Deutungsvereinfachung auf den kirchlichen Bedarf beschränken, ist ihr Beitrag zur weltlichen Architektur in Schlesien und Polen groß. Es ist erwähnenswert in dieser kurzen und sehr eingeschränkten Präsentation, die Rolle der schlesischen evangelischen Christen im Bau der weltlichen Denkmäler der Architektur. Ein Beispiel kann hier Gotthard Langhans (40.1) (40.2) (40.3) sein, der in den Jahren von 1789 bis 1791 das berühmte Berliner Brandenburger Tor (40.4) errichtet hat.

Experten weisen darauf hin, dass die geistige Kultur des Protestantismus mehr literarisch als plastisch war. Während der Reformation entstand eine neue Theorie der Übersetzung von Texten. Theologische Texte, im Gegensatz zu einer freien Übersetzung der weltlichen Literatur sollten genau übersetzt werden.

Die Wiederbelebung der geschriebenen Literatur treibt das kulturelle Leben in Europa im sechzehnten Jahrhundert an. Eines der wichtigsten Ziele des Protestantismus war die Lehre des Wortes Gottes. Der Gedanke dahinter war es, den Menschen zu ermöglichen, selbständig aus der Bibel zu lernen. Bisher gab es keine vollständige Übersetzung der Bibel. Dies tat Dr. Martin Luther (41) und führte die Verwendung der Bibel in der Landessprache während der Gottesdienste ein. Die Übersetzung hatte einen großen Einfluss auf die Entwicklung der nationalen deutschen Sprache. In seine Fußstapfen traten andere Übersetzer der Heiligen Schrift. In Krakau, im Jahre 1561 erschien
die Bibel in polnischer Sprache, übersetzt von Martin Leopolita, in der Druckerei von Nikolaus Scharffenberg, der aus Liebenthal in Niederschlesien stammte. Die älteste evangelische Ausgabe der Bibel in der polnischen Sprache stammt aus dem Jahre 1563. Einer, der größten Verlage, der evangelische Schriften in der polnischen Sprache herausgegeben hat, war bis zum neunzehnten
Jahrhundert die Durckerei in Brieg. Es wurden dort auch Werke polnischer Pastoren aus dem Teschener Schlesien sowie Übersetzungen von Autoren wie Rej und Kochanowski gedruckt. Daneben spielten eine große Rolle die Druckereien in Breslau und in Oels.

Die Bibel wurde zunehmend erreichbar. Ausserdem wurden Kichenlieder, die Hymnare herausgegeben, was bestätigt, dass die Lieder in allen evangelischen Kirchen eine wichtige Rolle in der Liturgie spielten. Evangelische Lieder basieren immer auf biblischen Motiven. Zu den herausragenden Persönlichkeiten der evangelischen Kirchenmusik gehört der Schlesier Jan Scheffler, bekannt als Angelus Silesius (42). Im Jahre 1673 wurde in Brieg das Polnische Gesangsbuch herausgegeben. Verbreitet waren auch die Hauspostillen, Katechismen, Gebetsbücher, Glaubensbekenntnisse, Agendas, Dialoge und religiöse Dramen.

Die evangelische polnische Literatur begann, sich intensiv in nordöstlichen Schlesien, in Preußen Königlichen Anteils und in Großpolen zu entwickeln. Die Nachfrage nach Literatur in polnischer Sprache führte zu einer Steigung der Anzahl der Duckereien und Verlage. Die Verbreitung der Muttersprache trägt zur Stimulierung des nationalen Bewusstseins bei. Der Einfluss der polnischen Literatur und der schlesischen Literatur war im XVIII Jahrhundert besonders groß. Ein Beispiel könnte hier die Sammlung von religiösen Gedichten Hymne aus meiner Heimat von Peter Wachenius, eines Dichters aus Groß Strehlitz dienen. Er schrieb auch zwei polemische Abhandlungen, die den Calvinismus popularisieren sollten. Wachenius knüpfte an Jan Kochanowski und seine Hymne Was erwartest Du, Herr von uns, für Deine großzügige Gaben,
sowie an Mikołaj Rey. An Davids Psalter von Jan Kochanowski knüpfte im siebzehnten Jahrhundert der schlesische Schriftsteller Adam Gdacjusz (43), geboren in Kreuzburg, der so genannte „Schlesische Rej.” Er war Autor, unter anderem, der Hauspostille für das Volk, der so genannten Gdacjuszka. Das Beispiel von Gdacjusz bestätigt die ethnische Gemeinschaft dieses Teils
Schlesiens mit Polen.

In Bezug auf die Bildung, verursachte das derzeitige Monopol der katholischen Kirche ihre Unterentwicklung. Traditionelle Pfarrschulen und die Domschulen erlebten nicht nur finanzielle Schwiriegkeiten, sondern auch pädagigische Probleme. Sie hielten nicht mit den neuen Herausforderungen mit. Das evangelische Schulwesen gewanne breite Anerkennung, vor allem im Bereich der Naturwissenschaften, wobei der Schwerpunkt auf der Muttersprache lag. Lutherische Sekundarschulen in Schlesien, Danzig, Thorn und Elbing waren für ihr hohes Niveau bekannt. An den Schulen befanden sich oft Druckereien, wo Lehrbücher , Wörterbücher und religiöse Werke herausgegeben wurden.
Eine einzigartige Persönlichkeit des Protestantismus in Polen war Jan Amos Komensky von den Böhmischen Brüdern. Er war nicht nur der erste Bischof der Unität der Böhmischen Brüder, sondern auch ein hervorragender Pädagoge, der seine Zeit übertroffen hatte. Seine pädagogischen Leistungen sind von großer Bedeutung noch heute. Diese moderne Einstellung zur Wissenschaft und der Wissenstransfer durch Protestanten hatte bedeutende und positive Veränderungen im Bildungssystem in vielen Ländern, darunter in
Schlesien und Polen eingeleitet. Neben der Literatur und der Bildung spielten auch Musik und Poesie eine sehr wichtige Rolle in der protestantischen Religiosität, vor allem bei den Lutheranern. Dies hing selbst mit dem Verhältnis
von Martin Luther zu diesem Kulturzweig zusammen. Er schätzte die Bedeutung und die Rolle der Musik im Leben der Kirche und in der Liturgie. Er war persönlich Autor von vielen Kirchenliedern und religiösen Hymnen. Oft hat er persönlich sie ausgeführt. Zu den Kirchenliedern, die Dr. Martin Luther zugeschrieben werden, wurden viele in verschiedene Sprachen übersetzt, darunter auch ins Polnische. Das bekannteste Kirchenlied ist die Hymne Eine feste Burg ist unser Gott und das Beichtelied Aus tiefer Not schrei ich zu dir. Die Kirchenlieder der größten evangelischen Künstler, wie Paul Gerhard und Angelus Silesius wurden in verschiedene Sprachen übersetzt. Die polnischen
Protestanten haben auch ihren Beitrag dazu geleistet, unter anderem mit dem berühmten Lied aus dem siebzehnten Jahrhundert, Mein wunderschöner Jesu. Die Kirchenmusik verdankt viel Jiří Třanovský (44), der in Teschener Schlesien und in der Slowakei aktiv war, und der in die Geschichte als der so genannte Schlesische Luther einging. Die evangelischen Kirchenmelodien waren meist katholischen Ursprungs. Viele wurden den Hussiten, Waldensern und den weltlichen Volksliedern entnommen. Viele große Komponisten nicht nur in Deutschland, sondern auch in Polen, wie Johann Sebastian Bach, Georg Friedrich Händel und Mikołaj Gomółka waren evangelisch.

Die, aus der Musik ausgehenden Bedürfnisse trugen zur Entwicklung von Instrumenten guter Qualität bei, nicht nur der Orgel. Groß ist auch ihr Beitrag zur Popularisierung solcher Formen wie musikalische Konzerte. Diese Konatktform überlebten bis heute. In evangelischen Kirchen finden oft öffentliche Konzerte statt, nicht nur die Orgelkonzerte, die wegen des
interessanten Repertoires und handwerkliches Könnens sehr beliebt sind. Viele, der Schlesischen Evangelischen Kirchen besitzen Instrumente hoher Qualität. Einen Sonderstatus in Oppelner Schlesien haben Konzerte in der evangelischen Kirche in Kreuzburg inne, die seit 1986 im Rahmen der Kreuzburger Musikabende sattfinden. Konzerte werden auch in evangelischen Kirchen in
Breslau, Schweidnitz, Jauer, Kattowitz, Grünberg, Krummhübel angeboten.
Zum Schluss möchte ich den großen Einfluss der protestantischen Kultur unterstreichen für die Integration an der Grenze zwischen Polen, Deutschland und Tschechien aus einer historischen Perspektive sowie in der Gegenwart. Diese Tatsache ist ermutigend, in Bezug auf die Entstehung einer neuen Wahrnehmung, in der Vorurteile und Feindseligkeit nicht dominieren.

Kościół ojczysty

 

Margrit Kempgen
Kościół ojczysty – więcej niż tylko wystawa

Wystawy, zwłaszcza wystawy panelowe, mają zwykle coś statycznego w sobie. Grupą docelową są tu goście i widzowie wystawy.
Mówiąc prosto, plan tej wystawy był od samego początku inny. Nie był w pierwszym rzędzie planowany dla gości, lecz miał pomóc młodym ludziom, którzy tę wystawę przygotowywali, w przekazaniu im wiadomości i uzyskaniu pewnego wglądu.
Najpierw jednak chciałbym krótko wyjaśnić, jak do niej doszło.
Zadaniem naszej Fundacji, zgodnie z jej statutem, jest badanie, przekazywanie i
ukierunkowanie na przyszłość rozwoju duchowej protestanckiej tradycji całego Śląska, niezależnie od zmieniających się granic oraz w ścisłym powiązaniu z istniejącymi tu jeszcze kościołami protestanckimi.
W istocie chodzi więc o zachowanie, ukazywanie oraz przekazanie na przyszłość tej tradycji.
To zadanie odpowiada pod wieloma aspektami zadaniom attaché kulturalnego w Muzeum
Śląskim. Nie jest zatem zaskoczeniem, że istnieje wiele kontaktów i aspektów współpracy między naszą fundacją a odnośnymi attaché kulturalnymi. Tak było także w przypadku „Kościoła ojczystego”.
Zarówno dr Eiden, poprzedni attaché kulturalny na SMG, jak i ja, niezależnie od siebie, stwierdziliśmy, na podstawie wielu rozmów i wizyt w Polsce i Niemczech, że to właśnie po stronie polskiej młodzież wykazuje duże zainteresowanie historią Śląska, ale – podobnie jak w przypadku młodych Niemców – posiada ona znikomą wiedzę, a czasem jej brak. Co robić? Zaakceptować ten fakt i żyć z nim?
Ponieważ było jasne, że szeroki transfer wiedzy przekracza nasze kompetencje i
możliwości, zdecydowaliśmy się, tytułem przykładu, na zorganizowanie wystawy.
W tym celu wybraliśmy temat, o którym wiedzieliśmy, że nie znajduje się on szczególnie wysoko na liście zainteresowań młodzieży i z różnych powodów nie jest poruszany także w domach rodzicielskich, mianowicie: kościół i sprawy wyznaniowe. 18 uczestniczących w projekcie młodych ludzi było w wieku od 14 do 18 lat. Połowa była z Polski, a połowa Niemiec. 7 z 9 młodych Polaków było katolikami a 2 protestantami, z kolei 7 młodych Niemców było protestantami a 2 było bezwyznaniowych. Młodzi ludzie przyjechali z okolic Milicza, Bolesławca i Lubania, Wurzen i Görlitz. To zestawienie było przypadkowe, byli to uczniowie, których do udziału w projekcie zainteresowali nauczyciele, i którzy samodzielnie
zdecydowali się na uczestnictwo.
Samo już takie zestawienie stanowiło pewne złamanie schematu i dało zarówno Niemcom, jak i Polakom nową świadomość, że nie wszyscy Polacy są katolikami i nie wszyscy Niemcy są wyznaniowi. Bardzo pomocna okazała się także świadomość, że wyznanie, które wydawać się mogło „czymś zwykłym” po jednej stronie Nysy, po drugiej jej stronie okazuje się być wyjątkiem.
Szczególnie zajmujące było wspólne zwiedzenie Kościoła Pokoju w Świdnicy, który do tej pory nie był znany nikomu z młodych ludzi. Na bazie budynku kościoła jak i przyległego areału objaśnialiśmy historię tego szczególnego miejsca;wyjaśnialiśmy, czym różnią się budynki katolickie i protestanckie, oraz jakie teologiczne powody powodują ich różne ukształtowanie.
Wszyscy młodzi ludzie byli nie tylko zauroczeni budynkiem kościoła, lecz wręcz nim zafascynowani. Nawet półtoragodzinne oprowadzanie nie stanowiło dla nich problemu.
Na zakończenie wycieczki doszło do interesującego i w pewnym stopniu także
pouczającego spotkania. Bez zapowiedzi zjawił się biskup Pytel w swym służbowym stroju, tj. w czarnym garniturze i koszuli z koloratką, przywitał mnie serdecznie i objął. Wywołał on u polskiej młodzieży katolickiej pewne dające się rozpoznać zdziwienie, które przeszło w całkowite zaskoczenie, gdy pojawił się również jeden z jego synów i mówił do niego tato, następnie też
przywitała ciepło męża jego żona, pani Pytel. Minęło sporo czasu, dopóki polska młodzież katolicka zdała sobie sprawę, że był to polski, protestancki pastor i biskup oraz jego rodzina. Było dla nich zupełnie nieznanym faktem, że protestanccy pastorzy zwykle są się żenią, i że jest to z protestanckiej perspektywy „normalne”.
To doprowadziło nas do zadania sobie pytań: „Co jest typowo niemieckie – a co typowe polskie?” oraz „Co jest typowo katolickie – a co typowo protestanckie?” Młodzi ludzie spisywali najpierw swoje odpowiedzi anonimowo. Można je znaleźć (możliwych było wiele sformułowań) na rollupach. Kończąca spotkanie rozmowa była bardzo pouczająca dla wszystkich a można przypuszczać, że wiele wyznawanych przez nastolatków stereotypów jest podzielanych również
przez większość dorosłych.
W ramach projektu pozostawiono młodzieży wybór, z którym ze szczególnych tematów chciałaby się chętnie zająć a które później mogłyby także znaleźć swój wyraz na rollupach.
Jedynym warunkiem była tematyka związana z „protestanckim Śląskiem”.
Co młodzi ludzie w szczególności z tego zrozumieli, mogli odczytać z rollupów. W łącznej ocenie stało się wtedy bardzo szybko jasne, że największe wrażenia dały spotkania z naocznymi świadkami, jak np. pani Boehme (niestety w międzyczasie już zmarła) czy Bettina Harnischfeger.
Biografie ludzi, którzy swoim własnym życiem lub życiem własnej rodziny dają świadectwo prawdzie, nadają się najlepiej, przynajmniej dla młodzieży, do przełamywania własnych i powszechnych stereotypów.
Wnioski:
Wystawa „Kościół ojczysty” nie może i nie będzie sobie rościć prawa do kreowania teorii naukowych ani też nie wyczerpuje tematu. Może ona też być tylko częściowym przyczynkiem eliminowania stereotypów i błędnych wyobrażeń.
Ale praca przy niej i razem z nią pomogła w tym, aby grupa młodzieży niemieckiej i polskiej poznała przynajmniej w stopniu elementarnym, że swój osąd warto budować poprzez stawianie pytań, rozmowy i słuchanie, że może to sprawiać nawet radość, oraz że dosłownie dostrzec można wówczas prawdziwe znaczenie słowa.

Śląsk – most czy dynamit – Schlesien – Bruecke oder Dynamit

Alfred Theisen
Śląsk – most czy dynamit między Niemcami a Polakami

Tadeusz Mazowiecki, uhonorowany Nagrodą Mostu w Görlitz jesienią 2011 roku
powiedział: „Pokój to nie stan, lecz ciągłe zadanie i wyzwanie”.

I w ten sposób już sami sobie odpowiadamy na pytanie, czy Śląsk to most, czy też
dynamit między Niemcami a Polakami. To zależy od ludzi, od nas, gdyż Śląsk, atrakcyjna krajobrazowo i niezmiennie prosperująca ekonomicznie kraina mostów nad Odrą, wciąż na nowo była na przestrzeni dziejów jednym i drugim, kością niezgody i mostem, nie tylko między Niemcami a Polakami, lecz na przykład także między Prusami a Habsburgami,między katolikami a protestantami.

Dzięki Bogu przez minione tysiąc lat Niemcy i Polacy przeważnie żyli w zgodzie, a często nawet – jak, mam nadzieję, i dziś – służyli sobie nawzajem pomocą, czego wielu ludzi w Niemczech i w Polsce sobie nie uświadamia. Dlatego moim zamiarem nie jest wygłoszenie Państwu nasyconego faktami wykładu naukowego, lecz zasugerowanie i pokazanie na podstawie prawie dwóch dziesięcioleci praktycznych doświadczeń z niemiecko-polskiego
współżycia na Śląsku i w Europa-Mieście Görlitz/Zgorzelec, co można zrobić, aby zachować dobre sąsiedztwo Niemców i Polaków na Śląsku.

Mniej więcej prawie co 200 lat w ciągu minionego tysiąclecia Śląsk zmieniał swoich władców: samodzielne księstwo piastowskie było najpierw poddane polskiej koronie. Kazimierz Wielki poszerzał jednak Polskę w kierunku na wschód i w układzie w Trenczynie w roku 1335 zrezygnował po wsze czasy ze Śląska, którym teraz rządziła Praga. Około 200 lat później Śląsk trafił przez małżeństwo w ręce Habsburgów, a po kolejnych 200 latach wskutek trzech wojen śląskich większa jego część znalazła się pod panowaniem Prus.
Mieszanina wrogich ludziom nacjonalizmów i ideologii, która pojawiła się dopiero od końca XVIII wieku, znalazła ujście w XX wieku w straszliwych wojnach, wysiedleniach, ludobójstwie i dyktaturach, które pochłonęły wiele milionów istnień ludzkich nie tylko w Polsce i u jej wschodnich sąsiadów, ale i w Niemczech, gdzie terror nazistów również pozostawił wstrząsający krwawy ślad, choćby tylko przez Holokaust, prześladowania opozycji i chrześcijan, jak Edyta Stein i Dietrich Bonhoeffer, czy obóz koncentracyjny dla duchownych w Dachau. Regulacja powojennych granic i idące z nią w parze wysiedlenia nie zostały uchwalone przez pozbawiony władzy polski rząd na uchodźstwie w Londynie, lecz przez zwycięskie potęgi i szczególnie okrutnie realizowane przez Stalina, który samowolnie, zamiast zgodnie z planem na Nysie Kłodzkiej, ustanowił nową granicę swojego ówczesnego satelickiego państwa polskiego na Nysie Łużyckiej. Przypuszcza się przy tym, że tak naprawdę chciał on przez ówczesne wysiedlenia zasiać trwałe ziarno niezgody między Niemcami a Polakami, nawożone aż do roku 1989 rewanżystowskimi hasłami radzieckiej propagandy komunistycznej. Ten zły siew mógł długo wschodzić, przy czym komuniści mogli się zręcznie posługiwać polskim nacjonalizmem, któremu co prawda już położył tamę
odważny list pasterski polskich biskupów z 1965 roku „Przebaczamy i prosimy o
przebaczenie” i głosy takich intelektualistów opozycyjnych, jak Jan Józef Lipski, Leszek Kołakowski czy Adam Michnik, na przykład w czasopiśmie „Kultura”.

Jednak dopiero po upadku imperium radzieckiego, po roku 1989 stało się możliwe prawdziwe zrozumienie narodów między wreszcie wolnymi Niemcami a Polakami. Trafnie powiedział arcybiskup Alfons Nossol, emerytowany biskup opolski, w połowie lutego na naszej Akademii Zimowej w hotelu pałacowym w Pakoszowie, że w obliczu udanej rewolucji wolnościowej w Środkowo-Wschodniej Europie w listopadzie 1989 upadły dwa mury: 9 listopada mur, który podzielił Niemcy i 12 listopada w Krzyżowej w czasie nabożeństwa pojednania z legendarnym pocałunkiem pokoju między Helmutem Kohlem a Tadeuszem
Mazowieckim mur między Niemcami a Polakami.

Spotkanie w Krzyżowej z dnia 12 listopada 1989, uchwalona wtedy wspólna deklaracja i zawarte w roku 1991 niemiecko-polskie umowy o potwierdzeniu granic i o dobrym sąsiedztwie stworzyły ramy dla zrozumienia polsko-niemieckiego. Ale musiało jeszcze upłynąć około dwudziestu lat, zanim został osiągnięty obecny stan nowej niemiecko-polskiej przyjaźni narodów. Przy tym polscy sąsiedzi też zauważyli, że Niemcy najbardziej długofalowo opowiadały się za przystąpieniem Polski do UE i popierały to, co w końcu nastąpiło w roku 2004.

Od czasu zmiany rządu w Warszawie jesienią 2015 pewne nacjonalistyczne tony obecnego polskiego rządu, jego polityka w dziedzinie wymiaru sprawiedliwości i mediów i bardziej restrykcyjna polityka wobec mniejszości po raz pierwszy znów rzuciły cień na stosunki dwustronne. Wizyta kanclerz Angeli Merkel w Warszawie w połowie lutego unaoczniła jednak to, że wspaniały cud porozumienia polsko-niemieckiego, który właśnie na Śląsku dał tak wiele owoców, nie jest zagrożony.

Gdy od połowy lat 90. w moich stronach rodzinnych, w górach Eifel w Nadrenii,
niedaleko Bonn i Koblencji przygotowywałem się do założenia naszego wydawnictwa w Görlitz, Śląsk był jeszcze bardzo daleki od odzyskanej dzisiaj świetności. Mój plan założenia wydawnictwa w Görlitz zebrał wśród moich znajomych i licznej rodziny wyłącznie krytykę i całkowity brak zgody, w ówczesnym Görlitz zresztą też. Myślano zarówno o ryzyku ekonomicznym, jak i o politycznej mieszance wybuchowej, którą łączono ze Śląskiem. Mój zmarły w międzyczasie ojciec gorąco mi to odradzał, mówiąc: „Nazizm, wojna, wysiedlenie i komunizm zrobiły ze Śląska największą kość niezgody między Niemcami a Polakami. Tam nigdy nie wróci spokój. Wcześniej czy później znów tam zaatakują jedni drugich. Śląsk to zjadliwy zarazek niezgody niemiecko-polskiej, a ty się pchasz akurat tam z całą swoją dużą rodziną?”

Dzisiaj wiemy, że stało się inaczej, że Śląsk znowu jest na drodze do tego, by stać się jednym z najbardziej kwitnących gospodarczo i cywilizacyjnie regionów Europy. Tutaj nie było i nie ma uwarunkowanych przeszłością incydentów, na które natychmiast rzuciłyby się media, lecz jest wzorowa dla innych regionów, konstruktywna, ale nierzucająca się w oczy europejska zgoda. Poniżej chciałbym pokazać, jak do tego doszło i zasugerować, jak można stabilizować obecne partnerstwo i przyjaźń niemiecko-polską na Śląsku.

Na pierwszym miejscu wymienię pielęgnowanie wspólnych chrześcijańskich
korzeni i przekonań wolnościowych właśnie w dzisiejszej Europie, gdzie świadomość chrześcijańska i wolnościowa jest atakowana. Chrześcijaństwo chroni przed straszliwym panowaniem ideologii, a zwłaszcza nacjonalizmu. Podkreśla ono niepowtarzalną godność człowieka, jego stworzenie na obraz i podobieństwo Boże jako korony stworzenia, któremu ma służyć cała polityka z jej różnymi elementami porządku rodziny, ojczyzny i narodu. Można więc kochać ojczyznę, ale równocześnie lepiej rozumieć, lubić i szanować sąsiada. Niemcy i Polacy są na Śląsku odwiecznymi sąsiadami. Oba narody ukształtowały się na przełomie pierwszego i drugiego tysiąclecia wokół Chrystusa, na bazie tego wspólnego chrześcijańskiego fundamentu. Już w epoce powstawania obu narodów doszło w roku 1000 do cudownego spotkania: cesarz Otto III i późniejszy pierwszy król Polski, książę Bolesław Chrobry spotkali się na Śląsku pod Szprotawą i wspólnie pielgrzymowali do Gniezna, do grobu świętego Wojciecha. Cesarz niemiecki nazwał wtedy polskiego księcia swoim „bratem
w królestwie”. O tym cudownym spotkaniu przypomniało spotkanie biskupów niemieckich i polskich w Gnieźnie jesienią 2015 roku i byłem bardzo rozczarowany, że niemieckie media, nawet kościelne, nie informowały o tym wydarzeniu!

Przez wieki trwała owocna współpraca Niemców i Polaków na Śląsku. Wspólnie
walczyli w 1241 roku z Tatarami w bitwie na Legnickim Polu i w roku 1683 pod
dowództwem polskiego króla Sobieskiego zatrzymali inwazję Turków na Wiedeń.

Ważna jest znajomość całej historii naszego sąsiedztwa, ale nie można dyskutować tylko o punktach spornych i otwartych ranach, lecz przede wszystkim trzeba stawiać na pierwszym planie te wydarzenia i osobistości, które mogą służyć młodym ludziom za przykład, jak np. święta Jadwiga czy papież Jan Paweł II. Przede wszystkim musimy stawiać przed oczami młodzieży nie punkty sporne i potencjały konfliktowe, lecz pozytywne symbole i symboliczne postacie.

Na przykład dobrze się stało, że miejscem nabożeństwa pojednania nie stało się
sanktuarium na Górze św. Anny na Górnym Śląsku, obciążone bratobójczymi walkami po I wojnie światowej, lecz Krzyżowa, symbol niemieckiego chrześcijańskiego, ekumenicznego ruchu oporu – tutaj protestanci, jak hrabia James von Moltke i katolicy, jak jezuita Alfred Delp wspólnie działali przeciwko Hitlerowi. To właśnie kanclerz RFN Helmut Kohl – jak opowiada arcybiskup Alfons Nossol – chciał koniecznie dokonać tych gestów pojednania w
ramach nabożeństwa, ponieważ bez tego religijnego tła świeżo po upadku systemu komunistycznego ludzie chyba nie odebraliby i nie zrozumieli takiego uścisku jako całkowitego zaczynania od nowa między dwoma nareszcie wolnymi narodami.

Do obrazu Krzyżowej należy natomiast święta Jadwiga, która była świadkiem tego niemiecko-polskiego nowego początku i przed oczami której zwalisty kanclerz Niemiec tak mocno i serdecznie ściskał wątłego premiera Polski. Święta Jadwiga, która była tak mądrym doradcą swojego męża, księcia piastowskiego Henryka Brodatego, która sprowadziła do kraju cystersów jako zakon energicznych osadników i była po macierzyńsku troskliwą panią zarówno dla przybywających kolonistów, jak i dla słowiańskich autochtonów. W tym roku na Dolnym Śląsku, przede wszystkim w Trzebnicy, w szczególny sposób obchodzi się 750.rocznicę jej kanonizacji. Tam założyła klasztor, w którym spędziła ostatnie lata życia i gdzie znajduje się jej grobowiec.

Nie służy to dzisiaj porozumieniu narodów, także między Niemcami a Polakami, że ten tak ważny chrześcijański fundament dzisiaj się kruszy, przede wszystkim w Niemczech, nie tylko dlatego, że coraz mniej możemy się wspólnie modlić tak, jak na przykład 12 listopada 1989 w Krzyżowej. Pragnę tylko zaznaczyć, że w sprawach małżeństwa i rodziny, religii i prawa do życia, oświaty i wychowania aż do dyskusji na temat gender uważam za konieczny odważny niemiecko-polski dialog twarzą w twarz, a nie dyktat z Berlina czy Brukseli.

Dla porozumienia ważna jest empatia, zrozumienie sąsiada, pokonywanie
uprzedzeń i wiedza o równorzędności, historii i osiągnięciach historyczno-kulturalnych sąsiedniego narodu. My, Niemcy, za mało wiemy o wielkości terytorialnej i wielkiej kulturze państwa Jagiellonów, o postępach demokracji w Rzeczypospolitej szlacheckiej aż do wprowadzenia 3 maja 1791 roku pierwszej wolnościowej konstytucji w Europie, o wielkich polskich pisarzach, muzykach i budowniczych teraźniejszości i przeszłości, o polskich magnatach i ich pełnych przepychu rezydencjach, w których niegdyś bywała europejska arystokracja. Ludzie przesiedleni w roku 1945 ze Lwowa do Wrocławia to nie byli barbarzyńcy. Równorzędna, wysoka polska kultura weszła do dawnej pysznej metropolii wschodnich Niemiec na przykład w postaci zbiorów z Biblioteki Ossolińskich. Za mało wiemy o 123 latach, przez które Polska była pod zaborami i o powstaniach przeciw zaborcom, a także o tragedii Powstania Warszawskiego i jego okrutnym stłumieniu, o zbrodniach stalinowskich w Polsce, których do dziś nie można było rozliczyć ani odpokutować. Miasto Kanta, Królewiec, dawna pyszna metropolia Prus Wschodnich do dziś nosi imię Kalinina, łajdaka, który w latach 1923 – 1945 był najbliższym współtowarzyszem Stalina i najwyższym przedstawicielem Związku Radzieckiego, który podpisał miliony wyroków śmierci, na przykład przez okrutne masowe mordy w Katyniu, a w Niemczech tego nie rejestrowano ani nawet nie oponowano przeciw temu. Na przykład Niemcy często nie rozumieją lęków polskiego sąsiada przed niezręcznym zbliżaniem się do dzisiejszej Rosji Putina, która pod wieloma względami, nie tylko w Gruzji, Mołdawii i na Ukrainie kontynuuje od roku 1465 nieprzerwaną, agresywną tradycję imperialistyczną, praktycznie stanowi ostatnią w Europie nieobliczalną, agresywną potęgę kolonialną.

Kolejnym czynnikiem, ważnym dla udanego porozumienia jest osobiste spotkanie, które pomaga zburzyć irracjonalne resentymenty narodowe. Dlatego właśnie na Śląsku ważnym fundamentem zgody w Europie jest to, że w wolnych krajach stały się możliwe spotkania w dziedzinie turystyki i gospodarki, do dziś liczone już w milionach. Dlatego tak ważna jest niemiecko-polska wymiana młodzieży z miejscem spotkań w Krzyżowej, gdzie poznały się już setki tysięcy i gdzie powstały niezliczone przyjaźnie między młodymi Niemcami a Polakami. Ale nawet w przypadku leciwych już Niemców, wysiedlonych ze Śląska, którzy po doznanej krzywdzie byli pełni nienawiści do wszystkiego, co polskie i najpierw nigdy nie chcieli ponownie odwiedzać swoich stron rodzinnych, często przeżywałem to, że otwierały się serca, gdy kiedyś w końcu spotykali się z Polakami. Oczywiście po obu stronach są wyjątki w postaci nacjonalistycznego ograniczenia. Zasadniczo jednak to setki tysięcy wysiedlonych Niemców z terenów nad Odrą i Nysą i otwarci polscy gospodarze w ich rodzinnych stronach najwięcej przyczynili się do zgody między Niemcami a Polakami na Śląsku. Nasze czasopismo od dwudziestu lat dokumentuje te niezliczone, cudowne spotkania.
Wspólnie stawia się kamienie pamiątkowe, często tworzy się związki partnerskie z miastami, z których wysiedlono Niemców, jak na przykład w przypadku Legnicy, Trzebnicy, Milicza, Bolesławca czy Strzelec Opolskich, Gliwic i Bytomia na Górnym Śląsku. Wiele podróży, spotkań, szkół partnerskich, projektów kulturalnych i renowacji zabytków architektury doszło do skutku dzięki wysiedleńcom, zwłaszcza ich strukturom ewangelickim i katolickim. Wielu
aktywnych wysiedleńców, poczynając od niezapomnianego, oczernianego przez komunistów, a docenionego przez Władysława Bartoszewskiego Herberta Hupki aż do pastora Meisslera w Legnicy jest szczególnie szanowanych przez dzisiejszych polskich mieszkańców ich rodzinnych miast. Stalinowska trucizna w ten sposób stała się najmocniejszą maścią niemiecko-polskiego porozumienia.

Dalej ważne jest podkreślanie wspólnych zadań i wyzwań, przed którymi stoją Niemcy i Polacy na Śląsku i w Europie, co rozumiemy jako wspólnotę losów, która musi trzymać się razem.

Tak, jak Niemcy i Francuzi byli fundamentem zjednoczenia ekonomicznego i
politycznego na Zachodzie, tak dzisiaj potrzebujemy partnerstwa niemiecko-polskiego dla utrwalenia pokoju i dzieła budowy w Europie Środkowo-Wschodniej, właśnie z uwagi również na nowe zagrożenie przez skostniały w starym myśleniu w kategoriach polityki siły reżim Putina, który wyrządza wielkie szkody Europie i samemu narodowi rosyjskiemu.

 

Alfred Theisen
Schlesien – Brücke oder Dynamit zwischen Deutschen und Polen

Bei der Ehrung mit dem Brückepreis in Görlitz sagte Tadeusz Mazowiecki im Herbst 2011: Friede ist kein Zustand, sondern eine ständige Aufgabe und Herausforderung.

Und damit sind wir auch schon bei der Antwort auf die Frage, ob Schlesien Brücke oder Dynamit zwischen Deutschen und Polen ist. Dies hängt von den Menschen, von uns ab, denn Schlesien, das landschaftlich reizvolle und wirtschaftlich immer wieder prosperierende Brückenland an der Oder, ist in der Geschichte immer wieder beides gewesen, Zankapfel und Brücke, nicht nur zwischen Deutschen und Polen, sondern zum Beispiel auch zwischen Preußen und Habsburgern, zwischen Katholiken und Protestanten.

Gottlob gab es in den vergangenen 1000 Jahren überwiegend ein Miteinander und oft sogar – wie hoffentlich heute auch – ein Füreinander von Deutschen und Polen, was vielen in Deutschland und in Polen nicht bewusst ist. Mein Anliegen ist es daher nicht, Ihnen einen faktenreichen, wissenschaftlichen Vortrag zu halten, sondern aus knapp zwei Jahrzehnten praktischer Erfahrung mit dem deutsch-polnischen Miteinander in Schlesien und in der Europastadt Görlitz/Zgorzelec Anregungen zu geben und aufzuzeigen, was man tun kann, damit eine gute Nachbarschaft von Deutschen und Polen in Schlesien erhalten bleibt.

Etwa knapp alle 200 Jahre hat in den vergangenen 1000 Jahren die Hoheit über
Schlesien gewechselt: Das selbständige piastische Herzogtum, kam zuerst unter die polnische Krone. Doch Kasimir der Große baute Polen Richtung Osten aus und verzichtete im Vertrag von Trentschin 1335 für alle Zeiten auf Schlesien, das nun von Prag aus regiert wurde. Etwa 200 Jahre später kam es durch Heirat zu den Habsburgern und wieder etwa 200 Jahre zu seinem größten Teil durch drei schlesische Kriege zu Preußen. Das erst seit Ende des 18. Jahrhunderts aufkommende Gemisch menschenfeindlicher Nationalismen und Ideologien
entlud sich im 20 Jahrhundert in fürchterlichen Kriegen, Vertreibungen, Völkermord und Diktaturen, die viele Millionen Menschenleben nicht nur in Polen und seinen östlichenNachbarvölkern sondern auch in Deutschland forderten, wo der Terror der Nationalsozialisten zum Beispiel allein durch den Holocaust, die Verfolgung von Oppositionellen und Christen wie Edith Stein und Dietrich Bonhoeffer oder das Priester-KZ in Dachau ebenfalls eine erschütternde Blutspur hinterließ. Die Regelung der Nachkriegsgrenzen und die damit
einhergehenden Vertreibungen wurden nicht von der ausgeschalteten polnischen Exilregierung in London beschlossen, sondern von den Siegermächten und besonders grausam durchgesetzt durch Stalin, der willkürlich statt der geplanten Glatzer die Lausitzer Neiße bei Görlitz zur neuen Grenze seines damaligen polnischen Satellitenstaates machte. Dabei wird ihm unterstellt, durch die damaligen Vertreibungen in der Tat einen dauerhaften
Keim der Zwietracht zwischen Deutschen und Polen legen zu wollen, der bis 1989 durch die Revanchismusparolen der sowjetkommunistischen Propaganda genährt wurde. Diese böse Saat konnte lange aufgehen, wobei sich die Kommunisten geschickt des polnischen Nationalismus bedienen konnten, der allerdings schon durch das mutige Hirtenwort der polnischen Bischöfe aus dem Jahre 1965 „Wir gewähren Vergebung und bitten um Vergebung“ sowie durch Wortmeldungen von oppositionellen Intellektuellen wie Jan Josef Lipski, Leszczek Kolakowski oder Adam Michnik zum Beispiel in der Zeitschrift „Kultura“, in die Schranken gewiesen wurde.

Doch erst nach dem Zerfall des Sowjetimperiums wurde nach 1989 eine echte
Völkerverständigung zwischen nun endlich freien Deutschen und Polen möglich. Treffend sagte Erzbischof Alfons Nossol, emeritierter Bischof von Oppeln, Mitte Februar auf unserer Winterakademie im Schlosshotel Wernersdorf, das angesichts der erfolgreichen freiheitlichen Revolution in Ostmitteleuropa im November 1989 zwei Mauern gefallen sind: Am 9. November die Mauer, die Deutschland geteilt hat und am 12. November in Kreisau durch den
Versöhnungsgottesdienst mit der legendären Friedensgeste zwischen Helmut Kohl und Tadeusz Mazowiecki die Mauer zwischen Deutschen und Polen.

Die Begegnung von Kreisau vom 12. November 1989, die damals verabschiedete
gemeinsame Erklärung und die 1991 abgeschlossen deutsch-polnischen Verträge zur Bestätigung der Grenzen und zur guten Nachbarschaft hatten den Rahmen für die deutschpolnische Verständigung geschaffen.

Doch es sollte noch etwa zwei Jahrzehnte dauern, bis der heutige Stand neuer deutschpolnischer Völkerfreundschaft erreicht wurde. Dabei wurde bei den polnischen Nachbarn auch registriert, das Deutschland der nachhaltigste Befürworter und Unterstützer eines EUBeitritts Polens war, der dann 2004 endlich erfolgte.

Seit dem Regierungswechsel in Warschau im Herbst 2015 haben manche
nationalistischen Töne der aktuellen polnischen Regierung, deren Justiz- und Medienpolitik und eine restriktivere Politik gegenüber den Minderheiten erstmals wieder Schatten auf das bilaterale Verhältnis geworfen. Der Besuch von Kanzlerin Angela Merkel Mitte Februar in Warschau hat jedoch deutlich gemacht, dass das großartige Wunder der deutsch-polnischen Verständigung, das gerade in Schlesien so große Früchte getragen hat, nicht gefährdet ist.

Als ich seit Mitte der 1990er Jahre in meiner Heimat der Eifel, im Rheinland unweit von Bonn und Koblenz unsere Verlagsgründung in Görlitz vorbereitete, war Schlesien von dem heute wieder gewonnenen Glanz noch weit entfernt. Mit dem Plan einer Verlagsgründung in Görlitz erntete ich bei Bekannten und in meiner großen Familie ausschließlich Kritik und null Zustimmung, wie übrigens im damaligen Görlitz auch. Es waren sowohl Bedenken hinsichtlich der wirtschaftlichen Risiken, als auch auf den politischen Sprengstoff, den man mit Schlesien verband. Mein inzwischen verstorbener Vater riet mir dringend ab mit den Worten: Nationalsozialismus, Krieg, Vertreibung und Kommunismus haben Schlesien zum größten Zankapfel zwischen Deutschen und Polen gemacht. Dort wird nie Ruhe einkehren. Früher oder später werden die dort wieder aufeinander losgehen. Schlesien ist ein virulenter Keim deutsch-polnischer Zwietracht und ausgerechnet da willst Du mit Deiner großen Familie hingehen.

Heute wissen wir, dass es anders gekommen ist, dass Schlesien wieder dabei ist einer der wirtschaftlich und zivilisatorisch blühendsten Regionen Europas zu werden. Hier gab und gibt es keine vergangenheitsbedingten Vorfälle, auf die sich sofort die Medien stürzen würden, sondern ein für andere Regionen vorbildliches, konstruktives aber unauffälliges europäisches Miteinander. Im folgenden möchte ich aufzeigen, wie es dazu gekommen ist und Anregungen geben, wie man die heutige deutsch-polnische Partnerschaft und Freundschaft in
Schlesien stabilisieren kann.

An erster Stelle nenne ich die Pflege der gemeinsamen christlichen Wurzeln und freiheitlichen Überzeugungen gerade im heutigen Europa, wo christliches und freiheitliches Bewusstsein angegriffen werden. Das Christentum bewahrt vor der Schreckensherrschaft der Ideologien, insbesondere dem Nationalismus. Es betont die einzigartige Würde, die Gottesebenbildlichkeit des Menschen als Krönung der Schöpfung, dem alle Politik mit ihren unterschiedlichen Ordnungselementen von Familie, Heimat und Nation zu dienen hat. So kann man sein Vaterland lieben, aber ebenso den Nachbarn besser verstehen, mögen und achten.

In Schlesien sind Deutsche und Polen ewige Nachbarn. Beide Nationen haben sich um die erste Jahrtausendwende nach Christus herausgebildet auf der Basis dieses gemeinsamen christlichen Fundamentes. Schon in der Ära der Entstehung beider Nationen kam es im Jahre 1000 zu einer wunderbaren Begegnung: Kaiser Otto III. und der spätere erste König von Polen, Herzog Boleslaus der Tapfere (Chrobry) trafen sich in Schlesien bei Sprottau/Szprotawa und pilgerten gemeinsam nach Gnesen zum Grab von Sankt Adalbert. Der deutsche Kaiser nannte damals den polnischen Herzog seinen „Bruder im Reiche“. An diese wunderbare Begegnung wurde durch ein Treffen deutscher und polnischer Bischöfe im Herbst 2015 in Gnesen erinnert und ich war sehr enttäuscht, das über dieses wichtige Ereignis in der deutschen Öffentlichkeit, selbst in den kirchlichen Medien nicht berichtet wurde!
Es hat über Jahrhunderte ein fruchtbares Miteinander von Deutschen und Polen in Schlesien gegeben. Gemeinsam hat man 1241 in der Schlacht von Wahlstatt gegen die Mongolen gekämpft und 1683 unter Führung des polnischen Königs Sobieski den Vormarsch der Türken bei Wien gestoppt.

Es ist wichtig die ganze Geschichte unserer Nachbarschaft zu kennen, aber man sollte nicht nur über die Streitpunkte und offenen Wunden diskutieren, sondern vor allem jene Ereignisse und Persönlichkeiten in den Vordergrund stellen, die jungen Menschen als Beispiel dienen können, wie zum Beispiel Sankt Hedwig oder Papst Johannes Paul II. Vor allem der Jugend müssen wir nicht die Streitpunkte und Konfliktpotentiale sondern positive Symbole und Symbolfiguren vor Augen stellen. So war es zum Beispiel gut, dass nicht der durch den Bruderkampf nach dem Ersten Weltkrieg belastete Wallfahrtsort Sankt Annaberg in Oberschlesien, sondern das für den ökumenischen christlichen deutschen Widerstand stehende Kreisau 1989 – hier wirkten
Protestanten wie James Graf von Moltke und Katholiken wie der Jesuitenpater Alfred Delp gemeinsam gegen Hitler – zum Ort des Versöhnungsgottesdienstes wurde. Und es war der deutsche Bundeskanzler Helmut Kohl, so berichtet Erzbischof Alfons Nossol, der unbedingt den Rahmen eines Gottesdienstes für diese Versöhnungsgeste wollte, weil eine solche Umarmung ohne diesen religiösen Hintergrund von den Menschen so kurz nach dem Zerfall des kommunistischen Systems wohl gar nicht als ein solch herausragender Neubeginn zwischen beiden nun endlich freien Völkern angenommen und verstanden werden würde.

Und zum Bild von Kreisau gehört Sankt Hedwig, die bei diesem deutsch-polnischen Neubeginn dabei war und unter deren Augen der große deutsche Kanzler den schmächtigeren polnischen Ministerpräsidenten so fest und inniglich umarmte. Sankt Hedwig, die Ihrem Ehemann, dem Piastenherzog Heinrich dem Bärtigen eine so kluge Ratgeberin war, welche als tatkräftigen Siedlungsorden die Zisterzienser ins Land rief und zuwandernden Kolonisten
wie den einheimischen Slawen eine fürsorgliche Landesmutter war. In diesem Jahr wird in Niederschlesien, vor allem in Trebnitz/Trzebnica, in besonderer Weise ihrer Heiligsprechung vor 750 Jahren gedacht. Dort gründete sie das Kloster, in dem sie zuletzt lebte und wo sich ihr Hochgrab befindet.

Es tut der Völkerverständigung auch zwischen Deutschen und Polen heute nicht gut, dass dieses so wichtige christliche Fundament derzeit vor allem in Deutschland bröckelt, nicht nur weil man so – wie zum Beispiel am 12. November 1989 in Kreisau – immer weniger gemeinsam beten kann. Es sei nur angedeutet, dass ich in Fragen von Ehe und Familie, von Religion und Lebensrecht, von Bildung und Erziehung bis hin zur Gender-Diskussion einen
mutigen deutsch-polnischen Dialog auf Augenhöhe für notwendig halte und kein Diktat aus Berlin oder Brüssel.

Wichtig für die Verständigung ist die Empathie, das Verständnis für den Nachbarn, das Überwinden von Vorurteilen und das Wissen um die Ebenbürtigkeit, die Geschichte und die kulturhistorischen Leistungen des Nachbarvolkes. Wir Deutschen wissen zu wenig von der räumlichen Größe und der Hochkultur des Jagiellonenreiches, von den demokratischen Fortschritten in der Adelsrepublik bis hin zur Einführung der ersten freiheitlichen Verfassung in Europa am 3. Mai 1791, von den großen polnischen Schriftstellern, Musikern und Baumeistern der Gegenwart und der Vergangenheit, von den polnischen Magnaten und ihren prachtvollen Residenzen, in denen einst der europäische Hochadel ein und ausging. Es waren keine Barbaren, die 1945 aus Lemberg nach Breslau vertrieben wurden, sondern es kam zum Beispiel mit den Beständen der Ossolinski-Bibliothek eine ebenbürtige polnische Hochkultur in die einstige leuchtende Metropole des deutschen Ostens. Man weiß zu wenig von den 123 Jahren der Teilung Polens und dem Aufbegehren dagegen, ebenso der Tragik des Warschauer Aufstandes und dessen grausame Niederschlagung sowie von den stalinistischen Verbrechen an Polen, die bis heute weder aufgearbeitet, noch gesühnt werden konnten. Die Kant-Stadt Königsberg, einst leuchtende Metropole Ostpreußens wird bis heute nach dem Schurken Kalinin benannt, von 1923 bis
1945 engster Weggefährte Stalins und oberster Repräsentant der Sowjetunion, der Millionen Todesurteile zum Beispiel auch für die grausamen Massenmorde in Katyn mitunterschrieben hat, ohne dass man dies in Deutschland registriert oder sogar dagegen opponiert. So versteht man in Deutschland oft nicht, die Ängste beim polnischen Nachbarn vor einer plumpen Annäherung an das heutige Putin-Rußland, das in vielerlei Hinsicht, nicht nur in Georgien,
Transnistrien (Moldawien) und in der Ukraine, die seit 1465 ungebrochene, aggressive, imperialistische Tradition fortführt, praktisch die letzte unberechenbare, aggressive Kolonialmacht in Europa darstellt.

Ein weiterer wichtiger Faktor für ein Gelingen der Verständigung ist die persönliche Begegnung, durch die irrationale nationale Ressentiments abgebaut werden. Deswegen sind die in Freiheit möglich gewordenen, inzwischen millionenfachen Begegnungen im Bereich des Tourismus und der Wirtschaft gerade in Schlesien ein wichtiges Fundament europäischen Miteinanders. Deshalb ist das deutsch-polnische Jugendwerk mit seiner Begegnungsstätte in
Kreisau so wichtig, wo sich bereits Hunderttausende kennengelernt haben und unzählige Freundschaften zwischen jungen Deutschen und Polen entstanden sind. Aber auch bei schon betagten vertriebenen deutschen Schlesiern, die nach erlittenem Unrecht voller Hass auf alles Polnische waren und ihre schlesische Heimat zuerst nie wieder besuchen wollten, habe ich es oft erlebt, wie sich die Herzen öffneten, wenn man sich erst doch einmal begegnete. Natürlich
gibt es Ausnahmen nationalistischer Engstirnigkeit auf beiden Seiten. Aber im Prinzip sind es Hunderttausende von deutschen Vertriebenen aus den Oder-Neiße-Gebieten und die offenen polnischen Gastgeber in ihrer Heimat gewesen, die das Miteinander von Deutschen und Polen in Schlesien am meisten vorangebracht haben. Unsere Zeitschrift dokumentiert seit zwei Jahrzehnten diese unzähligen, wunderbaren Begegnungen. Gemeinsam wurden Gedenksteine
aufgestellt, kommunale Partnerschaften oft zu den Patenstädten der vertriebenen Deutschen begründet, wie zum Beispiel im Falle von Liegnitz, Trebnitz, Militsch, Bunzlau oder Groß Strehlitz, Gleiwitz und Beuthen in Oberschlesien. Viele Reisen, Begegnungen, Schulpartnerschaften, Kulturprojekte und Sanierungen von Baudenkmälern sind durch Vertriebene, insbesondere auch deren evangelische und katholische Strukturen entstanden.
Viele aktive Vertriebene, angefangen vom unvergessenen, von den Kommunisten verteufelten und von Wladislaw Bartoszewski gewürdigten Herbert Hupka bis zum Pastor Meissler in Liegnitz sind von den heutigen polnischen Bewohnern in ihren Heimatstädten besonders geehrt worden. Aus dem Gift Stalins wurde so die stärkste Salbe der deutsch-polnischen Verständigung.

Weiter ist es wichtig die gemeinsamen Aufgaben und Herausforderungen
herauszustellen, vor denen Deutsche und Polen in Schlesien und in Europa stehen, das wir uns als Schicksalsgemeinschaft begreifen, die zusammenstehen muss.

So wie Deutsche und Franzosen das Fundament wirtschaftlicher und politischer
Einigung im Westen waren, brauchen wir heute die deutsch-polnische Partnerschaft für die Befriedung und das Aufbauwerk in Ostmitteleuropa, gerade auch mit Blick auf die neue Bedrohung durch in altem machtpolitischem Denken verharrende Putin-Regime, das Europa und dem russischen Volk selbst großen Schaden zufügt.

 

 

 

Reformacja na Śląsku – Reformation in Schlesien

Dr. Lars-Arne Dannenberg
Reformacja na Śląsku

Wykład na seminarium w Bad Flinsberg 18.-19.03.2017

Reformacja dotarła na Śląsk wyjątkowo wcześnie, w pewnym stopniu przeskakując Księstwo Saksonii, gdzie książę Jerzy jako nieubłagany przeciwnik Lutra pozostawał przy starej wierze.

Już w roku 1524 pastor Johannes Hess głosił kazania w nowej wierze w kościele św. Magdaleny we Wrocławiu. Hess, pochodzący z Norymbergi, studiował w Wittenberdze i przy tym też poznał Lutra. W roku 1523 został powołany na proboszcza kościoła św. Magdaleny przez wrocławską radę miejską.

Wrocław liczył około 20 000 mieszkańców i był zdecydowanie największym miastem Śląska.

Ale co właściwie oznacza Śląsk?

We wczesnych czasach nowożytnych Śląsk dzielił się na 15 księstw, cztery wyższe
państwa stanowe, kilka niższych państw stanowych i wiele majątków ziemskich duchownych i świeckich. Nominalnym władcą był król Czech. Co prawda był on w opozycji do pewnej liczby książąt z panującego rodu Piastów, którzy w XIV wieku ustąpili przywilejów koronie czeskiej. Na początku XVII wieku spadkobiercy Piastów rządzili już tylko w księstwach lennych Legnicy, Wołowa i Brzegu. W księstwie Oleśnicy rządzili panowie na Podiebradach, spadkobiercy króla czeskiego, Jerzego z Podiebradów, których w roku 1649 zastąpiła boczna
linia książąt wirtemberskich. W księstwach Jawora, Świdnicy, Głogowa, Opola, Raciborza i Opawy, które po wymarciu linii piastowskich przypadły czeskiej koronie, władzę sprawował bezpośrednio król czeski, reprezentowany przez namiestnika. Na śląskich sejmikach książęcych, odbywających się przeważnie we Wrocławiu, książęta mogli wspólnie z przedstawicielami stanów decydować o sprawach kraju z dużym zakresem autonomii.

Miało to wpływ również na rozpowszechnianie się wiary ewangelickiej.

Ale co właściwie oznacza reformacja?

Na fundamencie indywidualnego doświadczenia wiary Marcina Lutra i głębokich przekonań religijnych wywołała ona zasadniczą przemianę w życiu Kościoła, a potem również w polityce, społeczeństwie, sztuce i kulturze. Objęła wszystkie dziedziny życia i zmieniła codzienność ludzi.

Wkrótce te idee dotarły również do śląskich księstw. Książę Legnicy Fryderyk II (1480–1547) otrzymał pomoc przez swojego radcę dworu, Kaspara Schwenckfelda von Ossig (1490-1561), który na początku sympatyzował z Lutrem, ale potem wynikł między nimi spór o odmienne rozumienie Komunii. Schwenckfeld i jego zwolennicy byli prześladowani przez katolików równie mocno, jak przez luteranów i musieli opuścić Śląsk. Odrzucano też kalwinistów. Tylko w biskupstwie Nysy i w otoczeniu kapituł i klasztorów w księstwach dziedzicznych części ludności udało się pozostać przy starej wierze.

Ale ten rozwój oczywiście nie przebiegał bynajmniej tak bezkonfliktowo, jak
przedstawiono tutaj w telegraficznym skrócie.

W latach 80. XVI wieku, za panowania króla Rudolfa II (1552–1612) w hrabstwie Kłodzka i w Głogowie doszło do pierwszych prób powrotu do katolicyzmu. Te wczesne konflikty można było jednak jeszcze rozwiązać względnie pokojowo. Rudolf II nawet wskutek bratobójczych zatargów w śląskich państwach stanowych wydał nawet w roku 1609 „List majestatyczny”, w którym przyrzekał wyznawcom wiary augsburskiej swobodę jej wyznawania. Ów niepokoje trwały, aż doszło do eskalacji napięć w Czechach i na Śląsku, rozładowanych w drugiej defenestracji praskiej, która miała się stać bezpośrednim czynnikiem, wywołującym wojnę trzydziestoletnią. Regulacje „Listu majestatycznego” przestały obowiązywać, gdy śląskie państwa stanowe przyłączyły się do czeskiej opozycji stanowej i uznały nowego króla czeskiego, Fryderyka V Wittelsbacha (1596–1632). Jednak gdy cesarz Ferdynand II (1576–1637) zwyciężył w bitwie pod Białą Górą w roku 1621 i ponownie objął w posiadanie swoje tereny, niezwłocznie zaczął przywracać w Czechach i na Śląsku katolicyzm.

Wojna wywołała przemoc i nędzę w dużej części Europy, przy czym być może
najbardziej zajadle szalała na Śląsku. Okropności wojny przyniosły mieszkańcom Śląska traumatyczne przeżycia, które jeszcze długo pozostały w ludzkich umysłach.

Gdy nareszcie wojna się skończyła, Ślązacy nie mogli mimo to cieszyć się wolnością religijną, gdyż król czeski nie zaliczał ich do swoich państw stanowych. Ich kościoły (656) i szkoły zamknięto albo przekazano parafiom katolickim, pastorów i nauczycieli – ponad 500 duchownych – wygnano. Wielokrotnie próbowano za pomocą przymusu i represji nawrócić śląskich ewangelików z powrotem na starą wiarę, w czym szczególnie wyróżniali się jezuici. Mimo to ze śląskimi ewangelikami nie stało się tak, jak z ich czeskimi współwyznawcami, którzy musieli nawrócić się na starą wiarę albo opuścić ojczyznę. Na podstawie ustaleń traktatu westfalskiego zezwolono Ślązakom tylko na trzy kościoły, które mogli zbudować przed bramami Głogowa, Świdnicy i Jawora, w pewnym sensie na ziemi niczyjej, z nietrwałego materiału, tj. z drewna i gliny. Co prawda budowniczy Albrecht von Saebisch wzniósł za fasadą mury z kamienia i w ten sposób dwa kościoły oparły się czasowi. Powstały ogromne kościoły, które mogły pomieścić po kilka tysięcy wiernych. Dzisiaj oba zachowane
Kościoły Pokoju w Świdnicy i Jaworze są na liście światowego dziedzictwa kulturalnego UNESCO.

Te kościoły jednak zdecydowanie nie wystarczały. Jako, że Ślązacy mieli możliwość udziału w nabożeństwach w ewangelickich częściach kraju, wspólnoty kościelne całych wsi organizowały niedzielne i świąteczne pielgrzymki. Niekiedy przemierzały przy tym daleką drogę. Tak powstawały kościoły przygraniczne i kościoły schronienia, które niczym pas rozpościerały się wokół katolickich dziedzicznych księstw Śląska. W naszych poszukiwaniach znaleźliśmy prawie 200 takich kościołów przygranicznych i kościołów
schronienia, przy czym różnica polega na tym, że te pierwsze były gęsto zakładane od nowa przy samej granicy, a te drugie istniały już wcześniej, a teraz dawały schronienie wspólnotom ze Śląska.

Gdy w roku 1675 zmarł Jerzy Wilhelm I, ostatni panujący książę z dynastii Piastów śląskich, także ostatnie pozostałe księstwa ewangelickie: Legnica, Wołów i Brzeg przypadły czeskiej koronie, która stopniowo przywracała tutaj katolicyzm, obsadzając wakaty proboszczów rzymskokatolickimi księżmi.

Wspólnie przeżywane przykrości, wspólne pielgrzymki pomagały śląskim
ewangelikom w zachowaniu ich wiary. Prawie dwie trzecie ludności Dolnego Śląska pozostały przy wierze ewangelickiej. Tylko na późniejszym Górnym Śląsku, gdzie był do dyspozycji tylko kościół w Kluczborku, Habsburgom udało się nawrócić prawie całą ludność na katolicyzm. Odsetek ewangelików wśród ludności wynosił tutaj najwyżej ok. 10%. Do roku 1945 te proporcje wyznaniowe niewiele się zmieniły.

Król Szwecji Karol XII jako skuteczny dowódca wojsk i protestant uznał się za przywódcę ewangelickiego ugrupowania w Europie i sam siebie uważał za obrońcę wiary ewangelickiej. Po podbiciu Saksonii w czasie Wielkiej Wojny Północnej udało mu się w tzw. ugodzie altransztadzkiej z roku 1706 skłonić cesarza do ustępstw i zobowiązać go do zwrotu 25 kościołów w księstwach Legnicy, Wołowa i Brzegu oraz do budowy kolejnych kościołów.
Kilka miast ubiegało się o budowę takiego kościoła. W końcu z łaski cesarza przywilej wzniesienia kościoła otrzymały miejscowości: Żagań, Jelenia Góra, Kamienna Góra, Milicz, Kożuchów i Cieszyn.

Tymczasem Księstwo Pruskie w unii z Elektoratem Brandenburskim przygotowywało się do objęcia dominującej pozycji wśród niemieckich landów. W czasie trzech wojen śląskich król Fryderyk II podbił kraj Habsburgów z wyjątkiem okolic Cieszyna, które zostały przy Austrii.

Śląscy ewangelicy czcili Fryderyka II jako wyzwoliciela – wszak od teraz znowu było możliwe nieskrępowane sprawowanie nabożeństw ewangelickich. Nie zarządził on jednak zwrotu kościołów, a zamiast tego zezwolił na budowę domów modlitwy. W ciągu paru lat powstało aż 200 takich budynków z muru pruskiego, budowanych według określonego schematu. Tutaj, w Świeradowie, też znajdował się taki dom modlitwy.

Król Fryderyk Wilhelm III (1797-1840) w roku 1817 zarządził zjednoczenie parafii luterańskich i reformowanych w swoim królestwie w jeden wspólny Kościół. Powstał przy tym ewangelicko-unijny Kościół Prus, który jednoczył w Prusach ewangelickie tradycje luteranów i chrześcijan zreformowanych. Te starania wokół zjednoczenia spotkały się z oporem zwłaszcza na terenach Królestwa Saksonii, które znalazły się pod władzą Prus w roku 1815 na mocy postanowień Kongresu Wiedeńskiego. Na przykład północno-wschodnia część Górnych Łużyc została administracyjnie przyłączona do Śląska. Wielu mieszkańców, wśród nich Łużyczan, wyjeżdżało stąd do Ameryki czy nawet do Australii, gdzie jako staroluteranie praktykowali tę wiarę, którą z sobą przywieźli.

Wreszcie pod koniec II wojny światowej w 1945 roku wskutek masowych migracji ponownie doszło do przesunięć etnicznych i religijnych… Nowa granica została ustanowiona wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej. Tym samym również Śląsk przypadł utworzonej wtedy pod sztandarem komunizmu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej.

Od roku 1945 Polska jest krajem w dużym stopniu jednolitym etnicznie i wyznaniowo. 86% Polaków należy do Kościoła rzymskokatolickiego. Protestanci (0,2%) stanowią zaledwie niewielką mniejszość. Największym Kościołem protestanckim jest Kościół Ewangelicko-Augsburski w Polsce. Jego nazwa odwołuje się do „Wyznania Augsburskiego” jako podstawowej księgi wyznaniowej luteranów. Sześć diecezji skupia 131 parafii, które prowadzą wiele stacji diakonijnych. Głównym kościołem i siedzibą biskupa jest Kościół Św.
Trójcy w Warszawie.

Mniejsze wspólnoty protestanckie to Kościół Ewangelicko-Reformowany, kontynuujący dziedzictwo polskiego kalwinizmu, Kościół Ewangelicko-Metodystyczny i Kościół Chrześcijan Baptystów. Poza tym w ostatnich latach powstało wiele ewangelikalnych wspólnot zielonoświątkowców.

Dr. Lars-Arne Dannenberg
Reformation in Schlesien

Die Reformation erreichte Schlesien gewissermaßen durch Überspringen des
Herzogtums Sachsen, wo Herzog Georg als unerbitterlicher Gegner Luthers am alten Glauben festhielt, außerordentlich früh.
Schon 1524 predigte der Pfarrer Johannes Heß in neuem Glauben an der
Magdalenenkirche in Breslau. Der aus Nürnberg stammende Heß hatte in Wittenberg studiert und dabei auch Luther kennengelernt. 1523 war er vom Breslauer Rat an die Magdalenenkirche berufen worden.
Breslau war mit etwa 20.000 Einwohnern die mit Abstand größte Stadt Schlesiens.
Aber was heißt eigentlich Schlesien?
In der frühen Neuzeit gliederte sich Schlesien in 15 Herzogtümer, vier freie
Standesherrschaften, mehrere Minderstandesherrschaften sowie zahlreiche geistliche und weltliche Grundherrschaften. Nomineller Landesherr war der König von Böhmen. Allerdings stand dieser einer Anzahl von Herzögen aus dem Herrschergeschlecht der Piasten gegenüber, deren Vorfahren sich im 14. Jahrhundert der böhmischen Krone unterstellt hatten. Zu Beginn des 17. Jahrhunderts regierten piastische Nachkommen allerdings nur noch in den
Lehnsfürstentümern Liegnitz (Legnica), Wohlau (Wolów) und Brieg (Brzeg). Im Fürstentum Oels (Oleśnica) regierten die Herren von Podiebrad, Nachkommen des böhmischen Königs Georg von Podiebrad, denen 1649 eine Nebenlinie der Herzöge von Württemberg nachfolgte. In den Fürstentümern Jauer (Jawor), Schweidnitz (Świdnica), Glogau (Głogów), Oppeln (Opole), Ratibor (Racibórz) und Troppau (Opava), die nach dem Aussterben piastischer Linien an die böhmische Krone gefallen waren, übte der böhmische König die direkte Landesherrschaft aus, vertreten durch einen Landeshauptmann. Auf den schlesischen Fürstentagen, die meist in Breslau stattfanden, konnten die Herzöge gemeinsam mit den Ständevertretern weitgehend autonom über die Belange des Landes entscheiden. Das hatte auch Auswirkungen auf die Ausbreitung des evangelischen Glaubens. Was bedeutet aber Reformation eigentlich?

Gegründet auf der individuellen Glaubenserfahrung Martin Luthers und tiefen
religiösen Überzeugungen bewirkte sie einen grundlegenden Wandel im kirchlichen Leben und dann auch in Politik und Gesellschaft, in Kunst und Kultur. Sie erfasste alle Lebensbereiche und veränderte den Alltag der Menschen.

Bald erreichten die Ideen auch die Fürstentümer Schlesiens. Herzog Friedrich II. von Liegnitz (1480–1547) erhielt Hilfe durch seinen Hofrat Caspar Schwenckfeld von Ossig (1490-1561), der anfangs mit Luther sympathisierte, dann aber über ein unterschiedliches Abendmahlsverständnis mit ihm in Streit geriet. Schwenckfeld und seine Anhänger wurden von Katholiken und Lutheranern gleichermaßen verfolgt und mussten Schlesien verlassen.
Auch die Calvinisten wurden abgelehnt. Nur im Bischofsland Neiße sowie im Umfeld der Stifte und Klöster in den Erbfürstentümern gelang es Teile der Bevölkerung beim alten Glauben zu halten.

Aber natürlich verlief diese Entwicklung bei weitem nicht so konfliktfrei, wie hier im Zeitraffer dargestellt.

In den 1580er Jahren kam es unter König Rudolf II. (1552–1612) in der Grafschaft
Glatz (Kłodzko) und in Glogau zu ersten Versuchen einer Rekatholisierung. Doch konnten diese frühen Konflikte noch relativ friedlich beigelegt werden, bis Rudolf II. sogar aufgrund einem Bruderzwist den schlesischen Ständen 1609 einen „Majestätsbrief“ ausstellte, der den Angehörigen der Augsburger Konfession die freie Ausübung ihres Glaubens zusicherte. Doch gärte es weiter, bis die Spannungen in Böhmen und Schlesien eskalierten und im Zweiten
Prager Fenstersturz entluden, der zum Auslöser des Dreißigjährigen Krieges werden sollte. Die Regelungen des Majestätsbriefs wurden aufgehoben, als die schlesischen Stände sich der Ständeopposition in Böhmen anschlossen und sich zum neuen böhmischen König Friedrich von der Pfalz (1596–1632) bekannten. Nachdem aber Kaiser Ferdinand II. (1576–1637) 1621 in der Schlacht am Weißen Berg gesiegt und seine Länder wieder in Besitz genommen hatte, begann er umgehend mit der Rekatholisierung Böhmens und Schlesiens.

Der Krieg überzog weite Teile Europas mit Gewalt und Elend, wobei er vielleicht am heftigsten in Schlesien wütete. Die Gräuel des Krieges bescherten den Bewohnern Schlesiens traumatische Erlebnisse, die noch lange in den Köpfen der Menschen nachhallten.

Als der Krieg endlich aus war, kamen die Schlesier dennoch nicht in den Genuss der Religionsfreiheit, da der König von Böhmen sie nicht zu den Reichsständen zählte. Ihre Kirchen (656) und Schulen wurden geschlossen bzw. katholischen Gemeinden übergeben, die Pfarrer und Schulmeister vertrieben, mehr als 500 Geistliche. Vielfach wurde versucht, mit Zwang und Repressalien die evangelischen Schlesier zum alten Glauben zurückzuführen, wobei sich die Jesuiten besonders hervortaten. Dennoch erging es den evangelischen Schlesiern nicht wie ihren böhmischen Glaubensgenossen, die entweder zum alten Glauben konvertieren oder ihre Heimat verlassen mussten. Den Schlesiern wurde aufgrund der Bestimmungen des Westfälischen Friedens lediglich drei Kirchen zugestanden, die vor den Toren der Städte Glogau, Schweidnitz und Jauer, gewissermaßen im rechtsfreien Raum, und aus vergänglichem Material, aus Holz und Lehm erbaut werden durften. Baumeister Albrecht von Saebisch freilich zog hinter dem Fachwerk steinerne Mauern hoch, so überdauerten zwei Kirchen die Zeit. Es entstanden riesige Kirchen mit einem Fassungsvermögen mehrerer tausend Gottesdienstbesucher. Heute gehören die beiden erhaltenen Friedenskirchen von Schweidnitz und Jauer zum UNESCO-Weltkulturerbe.

Aber diese Kirchen reichten bei weitem nicht aus. Da die Schlesier jedoch die Möglichkeit hatten, die Gottesdienste in evangelischen Landesteilen zu besuchen, unternahmen die Kirchgemeinden ganzer Dörfer an den Sonn- und Feiertagen sog. Kirchfahrten. Sie nahmen dafür mitunter weite Wege in Kauf. So entstanden die Grenz- und Zufluchtskirchen, die sich wie ein Gürtel um die katholischen Erbfürstentümer Schlesiens legten. Unsere Recherchen ergaben knapp 200 solcher Grenz- und Zufluchtskirchen, wobei die Unterscheidung einerseits in den bereits vorhandenen Kirchen liegt, die nunmehr den Gemeinden Zuflucht boten, andererseits dicht an der Grenze neu errichtet wurden.

Als 1675 mit Georg Wilhelm I. der letzte regierende Fürst aus dem Haus der schlesischen Piasten starb, fielen auch die letzten verbliebenen evangelischen Herzogtümer Liegnitz, Wohlau und Brieg an die böhmische Krone, die hier allmählich eine Rekatholisierung durchsetzte, indem sie freiwerdende Pfarrstellen mit römisch-katholischen Pfarrern besetzte. Das gemeinsam durchstandene Leid, die Kirchfahrten halfen den evangelischen Schlesiern bei der Bewahrung ihres Glaubens. Nahezu zwei Drittel der Bevölkerung Niederschlesiens blieb beim evangelischen Glauben. Nur im späteren Oberschlesien, wo lediglich die Kirche von Kreuzburg zur Verfügung stand, gelang den Habsburgern eine nahezu vollständige Rekatholisierung der Bevölkerung. Der evangelische Bevölkerungsanteil betrug hier höchstens noch etwa 10 Prozent betrug. An diesen konfessionellen Verhältnissen änderte sich bis 1945 nur wenig.

Der schwedische König Karl XII. hatte sich als erfolgreicher Kriegsmann und
Protestant an die Spitze der evangelischen Gruppierung innerhalb Europas gestellt und sah sich selbst als Verteidiger des evangelischen Glaubens. Als er Sachsen während des Nordischen Krieges besetzte, gelang es ihm in der sog. Altranstädter Konvention 1706, den Kaiser zu Zugeständnissen zu bewegen und zur Rückgabe von 25 Kirchen in den Herzogtümern Liegnitz, Wohlau und Brieg sowie zum Bau weiterer Kirchen zu verpflichten. Mehrere Städte bewarben sich um den Bau einer solchen Kirche. Schließlich erhielten die Orte Sagan (Zagan), Hirschberg (Jelena Góra) , Landeshut (Kamienna Góra), Militsch (Milicz) und Freystadt (Kożuchów) sowie Teschen (Cieszyn) das Privileg aus Gnaden des
Kaisers eine Kirche zu erbauen.

Inzwischen schickte sich Brandenburg-Preußen an, zur vorherrschenden Macht unterden deutschen Ländern zu werden. Unter König Friedrich II. wurde in den drei Schlesischen Kriegen das Land von den Habsburgern erobert, bis auf einen kleinen Rest um Teschen, der bei Österreich blieb.

Die evangelischen Schlesier feierten Friedrich II. als Befreier, war doch nunmehr die Abhaltung evangelischer Gottesdienste wieder ungehindert möglich. Er verfügte jedoch nicht die Rückgabe der Kirchen, sondern gestattete stattdessen den Bau von Bethäusern. Innerhalb weniger Jahre entstanden rund 200 dieser nach einem bestimmten Schema errichteten Fachwerkbauten. Auch hier in Flinsberg befand sich eine solche Bethauskirche.

König Friedrich Wilhelm III. (1797-1840) ordnete 1817 die Vereinigung von lutherischen und reformierten Gemeinden seines Königreichs in einer gemeinsamen Kirche an. Damit entstand die unierte Staatskirche Preußens, die evangelischen Traditionen der Lutheraner und der Reformierten in Preußen vereinte. Insbesondere in den 1815 aufgrund der Beschlüsse des Wiener Kongresses an Preußen gefallenen Gebieten des Königreichs Sachsen stießen diese Vereinigungsbemühungen auf Widerstand. So war der nordöstliche Teil der Oberlausitz verwaltungstechnisch Schlesien angegliedert worden. Hier wanderten zahlreiche Einwohner, darunter zahlreiche Sorben, nach Amerika oder auch nach Australien aus, wo sie als Altlutheraner ihren hergebrachten Glaubten lebten.

Schließlich kam es am Ende des Zweiten Weltkrieges 1945 aufgrund des gewaltigen Bevölkerungsaustauschs erneut zu ethnischen und religiösen Verschiebungen … Die neue Grenze wurde entlang von Oder und Lausitzer Neiße gezogen. Damit gelangte auch Schlesien an die damals unter kommunistischen Vorzeichen gegründete Volksrepublik Polen.
Polen ist seit 1945 ein ethnisch und konfessionell weitgehend homogenes Land. 86 Prozent der Polen gehören der römisch-katholischen Kirche an. Die Protestanten bilden mit 0,2 Prozent nur eine kleine Minderheit. Die größte ihrer Kirche ist die Evangelisch- Augsburgische Kirche in Polen. Ihr Name bezieht sich auf die Confessio Augustana als grundlegender Bekenntnisschrift der Lutheraner. In sechs Diözesen sind 131 Kirchgemeinden zusammengefasst, die zahlreiche Diakoniestationen betreiben. Haupt- und Bischofskirche ist die Dreifaltigkeitskirche in Warschau.

Kleinere protestantische Gemeinschaften sind die Evangelisch-Reformierte Kirche, die das Erbe der polnischen Calvinisten weiterführt, die Evangelisch-Methodistische Kirche und der Christlich Baptistische Bund. In den letzten Jahren haben sich darüber hinaus zahlreiche
evangelikale Pfingstgemeinden gebildet.